Sprawdź nas też tutaj

Recenzja

PlanBe „Insomnia” – recenzja

Opublikowany

 

"Insomnia" potwierdza, że nowa fala raperów stawia jedynie na hitowość i wysoki poziom replay value.

W 2016 QueQuality wydaje krążek PlanaBe, czyli wówczas szerzej nieznanego koleżki. Ksywka rozdającego karty w grze Lanka zajmującego się produkcją całego projektu przykuwa uwagę, bo w końcu filar SB Mafijii byle komu swoich skarbów nie oddaje. No i faktycznie – PlanBe na „Fantasmagorii” daje się poznać jako nowa młoda, pełna werwy i pomysłów rapowa twarz. Agresywne, świeże brzmienie, nieprzeciętne ucho do tworzenia chwytliwych melodii i ciekawych hitów. Owszem, nie jest to w żadnym aspekcie doskonały projekt, który pokazuje, że oto na scenie pojawił się prawdziwy diament, ale jak na absolutnie debiutancki projekt, brzmi dość obiecująco. Na początku 2017 roku umiejętności młodego rapera zostają docenione przez redakcję Popkillera i trafia on do najnowszej edycji Młodych Wilków gdzie zostaje jednym z wygranych, zgarniając masę propsów, więc naturalnym jest oczekiwanie na jego legalny już krążek. Generalnie chyba nikt nie przewidywał, że coś mogłoby pójść nie tak, ale niestety – na „Insomnię” trochę tej werwy i pomysłów zabrakło.

 

Chociaż może określenie, że na albumie zabrakło werwy i pomysłów, to chyba trochę zbyt delikatne określenie. Czego można było spodziewać się po płycie PlanaBe? Cóż, jeżeli ktoś upatrywał w „Insomnii” czegoś więcej niż jedynie zbioru prostych hitów i singli do internetu, to lekko się przeliczył. Legalny debiut rapera to materiał przeznaczony tylko i wyłącznie dla ludzi szukających naprawdę niewymuszonej rozrywki, podbijania głową, odmóżdżenia się po ciężkim dniu albo rozluźnienia podczas sobotniej domówki – czyli generalnie oferuje nam mniej więcej tyle, co spora część jego rapowych rówieśników. Czy to dobrze? Z jednej strony podstawowa funkcja muzyki, czyli zapewnienie jakiegokolwiek poziomu rozrywki i zwykłej przyjemności ze słuchania zostaje poniekąd spełniona, ale z drugiej strony przesyt tego typu artystów oferujących tylko i wyłącznie ten jeden konkretny rodzaj rozrywki jest aż nadto widoczny rzucający się w oczy i już zwyczajnie męczy.

 

„Insomnia” jest kolejnym krążkiem, który potwierdza, że nowa fala raperów stawia jedynie na hitowość i wysoki poziom replay value. Jasne, liczby z odtworzeń są ogromne, widać, że ta muzyka zbiera swoich odbiorców, ale na dłuższą metę to raczej droga donikąd. No bo teraz mamy takiego PlanaBe, czy innych młodych hitowych raperów, ale za rok czy dwa wpadnie np. kolejna wataha młodych wilków, która obierze sobie za inspirację dużo bardziej świeże patenty i większość odbiorców szukająca wpadającego w ucho refrenu i tekstów o luźnych relacjach z płcią przeciwną zacznie udostępniać na fejsbukowych tablicach zupełnie nowe twarze. Mało to przecież takich przypadków świat rapu widział?

 

Po kilkukrotnym osłuchaniu się z „Insomnią” zwyczajnie nie ma już tu do czego wracać. Na początku uwagę przykuwa bardzo dobra warstwa muzyczna, no ale jak się zatrudnia takich ludzi jakich zatrudnił PlanBe, to zaskoczeniem będzie jakakolwiek wpadka w tej kwestii. Niestety oprócz bitów to nie ma tu nic więcej godnego uwagi. Miejscami żenująco infantylne teksty jak chociażby „Lubię”, które może i przez chwilę fajnie buja, ale jeżeli coś takiego ma zapewnić jakąś pozycję na scenie, to jakoś średnio tę przyszłość widzę. Zero jakiegokolwiek elementu zaskoczenia, żadnych gier słownych, żadnych fajnych panczy – tylko jakieś pierdololo o dupach, o tym, że zrobi hajs, pojedzie sobie gdzieś na wakacje, kupi sobie nowe ciuchy albo teksty o tym, że był nikim, teraz jest kimś, kiedyś ktoś go olewał, teraz te same postaci zgłaszają się do niego po featuringi, że jakieś dupy miały jego i jego ekipę gdzieś, a teraz sama pcha się pod kołdrę. Ogólnie rzec biorąc – brak treści (nie mylić z przekazem).

 

W tej całej wtórności kompletnie nie wzbudza żadnego pozytywnego wrażenia numery takie jak „Oldschool”, który miał być chyba miłym i odmiennym elementem od dotychczasowych tekstowych popisów Plana, a w rzeczywistości jest niezbyt ciekawym przedstawieniem niezbyt ciekawych życiowych historii z przeszłości.

 

Chęć gonienia sceny, chęć utrzymania się na niej i zostawienia w tyle ogromnej konkurencji przyniosło za sobą ogromne ilości muzyki wydawanej w bardzo krótkim czasie. Obecnie – tak naprawdę poza nielicznymi wyjątkami – raper robiący roczną przerwę wydawniczą może zniknąć niemal całkowicie z rynku. Pokazuje to, że na scenie utrzymają się ma dłuższą metę jedynie najbardziej wytrwali i najlepsi, robiący coś swojego – może nie w 100% własnego, bo tego to już się chyba nie da robić, ale czegoś z własnym stylem – a nie tylko bezmyślnie klepiący sprawdzone schematy, stosując często nawet autoplagiaty.

 

PlanBe pokazuje tylko jedną stronę rozrywki – bujanie się głową, odstresowanie, posłuchanie jakichś prostych głupot i przyciąga jedynie jeden typ słuchacza, który niestety jest mało wierny. Oczywiście, w podobnym stylu tworzą Wac Toja czy Bedoes, którzy otwarcie mówią, że wolą postawić na melodyjność i na to, by zrobić po prostu „piosenkę”. Jednak spośród wszystkich tego typu rapowych twarzy, PlanBe wypada jako jeden z najsłabszych. Owszem, potrafi on uderzyć bardzo fajnym numerem, ale braki tekstowe po jakimś czasie aż zbyt mocno kłują w uszy. 3,5/10.

 
7 komentarzy

7
Dodaj komentarz

1500
najnowszy najstarszy oceniany
DAMIANEKKRUSZEWSKI

JEBAĆ TEGO PLANABE, MOŻE MI POSSAĆ FUJARE DUPOM

ggggggggggggggg

Z CZEGO ONI SIĘ TAK KURWA CIESZĄ Z TEGO CO SŁUCHAŁEM TO TEN CAŁY PlanBe nawet nie jest raperem tylko jakimś piosenkarzem ala Dawid Kwiatkowski podłączonym pod rap bo modny. Jego target to dziewczynki wyczekujące pierwszej miesiączki i trochę starsze osoby które słuchają tego co modne (kiedyś RPK dziś PlanBe). W którym momencie on jest KURWA świeży i agresywny jak piszczy próbując śpiewać czy jak kseruje z USA? Jeżeli na albumie zabrakło werwy i pomysłów to na chuj go wydają kolejne gówno pod dziewczynki które się uczą zakładać podpaski co będzie zalegać na półkach. Poza tym jakie on może mieć historie z przeszłości? przed policją nie uciekał bo rurki za ciasne źle w domu nie miał bo widać, że banan

Kotlet schabowy

Nareszcie ktoś rzeczywiście ocenił tego PlanBe będącego piszącym gównem banana który z rapem ma tyle wspólnego co fast food z restauracją. Jeżeli ktoś niema pomysłu na płytę to po jakiego zalewać rynek odpadami? A zapomniałem skok na $$ idą święta gimby kupią. I jeszcze kurwa ten stritłer z H&M

gds

BARDZO SZCZERA I TRAFIONA RECENZJA
Wiekszość tego nowego nurtu to takie pioseneczki bez głębi aby hajsu najebać
w kiermane

hahahahagsdh

tego typa i jemu podobnych można jedynie wrzucić do kategorii gejrapy

6ix6ix6ix

Ja tam szanuje, flow ma dobre, słucham od fantasmagorii, wierze w człowieka bo serio jest spoko, insomnia może nie najlepsza ale reszta nutek Progress

xdp

W końcu jakaś rzetelna recenzja na gejrapie!

Popularne