Felieton
Płyty, które się nie ukazały, a powinny | CZ.1
Piąty, niemal nieodłączny element hip hopu? No cóż, obsuwa dobiera się do wielu muzycznych przedsięwzięć, a w rapie zjawisko to otrzymało niemal kultową rangę.
Oczywiście większość zapowiadanych albumów, których tworzenie i zbieranie do kupy – delikatnie mówiąc – zajęło nieco więcej czasu niż pierwotnie zakładano doczekało swojej premiery, jednak niestety (lub stety) część projektów nie została sfinalizowana, a okazuje się, że czas nie był łaskawy dla wielu ciekawych albumów. Sprawdźcie więc pierwszą część naszego zestawienia.
donGURALesko & Fokus.
Gdzie możemy szukać początków obecnej "przemiany" Gurala? Po trasie koncertowej promującej dość luźny, a momentami frywolny album "Zaklinacz Deszczu" DGE, w wieku 32 lat zaczął poważnie zastanawiać nad swoim życiem, karierą i dorobkiem muzycznym (a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie, bo skąd ja kurwa mogę wiedzieć o czym myślał Gural) i stwierdził, że warto zaangażować się w większy projekt, który wzbudzi sporo szumu nie tylko wśród słuchaczy, ale jednocześnie odciśnie spore piętno na całej rapowej scenie i tak oto te i podobne założenia spełniać miał album z Fokusem. Dlaczego akurat Fokus? Gural argumentował chęć współpracy tym, że uważa członka Pokahontaz za jednego z niewielu dobrych raperów w kraju i gdy przydarza się okazja do współpracy, to chętnie bierze w tym udział. Szef Szpadyzor Records wspominał także o trzydniowym spotkaniu obu Panów w Poznaniu, mającego miejsce kilka lat temu, które zakończyło się stworzeniem części materiału przeznaczonego na wspólny projekt. Niedługo potem do sieci trafił utwór "Gdyby Tak Mogło Być" i… na tym się skończyło. Singiel niby miał być zapowiedzią albumu donGURALesko i Fokusa, ale trafił ostatecznie na solo DGE "Projekt Jeden Z Życia Moment", a zapowiedzi szumnej kolaboracji rozeszły się po kościach.
Szanse na ukazanie się: Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że kiedyś mignęła mi informacja o tym, że nagrany materiał ostatecznie nie do końca podobał się raperom, którzy zdecydowali, że krążka jednak nie wydadzą. A więc szans nie ma.
Sitek – "Wielkie Sny".
"Miło nam poinformować, że w ten weekend zostały zakończone prace nad pierwszym klipem Sitka, promującym jego debiutancki album. Obraz został zrealizowany do nagrania pt. „Ból” i gościnnie pojawia się w nim znany i ceniony warszawski raper, którego ksywkę zdradzimy już wkrótce. Warto też dodać, że za produkcje muzyczną odpowiedzialny jest Buszu." – taką informację otrzymaliśmy w sierpniu 2011 roku od ekipy Lucky Dice. No cóż, klip faktycznie się ukazał, jednak wspomnianej płyty do tej pory nie dostaliśmy, a po drodze z rapowej mapy zniknęła też wytwórnia Buszu. Sitek mimo braku jakiegokolwiek solowego albumu co jakiś czas dostarczał czy to nowy numer czy gościnkę, a wszystko podgrzewał zapowiedziami o rychłym ukazaniu się jego mocno oczekiwanej płyty i wodził za nos spore wytwórnie mające chrapkę na wyręczenie rapera w sprawach organizacyjnych, by ten mógł dopieścić swoje dzieło. I w końcu, po tych kilku przydługich latach Sitek zebrał się w sobie i NAJPRAWDOPODOBNIEJ jego pierwszy solowy album ukaże się w 2016 roku. Dobra, przyznaję – nie do końca jeszcze jestem przekonany i prawdopodobnie w ten fakt uwierzę dopiero, jak zobaczę pudełko z płytą na półce w sklepie, jednak wydaje się, że nigdy wcześniej nie byliśmy bliżej solówki Sitka niż obecnie, a to przez opublikowane w niezbyt długim odstępie czasu nowe single i podany tytuł całego projektu. "Wielkie Sny" w 2016 roku czy jednak nie…?
Szanse na ukazanie się: Finał telenoweli zbliża się nieuchronnie.
Fokus i White House.
5 lat w muzyce, a zwłaszcza w rapie to niemal wieczność i właśnie ta wieczność minęła w lutym od ostatniego solowego krążka Fokusa. Jest to nieco zastanawiające, bowiem pierwsze zapowiedzi sugerujące gotujący się w Katowicach krążek Smoka pojawiały się rok po premierze "Prewersji". Co ciekawe raper deklarował, że nadchodzący album ma być jego ostatnim stricte hip hopowym materiałem, a kolejne projekty będą osadzone w popularnym swego czasu… dubstepie. Pamiętacie zapewne ogólnoświatowy bum m.in. na pokręcone hity Skrillexa lub przebicie się do dużo szerszej świadomości grime'u i rapu rodem z Anglii, a w Polsce równolegle pokrewnymi klimatami zajarał się chociażby Pezet stawiając na współpracę Sidneya Polaka i decydując się na stworzenie "Radio 8/10 Pezet". No cóż, wątek płyty Pezeta skończył się, jak się skończył, moda na dubstep dawno przeminęła, a i elektroniczne projekty Fokusa także nie ujrzały światła dziennego. Mało tego, na półki sklepowe nie trafił też trzeci rapowy solowy krążek, który miał w całości opierać się na produkcjach duetu White House, a bardziej Magiery, ponieważ Fokus wyznał, że z L.A. nie dogaduje się aż tak dobrze. Producenci także potwierdzali ze swojej strony, że w drodze oprócz "Kodexu IV" i płyty z Peją, jest także album z reprezentantem Katowic – jednak tak jak w przypadku wielu innych albumów – temat ucichł. Na jakim etapie utknął projekt? Nie wiadomo – Fokus ujawniał, że Magiera podsyła mu jakieś produkcje, jednak nic więcej nie wiadomo. Smoka pochłonęły albumy z Rahimem, natomiast "Łajt Hałsi" skupili się na zapowiedzianych wcześniej projektach.
Szanse na ukazanie się: Wydaje się, że większe niż na projekty dubstepowe.
Peja, O.S.T.R., Jeru The Damaja, DJ Decks.
Płyta "Reedukacja" jest z pewnością istotnym punktem w karierze Peji i nie tylko dlatego, że kończył 5 – letnią przerwę w dyskografii składu Slums Attack, ale też z powodu jednego gościnnego udziału, który rozpoczął efektowną serię udziału zagranicznych gości na kolejnych krążkach Poznaniaka. Jeru The Damaja, nie dość, że dograł się SLU do numeru "Oddałbym", to jeszcze wyszedł z inicjatywą nagrania projektu, w którym udział wezmą raperzy z Polski i USA, a całość powstanie pod przewodnictwem i koordynacją Peji, DJ-a Decksa, O.S.T.R.-a i Jeru właśnie. Przyznaję, gdyby album faktycznie ujrzał światło dzienne mielibyśmy przed sobą rzecz przełomową i historyczną, jednak i tak nie dawałem 100% szans na finalne ukazanie się na rynku. Powody? Na materiale miała pojawić się cała masa raperów, a jak wiadomo zebranie wielu przeróżnych osobowości z różnym trybem pracy jest zadaniem bardzo trudnym, gdzie do tego dochodziły minusy współpracy międzymiastowej i międzynarodowej, co musiało oprzeć się na kontaktach internetowych. Ku zaskoczeniu do pewnego momentu wszystko szło nad wyraz sprawnie – Peja co jakiś czas informował o postępach i nie tylko na zasadzie ogólników w postaci "no coś tam nagrywamy, powoli zbieramy materiał", a regularnie otrzymywaliśmy nowe smaczki udokumentowane wcześniej na nagranych trackach. Z informacji, które rzucał w wywiadach RPS wynikało, że na projekt powstało całkiem sporo tracków – Jeru nagrał numery z podopiecznymi Ryszarda, których poznał podczas wizyt w Polsce czyli Śliwą, Gandziorem czy Kobrą, z kolei w Stanach prężnie wykorzystywał swoje kontakty i dzięki temu sfinalizowano utwory z Lil Dapem, OC, a potwierdzeni byli też CL. Smooth, Sadat X czy – uwaga – Ill Bill. Z kolei Peja werbował kolejnych producentów i DJ-ów (White House, Hirass, DJ Decks, DJ Haem) i zapewniał, że premiera albumu pozostaje kwestią czasu, ponieważ równolegle pracował nad innymi muzycznymi projektami. Niestety w pewnym momencie wszystko ucichło, a i fani Ryśka chyba dość szybko zapomnieli o polsko – amerykańskim projekcie i skupili swoją uwagę na albumach czy to Slums Attack, czy to bardziej solowych krążkach Peji.
Szanse na ukazanie się: Chyba wciąż jest to możliwe. Można zastanawiać się dlaczego temat ucichł – czy chodziło o zwyczajne skupienie się na własnych projektach, czy w grę wchodził konflikt z DJ-em Decksem (chociaż to chyba zbyt naciągana teoria biorąc pod uwagę, że nie miał być aż tak bardzo wiodącą postacią w przeciwieństwie do pozostałych członków grupy, a także różnica czasu pomiędzy ogłoszeniem rozpoczęcia prac nad krążkiem, a zakończeniu współpracy Slums Attack), a może problemy zdrowotne Ostrego albo ukrócenie kontaktów z Jeru?
O.S.T.R. i Tede – "Teos".
Dwa – trzy lata temu wspólne albumy raperów wychodziły na światło dzienne jak grzyby po deszczu, a fani co chwilę elektryzowali (oczywiście fani tylko danych artystów i – co należy podkreślić – fani OBU raperów, wśród reszty budziło raczej politowanie i masowe ziewanie) się składami kolejnych drużyn znanych raperów. Zanim jednak na rynek trafiły "HAOS", a kilka miesiecy później "Przypadek? #Niesondze", to Tede i O.S.T.R. kilkanaście lat wcześniej mieli plan na nagranie swojej, wspólnej płyty. Można się sobie naśmiewać i rzucać popularnymi internetowymi sloganami ośmieszającymi zarówno Jacka jak i Adama, jednak nikt nie odbierze dokonań obu Panów na scenie i przyzna, że takie połączenie zwyczajnie nie mogłoby się nie udać. Oczywiście wtedy, kiedy album pierwotnie był zapowiadany, bo obecnie ciężko byłoby spotkać się im we wspólnym punkcie ze względu na odmienne klimaty muzyczne. No, ale do rzeczy. W czasach gdy raperzy jeszcze się ze sobą trzymali, powstało sporo mocnych numerów – O.S.T.R. obdzielał swoimi produkcjami płyty Jacka przez co powstały takie numery "D.I.S. / Domysły I Spekulacje", imprezowy szlagier "Pili Gin", czy równie popularny "Ja, Mój Walkman I Mój Notes", z kolei już na solowych numerach reprezentanta Łodzi, swoje akcenty także pozostawiał w rewanżu Warszawiak, gdzie oprócz znanego wszem i wobec "Ziom Za Ziomem", TDF wyprodukował "$" czy "Zazdrość". Nie wszystkie jednak wspólne numery ujrzały światło dzienne i niestety dotyczy to właśnie tych, które nagrywane były z myślą o wspólnym projekcie, co wspominał w wywiadzie u Artura Rawicza TDF: "Chciałbym usłyszeć te kawałki, które kiedyś nagrywaliśmy, bo w tych kawałkach, a trzy czy cztery nagraliśmy to był 2000 czy 2001 r. i nagraliśmy np. kawałek o butach. Chciałbym zobaczyć miny tych cymbałów co mnie jechali za kawałki o butach, że nie jestem prawdziwy, a Ostry jest taki prawdziwy. Jakbyśmy w 2001 r. nagrali kawałek o butach jordanach, nike'ach, conversach fajnie by było." Panowie mieli już nawet tytuł albumu, efektownie brzmiący "TEOS", co było nie tylko połączeniem pierwszych dwóch liter ksywek raperów, ale także pośrednim nawiązaniem do greckiego słowa oznaczającego "bogów". Także już wiecie skąd Kanye zaczerpnął pomysł na tytuł albumu "Yeezus".
"TEOS" nie powstał, ale ostatecznie Panowie wydali projekt pod wspólnym szyldem. W 2009 roku Asfalt Records wypuściło na rynek limitowane 400 sztuk winylu "Podostrzyszfy…", czyli zremixowanych przez O.S.T.R.-a utworów Warszafskiego Deszczu z albumu "Powrócifszy". Oczywiście nikt nie traktuje tego jak duchowego spadkobiercy "TEOS-u" – bardziej jako gratkę dla słuchaczy.
Szanse na ukazanie się: Zerowe. Jeśli ktoś przez lata nosił ze sobą po cichu nadzieję, na to, że ten krążek jeszcze kiedyś się ukaże, to niech posłucha Tedego, który skwitował po latach: "Nie było "TEOS", ale jest "HAOS" (…). Mam nadzieję, że kiedyś coś z Adamem nagramy (…) może się gdzieś tam przetniemy na majku."
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News4 dni temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News2 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News4 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News2 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News3 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News17 godzin temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News3 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News3 dni temuMalik Montana pochwalił się 3 swoich dzieci. „Chcę przynajmniej siódemkę”