Felieton
Płyty, które się nie ukazały, a powinny | CZ.1
Piąty, niemal nieodłączny element hip hopu? No cóż, obsuwa dobiera się do wielu muzycznych przedsięwzięć, a w rapie zjawisko to otrzymało niemal kultową rangę.
Oczywiście większość zapowiadanych albumów, których tworzenie i zbieranie do kupy – delikatnie mówiąc – zajęło nieco więcej czasu niż pierwotnie zakładano doczekało swojej premiery, jednak niestety (lub stety) część projektów nie została sfinalizowana, a okazuje się, że czas nie był łaskawy dla wielu ciekawych albumów. Sprawdźcie więc pierwszą część naszego zestawienia.
donGURALesko & Fokus.
Gdzie możemy szukać początków obecnej "przemiany" Gurala? Po trasie koncertowej promującej dość luźny, a momentami frywolny album "Zaklinacz Deszczu" DGE, w wieku 32 lat zaczął poważnie zastanawiać nad swoim życiem, karierą i dorobkiem muzycznym (a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie, bo skąd ja kurwa mogę wiedzieć o czym myślał Gural) i stwierdził, że warto zaangażować się w większy projekt, który wzbudzi sporo szumu nie tylko wśród słuchaczy, ale jednocześnie odciśnie spore piętno na całej rapowej scenie i tak oto te i podobne założenia spełniać miał album z Fokusem. Dlaczego akurat Fokus? Gural argumentował chęć współpracy tym, że uważa członka Pokahontaz za jednego z niewielu dobrych raperów w kraju i gdy przydarza się okazja do współpracy, to chętnie bierze w tym udział. Szef Szpadyzor Records wspominał także o trzydniowym spotkaniu obu Panów w Poznaniu, mającego miejsce kilka lat temu, które zakończyło się stworzeniem części materiału przeznaczonego na wspólny projekt. Niedługo potem do sieci trafił utwór "Gdyby Tak Mogło Być" i… na tym się skończyło. Singiel niby miał być zapowiedzią albumu donGURALesko i Fokusa, ale trafił ostatecznie na solo DGE "Projekt Jeden Z Życia Moment", a zapowiedzi szumnej kolaboracji rozeszły się po kościach.
Szanse na ukazanie się: Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że kiedyś mignęła mi informacja o tym, że nagrany materiał ostatecznie nie do końca podobał się raperom, którzy zdecydowali, że krążka jednak nie wydadzą. A więc szans nie ma.
Sitek – "Wielkie Sny".
"Miło nam poinformować, że w ten weekend zostały zakończone prace nad pierwszym klipem Sitka, promującym jego debiutancki album. Obraz został zrealizowany do nagrania pt. „Ból” i gościnnie pojawia się w nim znany i ceniony warszawski raper, którego ksywkę zdradzimy już wkrótce. Warto też dodać, że za produkcje muzyczną odpowiedzialny jest Buszu." – taką informację otrzymaliśmy w sierpniu 2011 roku od ekipy Lucky Dice. No cóż, klip faktycznie się ukazał, jednak wspomnianej płyty do tej pory nie dostaliśmy, a po drodze z rapowej mapy zniknęła też wytwórnia Buszu. Sitek mimo braku jakiegokolwiek solowego albumu co jakiś czas dostarczał czy to nowy numer czy gościnkę, a wszystko podgrzewał zapowiedziami o rychłym ukazaniu się jego mocno oczekiwanej płyty i wodził za nos spore wytwórnie mające chrapkę na wyręczenie rapera w sprawach organizacyjnych, by ten mógł dopieścić swoje dzieło. I w końcu, po tych kilku przydługich latach Sitek zebrał się w sobie i NAJPRAWDOPODOBNIEJ jego pierwszy solowy album ukaże się w 2016 roku. Dobra, przyznaję – nie do końca jeszcze jestem przekonany i prawdopodobnie w ten fakt uwierzę dopiero, jak zobaczę pudełko z płytą na półce w sklepie, jednak wydaje się, że nigdy wcześniej nie byliśmy bliżej solówki Sitka niż obecnie, a to przez opublikowane w niezbyt długim odstępie czasu nowe single i podany tytuł całego projektu. "Wielkie Sny" w 2016 roku czy jednak nie…?
Szanse na ukazanie się: Finał telenoweli zbliża się nieuchronnie.
Fokus i White House.
5 lat w muzyce, a zwłaszcza w rapie to niemal wieczność i właśnie ta wieczność minęła w lutym od ostatniego solowego krążka Fokusa. Jest to nieco zastanawiające, bowiem pierwsze zapowiedzi sugerujące gotujący się w Katowicach krążek Smoka pojawiały się rok po premierze "Prewersji". Co ciekawe raper deklarował, że nadchodzący album ma być jego ostatnim stricte hip hopowym materiałem, a kolejne projekty będą osadzone w popularnym swego czasu… dubstepie. Pamiętacie zapewne ogólnoświatowy bum m.in. na pokręcone hity Skrillexa lub przebicie się do dużo szerszej świadomości grime'u i rapu rodem z Anglii, a w Polsce równolegle pokrewnymi klimatami zajarał się chociażby Pezet stawiając na współpracę Sidneya Polaka i decydując się na stworzenie "Radio 8/10 Pezet". No cóż, wątek płyty Pezeta skończył się, jak się skończył, moda na dubstep dawno przeminęła, a i elektroniczne projekty Fokusa także nie ujrzały światła dziennego. Mało tego, na półki sklepowe nie trafił też trzeci rapowy solowy krążek, który miał w całości opierać się na produkcjach duetu White House, a bardziej Magiery, ponieważ Fokus wyznał, że z L.A. nie dogaduje się aż tak dobrze. Producenci także potwierdzali ze swojej strony, że w drodze oprócz "Kodexu IV" i płyty z Peją, jest także album z reprezentantem Katowic – jednak tak jak w przypadku wielu innych albumów – temat ucichł. Na jakim etapie utknął projekt? Nie wiadomo – Fokus ujawniał, że Magiera podsyła mu jakieś produkcje, jednak nic więcej nie wiadomo. Smoka pochłonęły albumy z Rahimem, natomiast "Łajt Hałsi" skupili się na zapowiedzianych wcześniej projektach.
Szanse na ukazanie się: Wydaje się, że większe niż na projekty dubstepowe.
Peja, O.S.T.R., Jeru The Damaja, DJ Decks.
Płyta "Reedukacja" jest z pewnością istotnym punktem w karierze Peji i nie tylko dlatego, że kończył 5 – letnią przerwę w dyskografii składu Slums Attack, ale też z powodu jednego gościnnego udziału, który rozpoczął efektowną serię udziału zagranicznych gości na kolejnych krążkach Poznaniaka. Jeru The Damaja, nie dość, że dograł się SLU do numeru "Oddałbym", to jeszcze wyszedł z inicjatywą nagrania projektu, w którym udział wezmą raperzy z Polski i USA, a całość powstanie pod przewodnictwem i koordynacją Peji, DJ-a Decksa, O.S.T.R.-a i Jeru właśnie. Przyznaję, gdyby album faktycznie ujrzał światło dzienne mielibyśmy przed sobą rzecz przełomową i historyczną, jednak i tak nie dawałem 100% szans na finalne ukazanie się na rynku. Powody? Na materiale miała pojawić się cała masa raperów, a jak wiadomo zebranie wielu przeróżnych osobowości z różnym trybem pracy jest zadaniem bardzo trudnym, gdzie do tego dochodziły minusy współpracy międzymiastowej i międzynarodowej, co musiało oprzeć się na kontaktach internetowych. Ku zaskoczeniu do pewnego momentu wszystko szło nad wyraz sprawnie – Peja co jakiś czas informował o postępach i nie tylko na zasadzie ogólników w postaci "no coś tam nagrywamy, powoli zbieramy materiał", a regularnie otrzymywaliśmy nowe smaczki udokumentowane wcześniej na nagranych trackach. Z informacji, które rzucał w wywiadach RPS wynikało, że na projekt powstało całkiem sporo tracków – Jeru nagrał numery z podopiecznymi Ryszarda, których poznał podczas wizyt w Polsce czyli Śliwą, Gandziorem czy Kobrą, z kolei w Stanach prężnie wykorzystywał swoje kontakty i dzięki temu sfinalizowano utwory z Lil Dapem, OC, a potwierdzeni byli też CL. Smooth, Sadat X czy – uwaga – Ill Bill. Z kolei Peja werbował kolejnych producentów i DJ-ów (White House, Hirass, DJ Decks, DJ Haem) i zapewniał, że premiera albumu pozostaje kwestią czasu, ponieważ równolegle pracował nad innymi muzycznymi projektami. Niestety w pewnym momencie wszystko ucichło, a i fani Ryśka chyba dość szybko zapomnieli o polsko – amerykańskim projekcie i skupili swoją uwagę na albumach czy to Slums Attack, czy to bardziej solowych krążkach Peji.
Szanse na ukazanie się: Chyba wciąż jest to możliwe. Można zastanawiać się dlaczego temat ucichł – czy chodziło o zwyczajne skupienie się na własnych projektach, czy w grę wchodził konflikt z DJ-em Decksem (chociaż to chyba zbyt naciągana teoria biorąc pod uwagę, że nie miał być aż tak bardzo wiodącą postacią w przeciwieństwie do pozostałych członków grupy, a także różnica czasu pomiędzy ogłoszeniem rozpoczęcia prac nad krążkiem, a zakończeniu współpracy Slums Attack), a może problemy zdrowotne Ostrego albo ukrócenie kontaktów z Jeru?
O.S.T.R. i Tede – "Teos".
Dwa – trzy lata temu wspólne albumy raperów wychodziły na światło dzienne jak grzyby po deszczu, a fani co chwilę elektryzowali (oczywiście fani tylko danych artystów i – co należy podkreślić – fani OBU raperów, wśród reszty budziło raczej politowanie i masowe ziewanie) się składami kolejnych drużyn znanych raperów. Zanim jednak na rynek trafiły "HAOS", a kilka miesiecy później "Przypadek? #Niesondze", to Tede i O.S.T.R. kilkanaście lat wcześniej mieli plan na nagranie swojej, wspólnej płyty. Można się sobie naśmiewać i rzucać popularnymi internetowymi sloganami ośmieszającymi zarówno Jacka jak i Adama, jednak nikt nie odbierze dokonań obu Panów na scenie i przyzna, że takie połączenie zwyczajnie nie mogłoby się nie udać. Oczywiście wtedy, kiedy album pierwotnie był zapowiadany, bo obecnie ciężko byłoby spotkać się im we wspólnym punkcie ze względu na odmienne klimaty muzyczne. No, ale do rzeczy. W czasach gdy raperzy jeszcze się ze sobą trzymali, powstało sporo mocnych numerów – O.S.T.R. obdzielał swoimi produkcjami płyty Jacka przez co powstały takie numery "D.I.S. / Domysły I Spekulacje", imprezowy szlagier "Pili Gin", czy równie popularny "Ja, Mój Walkman I Mój Notes", z kolei już na solowych numerach reprezentanta Łodzi, swoje akcenty także pozostawiał w rewanżu Warszawiak, gdzie oprócz znanego wszem i wobec "Ziom Za Ziomem", TDF wyprodukował "$" czy "Zazdrość". Nie wszystkie jednak wspólne numery ujrzały światło dzienne i niestety dotyczy to właśnie tych, które nagrywane były z myślą o wspólnym projekcie, co wspominał w wywiadzie u Artura Rawicza TDF: "Chciałbym usłyszeć te kawałki, które kiedyś nagrywaliśmy, bo w tych kawałkach, a trzy czy cztery nagraliśmy to był 2000 czy 2001 r. i nagraliśmy np. kawałek o butach. Chciałbym zobaczyć miny tych cymbałów co mnie jechali za kawałki o butach, że nie jestem prawdziwy, a Ostry jest taki prawdziwy. Jakbyśmy w 2001 r. nagrali kawałek o butach jordanach, nike'ach, conversach fajnie by było." Panowie mieli już nawet tytuł albumu, efektownie brzmiący "TEOS", co było nie tylko połączeniem pierwszych dwóch liter ksywek raperów, ale także pośrednim nawiązaniem do greckiego słowa oznaczającego "bogów". Także już wiecie skąd Kanye zaczerpnął pomysł na tytuł albumu "Yeezus".
"TEOS" nie powstał, ale ostatecznie Panowie wydali projekt pod wspólnym szyldem. W 2009 roku Asfalt Records wypuściło na rynek limitowane 400 sztuk winylu "Podostrzyszfy…", czyli zremixowanych przez O.S.T.R.-a utworów Warszafskiego Deszczu z albumu "Powrócifszy". Oczywiście nikt nie traktuje tego jak duchowego spadkobiercy "TEOS-u" – bardziej jako gratkę dla słuchaczy.
Szanse na ukazanie się: Zerowe. Jeśli ktoś przez lata nosił ze sobą po cichu nadzieję, na to, że ten krążek jeszcze kiedyś się ukaże, to niech posłucha Tedego, który skwitował po latach: "Nie było "TEOS", ale jest "HAOS" (…). Mam nadzieję, że kiedyś coś z Adamem nagramy (…) może się gdzieś tam przetniemy na majku."
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News3 dni temuSzczotka do włosów, do której rapował Szpaku – Cancer Figters ruszyło z aukcjami
-
News2 dni temuMata to nie Quebonafide. Wyprzedał Narodowy czy nie? (tylko u nas)
-
News2 dni temuSentino złożył gratulacje kibicom Wisły, chwilę po nietypowej manifestacji na stadionie
-
News3 dni temuStudenci z Częstochowy protestują przeciwko koncertowi Fagaty. „Wstyd na całą Polskę”
-
News3 dni temuJosef Bratan wygwizdany na Fame 31. Wygrał z Bojanem, bo miał dużo szczęścia
-
News2 dni temuJosef Bratan przegrał finałową walkę o BMW M5 warte ponad pół miliona zł
-
News2 dni temuKoziołek jak Popek – wygrał z Murańskim, ale jedną ręką
-
News4 dni temuJosef Bratan pobił się z Taazym