News
Pokrzywdzony jak artysta. Raperzy walczą z AI – proszę się ustawić po zapomogę – felieton
Artyści likwidują konkurencję i sięgają po nasze pieniądze – każdego z nas oskubią już w 2026 roku.
Young Multi, Białas czy SBM Label boją się, że „rapujący komputer” ich wygryzie z branży i podpisują petycję przeciwko AI w muzyce. Ci sami artyści za chwilę będą dostawać pieniądze za to, że kupisz sobie nowy telefon – oczywiście to ty będziesz musiał sięgnąć głębiej do kieszeni dla rapera, który uraczy cię playbackiem na koncercie.
Artyści to taka bardzo uprzywilejowana grupa społeczna, która jednocześnie ciągle czuje się pokrzywdzona. Z jednej strony płacz, że mają niskie emerytury, bo całe życie odprowadzali najniższe składki i żyli ponad stan, a z drugiej sięgają po nasze pieniądze nawet, jeśli nie mamy z nimi nic wspólnego. Teraz także chcą oficjalnie i przy pomocy różnych organizacji wpływających na rząd, społeczeństwo i korporacje – zlikwidować sobie konkurencję, która dla nas – słuchaczy jest czymś dobrym.
Zablokować Kutas Records!
W ostatnich tygodniach rozgorzała dyskusja na temat Kutas Records i podobnym wytwórniom bazującym na artystach AI. Na topowych playlistach przez chwilę pojawiło się sporo utworów stworzonych przy pomocy sztucznej inteligencji i podniosło się spore larum. W bardzo krótkim czasie pojawiła się inicjatywa „Artist First”, która jest „manifestem przeciwko AI w muzyce”.
– Miejsce polskich artystów w rankingu Viral Top 50 zajmują dziś masowo generowane utwory AI. Dziesiątki twórców, którzy właśnie tam dostali swoją pierwszą szansę, zostają zepchnięci na margines – informują twórcy przedsięwzięcia.
Jeżeli słuchacze wybierają utwory stworzone przez AI, oznacza to tylko tyle, że są one dla nich ciekawsze i lepsze niż te stworzone przez „prawdziwych muzyków”. A tak bardziej poważnie – nagłego wysypu memicznych numerów AI na topowych listach na Spotify nie należy brać jako wyznacznika czegokolwiek, bo tak naprawdę, jak to będzie wyglądało zobaczymy dopiero w przyszłości. W TOP50 Spotify jeżeli chodzi o AI – mamy głównie bekowe numery, na które jest chwilowa moda. Dzieciaki podbijają wulgarne piosenki wyłącznie dla żartu – i było tak od zarania dziejów. Mimo to branża jak najszybciej podnosi larum: OKRADAJOOO.

Pokrzywdzony jak artysta
Czy dochodzimy teraz do sytuacji, kiedy to na siłę ktoś chce uszczęśliwiać odbiorców i pokazywać im palcem – tego nie słuchaj, tamtego nie sprawdzaj – masz tutaj prawdziwego artystę? Nie przypomina to trochę starego systemu, który kontrolował to, co obywatel może, a czego nie, a jak ktoś się nie podporządkował to dostał obowiązkowy masaż pałką po plecach?
Sytuacja na rynku muzycznym powoli robi się podobna do walki taksówkarzy z Boltem i próbą wymuszenia, żeby klienci nie mogli korzystać z wygodnej aplikacji, żeby zamawiać szybkie przejazdy, tylko mają być skazani do korzystania ze skostniałych korporacji taksówkarskich. Sprawa ewidentnie przegrana przez złotówy, bo Bolt czy Uber radzą sobie świetnie i na dobre wpisali się w krajobraz wygodnego i taniego transportu na świecie.
Suno, ghostwriting i Pani z Lidla
Dochodzimy też do ciekawej sytuacji odnośnie zderzenia AI z ghostwritingiem. Z numerami generowanymi przez AI nie jest tak, że powstają za pomocą jednego kliknięcia i bez żadnej pracy mamy gotowy produkt. Tekst utworu musi zostać napisany przez człowieka (najczęściej), dopiero później przy pomocy np. Suno można wygenerować cały utwór w danej stylistyce. Żeby to zrobić, musimy napisać odpowiedni prompt i ustawić to tak, żeby nagranie wpadało w ucho i ktoś chciał w ogóle kliknąć w ten mały trójkącik. Żeby utwór był słuchalny, dochodzi do tego późniejsza poprawa brzmienia, którą kontroluje człowiek. Tego typu kawałki nie trafiają też z miejsca do TOP50 Polska. Muszą być na odpowiednim poziomie i co najważniejsze – muszą spodobać się słuchaczowi.
Jak ma się to teraz do ghostwritingu, gdzie artysta zleca Tombowi napisanie tekstu za pieniądze. Na świecie jest to od lat normalnością. Kiedy jednak zamienimy role i ghostwirter napisze tekst i zleci wykonanie melodii AI – to już „nie jest dobra”. Jedyna różnica polega na tym, że jak zlecimy stworzenie melodii AI, a nie producentowi, to dostaniemy to o wiele taniej, szybciej i więcej. Gdzie wady?
Pani z Lidla może zostać zastąpiona przez kasę samoobsługową, ale artysta, który nie pisze swoich tekstów już nie może zostać zastąpiony przez wykonawcę AI?
Artist First żąda m.in. oddzielnych kategorii dla muzyki tworzonej przy pomocy AI. Ciekawe, czy działa to w jakiejkolwiek innej branży na świecie. Nie widziałem oddzielnego działu w Castoramie, gdzie łóżka są zrobione tylko przez roboty. Meble Pana Mirka z małej stolarni konkurują w tym samym dziale z meblami robionymi maszynowo. Które wybierze klient zależy od klienta, któremu w sposób uczciwy przedstawi się wszystkie walory danego produktu.
Kupujesz smartfona, zapłać raperowi!
Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale od wielu lat funkcjonuje w Polsce coś takiego jak opłata reprograficzna. Formalnie płacą ją producenci i importerzy urządzeń elektronicznych oraz czystych nośników, które umożliwiają kopiowanie utworów. W praktyce koszt ten jest przenoszony na konsumentów i wliczany w cenę detaliczną sprzętu.
W skrócie, kupując sprzęt typu drukarka, płyta CD lub pendrive, płacimy za niego o kilka procent więcej, bo ustawa z góry zakłada, że za pośrednictwem wspomnianych urządzeń „okradamy artystów” i na ten poczet pobierają oni taki dodatkowy podatek.
Od stycznia 2026 roku ceny kolejnych urządzeń wzrosną od 1 do 3%, bo opłatą reprograficzną zostaną objęte m.in.:
- smartfony
- laptopy i komputery
- telewizory i dekodery TV
– Opłata reprograficzna powinna być precyzyjną rekompensatą za realną szkodę wynikającą z prywatnego kopiowania, a nie daniną nakładaną na smartfony, laptopy czy telewizory, które służą przede wszystkim do korzystania z legalnych treści – podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.
To nieważne, że masz na telefonie Spotify, za którego płacisz comiesięczny abonament albo wykupujesz Youtube Premium. Od stycznia do każdego nowego smartfona doliczą ci kilkadziesiąt zł więcej, które zostanie przekazane m.in. do ZAiKSu, a później do „poszkodowanych artystów”. Tak po prostu, za nic.
O protestach raperów przeciwko opłacie reprograficznej jakoś nie słyszałem.
Kartofle po 30 gr.
Żeby była jasność, nie można ukraść czyjegoś głosu i na jego podstawie tworzyć nowych numerów. To znaczy można, ale trzeba liczyć się z konsekwencjami. Jak pokazują przypadki chociażby polskich lektorów, których głos ktoś wykorzystał w swoich materiałach – sprawę zgłasza się na policję, bo to zwykła kradzież. Nie trzeba tego „specjalnie regulować” i podczepiać do tych regulacji jeszcze dodatkowych podpunktów przyjaznych artystom, a niekoniecznie słuchaczom, bo kradzież od dawien dawna jest uregulowana prawnie.
Jeżeli muzyka AI okaże się za słaba, zbyt sztuczna, monotonna i przewidywalna – to umrze śmiercią naturalną – nie będzie trafiać na żadne playlisty, tylko skończy w undergroundzie. Sztuczne regulowanie rynku nigdy nie jest czymś dobrym, no chyba, że jesteś Baćką, który utrzymuje cenę kartofla na poziomie 30 gr za kilogram – dla dobra obywateli oczywiście.
Słuchacze rapu przełkną wszystko
Pewien krętacz pokazał w tym roku, że z fanami można robić najdziwniejsze fikołki – z pluciem w ryj z repeat value włącznie – a i tak na koniec dnia zamówią preorder za kilka stówek, na który poczekają kilka miesięcy. Niestety, ale większość słuchaczy to zwyczajne wioskowe głupki, którzy dają sobą manipulować, a interes artysty jest dla nich ważniejszy niż własny, bo liczy się dla nich tylko tu i teraz.
Raperzy zaczynają powoli prosić fanów o podpisywanie petycji „chroniącej ich przed AI” i nie trudno się domyślić, że oddani słuchacze będą to robić bez najmniejszego zająknięcia.
Będziemy pracować ciężej i dłużej
Wbrew powszechnej opinii sztuczna inteligencja nie ułatwia nam pracy – wręcz przeciwnie. Powoduje, że praca każdego z nas będzie cięższa i bardziej wymagająca, bo tą lżejszą zrobi za nas AI. Praca artysty stanie się tylko teoretycznie lżejsza, gdy będzie się on wspomagał sztuczną inteligencją i zrobi dzięki temu więcej numerów, bo zdecydowanie trudniej będzie mu się przebić do topek playlist.
Nie dajcie się nabrać na płacz artystów, którzy jak zwykle czują się tymi najbardziej poszkodowanymi. Z powodu postępu technologicznego na całym świecie wzrośnie bezrobocie i ucierpią WSZYSTKIE BRANŻE I KAŻDY Z NAS mimo pozornego „ułatwienia nam życia”. Nie tylko artyści, którzy jako pierwsi chcą zadbać o swój tyłek wysługując się różnego rodzaju organizacjami i słuchaczami.
A jeżeli artystom brakuje do pierwszego – zapraszam do kolejki po zapomogę, gdzie stoją pozostali obywatele…. i Dawid Obserwator.
News
Malik Montana o fenomenie Skolima. „Widać, że robi swoje”
Szef GM2L skomentował muzykę i biznesy Skolima.
Malik Montana zabrał głos na temat Skolima – ocenił jego ogromną popularność, muzykę oraz biznesy, które artysta rozwija poza sceną.
Malik Montana i Skolim działają muzycznie w dwóch zupełnie innych światach, ale lider GM2L dostrzega skalę sukcesu swojego kolegi z branży. Jak przyznał, panowie do tej pory nie mieli okazji dłużej ze sobą porozmawiać.
– Nigdy osobiście ze Skolimem nie miałem możliwości porozmawiania. Gdzieś tam się mijaliśmy, widzieliśmy i tak dalej, ale to wszystko wydaje mi się, że jest kwestią, czy by była chemia – mówi w rozmowie z Pudelkiem.
Malik nie ukrywa również, że twórczość Skolima kompletnie nie trafia w jego muzyczny gust. Jednocześnie trudno mu ignorować liczby i popularność artysty, którego numery docierają do potężnej publiki.
– Ja takiej muzyki ogólnie nie słucham, bo też nie jestem targetem ani odbiorcą muzyki Skolima, ale jest to muzyka bardzo popularna, więc widać, że robi swoje i niesie się bardzo daleko.
Skolim od dłuższego czasu nie ogranicza się jednak wyłącznie do muzyki. Rozwija własne biznesy i wykorzystuje popularność swojej marki także poza sceną. Malik docenia jego przedsiębiorczość.
– Super, chapeau bas, niech mu się rozwija biznes i fajnie, ale czy ja bym szedł w tę stronę? Ja się cieszę z tego, że mogę nadal zarabiać tyle pieniędzy z muzyki, ile mi wystarcza.
Z wypowiedzi Malika wynika, że na razie nie szykuje się nam żadna jego zaskakująca kooperacja z królem latino.
Mes nie odpuszcza swoim byłym kolegom i wylewa gorzkie żale na Instagramie. Twórca Alkopoligamii wyjawił przy okazji, jak dużą rolę w karierze Dawida Podsiadło odgrywa Stasiak, co mogło nie być powszechnie znanym faktem fanom rapu.
Czy Dawid Podsiadło byłby w stanie wypełniać duże stadiony od tylu lat, gdyby nie Stasiak? Biorąc pod uwagę możliwości muzyczne i dorobek artystyczny „Małomiasteczkowego”, można mieć co do tego spore wątpliwości. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że hajp na wokalistę utrzymuje się długo na wysokim poziomie, choć ostatnie LP wydał on 4 lata temu i jest to najchłodniej przyjęta płyta w jego dorobku. Trudno również napisać, żeby śpiewak miał fortunną passę w ostatnim czasie. Pytaniem otwartym pozostaje, czy Podsiadło drugi raz nakręciłby teledysk „Trofea”, gdy musimy mierzyć się teraz z nienotowanym nigdy wcześniej w takiej skali zjawiskiem ataków dzików na ludzi i dzieje się to nawet w dużych miastach.
To właśnie Stasiak stał się prawą ręką Podsiadło w 2023 roku i odpowiada teraz organizacyjnie za olbrzymie trasy koncertowe. Niewątpliwie wcielił się w tę rolę, gdy wokalista był absolutną gwiazdą, jednak utrzymywać się ciągle na takim poziomie też nie jest łatwo i trzeba mieć głowę, jak tym zmyślnie kierować. Mes postanowił nawiązać do obecnej roli byłego kolegi, nie zabrakło też małej dozy szydery, którą ma symbolizować zdrobnienie imienia i uśmieszek na końcu.

Paluch pojawił się na Stade de France jako gość PLK, a raperzy wspólnie wykonali „Gozier” przy biało-czerwonej oprawie.
PLK dwukrotnie wyprzedał Stade de France
PLK, jeden z największych obecnie graczy francuskiego rapu i artysta polskiego pochodzenia, zaliczył potężny moment w swojej karierze. Raper zaplanował dwa koncerty na Stade de France – 4 i 5 września 2026 roku – a bilety na oba wydarzenia zostały wyprzedane.
Podczas sobotniego koncertu polscy słuchacze dostali dodatkowy powód, żeby śledzić wydarzenia z Paryża. Na scenie obok PLK pojawił się Paluch.
Raperzy wspólnie wykonali numer „Gozier”, a w trakcie występu cała scena Stade de France wypełniła się biało-czerwonymi barwami. Polski akcent na jednym z największych stadionów Europy wyglądał naprawdę grubo.
Paluch i PLK wrócili do „Gozier”
Wspólna historia Palucha i PLK nie zaczęła się jednak w 2026 roku. W 2018 roku raperzy nagrali numer „Gozier”, który zaprezentowali również we francuskiej radiostacji Skyrock FM.
Po ośmiu latach kawałek wrócił w zupełnie innych okolicznościach – już nie w radiowym studiu, ale przed gigantyczną publiką na Stade de France.
PLK jest dziś w ścisłej czołówce francuskiego rapu
PLK zaczynał jako członek Panama Bende, a później ruszył z solową karierą. Szybko wyrósł na jednego z najmocniejszych przedstawicieli francuskojęzycznego rapu, stawianego obok takich nazwisk jak Ninho, SCH czy Hamza.
Ważnym momentem w jego dyskografii był wydany w 2020 roku album „Enna”. Na przestrzeni kolejnych lat PLK zaliczał również głośne współprace, m.in. z Niską i Bekarem.
W 2023 roku ruszył w dużą trasę po Francji, a w marcu 2024 roku zagrał w paryskiej Accor Arenie. Bilety znikały błyskawicznie, pokazując skalę popularności rapera.
News
Redman rozwalił Eminemowi system. Jeden wers zmienił jego podejście do rapu
„Otworzył przede mną nowy świat”.
Eminem kolejny raz oddał ogromny szacunek Redmanowi, zdradzając, że sposób, w jaki legenda z New Jersey naginała słowa i łamała zasady rymowania, kompletnie zmienił jego podejście do pisania.
Eminem o początkach wielokrotnych rymów
Eminem od lat otwarcie mówi o raperach, którzy ukształtowali jego styl. W tym gronie wyjątkowe miejsce zajmuje Redman. Podczas specjalnego wydania „Back to School” na antenie Shade 45 Slim Shady wrócił do czasów, kiedy dopiero rozkminiał techniczne patenty najlepszych MC’s.
W rozmowie z D-Stroyem przyznał, że początkowo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak zaawansowane rzeczy robili Kool G Rap czy Big Daddy Kane.
– Pamiętam, kiedy pierwszy raz usłyszałem wielosylabowe rymy. Tak naprawdę nie rozumiałem wtedy, że oni łączyli ze sobą trzy, cztery czy pięć sylab naraz. Więc trochę tego nie słyszałem, dopóki nie zacząłem zauważać, że inni raperzy też tak robią.
Według Eminema kolejne pokolenie MC’s dalej przesuwało granice technicznego rapowania. Wśród artystów, którzy dzięki swojej „lirycznej złożoności” pchali hip-hop do przodu, wymienił Redmana, Nasa i 2Paca.

Redman kompletnie rozwalił Eminemowi system
Najwięcej miejsca Em poświęcił jednak Redmanowi, którego wpływu na swoją twórczość nigdy nie ukrywał. Wystarczy przypomnieć „Till I Collapse”, gdzie Reggie trafia na listę jego ulubionych MC’s.
Eminem wrócił do debiutanckiego „Whut? Thee Album” z 1992 roku i nie szczędził klasykowi pochwał.
– Whut? The Album było jednym z najbardziej klasycznych hip-hopowych albumów wszech czasów. Kiedy wyszedł z tym pierwszym albumem, brzmieniowo było to zupełnie inne, a jego sposób nawijki był tak wciągający, ponieważ jego głos miał ogromną masę, bas, głębię i po prostu odpowiednią ilość wszystkiego.
Na tym jednak nie skończył.
– Redman był jednym z tych artystów, którzy wypuszczali album, a na następnym byli jeszcze lepsi. A później na kolejnym stawali się jeszcze lepsi.
„Jakim cudem ATM rymuje się ze staple gun?”
Momentem, który szczególnie mocno wbił się Eminemowi w głowę, była zwrotka Redmana w „My Zone!” z albumu „Doc’s Da Name 2000”.
Redman nawijał tam:
„Te papierowo cienkie skurwiele, obrabuj ich przy bankomacie za pomocą zszywacza”.
Nie chodziło jednak o samą treść linijki. Eminema rozwaliło to, jak Redman połączył w rymie angielskie „ATM” i „staple gun”, czyli dwa wyrażenia, które na papierze kompletnie do siebie nie pasują.
– Pomyślałem: ‘Jakim, k*rwa, cudem on właśnie zrymował ATM ze staple gun i sprawił, że brzmią, jakby się rymowały?’. Był jedną z pierwszych osób, u których to usłyszałem… Naginanie słów.
Dla młodego Eminema był to przełom. Zrozumiał, że raper nie musi być więźniem słownika i może manipulować wymową tak, żeby pozornie niemożliwe zestawienia zaczęły działać.
– To było trochę tak, jakby w tym gównie nie było już żadnych zasad. Możesz wziąć dwa słowa, które naturalnie się nie rymują, i wymówić je w taki sposób, żeby zaczęły się rymować. To otworzyło przede mną zupełnie nowy świat. Kiedy pierwszy raz usłyszałem, jak Redman to robi, pomyślałem: ‘Co jest, k*rwa!?’. On robił to przez całą tę zwrotkę. Rymował rzeczy, które nie powinny się ze sobą rymować.
Eminem i Redman jeszcze razem nagrają?
Wpływ Redmana na Shady’ego nie skończył się na inspiracji. Obaj MC’s spotkali się również na wspólnym numerze „Off the Wall”, który trafił na soundtrack filmu „The Nutty Professor II: The Klumps”.
Temat kolejnej współpracy nie jest całkowicie martwy. Redman mówił w ubiegłym roku w rozmowie z Red Bullem, że rozmawiał z Eminemem o ponownym wejściu razem do studia. Problemem miały być napięte grafiki obu raperów, przez które do tej pory nie udało się tego dopiąć.
News
Keefe D po skazaniu za zabójstwo Tupaca: „Prosiłem o pomoc Diddy’ego i Dr. Dre”
„Nie jestem pieprzonym mordercą”.
Duane „Keefe D” Davis po uznaniu go za winnego zabójstwa Tupaca Shakura zabrał głos, zapewniając o swojej niewinności i odnosząc się do rodziny rapera, Diddy’ego oraz Suge Knighta.
Sprawa zabójstwa Tupaca Shakura po blisko 30 latach doczekała się przełomowego rozstrzygnięcia. Ława przysięgłych uznała Duane’a „Keefe D” Davisa za winnego morderstwa legendarnego rapera. Sam zainteresowany nie zamierza jednak składać broni.
W pierwszym wywiadzie po ogłoszeniu werdyktu Keefe D powiedział „The Hollywood Reporter”, że jest niewinny i liczy na zmianę sytuacji w postępowaniu apelacyjnym. Według niego jego ekipa podjęła działania w tej sprawie jeszcze przed rozpoczęciem procesu.
Davis miał również twierdzić, że feralnej nocy w 1996 roku w ogóle nie znajdował się w Las Vegas. Nie zdecydował się natomiast zeznawać podczas procesu, ponieważ, jak wyjaśnił, jego prawnik ostrzegł go, że mogłoby to zaszkodzić późniejszej apelacji.
Keefe D o rodzinie Tupaca: „Wyglądali, jakby chcieli mnie pobić”
Rodzina Tupaca uważnie śledziła proces. Keefe D przyznał, że nie podobało mu się zachowanie bliskich zamordowanego rapera na sali sądowej, a także sposób, w jaki według niego traktowała ich prokuratura.
– Nie podobało mi się, jak na mnie patrzyli – jakby byli gotowi mnie pobić. Nie podobało mi się też, że prokuratorzy ciągle zabierali ich na zaplecze, gdzie znajdowała się ława przysięgłych. Dla mnie wyglądało to na stronnicze.
Davis uderzył również w część świadków. Twierdzi, że Reggie Wright Jr. kłamał na jego temat podczas składania zeznań. Według wersji przedstawionej przez Keefe D w noc zabójstwa Tupaca miał przebywać w barze w okolicach UCLA, a do domu wrócić dopiero następnego ranka.
Chciał pomocy od Diddy’ego i Dr. Dre
W rozmowie pojawiły się również nazwiska dwóch gigantów rapowego biznesu. Keefe D twierdzi, że próbował skontaktować się z Diddym i Dr. Dre, licząc na pomoc w pokryciu kosztów prawnych. Według Davisa nie udało mu się dotrzeć do żadnego z nich.
Szczególnie głośny jest jednak wątek Diddy’ego. Przez lata wokół śmierci Tupaca narosło mnóstwo teorii, a nazwisko Seana Combsa wielokrotnie pojawiało się w różnych wersjach tej historii.
Keefe D zaprzecza, jakoby kiedykolwiek mówił, że Diddy miał oferować milion dolarów za zabicie Tupaca i Suge Knighta. Davis twierdzi również, że wcześniej kłamał na temat własnej roli w morderstwie, żeby nie wpakować w problemy Diddy’ego oraz uchronić swoje dzieci przed konsekwencjami jego spraw narkotykowych.
Keefe D do Suge Knighta: „Powiedz prawdę”
Davis zwrócił się także bezpośrednio do Suge Knighta. Chce, żeby były szef Death Row Records „powiedział prawdę”, ponieważ jego zdaniem Suge wie, że Keefe D nie znajdował się w samochodzie, z którego ostrzelano Tupaca.
Na tym zarzuty się nie kończą. Davis oskarżył Knighta o posiadanie powiązań z policją, a jednocześnie odrzucił przedstawiany przez lata obraz siebie jako osoby wydającej rozkazy na ulicach.
Zaprzeczył też, że napisał „Compton Street Legend”, książkę przedstawianą jako jego wspomnienia.
„Nie jestem pieprzonym mordercą”
Keefe D przekonuje, że podczas procesu wiele osób kłamało na jego temat. Sam określił siebie jako „dobrego człowieka” i stanowczo odciął się od wizerunku bezwzględnego gangstera stojącego za śmiercią Tupaca.
– Nie jestem pieprzonym mordercą.
Davis przez lata publicznie opowiadał o sprawie śmierci 2Paca i swojej roli w wydarzeniach z 1996 roku, choć nie twierdził, że osobiście pociągnął za spust. Teraz, gdy zapadł wyrok skazujący, przekonuje, że część jego wcześniejszych historii nie była prawdziwa i liczy na apelację.
Sędzia Carli Kierny ma ogłosić wyrok dla Keefe D 13 października.
-
News13 godzin temuRedman rozwalił Eminemowi system. Jeden wers zmienił jego podejście do rapu
-
News4 dni temuGombao33 przeprasza fanów za gigantyczne spóźnienia. Jest rekompensata
-
News3 dni temuFat Joe ujawnił, dlaczego R. Kelly nie ma żadnych problemów w więzieniu
-
News1 dzień temuMałolat K2 zapowiada rozliczenie z Popkiem. „Nasz konflikt był prawdziwy”
-
teledysk2 dni temuTPS „Kevin sam w domu” – uliczny raper mierzy się z samotnością
-
News1 dzień temuSentino wyjawił, ile zarobił na muzyce w 2026 roku
-
News1 dzień temuJeden Osiem L na Narodowym. Sanah wyciągnęła ich na scenę
-
News1 dzień temuYoung Leosia na koncercie o Fagacie: „Cała Polska zaczęła nienawidzić tej k***y”