Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Przestańcie pisać o rapie – felieton

Redakcje, które same wystawiły się do lirycznego spoliczkowania.

Opublikowany

 

Susk, Kanye West, Dorota Masłowska

Parafrazując Bałagana – z rapu czytam siebie i kolegów czasem. Nie zdarza mi się zaglądać na konkurencyjne portale o tematyce rapu, z resztą wy chyba też nie, skoro jeden za drugim upada. Tym bardziej stronię od mainstreamowych mediów dla których hip-hop jest jedną z wielu poruszanych tematyk. Czasami jednak warto wyjść ze swojej strefy komfortu, więc tak też zrobiłem. O zgrozo, za jaką cenę (i nie mówię o 1 zł za dostęp do Wyborczej). Dzisiaj wam opowiem, co podczas tej wycieczki odkryłem. A są tu rzeczy tak mocne, że rozchodzenie tego wymaga dystansu maratonowego. Nie będę przy tej okazji wsiadał w Deloreana i wyciągał kwestii sprzed wielu lat. Skupimy się na tekstach publikowanych na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. To i tak nam spokojnie wystarczy.

Noizz – Polski rap LGBT+ rośnie w siłę. „Nie wiem, czy polscy słuchacze są gotowi”

Jak ostatni raz odwiedziłem Noizza to miałem przyjemność zobaczyć tam cały trening fikołków logicznych dotyczący sytuacji Young Leosi w 2022 roku. Dlatego idąc po linii najniższego oporu, zaczniemy sobie od tego portalu. Trafiłem tutaj na artykuł dotyczący LGBTQ+ w rapie, gdzie z wyrzutem przeczytamy zdania pokroju „artyści nadal niechętnie wypowiadają się na temat problemów mniejszości” lub “progres, który poczynił mainstreamowy rap pod tym względem, nie jest za wielki”. Zalatuje to trochę takim: macie rapować, o czym chcę, bo ja tak chcę. No ale mniejsza z tym, bo śmiesznie dopiero będzie. Pojawia się temat Susk, która opisana została w taki sposób:

“Jednak jej twórczość jest tematycznie dużo szersza, a flow czy dobór beatów niezwykle oryginalny, o czym przekonali się fani wytwórni, z których część zupełnie nie wiedziała, jak ugryźć muzykę Susk. Reagowano więc hejtem albo konsternacją.”

Postawmy sprawę jasno. Susk w SBM Starterze była jednym z najsłabszych peaków kiedykolwiek. Nie klei się tu nic. Pod względem technicznym lipa. Rymy albo proste, albo… proste. Poziom osoby, która napisała swój pierwszy tekst muzyczny. Ten niezwykle oryginalny dobór beatów (?) na których miewa problemy z tempem. Na jej poziomie artystów w podziemiu znajdę kilkadziesiąt. Jedyne co jej osobistość wyróżnia to poruszana tematyka. Nic więcej. Ale spoko, dopóki jesteście osobistościami reprezentującymi LGBTQ+ to będą was propsować na Noizzie. Autor tego tekstu inne opinie w tym wątku nazwie hejtem i fajrant, essa, pora na CSa. 

Na końcu tekstu pada masakryczne stwierdzenie: „Tak samo więc, jak w przypadku wielu queerowych artystów, piłka jest po stronie wytwórni — czy będą miały odwagę zainwestować w artystów łamiących hiphopowe stereotypy?”. No tylko, że w rapie to tak nie działa. Większość newcommerów przebija się własnym sumptem. Labele bardzo rzadko wykładają pieniądze w ciemno, zresztą pewnie też po to powstał SBM Starter, aby na żywym organizmie potwierdzić pewne predykcje. No tak, ale przynajmniej jest na co zrzucić winę w kwestii miernych zasięgów. To nie jest wcale tak, że nikt tego słuchać nie chce. To złe wytwórnie zarządzane przez PiS-owców i Konfederatów czy tam innych konserwatystów nie mają odwagi. A teraz spójrzmy prawdzie w oczy. Muzyka artystów przedstawionych w tym artykule pozostawia wiele do życzenia. Wieeeeele(e). W tym przypadku to nie „polscy słuchacze są niegotowi”, a sami artyści

Interia – Kanye West: jak zniszczyć karierę i wizerunek w pięciu krokach

Nie wiem, co tutaj jest bardziej absurdalne. Przedstawione powody tej śmiałej hipotezy, czy fakt jak szybko się ona felernie zestarzała. Chociaż nic w wymienionych przez redaktorkę kwestiach się nie zmieniło, więc domniemane zniszczenie kariery trwa, to jednak YE jest aktualnie top 1 artystą na świecie pod względem słuchaczy na Spotify. Jakby tego było mało, osiągnął to jako pierwszy niezależny artysta w historii. Do tego podbił jakiś tam Billboard, a jego merch zaliczył ponad ćwierć miliona zamówień w dobę. No dobra, każdemu się zdarzy pomylić. Gdyby chodziło tylko o ten fakt, pewnie bym tej części tekstu nie pisał. Powodem dla którego zabrałem się za omówienie tego artykułu, są tytułowe powody. Przyjrzyjmy się im. Na pierwszy ogień „zaprzyjaźnij się z Donaldem Trumpem”.

Pewnie oczekujecie w tej kwestii jakiś dogłębnych analiz z zakresu politologii lub socjologii, które ukażą, czemu to był taki zły ruch. No, tylko że autorka tego nie zrobiła. W sumie to nie zrobiła tak właściwie niczego. Wspomina o tym, że te persony się znają i gdzieś tam ich razem widziano. No i tyle. Nie pojawił się nawet jeden argument. Ogólnie rzecz biorąc, to autorka nie wykonała zbytnio swojej pracy, a miała jedno proste zadanie. Możemy jedynie domniemywać, dlaczego według tej dziennikarki znajomość Kanye z politykiem zniszczyła jego karierę. Wiecie, Donald Trump prezydentem Stanów Zjednoczonych był już jakiś czas temu, następnie ten urząd stracił (zdobywając 46,9% głosów), a jak donoszą styczniowe sondaże, to może nawet wróci na stołek. Także to nie jest więc tak, że West staje tutaj po stronie kogoś, kogo nienawidzi 90% społeczeństwa. Zakładam, że wychodzą tutaj po prostu poglądy polityczne autorki, których nie potrafi oddzielić od zawodu. Trochę zawód, faktycznie.

Pojawia się też argument „Szukaj problemów tam, gdzie ich nie ma” odnoszący się do spięcia z Billie Eilish, co zaowocowało tym, że raper nie zagrał jednego koncertu. Nie zagrał też pewnie kilku innych, jak każdy artysta na świecie. Nie widzę zbytniej korelacji do zniszczenia sobie kariery. Fani kalifornijskiej piosenkarki to też nie jest zbytnio target twórczości YE. Znów autorka zapomniała uargumentować swoją tezę. Kali jeść, Kali pić, a Kanye zły i Kanye fu. Czego nie rozumiecie? Bo ja całkiem sporo. Jest też pseudoargument zatytułowany „Publicznie pierze brudy”. Nie będę się już pastwił, niech ktoś tylko wytłumaczy autorce tekstu, na czym stoi 99% showbiznesu. Skoro pracuje w mediach, powinna o tym wiedzieć. A tak już nawiasem mówiąc, nie dać rady wypunktować Kanyego to jak nie poradzić sobie z kolorowanką i wychodzeniem poza linie. 

Wyborcza – Śmiali się z niej. Teraz ona wypowiada im wojnę. Słucham rapowego albumu Doroty Masłowskiej

Na sam koniec tekst tak bardzo absurdalny, że “Bekowo” w swoim prime’ie nie dowiozłoby takiego kontentu. Artykuł zaczyna się całkiem niewinnie. Gdzieś na przełomie felietonu, a recenzji autorka opisuje swoje doświadczenia z rapowym albumem Doroty Masłowskiej, który to wyszedł pod szyldem SBM Labelu. Porusza tam wiele kwestii dotyczących liryki (tylko i wyłącznie), z którymi nawet osobiście się zgadzam. Uważam nawet, że padło w tym tekście parę celnych uwag. Dlatego doczytałem tekst do końca. O zgrozo, co tam się na finishu dzieje. Dosłownie redaktorka Wyborczej obraża słuchaczy, którym twórczość Masłowskiej się nie spodobała. Nazywa ich zakompleksionymi incelami (osoby, które mimowolnie nie uprawiają stosunków seksualnych) albo wannabe-raperami

Dziennikarka prawdopodobnie umyślnie przez cały tekst omija kwestię tego, jak Dorota tragicznie rapuje. Wszystko po to, aby na końcu móc wybronić Masłowską określając całą krytykę jako bezpodstawny hejt. Wiecie, zakładamy klapki na oczy (lub uszy) i udajemy, że w muzyce nie chodzi o brzmienie. Naprawdę zadziwiające, że fani warszawskiej wytwórni specjalizującej się w rapie, mając styczność z rapowym albumem, to czepiają się rapu. No jakie to absurdalne, jakie niespodziewane. Autorka tego felernego tekstu rzuca inwektywami, bo jedyne argumenty którymi dysponuje to te ad personam. Dziennikarskie dno. Brakuje jeszcze akcji niczym rasowa influencerka i po przewertowaniu tysięcy komentarzy wybrać 5, które będą pasować do głoszonej narracji. Powoli zaczynam rozumieć skąd ta decyzja o masowych zwolnieniach z Agory. 

Oczywiście do dzisiejszej zabawy wybrałem pojedyncze teksty, które nie świadczą od razu o pracy całej redakcji. Przez jeden felerny tekst nie ma nawet co skreślać całego dorobku dziennikarskiego danej osoby, a co dopiero całej firmy. Skoro jednak te instytucje zdecydowały się na wypuszczenie takich publikacji, to de facto same się wystawiły do lirycznego spoliczkowania. Zasłyszałem ostatnio taką radę, aby nie inwestować w koncepcje lub instytucje, których nie rozumiemy. Analogicznie – przestańcie pisać o rapie, skoro się na nim nie znacie. Weźcie przykład z takiego TVP Info. Oni pod tagiem “rap” nie mają żadnej publikacji. Serdecznie i z całego serca im tego gratuluję. To chyba ta legendarna dobra zmiana. Dzisiaj w końcu było coś o rapie.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

 

Felieton

Dwa Sławy – czy dobrze już było? – felieton

Zabawa formą vs wielowymiarowe metafory.

Opublikowany

 

dwa sławy

Od premiery najnowszej płyty Dwóch Sławów minęły już dwa miesiące. Zdążyłam się z nią solidnie osłuchać i dowiedzieć, co dobrze by było opisać. Opinie o projekcie – wprost mówiąc – nie są najlepsze, co duet wziął już na klatę. Moje zdanie jest jednak nieco inne więc zapraszam na łyżkę miodu w beczce dziegciu.

Kryzys wieku średniego?

Zacznę prosto z mostu – uwielbiam ten duet. Na ich wielowymiarowe metafory trzeba kupić drukarkę 3D. Zabawa słowem, luz i humor to cechy, które niewątpliwie muszę im przypisać i wcale nie muszą nikogo do tego przekonywać. Ale, co w sytuacji, gdy masz za sobą dziesięć lat punchline’ów, wszechobecnej beki i hashtagów, a fani czekają? Jasne, możesz zrobić kolejny taki sam album, który i tak nie ma podjazdu do debiutu. Stąd najnowszy projekt Astka i Rada jest totalnie zrozumiały – dajmy im działać i się rozwijać. Kryzys wieku średniego i te sprawy.

Zabawa formą

A tak serio – spodziewaliście się kiedyś, że łódzki duet mógłby zagrać swoje numery na imprezie Świętego Bassu albo zrobi manifest polityczny, który będziecie podśpiewywać pod prysznicem? Chcecie starych Sławów – włączcie „Ludzi Sztosów”, proste. I oczywiście – jak większość z Was – analizowałam ten album na Genusie, łapiąc się za głowę po wytłumaczeniu kolejnego wersu. Jednak… to było dekadę temu. Nikogo zatem nie powinno dziwić, że przyszedł u panów czas na zabawę formą, poniekąd wyniesioną z projektu club2020.

Najwyżej będzie stójka lub parter

Czy „Dobrze by było” jest krążkiem bez treści? Złośliwi powiedzieliby, że tak. Ale obiektywnie patrząc – numery „Myślałem, że będzie gorzej” czy wcześniej wspomniany bez nazwy „To nie jest kraj dla kabrioletów”, mają to, co tygryski lubią najbardziej. Jest więcej śpiewów, autotune’ów i wtyczek niż kiedykolwiek. I dobrze by było trochę odpuścić, wychillować i zaakceptować ten wytwór, spięty słuchaczu. A, że krążek buja i na żywo miałam okazję sama się przekonać na trasie – a jakże! – „Dobrze by było Tour”. Już 4 kwietnia w ich mothership (czytaj w Łodzi) zagrają finałowy koncert więc jeśli w domowym zaciszu denerwują Cię te chłopy, daj im szansę. Najwyżej będzie stójka lub parter.

Czytaj dalej

Felieton

Drugi koncert Quebonafide na Narodowym. Czy to jawne oszustwo? – felieton

Na pewno zachowanie nie po koleżeńsku.

Opublikowany

 

quebonafide

Organizacja pożegnalnego koncertu Quebonafide przypomina zabawę w kotka i myszkę. Na pewno jest brakiem poszanowania dla słuchaczy, którzy kupili bilet i właśnie się dowiedzieli, że ostatni koncert rapera będzie miał kilka dat.

Wyobraźmy sobie sytuację, że kupujemy limitowaną płytę artysty za 200 zł, który deklaruje, że nakład tysiąca sztuk nie będzie nigdy wznawiany. Tymczasem zamiast cieszyć się z „białego kruka” w domu dowiadujemy się jeszcze w dniu zakupu, że z powodu dużego zainteresowania płytą postanowiono dotłoczyć drugi tysiąc egzemplarzy. Podobne do tej sytuacje już się zdarzały, ale płyty były dotłaczane po kilku latach. Tym niemniej, mamy tu do czynienia ze złamaniem umowy między artystą a słuchaczem, czyli ze zwykłym oszustwem.

Pierwszy, drugi… i trzeci – „ostatni koncert” Quebonafide

Podobnie jest z koncertem Quebonafide. W przeciągu bardzo krótkiego czasu, słuchacze mogą czuć się oszukani i to aż dwukrotnie. Za pierwszym razem, kiedy „Ostatni koncert Quebonafide” miał się odbyć online. Po kilku tygodniach, kiedy wykupiono bilety na wydarzenie, dowiedzieliśmy się, że wcale nie będzie to ostatni koncert, bo ostatni odbędzie się dzień później na PGE Narodowym. Kombinacje alpejskie, przesuwanie startu sprzedaży zakupu biletu to temat na zupełnie oddzielny wątek, ale to co się dzisiaj wydarzyło i jak zostały potraktowane osoby, które kupiły bilety na wydarzenie online powinno skończyć się co najmniej bojkotem ze strony odbiorców.

To jednak nie koniec kpin ze słuchaczy.

Pierwszy, drugi i trzeci – „ostatni koncert” Quebonafide

Oszustwo na drugi koncert?

W czwartek, w zaledwie parę godzin bilety na ostatni koncert Quebonafide na Narodowym zostały wyprzedane. Jeżeli ktoś miał szczęście, to po kilku godzinach walki z systemem bileterii i zacinającej się stronie kupił bilety. To nic, że będzie siedział gdzieś za przysłowiowym filarem, w ósmym rzędzie z daleka od sceny. Miał świadomość i satysfakcję, że warto było się pomęczyć, bo miało to być jedyne takie wydarzenie – unikalne, tak przynajmniej go zapewniano. Więc zamiast wcisnąć „Esc” postanowił wziąć nawet to najsłabsze miejsce, bo będzie częścią historii. Nic bardziej mylnego.

Po kilku godzinach ogłoszono, że „ostatni koncert” Quebonafide będzie miał jeszcze jedną datę. Dzień wcześniej raper zagra jeszcze jeden koncert. Dzień wcześniej! Przecież to brzmi jak absurd. Tuż po zakupie biletu, zmieniane są zasady gry i umowy między raperem a słuchaczem. Wygląda to jak celowe działanie i wprowadzenie kupującego bilety w błąd. Który koncert więc będzie tym ostatnim. Ten 27 czy 28 czerwca?

Quebonafide z ostatniego koncertu robi sobie trasę koncertową, choć przy zakupie biletu z nikim się na to nie umawiał. Ba, sugerował unikalne i jedyne tego typu wydarzenie. Tymczasem osoby, które walczyły dzisiaj o bilety będą musiały pocieszyć się zmęczonym artystą po występie dzień wcześniej i zleakowanym koncertem na TikToku.

Opinie słuchaczy
Opinie słuchaczy
Opinie słuchaczy

Czytaj dalej

Felieton

Zaginiona córka Magika. Kamka z „Rap Generation” to przyszłość sceny? – felieton

Uczestniczka programu zdobyła uznanie jurorów i widzów.

Opublikowany

 

kamka

Za nami dwa pierwsze odcinki programu „Rap Generation”, po którym sporo emocji budzi Kamka – skromna raperka z klasycznym sznytem.

Kamka „zaginiona córka Magika”

Kamka wykonała w programie utwór „To nie GTA”. Spodobał się on Pezetowi, Malikowi i Leosi. Pierwsze recenzje występu Kamki wśród widzów są bardzo, ale to bardzo pozytywne – mówi się już wprost o nowej świeżości na scenie. Nie tylko komentatorzy hip-hopowi są pełni optymizmu, ale także słuchacze. Pod nagraniami z Kamką pojawiają się prawie same propsy:

  • Lepszego flow nie słyszałem w polskim rapie od lat.
  • Vibe jak Paktofonika.
  • Zaginiona córka Magika.
  • Malik jest w szoku, że można tak rymować.
  • Leosia w końcu usłyszała prawdziwy damski rap.
  • Rzadko mam ciary od muzy, dzięki młoda za emocje.

Czy Kamka to przyszłość sceny?

Pojawienie się newschoolu i nowej fali raperów zrewolucjonizowało scenę, ale nie spowodowało, że weterani tworzący klasyczny odłam zaczęli zdychać z głodu. Po kilku latach tryumfu młodej fali, dinozaury sceny zaczynają brać coraz głębszy oddech. Młodzi wracają do oldschoolu, co widać chociażby po ilości koncertów starych wyjadaczy. To też bardzo dobra wiadomość dla Kamki, która dała się poznać z klasycznej strony.

Najpopularniejsze raperki w kraju to twórcy newschoolowi, balansujący na granicy rapu i popu. Kamka jest ich przeciwieństwem i z automatu zdobyła przychylność sporej części odbiorców, którzy – powiedzmy sobie szczerze – nie przepadają za rapem Bambi, Young Leosię czy Oliwki Brazil. Dobrze poprowadzona Kamka może stać się jedną z głównych sił na polskiej scenie rapowej. To idealny czas na kobiecy trueschool – słuchacze o to zabiegają jak nigdy dotąd, rzygając cukierkowością i zbyt przesadną wulgarnością.

Kim jest Kamka

Kamka, czyli Kamila Podziewska to 20-latka pochodząca z Suwałk, która obecnie mieszka w Warszawie. Swoje numery publikuje od 1.5 roku, chociaż pierwsze teksty zaczęła pisać już w szkole podstawowej. W ostatnim czasie publikuje coraz więcej muzyki i nie boi się eksperymentować z różnymi gatunkami. Raperka może liczyć na wsparcie mamy, siostry, ojczyma i babci. Z tatą nie utrzymuje kontaktu.

Łączy rap z wojskiem

Kamila od lat interesuje się wojskowością. To studentka Akademii Sztuk Wojennych. Przez ostatnie dwa lata służy w Wojskach Obrony Terytorialnej: wyjeżdża na granice, poligony i ćwiczenia.

Czytaj dalej

Felieton

Sentino spadł Truemanowi jak z nieba. Uwiarygadnia scamy – felieton

„Udawany milioner, największy pozer i scamer”.

Opublikowany

 

trueman sentino
fot. kadr z wideo yt/TrueMan

Trueman został menagerem Sentino, pomógł wydać mu książkę, wypuścili razem płytę i przy jego medialności promuje swoje biznesy. Co najważniejsze – Sentino uwiarygadnia je, a ten może docierać do nowej grupy docelowej, którą łatwo scamować.

Trueman to postać pozująca na milionera, która uchodzi za płynnie poruszającego się po biznesach internetowych i kryptowalutowych. Za każdą z jego działalności ciągnie się jednak potężny smród, a na największych forach o zarabianiu w sieci jest określany przez użytkowników jako scamer, czyli oszust.

Sprzedawca ebooków

Początkowo internetowa działalność Truemana opierała się na tworzeniu filmów na temat innych twórców. Szybko jednak przeszedł do sprzedaży własnych ebooków. W 2020 roku ukazał się „Milioner 2021”. W ebooku obiecywał jak zarabiać setki złotych dziennie na afiliacji kont bankowych. Osoby, które dały się namówić na zakup magicznej wiedzy Truemana, twierdzą, że poradniki finansowego influencera to same ogólniki i oczywistości. Wszystko, co znajduje się w jego książkach, znajdziemy na pierwszym lepszym kanale o finansach.

I tak np. promowany przez niego projekt kryptowalutowy ScanDeFi okazał się być pump and dumpem, czyli oszustwem finansowym, który polega na sztucznym podbijaniu cen aktywów (w przypadku Truemana, cenę podbijały jego kontakty z influencerami), żeby potem na górce szybko je sprzedać, zostawiając innych inwestorów z bezwartościowymi udziałami. Na kryptowalucie zarobił oczywiście tylko Trueman, a straciły osoby, które mu uwierzyły, że zarobią. Z przekazów medialnych wiemy, że wzbogacił się na tym o ok. 180 tys. zł.

Punktem zwrotnym w jego karierze było podjęcie współpracy z Amadeuszem Ferrarim, który był idealnym uwiarygodnieniem działalności Truemana w sieci. Dzięki niemu mógł docierać do nowej grupy odbiorców i pomnażać na niej swój majątek. Jak sam mówił, w wieku 20 lat miał na koncie podobno 4 mln zł. Prowadził też rzekomo 12 firm. Jego nazwiska próżno jednak było szukać w KRS czy CEIDG, a jedyną działalność jaką miał, była ta otworzona w 2022 roku.

Trueman o sobie

„Oscamował tyle ludzi. Łapią się na to dzieciaki”

Wśród społeczności skupionej wokół zarabiania w Internecie Trueman jest spalony, mając opinię scamera, z którym nie warto wchodzić w żadną współpracę.

„Ten gość opiera się tylko na farmazonach. Łapią się na to dzieciaki, które myślą, że jak kupią ebooka to będą robić kasę jak ich idole z Internetu. Tu nie ma żadnej wartości.”

„Gościu przecież tyle ludzi oscamował, czy to na fake krypto, bukmacherka czy kij wie co jeszcze. Tak jak wszystko inne, zapewne jego aktualna działalność opiera się na wyłudzeniu jak największej kasy i rozpoczęcie kolejnego „biznesu”.”

Opinie o Truemanie na make-cash.pl

Sentino – uwiarygadniacz

Co więc można zrobić w sytuacji, kiedy branża nie chce mieć z tobą nic wspólnego? Poszukać odbiorców w innej, robiąc biznes na tych, którzy cię jeszcze nie znają i próbować założyć własną społeczność. Pomóc w tym może ten, który ma już wierną grupę fanów, czyli w tym przypadku Sentino.

Obecnie Trueman działa jako menager Sentino. Pomógł wydać mu książkę, razem również wydali płytę „BNP”. Współpraca z raperem otworzyła mu nowe możliwości i dotarcie do całkiem innej grupy odbiorców i to liczonej w setkach tysięcy. Bazując na stałej grupie słuchaczy Sentino i jego muzyki, Trueman chce spieniężyć swoją współpracę z raperem kolejnym biznesem – BNP.Global. To społeczność, która ma zrzeszać „scammerów, finesserów oraz hustlerów”.

Nowy biznes Truemana i Sentino

Sentino wydaje się być do tego idealną postacią, która od lat polaryzuje środowisko rapowe, ale ma też zaufane grono fanów. Panowie zaczęli właśnie promować nowy biznes, oczywiście pokazując jak bardzo są zarobieni, bo nic nie działa tak na wyobraźnię, jak kupno bransoletki za 20 tys. zł czy okularów za 5 tys. zł

Oferta BNP Global to zero konkretów i same ogólniki. Osoba, która zarabia na jakimś biznesie nie ujawnia swoich metod zarobków, chyba, że metodą na zarabianie jest sprzedawanie takich właśnie ebooków.

– Idziemy jeszcze po najdroższą torbę, która jest w Louis Vuitton dostępna, która jest w cenie samochodu polskiego rapera – mówi Sentino w pierwszym vlogu reklamowym, którego zadaniem jest napędzić jak największą ilość osób do zakupu dostępu do nowej platformy Truemana.

Niestety, po komentarzach widać, że współpraca Treumana z Sentino jest strzałem w dziesiątkę. Tylko nieliczni dopatrują się w ich biznesie czegoś niepokojącego. Dodatkowo jakiś czas temu pojawiła się informacja o pogodzeniu się Sentino z Malikiem i ich spotkaniu w Paryżu, do czego miał doprowadzić sam Trueman. Czy szef GM2L będzie kolejną osobą, która ma uwiarygadniać szemrane biznesy, czas pokaże.

Odbiorcami Truemana są teraz najwierniejsi fani Sebastiana

Czytaj dalej

Felieton

Lacazette ratuje niemiecki rap – felieton

Młodego rapera propsują m.in. Capital Bra, Celo, Abdi, Loredana i Kolja Goldstein.

Opublikowany

 

Przez

lacazette

Niemiecki rap od pewnego czasu nie ma zbyt wiele do zaoferowania i to samo zdanie podziela raperka Loredana. Ciężko robi się na sercu słuchaczy, nie ma co ściemniać, że niemiecka scena była po francuskiej jedną z najmocniejszych w Europie, a tu ledwie kilku artystów nadaje się do konsumpcji. Obecnie albumy wpadają w jedno ucho i tak samo szybko wylatują drugim. Treści oraz teksty nie trenują mózgu, nie bawią, ani nie intrygują. Jadąc w Sbahnie grzebiesz coś na telefonie i nawet nie wiesz, czego słuchasz. Do czasu aż pojawił się Lacazette, który zmusza odbiorcę do poświęcenia mu inkluzywnej uwagi.

„LID” – album roku 2024

Nazywa siebie samego ratunkiem niemieckiego rapu i raczej nie będzie musiał składać od tego apelacji. Nikt nie zarzuci mu niekompetencji albo ghostwritingu. Jego album “LID” bardzo szybko po premierze usytuował się na 5 miejscu top albumów. Muzyk nie był żadną wielką figurą undergroundu. Zrobiło się o nim bardziej głośno, kiedy kawałek “H&K” puszczał w samochodzie Capital Bra, co w pewnym stopniu pomogło newcomerowi na uzyskanie pierwszego rozgłosu. Typ pojawił się tak naprawdę znikąd i nie wiemy o nim zbyt dużo. Od początku wspierają go Gringo i Kalazh44, którzy propsują ciężką pracę chłopaka związanego z Labelem Baklava Music. Celo i Abdi w jednym z wywiadów również przychylnie odnieśli się do berlińczyka. Ten duet obok Haftiego, to ojcowie Straßenrap w Niemczech.

Okładka albumu „LID”

Milion euro zysku

Pochodzący ze Steglitz- Zehlendorf raper nie postawił na typową ścieżkę kariery. Zazwyczaj jako newbie robisz drop dwóch kawałków i czekasz po dobrze przyjętej premierze na deal z Universal albo Sony. Lacazette natomiast, nagrał aż 13 klipów w bardzo podobnej, ulicznej, zimnej stylistyce mrocznego Berlina, które na YouTube przyniosły mu ok. 1 miliona euro zysku. Estetyka dość już znana, ale przedstawiona w innej, ciekawej perspektywie, owiana tajemnicą i zawadiackim spojrzeniem muzyka.

Inteligentny uliczny rap

Lucky sprawił, że niemiecki rap dostarcza słuchaczowi i szerokiej grupie wiekowej odbiorców, dużej przyjemności. Streetrap doczekał się w końcu chwytliwych i inteligentnych wersów, przeplatanych ironicznym humorem. Grek lubi czasem znikąd wypuścić zaskakujący, humorystyczny punchline jak: “Dostawca jest Niemcem, ale biega jak Hakimi” (“Läufer ist Deutscher doch rennt wie Hakimi”) czy “Przyjdę do Twojego akwarium Cię wyłowić” (“Ich komm’ in dein Aquarium, dich rausfischen”), “Bycie mądrym jest niebezpieczne, niebezpieczne nie jest mądre” ( “Schlau sein ist gefährlich, gefährlich ist nicht schlau”).

Trafnych fraz posiada on tak wiele, że musiałabym zrobić dla was jakąś best of listę. Dykcja Lacazette jest wybitnie on point, dlatego myślę, że ze spokojem zrozumiecie jego teksty, nawet jeśli Wasz niemiecki nie jest na wygórowanym poziomie.

Lacazette

Wyróżnia się na monotonnej scenie niemieckiego rapu

Wallah! Na albumie nie znajdziecie autotune, za to solidne beaty w klasycznej stylistyce, uwaga to nie jest codeinowy rap, afrobeat albo hiphopop. Fabuła traktuje o dealowaniu i używkach, zarabianiu hajsu, refleksjach oraz demonach. Mimo to raper ugryzł ten temat w inny, swój sposób, bez monotonnych adlibów o double cup czy fat ass. Lucky postawił na dobrze napisane teksty, przekaz i porządny warsztat, co słychać przez to jak buduje zdania czy zgrabnie łączy rymy. W kunsztowny sposób akcentuje słowa, wyróżniając go tym pośród monotonnej sceny niemieckiego rapu. Po pierwszym odsłuchu jego twórczości byłam pewna, że to jakiś streetowo doświadczony, grubo po 30-tce typ. Bity są bardzo klasyczne jak na obecne czasy i trendy. Obecnie wielu niemieckich artystów, takich jak Loredana wrzucają na Instagram jego utwory. Respekt oddał mu także sam wielki Kolja Goldstein, który koleguje się z managerem Lacazette.

Lacazette

210 mln streamów

Zawadiacki i charyzmatyczny raper, który nazywa swoich słuchaczy Matrosen ma w sobie pewną aurę, która spodobała się szerszemu gronu odbiorców, dając mu 210 milionów streamów albumu na Spotify. Przywraca to wiarę w to, że ludzie są głodni dobrej muzyki, a album Luckiego leci non stop on repeat!

Beaty wyprodukowali min: jroc, 808swerve, Sam4prod, yung.rox, jaydon6jam, goldfinger030, murdsdrum, maccrazy1.

Lacazette „LID” – odsłuch albumu

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2025.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: