Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Rosa Parks. Ostatnie ziemskie zadanie |FELIETON

Opublikowany

 

– Celem mojej nieszczęsnej misji było doprowadzenie do powrotu OutKast.

Ponad jedenaście lat temu stanęłam twarzą w twarz ze Świętym Piotrem! Znalazłam się przed nim dość niespodziewanie, bo jak inaczej mogłabym to nazwać? Zasypiam sobie jak zwykle w swoim domu, leżącym na przedmieściach Detroit, a nagle budzę się gdzieś w obcym miejscu, w którym wszystkie dźwięki wydają się być stłumione, ludzie irytująco sympatyczni, a grawitacja niemal nieodczuwalna. W dodatku staje przede mną jakiś rozkazujący wszystkim portier, jednocześnie szanowany przez całe towarzystwo, a przecież – nie oszukujmy się – od kiedy to portierzy, recepcjoniści, ciecie czy inni klucznicy są najbardziej poważanymi ludźmi? Zwłaszcza przez pretensjonalnych chamów. Kiedy więc uświadomiłam sobie, że ten jegomość to główny pełnomocnik interesów Jezusa, natychmiast pojęłam, w jakim miejscu się znalazłam. Najpierw odczuwałam zaniepokojenie z tego powodu, żeby po chwili przerodziło się ono w niespotykaną dotąd ekscytację. I dobrze. Bo właściwie to miałam już dosyć tego świata, pełnego rasizmu, morderstw, oszustów, fanatyków. Momentami nawet miałam wrażenie, że rozsądek to oni umieszczają na tym ich USB i wymieniają się nim niczym pornografią, skoro tak się wstydzą go pokazać. Jezus chyba uważnie wysłuchał każdą moją prośbę, sumiennie zostawianą w każdej modlitwie. Jezus, którego ze wszech miar podziwiałam, ponieważ widziałam między nami wiele podobieństw. Na mniejszą skalę, ale jednak. Człowiek, któremu trochę zazdrościłam, ponieważ nazywano jego imieniem różne kościoły, a niby czemu nie mogliby moim? Choćby części kościołów baptystów. Jezus, który zmarł za grzechy, a żyjąc w XXI wieku zmarłby jedynie za ten największy – współczesny hip-hop. Jak czarna muzyka mogła tak się uwstecznić? Co oni zrobili z moim ukochanym jazzem? Tego dnia zastanawiało mnie coś innego. Czyżby Chrystus dowiedział się o tych moich z lekka złośliwych myślach? Wszędzie panował popłoch i poruszenie. Okazało się jednak, że przygotowywano dla mnie jakieś szykowne zadanie, zacne stanowisko. Prawdopodobnie za zasługi i dokonania. Byłam tak poddenerwowana, że nie mogłam pozwolić sobie na zasłużony relaks. Zupełnie jak wtedy w miejskim autobusie, gdzie zatrzymanie i areszt były niczym w porównaniu do twarzy tego sfrustrowanego mężczyzny z pianą w ustach.

 

Kiedy rozmyślałam sobie o tej niebiańskiej przyszłości, jaka mnie czeka, usłyszałam w oddali moje nazwisko, wyczytane w iście urzędowym tonie. Poproszono mnie o podejście do niewielkiej drewnianej mównicy, na której stał Święty Piotr. Idąc, słyszałam falę szeptów na mój temat, dobiegających z ust miejscowej gawiedzi. Były to ciepłe i życzliwe, acz wcale niezaskakujące słowa, będące swego rodzaju rozliczeniem moich czynów. Odczułam, że wszyscy trzymają za mnie kciuki. Uprzedziłam słowa głównodowodzącego, niestety zbyt pośpiesznie. Zaczęłam od wylewnych podziękowań, a za każdym razem jak próbował przemówić, wcinałam się w jego zdanie, nie dając mu żadnych szans. Byłam – przepraszam za wyrażenie – wniebowzięta! Zaczęłam jednak mówić coraz wolniej, a kiedy dostrzegłam jak Św. Piotr drapie się po brodzie, zaczęłam się nienaturalnie jąkać, a następnie grać pauzą. Zamilkłam. Myślałam, że spalę się ze wstydu i z pewnością gdybyśmy byli w piekle, już obróciłabym się w popiół. Święty odrzekł zakłopotany i stanowczo oznajmił mi, że pozostawiłam po sobie na ziemi jedną niezałatwioną sprawę, która uniemożliwia mi wniebowstąpienie. A niech to! Tą niezałatwioną sprawą okazała się dwójka aroganckich, niewychowanych i chamskich chłystków z Atlanty! Wszyscy, tylko kurczę nie oni! Niestety nie mogłam sobie w tym miejscu pozwolić na nienawiść, więc na siłę markowałam uśmiech i przyjazne intencje. Tych wszystkich świętoszków nie odważyłam się przeklinać nawet w myślach. Skoro każda myśl każdej ziemskiej istoty jest przez nich wnikliwie lustrowana, to co dopiero tutaj? Ubecy! Przekreśliłoby to definitywnie moje wszystkie szanse na pójście do nieba, nad których otrzymaniem tak sukcesywnie pracowałam w Detroit. Celem mojej nieszczęsnej misji było doprowadzenie do powrotu OutKast, dacie wiarę? Myślałam, że ostatnią rzeczą, jaka występuje w Królestwie Niebieskim, jest dowcipkowanie. A to tylko wierzchołek.

 

Nie dostałam pozwolenia na przybranie poprzedniej postaci. W zamian otrzymałam ciało niskiej blondynki o piwnych żabich oczach; z dużymi piersiami, choć nie na tyle żeby móc przybijać nimi gwoździe; z pupą w kształcie walentynkowych bombonierek. Odmłodzona, trochę zakompleksiona, lecz posiadająca poczucie dystansu do samej siebie. Obrażalska, ale pożądana przez mężczyzn. Jak mogli w tak bezkarny sposób zamienić afroamerykańską bojowniczkę o wolność w erotyczne marzenie wiecznie niewyżytych onanistów. Nie ukrywałam zażenowania, lecz Święty Piotr starał się to wszystko jakoś wytłumaczyć. Mówił, że jest to taki rodzaj pokuty. W myśl zasady: wielki człowiek – wielkie zadośćuczynienie. Tym bardziej, że wielkie czyny rzekomo zostały przyćmione przez jeden karygodny występek, który zanegował moją dotychczasową walkę o prawa jednostki. Ja się natomiast pytam o sprawiedliwość?! Moim nazwiskiem nazywano biblioteki i szkoły. Inspirował się mną sam Martin Luther King. Zostałam symbolem walki z segregacją rasową oraz odznaczono mnie Złotym Medalem Kongresu. Teraz w nagrodę muszę się poniżyć. Przez jeden głupi proces, który dawno temu wytoczyłam! Owszem, gdyby te słowa zostały wypowiedziane przez – nie wiem – Chucka D, Commona, Tupaca. Ale nie przez durni, którzy moim kosztem chcieli się wybić i pozbyć oszczerstw, jakie płynęły z branży w ich stronę. W chwili, gdy zbierały się we mnie odruchy wymiotne, zamknęłam oczy. Ocknęłam się po sekundzie w jakimś mieszkaniu w Atlancie.

 

Nastał czas zakończenia tej farsy, tylko jak namówić tych imbecyli na zjednoczenie się w studio i zrealizowanie nowego materiału? Prędko nie wrócę tam, gdzie jest moje miejsce. Ich ostatnia wspólna płyta z 2006 roku okazała się solidnym niewypałem. Odtąd postanowili pomnażać swój majątek, jeśli założyć, że milczenie jest złotem. Andre Benjamin niemal zniknął. Czasem tylko dogrywa się do albumu jakiegoś zaprzyjaźnionego artysty, myśli, że umie śpiewać i zwodzi swoich fanów, składając puste obietnice o swojej solówce. A nastolatki wierzą w jego kłamstwa, nie wyciągając rąk spod koca. Woli aktorstwo, w czym akurat jest równie kiepski. Można by rzec, że Jimi Hendrix przewraca się w grobie! Tymczasem Big Boi w końcu zadebiutował. Album zebrał pochlebne opinie, został uznany za klasyk. I tylko po to, żeby dwa następne wydawnictwa służyły za opał w kominie. Szkoda mi jedynie tego zespołu, który dał się w to wciągnąć. Phantogram. A taka niewinna i urocza ta Sarah Barthel. Tak czy inaczej legenda OutKast wygasa, a wraz z nią proporcjonalnie moje szanse na pójście do nieba. Słyszałam jednak o pewnym młodzieńcu, który jako jedyny wierzy w ich powrót. Mówi o sobie, że jest największym fanem OutKast na świecie (skoro tak, dziwne, że nikt w USA o nim nie słyszał), a przynajmniej u siebie w mieście. Niejako przepowiedział nawet ich chwilowe pojednanie, w wyniku którego OutKast wyruszył w trasę koncertową. Ten argument akurat do mnie przemawia. Tak! On z pewnością mi pomoże!

 

Do Sosnowca dotarłam na początku zeszłego roku i nie miałam problemu z namierzeniem młokosa. Bowiem zazwyczaj przebywa on na podwórku pod blokiem w towarzystwie swoich kumpli. Nieudacznik. Infantylny typ. Musiałam przybrać jakieś polskie imię. Katarzyna? Małgorzata? Aneta? Magdalena? Nie mogłam się zdecydować. Stwierdziłam, że pójdę na żywioł i jak będzie trzeba się przedstawić, to coś wymyślę. A może nie spyta? Mówią, że gamoń. Na pewno nie szarmancki. Podobno strasznie kochliwy, uwiodę go. Później po zakończeniu misji najwyżej skończy we friendzonie. Jak zawsze zresztą. Ewentualnie zamknę go gdzieś w piwnicy, zacznę torturować czy gwałcić. W końcu wszystko mi powie. Królem dzielnicy nigdy nie był. Nawet nie aspirował. Pierwsza opcja jest bardziej opłacalna. W końcu celem jest niebo, prawda? Zaprosił mnie do siebie. Nawet nie próbował się do mnie dobierać, ponieważ ewidentnie nie jest on człowiekiem czynu. Więcej mówi niż działa, to widać. Jednak jak zobaczyłam kolekcję jego kompaktów i winyli, natychmiast wróciły moje traumatyczne wspomnienia. Pal licho, gdyby on tylko ograniczył się do dyskografii OutKast. Widziałam u niego prawie kompletną dyskografię całego Dungeon Family. Posiadał nawet płyty, których nienawidził, ale gościnnie występował na nich 3 Stacks. A pieprzyć niebo, pieprzyć Świętego Piotra, pieprzyć ich wszystkich! Złe wspomnienia wróciły, a wraz z nimi awersja do nieba. Czy bilet wstępu do niego jest warty takiego upokorzenia? Nie! Dlatego postanowiłam go zabić. Nie! Szybko zmieniłam zdanie. Śmierć przyniosłaby mu tylko ukojenie. Zrobię coś gorszego. Coś, co zapamięta do końca swojego marnego życia. Pochwalił się, że zamówił sobie trzecią część Run The Jewels. Na kolorowym winylu. Ponoć przesyłka ma zostać szybko dostarczona, gdyż została nadana z Niemiec. O kurczę! Jeszcze nie wie, że zanim kurier znajdzie jego adres na mapie Sosnowca, ja zdążę znaleźć kuriera.

Rosa Parks.

 

Autorem tekstu jest Modest z ElQuatroNagrania.

 

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Felieton

Schwesta Ewa i Loredana – jedna z najbardziej wyczekiwanych kolaboracji od lat! – felieton

Polsko-niemiecko-albański mix, który może podbić rynek naszych zachodnich sąsiadów.

Opublikowany

 

Przez

loredana schwesta ewa

Fani komentują nieustannie sociale, upominając się o wyczekiwaną kolaborację dwóch kluczowych artystek w Niemczech. Kilka miesięcy temu pojawiły się filmiki jak Loredana czekała na Schwesta Ewę, przetrzymywaną dłużej przez celników na lotnisku. Wtedy pojawiły się pierwsze plotki na temat ich współpracy.

Takiego koktajlu nikt się jednak nie spodziewał. Można powiedzieć, że to muzyczne kamikadze przyprawiające o skoki ciśnienia. Jak mówi mój znajomy z Albanii: „Nie ma nic niebezpieczniejszego niż polsko-albański mix”. I chyba coś w tym jest.

Schwesta Ewa od dłuższego nie wypuściła żadnego nowego projektu i mocno ucichła w social mediach, zwłaszcza po tragicznej śmierci Xatar’a. Dużo osób oczekiwało od niej publicznego statementu, jednak ona przeżywała żałobę prywatnie.

Naturalnie, każdy z nas miał ochotę na nowe projekty jednej z najbardziej kontrowersyjnych raperek w Niemczech. W połowie października ukazała się świetna, nowa płyta rapera SSIO, wypromowana z resztą z wielkim sarkazmem, komizmem, rozmachem oraz zabawnymi i politycznymi reels, które viralowo latały w socialach. Niemiecki rynek nie widział jeszcze czegoś takiego, współtwórcą wizuali był jeden z najbardziej utalentowanych video makerów Mac Duke, który jest w połowie Polakiem. Raper zaprosił naszą rodaczkę m.in. na „Bitte keine Anzeige machen”, gdzie Ewa nawija do bardzo chilloutowego beatu:

Prześlizgam się przez system sprawiedliwości w szpilkach Versace
Wyślij laskę – Sandy do inspektora
Nancy do sędziego, gdzie uprawia seks na pieska
Albo duplikat Rolexa jako
akt wdzięczności za utracone dokumenty.

Fakt, że Ewa nie przebiera w słowach czyni ją jedną z najbardziej autentycznych postaci na niemieckiej scenie muzycznej. Do tematu bycia real odniosła się ostatnio Albanka, która w “Privileg” mocno krytykowała inne raperki i ich wizerunek, zarzucając im poniekąd kopiowanie jej osoby oraz wiele sztuczności. Loredana ma od wielu lat status gwiazdy, wybijając się typowymi chartowymi hitami. Już na początku kariery zyskała szybko popularność i uznanie. Niemcy potrzebowali nowej ikony damskiego rapu, kogoś kto nie tylko dobrze wygląda, ale potrafi faktycznie nawijać.

Jej burzliwy związek z raperem Mozzim, turbulentne sytuację życiowe, przeobraziły Albankę w artystkę, która odcięła się od starego brzmienia. King Lori mówi wprost, że ma dosyć robienia muzyki typowo pod label. Jej ostatni projekt jest osobisty, dlatego tak dobry. Prawda jest taka, że mimo komercyjnych początków Loredana jako jedna z nielicznych, autentycznie odzwierciedla wizerunek i definicję Hip-Hopu. Co ciekawe, nie pokazuje się w głębokich dekoltach czy kusych sukienkach, nie twerkuje na klipach, co jest w obecnych czasach dość unikalne.

Dwie silne kobiety – połączenie albańskiego i polskiego temperamentu to jedna z najbardziej ekscytujących kolaboracji od lat na niemieckim rynku muzycznym! Loredana i Schwesta Ewa w „Ihr möchtegern”.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: