Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: Fenomen Kękę, czyli prosty rap na salonach

Opublikowany

 

Dzisiaj kilka słów o Kękę, właściwie Piotr Siara polski raper pochodzący z Radomia, dumny ojciec i patriota. Nowy długogrający album rapera został świetnie odebrany przez słuchaczy, co zaowocowało złotą płytą krótko po premierze, moim zdaniem wyróżnienie należało się jak nikomu innemu.

Fenomem Kękę tkwi w prostocie, jego teksty są życiowe, szczere oraz pisane w taki sposób, że każdy z nas może śmiało się z nimi utożsamiać. Dzięki temu fani odwdzięczyli się Piotrkowi tłumnie okupując Empiki oraz robiąc niesamowity klimat na koncertach o czym miałem okazję przekonać się w Warszawie podczas PROSTO FESTXVALU, zagrał tam zdecydowanie najlepszych koncert porywając publikę. Miałem tą przyjemność oglądać go z pierwszego rzędu spod sceny a mojej towarzyszce udało się uchwycić to na filmie:

 
 
Autor "Nowych Rzeczy" wychował się w Radomiu, a w przeszłości pracował w Poczcie Polskiej jako listonosz. Na podstawie jego tekstów dowiadujemy się, że nie dorastał w dobrobycie, poznał trud ciężkiej pracy oraz zdradliwość nałogów. Jest również patriotą, który kocha swój kraj mimo przeciwności, z którymi przychodzi mu się zmagać na co dzień żyjąc w Polsce. 
 
Kawałki takie jak "Świadomość" uczą zwłaszcza młodszych słuchaczy rapu historii oraz pomagają wyrobić sobie właściwe poglądy, Kękę zdecydowanie preferuje prawą stronę, krytykuje polityków lewicowych, a także ostrzega nas przed zagrożeniem ze wschodu. Opisując tak dobrego MC nie warto zagłębiać się w politykę, jest on niezwykle sympatyczną osobą co również ma wpływ na dobry odbiór jego twórczości. Charakterystyczne dla niego powiedzonka oraz przekształcanie istniejących słów na swój własny sposób powoduje często uśmiech podczas odsłuchu jego numerów. 
 
Warto zaznaczyć, że raper przeciwstawił się modzie na tzw. swag, który często wyśmiewa w swoich tekstach. Stawia na wartości rodzinne, uporządkowane i szczęśliwe życie oraz dążenie do wyznaczonych sobie celów. Opowiada nam o swoich przeżyciach z przeszłości, z których nie jest dumny, ale też nie wstydzi się nadużywania alkoholu lub próbowania narkotyków, co w środowisku hip-hopowym ostatnio zrobiło się modne i dla wielu raperów stanowi wyznacznik zajebistości. Nikt kto nazywa siebie świadomym słuchaczem nie oczekuje, że rap nauczy go życia, ale Kękiemu świetnie wychodzi dawanie wskazówek. Doskonałym przykładem może być tutaj kawałek "Sprawy Ważne", którego refren jest świetnym motywatorem do działania. 
 
"Trzeba dzisiaj nie mieć czasu, żeby jutro mieć czas
Plecy masz do przerwy teraz odróbka strat
Mocniej, mocniej, wiem że to dźwigniesz
Nieistotne co tam robisz byle na pełnej piździe"
 
Warto poruszyć temat labelu, w którym nagrywa Piotr. Jego kawałki znalazł w sieci Sokół i zaproponował mu dołączenie do Prosto. W przypadku polskich raperów często legalna płyta robi z podziemnych kotów przeciętnych graczy jak choćby w przypadku PeeRZeta. Kękę swoją szansę wykorzystał świetnie w efekcie czego w 2014 roku na rynku ukazała się płyta "Takie Rzeczy". 15 zróżnicowanych numerów zaprowadziło rapera na 3 miejsce zestawienia OLiS sprzedając się w 15 tys. egzemplarzy. Kawałki takie jak "Nie wiedziałaś", "Sama powiedz", "Wszystko pięknie" czy "Znakomicie" zagościły na playlistach tysięcy osób co przełożyło się na sukces komercyjny i pierwsze większe pieniądze, o których rapera wspomina w kawałku nagranym na Kodex 5. Były listonosz na luzie podchodzi do tematu pieniędzy co udowodnił nam też w kawałku "(Wyjebane) tak mocno".
 
"Nie tracę jaj, kiedy łapię za mikrofon
I kiedy Prosto płaci duży, żywy papier
I kiedy mimo tego pozostaję sobą
Masz inaczej, szczerze radzę- zostaw rap, zamknij paździerz!"
 
"Robię rap i się o nic nie spinam
Nigdy się o to nie prosiłem, samo zaczęło spływać
Jak mężczyzna powinien Veni, Vidi i Vici
Radomski styl skurwysynie, od poddaszy do piwnic
Poczty Polskiej do teraz, jakie to nie jest Glamour
Dziś też mam styczność z gotówą, choć już nie noszę przekazu"
 
Jest to jeden z nielicznych przypadków któremu ciężko zarzucić kopiowanie kogokolwiek, wypracował swój własny radomski styl. Nie potrafię znaleźć odpowiednika dla Kękę wsród amerykańskich raperów, co jest dużym plusem. Mocno propsuje również sposób składania rymów, jego teksty nie są pisane od linijki lub z kalkulatorem, nieliczni hejterzy zarzucają raperowi brak rymów. Moim zdaniem lepiej napisać wersy bez wyraźnego rymu niż na siłę szukać słów rymujących się. Piotrek nigdy nie chciał zostać punchlinerem, drugim VNMem jeśli chodzi o wielokrotne czy mistrzem przyspieszeń. Kę odniósł się do tego tematu w numerze "W dół kieliszki (WuDeKa)"
 
"Nie mam Ci dać na flaszkę, kupiłem za to książkę
Podwójne dla opornych, dziś mam trzy takie na zwrotkę
Rozjebane po całości
Level: expert, lecę nieźle, niesie mnie tekst, koniec książki
Znów mocno, luźno, dzieciak. Mam w sobie luzu w opór
Nauczę się przyśpieszać, ale wpierw zrozumiem po co?"
 
Siara w swoim rapie nie unika tematu miłości, opowiada o przelotnych znajomościach, matce swojego dziecka czy zainteresowaniu fanek. Kilka wersów na obu płytach poświęcił też swojemu synkowi, Bartkowi. Jeżeli ktoś chcę posłuchać rapu dojrzałego człowieka, który ma sporo do powiedzenia o życiu ze względu na spory bagaż doświadczeń, świetnie odnajdzie się w muzyce jaką tworzy Kękę. Myślę, że to główny powód jego fenomenu i sporego zainteresowania ze strony fanów. Raper w tekstach zachęca do kupna swojego dzieła, ale nie robi tego nachalnie.
 
"Znów napruty jak chcesz kupić to kup
Ja bym wolał kupić wódy, a za resztę coś na sztuki wziąć szlug
Ale to jest tylko moja jazda
Daj zarobić Kękusiowi na akcyzie, płyta jest legalna"
 
Kończąc ten tekst zastanawiałem się nad umieszczeniem Kę w hierarchii najlepszych zwodników Prosto. Może to dość miałkie i mało istotne, ale osobiście stawiam tego rapera na trzeciej pozycji, tuż za Sokołem i Venomem (KaeNa zostawiam bez komentarza). Dajcie znać w komentarzu jak odbieracie postać KęKiego i jego rap, możecie też dorzucić swoją topkę 😉
 

Felieton

Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton

Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?

Opublikowany

 

oki kinny zimmer kto wygrał beef

W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.

Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy

Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.

„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.

Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

tymbark oki

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.

Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.

Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała

To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.

Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?

To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.

Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.

Czytaj dalej

Felieton

Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton

Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.

Opublikowany

 

łatwogang

Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.

Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?

Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.

Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.

Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.

Emocje i presja

Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?

Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.

Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.

Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.

Dobry chłopak, ale działa na emocjach

Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.

*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.

Czytaj dalej

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: