Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: Hiphopowe Halloween

Opublikowany

 

Haloween to okazja do zapoznania się z rapem cięższym, fantazyjnym, puszczenia wodzy wyobraźni pod wpływem muzyki, a najodpowiedniejszą z nich na taki okres czasu jest zapewne horrorcore. Słoń i Mikser na wydanym niedawno albumie ”Demonologia 2” zamieścili kilka ciekawych storytellingów, wartych przeanalizowania oraz zagłębienia się w potencjalne, liczne inspiracje, którymi mógł kierować się raper pisząc je.

”Suro” opowiada historię prostytutki, która po umówieniu się z jednym z klientów o dziwacznych upodobaniach traci świadomość, a po odzyskaniu jej pamięta zaledwie proste motywy wizualne z przebiegu zdarzeń, takie jak białe światło, strzykawkę oraz skalpel. Po tym czasie czuła się źle, i pomieszkując w swoim burdelu opiekował się nią jej alfons, karmiąc ją suto. Podczas jednego z badań dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży, i wpada w panikę, usprawiedliwiając się przed sutenerem, ze zawsze dbała o zabezpieczenie podczas kontaktów z klientami, po czym proponuje aborcję, jednak ku jej zaskoczeniu i radości, alfons obliguje się do związania się z nią i otoczenia jej opieką. Ciąża trwała trzy miesiące, podczas których prostytutka żyła w izolacji od reszty swoich koleżanek po fachu, i była karmiona tajemniczymi preparatami farmakologicznymi. Kiedy rozpoczął się poród, wezwano do niego lekarza będącego jej wcześniejszym, feralnym klientem, oraz przyodzianą w stare szaty starą lekarkę, recytującą zapisane na wiekowym manuskrypcie modlitwy. Przebieg porodu jest straszliwie bolesny i makabryczny, a na świat przychodzi dziecko które Słoń opisuje następująco: ”Po noworodku spływały krople ektoplazmy/Język jakby ogon szczura zwisał z jego paszczy/Zamiast kończyn miał macki, zamiast dłoni szczypce/Jakby ucho z sierścią wyrastało nad jego policzkiem”. Z wyrywających się w ekscytacji lekarzom i alfonsowi słów wynika, że dziecko jest ich mesjaszem, a oni sami należą do jakiegoś demonicznego ugrupowania religijnego i potrzebowali dziewczyny tylko do celu urodzenia go. Piosenka kończy się śmiercią matki, która odchodząc słyszy krzyk demonicznego noworodka.

Historia jest mocno inspirowana filmem grozy w reżyserii Romana Polańskiego pt. ”Dziecko Rosemary”, opowiadającego o świeżo upieczonej mężatce przeprowadzającej się ze swym życiowym partnerem do złowieszczej kamiennicy na Manhattanie. Małżeństwo zaprzyjaźnia się z miejsca z sąsiadami, co zbiega się w czasie z zajściem w ciążę przez bohaterkę historii, która wcześniej długo, bezskutecznie starała się o poczęcie. Niestety, podupada ona na zdrowiu fizycznym, i psychicznym, co daje początek kuracji tajemniczymi koktajlami przyrządzanymi przez dobrą znajomą ginekologa, pod którego opieką medyczną pozostaje. Z biegiem czasu ciężarna dostrzega coraz więcej faktów przemawiających za tym, że znajduje się w okultystycznej sekcie, której członkowie niezdrowo zainteresowani są jej nienarodzonym jeszcze dzieckiem. W dalszej części filmu okazuje się, że kobieta urodzić ma samego antychrysta. Dziecko przychodzi na świat, a jego widok wywołuje przerażenie matki, jednak reżyser przekornie nie decyduje się na pokazanie go widzom, pozostawiając pole do popisu dla wyobraźni. Rok po premierze filmu, w nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 roku, żona Romana Polańskiego – będąca w 9 miesiącu ciąży – zostaje zamordowana wraz z trójką swoich znajomych przez członków seksty Charlesa Mansona, co kładzie się cieniem na całym życiu reżysera oraz owiewa sam film złą, ponurą aurą.

 

”Ania” jest jednym z najbardziej popularnych utworów z całej płyty, przede wszystkim za sprawą niezwykłego, utrzymanego w sennej stylistyce podkładu muzycznego zawierającego nostalgiczne, kobiece chórki. Piosenka opowiada o mężczyźnie dotkniętym pedofilią – patologiczną dewiacją seksualną przejawiającą się ukierunkowaniem popędu seksualnego wobec dzieci. Nie do końca wiadomo, jakie są czynniki wywołujące tę przypadłość, ale seksuolodzy typują m. in. kompleksy, wycofanie społeczne, tęsknotę za wyidealizowanym dzieciństwem, nadopiekuńczość matki. Osoby dotknięte tym zboczeniem z reguły łatwo nawiązują kontakt z dzieckiem, bowiem identyfikują się z nim psychicznie. Bohater opowieści przemierzając miasto autem napotyka stojąca samotnie, bezdomną dziewczynkę, która postanawia zwabić do domu, i zgwałcić. Z początku wszystko idzie po jego myśli – dziecko pozornie naiwnie daje się złapać w pułapkę, ale kiedy przybywają do mieszkania, przeistacza się w potwora a potem torturuje i morduje zboczeńca.

 

Fabuła piosenki wydaje się być mocno inspirowana psychologicznym dreszczowcem pt. ”Hard Candy” (”Pułapka”) opowiadającym historię czternastolatki Hayley, która na czacie poznaje trzydziestokilkuletniego Jeffa. Rozmowa szybko zamienia się w flirt, na wskutek którego bohaterzy opowieści spotykają się w mieszkaniu potencjalnego pedofila. Widz, przekonany z góry o tym, kto w takim układzie stanie się ofiarą, a kto oprawcą, poczuje się zaskoczony przebiegiem zdarzeń – dziewczynka skrępuje mężczyznę, a potem będzie torturować go psychicznie i fizycznie, zmuszając go do przyznania się do sprawstwa zniknięcia jednej z miejscowych nastolatek. Co ciekawe, reżyser do samego końca filmu prowadzi umiejętną grę z widzem, nie dając mu całkowitej pewności co do tego, że Feff faktycznie jest zboczeńcem.Fabuły obu opowieści – filmu oraz piosenki – są do siebie bliźniaczo podobne, tyle, ze w piosence występuje motyw fantastyczny, bowiem dziewczynka z nieporadnego dziecka przeistacza się w żądnego krwi, mściwego potwora. W obu przypadkach następuje odwrócenie ról – potencjalna ofiara staje się oprawcą, i znęca się nad mężczyzną karząc go za zbrodnie popełnione w przeszłości. Podczas gdy w pewnej scenie filmu mężczyzna pyta dziewczynkę: ”Kim ty, do cholery jesteś?!”, ta odpowiada mu: ”Jestem każdą małą dziewczynką, którą kiedykolwiek oglądałeś, dotykałeś, zraniłeś, wykorzystałeś, zabiłeś.”. Bardzo zbliżona odpowiedź pada z ust bohaterki ”Ani”: ”Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą/Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie Arioch” (Arioch to nieczysty duch zemsty, pojawiający się w książce ”Raj Utracony” Johna Miltona). W obu też przypadkach oprawca znęca się nad ofiarą długo i boleśnie, doprowadzając do jego śmierci. W mojej opinii dehumanizacja głosu demona w ”Ani” nie wyszła utworowi na dobre, brzmi żałośnie i psuje stonowany nastrój; również samo wprowadzenie elementu paranormalnego niweczy sugestywność numeru. Bez wątpienia na uwagę zasługuje jednak sama jej oprawa muzyczna, oraz morał płynący z przedstawionej w nim historii: ”W tej dobranocce morał jest prosty/Moje drogie dzieci, nigdy nie ufajcie obcym/Dziewczynki i chłopcy pogaście już światła/Słuchajcie tego co mówią do was ojciec i matka!”.

 

Zaprezentowana w piosence ”Zagłada część 1 – Wirus T” relacja naocznego świadka apokalipsy, obserwatora społeczeństwa zdezorganizowanego przez epidemię wirusa zamieniającego ludzi w żywe trupy, niezwykle pobudza wyobraźnię ze względu na dramatyczny podkład muzyczny oraz zarapowany przejmującym tonem głosu Słonia tekst obfitujący w sugestywne, makabryczne opisy masakry i zamieszania. ”Kurwa nie wytrzymam powietrze cuchnie śmiercią/Widziałem raz kobietę jak karmiła dziecko piersią/Jej chore ciało się trzęsło dzieciak był chudy jak tyczka/Gdy nagle spadł na ziemie nadal trzymając się cycka” – nawija, dodając: ”Stara baba z naprzeciwka pod drzwiami coś krzyczy/Widziała jak przez przewodnik ciągnął rękę na smyczy”. Dalej ciągnie opis rozpaczy ludności, szukającej ratunku w modlitwie, napomykając w chłodnej kalkulacji o zupełnym bezsensie takiego postępowania: ”Ludzie wariują w kościołach płaczą tłumy wiernych/Nie kumają że w skupisku znacznie więcej jest bakterii”. Utwór kończy się radiowym, przerywanym przekazem którego autor nawołuje słuchaczy do eliminowania potworów poprzez strzał w twarz.

 

Słoń w tytule piosenki umieszczając słowo ”Wirus T” nawiązał do serii kultowych gier komputerowych (przełożonych z czasem na wielki ekran) ”Resident Evil”, wychodzących na początku swej świetności m. in. na konsolę PSX. Celem gracza było wydostanie się z miasta, którego mieszkańcy zdziesiątkowani zostali przez żywe trupy, przywołane do życia na wskutek rozprzestrzeniającej się rzeczonej choroby. Tekst utworu z całą pewnością zainspirowany jest rozlicznymi, kultowymi filmami grozy o tematyce zombi, na które modę zapoczątkował amerykański reżyser George Romero. W 1986 roku zrealizował horror ”Noc Żywych Trupów”, którego akcja toczy się w domu otoczonym przez hordy nieumarłych, gdzie schroniła się siódemka ludzi walczących o przetrwanie. Film, ze względu na niesztampowość akcji oraz sugestywność wykonania spotkał się z niezwykle entuzjastycznym przyjęciem, i natchnął innych reżyserów do wyprodukowania całej masy obrazów z żywymi trupami w roli głównej, coraz bardziej spektakularnych i krwawych.

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale postać zombie wywodzi się z Haitańskiego kultu Voo-Doo, którego kapłani nazywani bokorami, potrafią uczynić z człowieka – co najczęściej odbywa się z powodu osobistych porachunków – podlegającą wszelkim ich sugestiom bezwolną istotę za pomocą przyrządzonej przez siebie, nazywanej coup poudre papki utworzonej z trujących roślin, oraz ryby fugu, zawierającej paraliżująca neurotoksynę, tetradotoksynę. Taka mieszanka wprowadza człowieka w stan pozornej śmierci, umożliwiając pochowanie go zgodnie z prawem. Szaman potajemnie przybywa na miejsce pochówku po kilku godzinach od pogrzebu, i wykopuje człowieka, dokonując rytuału czarnej magii, po czym karmi go tzw. ogórkiem żywego trupa – mieszanką bielunia nuetralizującego działanie tetradotoksyny, ale działającego halucynogennie i upośledzająco, kartofla, syropu z trzciny cukrowej oraz kilku innych składników. Osoba zatruta miksturą staje się zupełnie zniewolona, i zwykle staje się ofiarą przymusowej, niewolniczej pracy, a w momencie całkowitej utraty wydolności, zostaje porzucana na pastwę losu w leśnym gąszczu.

 

”Zagłada Część 2 – ZH” stanowi kolejny utwór dotyczący zombi-apokalipsy. Tekst piosenki jest agresywnym poradnikiem przetrwania w świecie zdominowanym przez żywe trupy. Słoń zaleca zabarykadowanie się w mieszkaniu i rozbudzenie swojej kreatywności w celu znalezienia jak najlepszego oręża do walki z potworami: ”W tych mrocznych czasach musisz walczyć morda/I nie ważne czy masz broń palną czy kij do golfa/Mikser to mój kompan i przy pomocy młotka/Zmieniał łby żywych trupów w brązowy koktajl/Zabij drzwi i okna twój dom to twoja twierdza/W tych warunkach bronią są nawet giry od krzesła”. W piosence znalazło się również dość niezwykłe , mocno pejoratywne odniesienie do osoby Grzegorza skawińskiego, wokalisty grupy kombi: ”Czaisz wokalistę Kombi?, widziałem go dziś rano/W sumie nie wiem czy to on ale jęczał tak samo”. Opisy masakr zapewne zainspirowane zostały grami komputerowymi z serii ”Dead Rising”, w których aby przetrwać, użyć trzeba zarówno typowej broni, jak i przedmiotów mających w życiu codziennym zupełnie inne zastosowanie. Jednym z najbardziej zapadających w pamięć sposobów na zabicie jak największej ilości żywych trupów we wspomnianej grze jest jazda na motorze z włączoną piłą łańcuchową. Słoń rapuje: ”Odpalam motor na słuchawkach leci Scarface/Bujam karkiem, trzymam oburącz husqvarnę”.

 

Ciężko powiedzieć, czy inspirowanie się Słonia przy pisaniu wspomnianych utworów było posunięciem dobrym, czy złym. Z jednej strony fani filmów grozy będą świetnie się bawić znajdując nawiązania do klasyków gatunku, z drugiej można zarzucić mu brak własnej inwencji twórczej. Niezależnie od tego wszystkiego warto dać się ponieść zawartym na ”Demonologii 2” opowieściom. W Halloween strach się przecież nie bać.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

 

Felieton

Dwa Sławy – czy dobrze już było? – felieton

Zabawa formą vs wielowymiarowe metafory.

Opublikowany

 

dwa sławy

Od premiery najnowszej płyty Dwóch Sławów minęły już dwa miesiące. Zdążyłam się z nią solidnie osłuchać i dowiedzieć, co dobrze by było opisać. Opinie o projekcie – wprost mówiąc – nie są najlepsze, co duet wziął już na klatę. Moje zdanie jest jednak nieco inne więc zapraszam na łyżkę miodu w beczce dziegciu.

Kryzys wieku średniego?

Zacznę prosto z mostu – uwielbiam ten duet. Na ich wielowymiarowe metafory trzeba kupić drukarkę 3D. Zabawa słowem, luz i humor to cechy, które niewątpliwie muszę im przypisać i wcale nie muszą nikogo do tego przekonywać. Ale, co w sytuacji, gdy masz za sobą dziesięć lat punchline’ów, wszechobecnej beki i hashtagów, a fani czekają? Jasne, możesz zrobić kolejny taki sam album, który i tak nie ma podjazdu do debiutu. Stąd najnowszy projekt Astka i Rada jest totalnie zrozumiały – dajmy im działać i się rozwijać. Kryzys wieku średniego i te sprawy.

Zabawa formą

A tak serio – spodziewaliście się kiedyś, że łódzki duet mógłby zagrać swoje numery na imprezie Świętego Bassu albo zrobi manifest polityczny, który będziecie podśpiewywać pod prysznicem? Chcecie starych Sławów – włączcie „Ludzi Sztosów”, proste. I oczywiście – jak większość z Was – analizowałam ten album na Genusie, łapiąc się za głowę po wytłumaczeniu kolejnego wersu. Jednak… to było dekadę temu. Nikogo zatem nie powinno dziwić, że przyszedł u panów czas na zabawę formą, poniekąd wyniesioną z projektu club2020.

Najwyżej będzie stójka lub parter

Czy „Dobrze by było” jest krążkiem bez treści? Złośliwi powiedzieliby, że tak. Ale obiektywnie patrząc – numery „Myślałem, że będzie gorzej” czy wcześniej wspomniany bez nazwy „To nie jest kraj dla kabrioletów”, mają to, co tygryski lubią najbardziej. Jest więcej śpiewów, autotune’ów i wtyczek niż kiedykolwiek. I dobrze by było trochę odpuścić, wychillować i zaakceptować ten wytwór, spięty słuchaczu. A, że krążek buja i na żywo miałam okazję sama się przekonać na trasie – a jakże! – „Dobrze by było Tour”. Już 4 kwietnia w ich mothership (czytaj w Łodzi) zagrają finałowy koncert więc jeśli w domowym zaciszu denerwują Cię te chłopy, daj im szansę. Najwyżej będzie stójka lub parter.

Czytaj dalej

Felieton

Drugi koncert Quebonafide na Narodowym. Czy to jawne oszustwo? – felieton

Na pewno zachowanie nie po koleżeńsku.

Opublikowany

 

quebonafide

Organizacja pożegnalnego koncertu Quebonafide przypomina zabawę w kotka i myszkę. Na pewno jest brakiem poszanowania dla słuchaczy, którzy kupili bilet i właśnie się dowiedzieli, że ostatni koncert rapera będzie miał kilka dat.

Wyobraźmy sobie sytuację, że kupujemy limitowaną płytę artysty za 200 zł, który deklaruje, że nakład tysiąca sztuk nie będzie nigdy wznawiany. Tymczasem zamiast cieszyć się z „białego kruka” w domu dowiadujemy się jeszcze w dniu zakupu, że z powodu dużego zainteresowania płytą postanowiono dotłoczyć drugi tysiąc egzemplarzy. Podobne do tej sytuacje już się zdarzały, ale płyty były dotłaczane po kilku latach. Tym niemniej, mamy tu do czynienia ze złamaniem umowy między artystą a słuchaczem, czyli ze zwykłym oszustwem.

Pierwszy, drugi… i trzeci – „ostatni koncert” Quebonafide

Podobnie jest z koncertem Quebonafide. W przeciągu bardzo krótkiego czasu, słuchacze mogą czuć się oszukani i to aż dwukrotnie. Za pierwszym razem, kiedy „Ostatni koncert Quebonafide” miał się odbyć online. Po kilku tygodniach, kiedy wykupiono bilety na wydarzenie, dowiedzieliśmy się, że wcale nie będzie to ostatni koncert, bo ostatni odbędzie się dzień później na PGE Narodowym. Kombinacje alpejskie, przesuwanie startu sprzedaży zakupu biletu to temat na zupełnie oddzielny wątek, ale to co się dzisiaj wydarzyło i jak zostały potraktowane osoby, które kupiły bilety na wydarzenie online powinno skończyć się co najmniej bojkotem ze strony odbiorców.

To jednak nie koniec kpin ze słuchaczy.

Pierwszy, drugi i trzeci – „ostatni koncert” Quebonafide

Oszustwo na drugi koncert?

W czwartek, w zaledwie parę godzin bilety na ostatni koncert Quebonafide na Narodowym zostały wyprzedane. Jeżeli ktoś miał szczęście, to po kilku godzinach walki z systemem bileterii i zacinającej się stronie kupił bilety. To nic, że będzie siedział gdzieś za przysłowiowym filarem, w ósmym rzędzie z daleka od sceny. Miał świadomość i satysfakcję, że warto było się pomęczyć, bo miało to być jedyne takie wydarzenie – unikalne, tak przynajmniej go zapewniano. Więc zamiast wcisnąć „Esc” postanowił wziąć nawet to najsłabsze miejsce, bo będzie częścią historii. Nic bardziej mylnego.

Po kilku godzinach ogłoszono, że „ostatni koncert” Quebonafide będzie miał jeszcze jedną datę. Dzień wcześniej raper zagra jeszcze jeden koncert. Dzień wcześniej! Przecież to brzmi jak absurd. Tuż po zakupie biletu, zmieniane są zasady gry i umowy między raperem a słuchaczem. Wygląda to jak celowe działanie i wprowadzenie kupującego bilety w błąd. Który koncert więc będzie tym ostatnim. Ten 27 czy 28 czerwca?

Quebonafide z ostatniego koncertu robi sobie trasę koncertową, choć przy zakupie biletu z nikim się na to nie umawiał. Ba, sugerował unikalne i jedyne tego typu wydarzenie. Tymczasem osoby, które walczyły dzisiaj o bilety będą musiały pocieszyć się zmęczonym artystą po występie dzień wcześniej i zleakowanym koncertem na TikToku.

Opinie słuchaczy
Opinie słuchaczy
Opinie słuchaczy

Czytaj dalej

Felieton

Zaginiona córka Magika. Kamka z „Rap Generation” to przyszłość sceny? – felieton

Uczestniczka programu zdobyła uznanie jurorów i widzów.

Opublikowany

 

kamka

Za nami dwa pierwsze odcinki programu „Rap Generation”, po którym sporo emocji budzi Kamka – skromna raperka z klasycznym sznytem.

Kamka „zaginiona córka Magika”

Kamka wykonała w programie utwór „To nie GTA”. Spodobał się on Pezetowi, Malikowi i Leosi. Pierwsze recenzje występu Kamki wśród widzów są bardzo, ale to bardzo pozytywne – mówi się już wprost o nowej świeżości na scenie. Nie tylko komentatorzy hip-hopowi są pełni optymizmu, ale także słuchacze. Pod nagraniami z Kamką pojawiają się prawie same propsy:

  • Lepszego flow nie słyszałem w polskim rapie od lat.
  • Vibe jak Paktofonika.
  • Zaginiona córka Magika.
  • Malik jest w szoku, że można tak rymować.
  • Leosia w końcu usłyszała prawdziwy damski rap.
  • Rzadko mam ciary od muzy, dzięki młoda za emocje.

Czy Kamka to przyszłość sceny?

Pojawienie się newschoolu i nowej fali raperów zrewolucjonizowało scenę, ale nie spowodowało, że weterani tworzący klasyczny odłam zaczęli zdychać z głodu. Po kilku latach tryumfu młodej fali, dinozaury sceny zaczynają brać coraz głębszy oddech. Młodzi wracają do oldschoolu, co widać chociażby po ilości koncertów starych wyjadaczy. To też bardzo dobra wiadomość dla Kamki, która dała się poznać z klasycznej strony.

Najpopularniejsze raperki w kraju to twórcy newschoolowi, balansujący na granicy rapu i popu. Kamka jest ich przeciwieństwem i z automatu zdobyła przychylność sporej części odbiorców, którzy – powiedzmy sobie szczerze – nie przepadają za rapem Bambi, Young Leosię czy Oliwki Brazil. Dobrze poprowadzona Kamka może stać się jedną z głównych sił na polskiej scenie rapowej. To idealny czas na kobiecy trueschool – słuchacze o to zabiegają jak nigdy dotąd, rzygając cukierkowością i zbyt przesadną wulgarnością.

Kim jest Kamka

Kamka, czyli Kamila Podziewska to 20-latka pochodząca z Suwałk, która obecnie mieszka w Warszawie. Swoje numery publikuje od 1.5 roku, chociaż pierwsze teksty zaczęła pisać już w szkole podstawowej. W ostatnim czasie publikuje coraz więcej muzyki i nie boi się eksperymentować z różnymi gatunkami. Raperka może liczyć na wsparcie mamy, siostry, ojczyma i babci. Z tatą nie utrzymuje kontaktu.

Łączy rap z wojskiem

Kamila od lat interesuje się wojskowością. To studentka Akademii Sztuk Wojennych. Przez ostatnie dwa lata służy w Wojskach Obrony Terytorialnej: wyjeżdża na granice, poligony i ćwiczenia.

Czytaj dalej

Felieton

Sentino spadł Truemanowi jak z nieba. Uwiarygadnia scamy – felieton

„Udawany milioner, największy pozer i scamer”.

Opublikowany

 

trueman sentino
fot. kadr z wideo yt/TrueMan

Trueman został menagerem Sentino, pomógł wydać mu książkę, wypuścili razem płytę i przy jego medialności promuje swoje biznesy. Co najważniejsze – Sentino uwiarygadnia je, a ten może docierać do nowej grupy docelowej, którą łatwo scamować.

Trueman to postać pozująca na milionera, która uchodzi za płynnie poruszającego się po biznesach internetowych i kryptowalutowych. Za każdą z jego działalności ciągnie się jednak potężny smród, a na największych forach o zarabianiu w sieci jest określany przez użytkowników jako scamer, czyli oszust.

Sprzedawca ebooków

Początkowo internetowa działalność Truemana opierała się na tworzeniu filmów na temat innych twórców. Szybko jednak przeszedł do sprzedaży własnych ebooków. W 2020 roku ukazał się „Milioner 2021”. W ebooku obiecywał jak zarabiać setki złotych dziennie na afiliacji kont bankowych. Osoby, które dały się namówić na zakup magicznej wiedzy Truemana, twierdzą, że poradniki finansowego influencera to same ogólniki i oczywistości. Wszystko, co znajduje się w jego książkach, znajdziemy na pierwszym lepszym kanale o finansach.

I tak np. promowany przez niego projekt kryptowalutowy ScanDeFi okazał się być pump and dumpem, czyli oszustwem finansowym, który polega na sztucznym podbijaniu cen aktywów (w przypadku Truemana, cenę podbijały jego kontakty z influencerami), żeby potem na górce szybko je sprzedać, zostawiając innych inwestorów z bezwartościowymi udziałami. Na kryptowalucie zarobił oczywiście tylko Trueman, a straciły osoby, które mu uwierzyły, że zarobią. Z przekazów medialnych wiemy, że wzbogacił się na tym o ok. 180 tys. zł.

Punktem zwrotnym w jego karierze było podjęcie współpracy z Amadeuszem Ferrarim, który był idealnym uwiarygodnieniem działalności Truemana w sieci. Dzięki niemu mógł docierać do nowej grupy odbiorców i pomnażać na niej swój majątek. Jak sam mówił, w wieku 20 lat miał na koncie podobno 4 mln zł. Prowadził też rzekomo 12 firm. Jego nazwiska próżno jednak było szukać w KRS czy CEIDG, a jedyną działalność jaką miał, była ta otworzona w 2022 roku.

Trueman o sobie

„Oscamował tyle ludzi. Łapią się na to dzieciaki”

Wśród społeczności skupionej wokół zarabiania w Internecie Trueman jest spalony, mając opinię scamera, z którym nie warto wchodzić w żadną współpracę.

„Ten gość opiera się tylko na farmazonach. Łapią się na to dzieciaki, które myślą, że jak kupią ebooka to będą robić kasę jak ich idole z Internetu. Tu nie ma żadnej wartości.”

„Gościu przecież tyle ludzi oscamował, czy to na fake krypto, bukmacherka czy kij wie co jeszcze. Tak jak wszystko inne, zapewne jego aktualna działalność opiera się na wyłudzeniu jak największej kasy i rozpoczęcie kolejnego „biznesu”.”

Opinie o Truemanie na make-cash.pl

Sentino – uwiarygadniacz

Co więc można zrobić w sytuacji, kiedy branża nie chce mieć z tobą nic wspólnego? Poszukać odbiorców w innej, robiąc biznes na tych, którzy cię jeszcze nie znają i próbować założyć własną społeczność. Pomóc w tym może ten, który ma już wierną grupę fanów, czyli w tym przypadku Sentino.

Obecnie Trueman działa jako menager Sentino. Pomógł wydać mu książkę, razem również wydali płytę „BNP”. Współpraca z raperem otworzyła mu nowe możliwości i dotarcie do całkiem innej grupy odbiorców i to liczonej w setkach tysięcy. Bazując na stałej grupie słuchaczy Sentino i jego muzyki, Trueman chce spieniężyć swoją współpracę z raperem kolejnym biznesem – BNP.Global. To społeczność, która ma zrzeszać „scammerów, finesserów oraz hustlerów”.

Nowy biznes Truemana i Sentino

Sentino wydaje się być do tego idealną postacią, która od lat polaryzuje środowisko rapowe, ale ma też zaufane grono fanów. Panowie zaczęli właśnie promować nowy biznes, oczywiście pokazując jak bardzo są zarobieni, bo nic nie działa tak na wyobraźnię, jak kupno bransoletki za 20 tys. zł czy okularów za 5 tys. zł

Oferta BNP Global to zero konkretów i same ogólniki. Osoba, która zarabia na jakimś biznesie nie ujawnia swoich metod zarobków, chyba, że metodą na zarabianie jest sprzedawanie takich właśnie ebooków.

– Idziemy jeszcze po najdroższą torbę, która jest w Louis Vuitton dostępna, która jest w cenie samochodu polskiego rapera – mówi Sentino w pierwszym vlogu reklamowym, którego zadaniem jest napędzić jak największą ilość osób do zakupu dostępu do nowej platformy Truemana.

Niestety, po komentarzach widać, że współpraca Treumana z Sentino jest strzałem w dziesiątkę. Tylko nieliczni dopatrują się w ich biznesie czegoś niepokojącego. Dodatkowo jakiś czas temu pojawiła się informacja o pogodzeniu się Sentino z Malikiem i ich spotkaniu w Paryżu, do czego miał doprowadzić sam Trueman. Czy szef GM2L będzie kolejną osobą, która ma uwiarygadniać szemrane biznesy, czas pokaże.

Odbiorcami Truemana są teraz najwierniejsi fani Sebastiana

Czytaj dalej

Felieton

Lacazette ratuje niemiecki rap – felieton

Młodego rapera propsują m.in. Capital Bra, Celo, Abdi, Loredana i Kolja Goldstein.

Opublikowany

 

Przez

lacazette

Niemiecki rap od pewnego czasu nie ma zbyt wiele do zaoferowania i to samo zdanie podziela raperka Loredana. Ciężko robi się na sercu słuchaczy, nie ma co ściemniać, że niemiecka scena była po francuskiej jedną z najmocniejszych w Europie, a tu ledwie kilku artystów nadaje się do konsumpcji. Obecnie albumy wpadają w jedno ucho i tak samo szybko wylatują drugim. Treści oraz teksty nie trenują mózgu, nie bawią, ani nie intrygują. Jadąc w Sbahnie grzebiesz coś na telefonie i nawet nie wiesz, czego słuchasz. Do czasu aż pojawił się Lacazette, który zmusza odbiorcę do poświęcenia mu inkluzywnej uwagi.

„LID” – album roku 2024

Nazywa siebie samego ratunkiem niemieckiego rapu i raczej nie będzie musiał składać od tego apelacji. Nikt nie zarzuci mu niekompetencji albo ghostwritingu. Jego album “LID” bardzo szybko po premierze usytuował się na 5 miejscu top albumów. Muzyk nie był żadną wielką figurą undergroundu. Zrobiło się o nim bardziej głośno, kiedy kawałek “H&K” puszczał w samochodzie Capital Bra, co w pewnym stopniu pomogło newcomerowi na uzyskanie pierwszego rozgłosu. Typ pojawił się tak naprawdę znikąd i nie wiemy o nim zbyt dużo. Od początku wspierają go Gringo i Kalazh44, którzy propsują ciężką pracę chłopaka związanego z Labelem Baklava Music. Celo i Abdi w jednym z wywiadów również przychylnie odnieśli się do berlińczyka. Ten duet obok Haftiego, to ojcowie Straßenrap w Niemczech.

Okładka albumu „LID”

Milion euro zysku

Pochodzący ze Steglitz- Zehlendorf raper nie postawił na typową ścieżkę kariery. Zazwyczaj jako newbie robisz drop dwóch kawałków i czekasz po dobrze przyjętej premierze na deal z Universal albo Sony. Lacazette natomiast, nagrał aż 13 klipów w bardzo podobnej, ulicznej, zimnej stylistyce mrocznego Berlina, które na YouTube przyniosły mu ok. 1 miliona euro zysku. Estetyka dość już znana, ale przedstawiona w innej, ciekawej perspektywie, owiana tajemnicą i zawadiackim spojrzeniem muzyka.

Inteligentny uliczny rap

Lucky sprawił, że niemiecki rap dostarcza słuchaczowi i szerokiej grupie wiekowej odbiorców, dużej przyjemności. Streetrap doczekał się w końcu chwytliwych i inteligentnych wersów, przeplatanych ironicznym humorem. Grek lubi czasem znikąd wypuścić zaskakujący, humorystyczny punchline jak: “Dostawca jest Niemcem, ale biega jak Hakimi” (“Läufer ist Deutscher doch rennt wie Hakimi”) czy “Przyjdę do Twojego akwarium Cię wyłowić” (“Ich komm’ in dein Aquarium, dich rausfischen”), “Bycie mądrym jest niebezpieczne, niebezpieczne nie jest mądre” ( “Schlau sein ist gefährlich, gefährlich ist nicht schlau”).

Trafnych fraz posiada on tak wiele, że musiałabym zrobić dla was jakąś best of listę. Dykcja Lacazette jest wybitnie on point, dlatego myślę, że ze spokojem zrozumiecie jego teksty, nawet jeśli Wasz niemiecki nie jest na wygórowanym poziomie.

Lacazette

Wyróżnia się na monotonnej scenie niemieckiego rapu

Wallah! Na albumie nie znajdziecie autotune, za to solidne beaty w klasycznej stylistyce, uwaga to nie jest codeinowy rap, afrobeat albo hiphopop. Fabuła traktuje o dealowaniu i używkach, zarabianiu hajsu, refleksjach oraz demonach. Mimo to raper ugryzł ten temat w inny, swój sposób, bez monotonnych adlibów o double cup czy fat ass. Lucky postawił na dobrze napisane teksty, przekaz i porządny warsztat, co słychać przez to jak buduje zdania czy zgrabnie łączy rymy. W kunsztowny sposób akcentuje słowa, wyróżniając go tym pośród monotonnej sceny niemieckiego rapu. Po pierwszym odsłuchu jego twórczości byłam pewna, że to jakiś streetowo doświadczony, grubo po 30-tce typ. Bity są bardzo klasyczne jak na obecne czasy i trendy. Obecnie wielu niemieckich artystów, takich jak Loredana wrzucają na Instagram jego utwory. Respekt oddał mu także sam wielki Kolja Goldstein, który koleguje się z managerem Lacazette.

Lacazette

210 mln streamów

Zawadiacki i charyzmatyczny raper, który nazywa swoich słuchaczy Matrosen ma w sobie pewną aurę, która spodobała się szerszemu gronu odbiorców, dając mu 210 milionów streamów albumu na Spotify. Przywraca to wiarę w to, że ludzie są głodni dobrej muzyki, a album Luckiego leci non stop on repeat!

Beaty wyprodukowali min: jroc, 808swerve, Sam4prod, yung.rox, jaydon6jam, goldfinger030, murdsdrum, maccrazy1.

Lacazette „LID” – odsłuch albumu

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2025.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: