Felieton
ROZKMINA: Hiphopowe Halloween
Haloween to okazja do zapoznania się z rapem cięższym, fantazyjnym, puszczenia wodzy wyobraźni pod wpływem muzyki, a najodpowiedniejszą z nich na taki okres czasu jest zapewne horrorcore. Słoń i Mikser na wydanym niedawno albumie ”Demonologia 2” zamieścili kilka ciekawych storytellingów, wartych przeanalizowania oraz zagłębienia się w potencjalne, liczne inspiracje, którymi mógł kierować się raper pisząc je.
”Suro” opowiada historię prostytutki, która po umówieniu się z jednym z klientów o dziwacznych upodobaniach traci świadomość, a po odzyskaniu jej pamięta zaledwie proste motywy wizualne z przebiegu zdarzeń, takie jak białe światło, strzykawkę oraz skalpel. Po tym czasie czuła się źle, i pomieszkując w swoim burdelu opiekował się nią jej alfons, karmiąc ją suto. Podczas jednego z badań dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży, i wpada w panikę, usprawiedliwiając się przed sutenerem, ze zawsze dbała o zabezpieczenie podczas kontaktów z klientami, po czym proponuje aborcję, jednak ku jej zaskoczeniu i radości, alfons obliguje się do związania się z nią i otoczenia jej opieką. Ciąża trwała trzy miesiące, podczas których prostytutka żyła w izolacji od reszty swoich koleżanek po fachu, i była karmiona tajemniczymi preparatami farmakologicznymi. Kiedy rozpoczął się poród, wezwano do niego lekarza będącego jej wcześniejszym, feralnym klientem, oraz przyodzianą w stare szaty starą lekarkę, recytującą zapisane na wiekowym manuskrypcie modlitwy. Przebieg porodu jest straszliwie bolesny i makabryczny, a na świat przychodzi dziecko które Słoń opisuje następująco: ”Po noworodku spływały krople ektoplazmy/Język jakby ogon szczura zwisał z jego paszczy/Zamiast kończyn miał macki, zamiast dłoni szczypce/Jakby ucho z sierścią wyrastało nad jego policzkiem”. Z wyrywających się w ekscytacji lekarzom i alfonsowi słów wynika, że dziecko jest ich mesjaszem, a oni sami należą do jakiegoś demonicznego ugrupowania religijnego i potrzebowali dziewczyny tylko do celu urodzenia go. Piosenka kończy się śmiercią matki, która odchodząc słyszy krzyk demonicznego noworodka.

Historia jest mocno inspirowana filmem grozy w reżyserii Romana Polańskiego pt. ”Dziecko Rosemary”, opowiadającego o świeżo upieczonej mężatce przeprowadzającej się ze swym życiowym partnerem do złowieszczej kamiennicy na Manhattanie. Małżeństwo zaprzyjaźnia się z miejsca z sąsiadami, co zbiega się w czasie z zajściem w ciążę przez bohaterkę historii, która wcześniej długo, bezskutecznie starała się o poczęcie. Niestety, podupada ona na zdrowiu fizycznym, i psychicznym, co daje początek kuracji tajemniczymi koktajlami przyrządzanymi przez dobrą znajomą ginekologa, pod którego opieką medyczną pozostaje. Z biegiem czasu ciężarna dostrzega coraz więcej faktów przemawiających za tym, że znajduje się w okultystycznej sekcie, której członkowie niezdrowo zainteresowani są jej nienarodzonym jeszcze dzieckiem. W dalszej części filmu okazuje się, że kobieta urodzić ma samego antychrysta. Dziecko przychodzi na świat, a jego widok wywołuje przerażenie matki, jednak reżyser przekornie nie decyduje się na pokazanie go widzom, pozostawiając pole do popisu dla wyobraźni. Rok po premierze filmu, w nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 roku, żona Romana Polańskiego – będąca w 9 miesiącu ciąży – zostaje zamordowana wraz z trójką swoich znajomych przez członków seksty Charlesa Mansona, co kładzie się cieniem na całym życiu reżysera oraz owiewa sam film złą, ponurą aurą.
”Ania” jest jednym z najbardziej popularnych utworów z całej płyty, przede wszystkim za sprawą niezwykłego, utrzymanego w sennej stylistyce podkładu muzycznego zawierającego nostalgiczne, kobiece chórki. Piosenka opowiada o mężczyźnie dotkniętym pedofilią – patologiczną dewiacją seksualną przejawiającą się ukierunkowaniem popędu seksualnego wobec dzieci. Nie do końca wiadomo, jakie są czynniki wywołujące tę przypadłość, ale seksuolodzy typują m. in. kompleksy, wycofanie społeczne, tęsknotę za wyidealizowanym dzieciństwem, nadopiekuńczość matki. Osoby dotknięte tym zboczeniem z reguły łatwo nawiązują kontakt z dzieckiem, bowiem identyfikują się z nim psychicznie. Bohater opowieści przemierzając miasto autem napotyka stojąca samotnie, bezdomną dziewczynkę, która postanawia zwabić do domu, i zgwałcić. Z początku wszystko idzie po jego myśli – dziecko pozornie naiwnie daje się złapać w pułapkę, ale kiedy przybywają do mieszkania, przeistacza się w potwora a potem torturuje i morduje zboczeńca.
Fabuła piosenki wydaje się być mocno inspirowana psychologicznym dreszczowcem pt. ”Hard Candy” (”Pułapka”) opowiadającym historię czternastolatki Hayley, która na czacie poznaje trzydziestokilkuletniego Jeffa. Rozmowa szybko zamienia się w flirt, na wskutek którego bohaterzy opowieści spotykają się w mieszkaniu potencjalnego pedofila. Widz, przekonany z góry o tym, kto w takim układzie stanie się ofiarą, a kto oprawcą, poczuje się zaskoczony przebiegiem zdarzeń – dziewczynka skrępuje mężczyznę, a potem będzie torturować go psychicznie i fizycznie, zmuszając go do przyznania się do sprawstwa zniknięcia jednej z miejscowych nastolatek. Co ciekawe, reżyser do samego końca filmu prowadzi umiejętną grę z widzem, nie dając mu całkowitej pewności co do tego, że Feff faktycznie jest zboczeńcem.Fabuły obu opowieści – filmu oraz piosenki – są do siebie bliźniaczo podobne, tyle, ze w piosence występuje motyw fantastyczny, bowiem dziewczynka z nieporadnego dziecka przeistacza się w żądnego krwi, mściwego potwora. W obu przypadkach następuje odwrócenie ról – potencjalna ofiara staje się oprawcą, i znęca się nad mężczyzną karząc go za zbrodnie popełnione w przeszłości. Podczas gdy w pewnej scenie filmu mężczyzna pyta dziewczynkę: ”Kim ty, do cholery jesteś?!”, ta odpowiada mu: ”Jestem każdą małą dziewczynką, którą kiedykolwiek oglądałeś, dotykałeś, zraniłeś, wykorzystałeś, zabiłeś.”. Bardzo zbliżona odpowiedź pada z ust bohaterki ”Ani”: ”Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą/Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie Arioch” (Arioch to nieczysty duch zemsty, pojawiający się w książce ”Raj Utracony” Johna Miltona). W obu też przypadkach oprawca znęca się nad ofiarą długo i boleśnie, doprowadzając do jego śmierci. W mojej opinii dehumanizacja głosu demona w ”Ani” nie wyszła utworowi na dobre, brzmi żałośnie i psuje stonowany nastrój; również samo wprowadzenie elementu paranormalnego niweczy sugestywność numeru. Bez wątpienia na uwagę zasługuje jednak sama jej oprawa muzyczna, oraz morał płynący z przedstawionej w nim historii: ”W tej dobranocce morał jest prosty/Moje drogie dzieci, nigdy nie ufajcie obcym/Dziewczynki i chłopcy pogaście już światła/Słuchajcie tego co mówią do was ojciec i matka!”.
Zaprezentowana w piosence ”Zagłada część 1 – Wirus T” relacja naocznego świadka apokalipsy, obserwatora społeczeństwa zdezorganizowanego przez epidemię wirusa zamieniającego ludzi w żywe trupy, niezwykle pobudza wyobraźnię ze względu na dramatyczny podkład muzyczny oraz zarapowany przejmującym tonem głosu Słonia tekst obfitujący w sugestywne, makabryczne opisy masakry i zamieszania. ”Kurwa nie wytrzymam powietrze cuchnie śmiercią/Widziałem raz kobietę jak karmiła dziecko piersią/Jej chore ciało się trzęsło dzieciak był chudy jak tyczka/Gdy nagle spadł na ziemie nadal trzymając się cycka” – nawija, dodając: ”Stara baba z naprzeciwka pod drzwiami coś krzyczy/Widziała jak przez przewodnik ciągnął rękę na smyczy”. Dalej ciągnie opis rozpaczy ludności, szukającej ratunku w modlitwie, napomykając w chłodnej kalkulacji o zupełnym bezsensie takiego postępowania: ”Ludzie wariują w kościołach płaczą tłumy wiernych/Nie kumają że w skupisku znacznie więcej jest bakterii”. Utwór kończy się radiowym, przerywanym przekazem którego autor nawołuje słuchaczy do eliminowania potworów poprzez strzał w twarz.
Słoń w tytule piosenki umieszczając słowo ”Wirus T” nawiązał do serii kultowych gier komputerowych (przełożonych z czasem na wielki ekran) ”Resident Evil”, wychodzących na początku swej świetności m. in. na konsolę PSX. Celem gracza było wydostanie się z miasta, którego mieszkańcy zdziesiątkowani zostali przez żywe trupy, przywołane do życia na wskutek rozprzestrzeniającej się rzeczonej choroby. Tekst utworu z całą pewnością zainspirowany jest rozlicznymi, kultowymi filmami grozy o tematyce zombi, na które modę zapoczątkował amerykański reżyser George Romero. W 1986 roku zrealizował horror ”Noc Żywych Trupów”, którego akcja toczy się w domu otoczonym przez hordy nieumarłych, gdzie schroniła się siódemka ludzi walczących o przetrwanie. Film, ze względu na niesztampowość akcji oraz sugestywność wykonania spotkał się z niezwykle entuzjastycznym przyjęciem, i natchnął innych reżyserów do wyprodukowania całej masy obrazów z żywymi trupami w roli głównej, coraz bardziej spektakularnych i krwawych.

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale postać zombie wywodzi się z Haitańskiego kultu Voo-Doo, którego kapłani nazywani bokorami, potrafią uczynić z człowieka – co najczęściej odbywa się z powodu osobistych porachunków – podlegającą wszelkim ich sugestiom bezwolną istotę za pomocą przyrządzonej przez siebie, nazywanej coup poudre papki utworzonej z trujących roślin, oraz ryby fugu, zawierającej paraliżująca neurotoksynę, tetradotoksynę. Taka mieszanka wprowadza człowieka w stan pozornej śmierci, umożliwiając pochowanie go zgodnie z prawem. Szaman potajemnie przybywa na miejsce pochówku po kilku godzinach od pogrzebu, i wykopuje człowieka, dokonując rytuału czarnej magii, po czym karmi go tzw. ogórkiem żywego trupa – mieszanką bielunia nuetralizującego działanie tetradotoksyny, ale działającego halucynogennie i upośledzająco, kartofla, syropu z trzciny cukrowej oraz kilku innych składników. Osoba zatruta miksturą staje się zupełnie zniewolona, i zwykle staje się ofiarą przymusowej, niewolniczej pracy, a w momencie całkowitej utraty wydolności, zostaje porzucana na pastwę losu w leśnym gąszczu.
”Zagłada Część 2 – ZH” stanowi kolejny utwór dotyczący zombi-apokalipsy. Tekst piosenki jest agresywnym poradnikiem przetrwania w świecie zdominowanym przez żywe trupy. Słoń zaleca zabarykadowanie się w mieszkaniu i rozbudzenie swojej kreatywności w celu znalezienia jak najlepszego oręża do walki z potworami: ”W tych mrocznych czasach musisz walczyć morda/I nie ważne czy masz broń palną czy kij do golfa/Mikser to mój kompan i przy pomocy młotka/Zmieniał łby żywych trupów w brązowy koktajl/Zabij drzwi i okna twój dom to twoja twierdza/W tych warunkach bronią są nawet giry od krzesła”. W piosence znalazło się również dość niezwykłe , mocno pejoratywne odniesienie do osoby Grzegorza skawińskiego, wokalisty grupy kombi: ”Czaisz wokalistę Kombi?, widziałem go dziś rano/W sumie nie wiem czy to on ale jęczał tak samo”. Opisy masakr zapewne zainspirowane zostały grami komputerowymi z serii ”Dead Rising”, w których aby przetrwać, użyć trzeba zarówno typowej broni, jak i przedmiotów mających w życiu codziennym zupełnie inne zastosowanie. Jednym z najbardziej zapadających w pamięć sposobów na zabicie jak największej ilości żywych trupów we wspomnianej grze jest jazda na motorze z włączoną piłą łańcuchową. Słoń rapuje: ”Odpalam motor na słuchawkach leci Scarface/Bujam karkiem, trzymam oburącz husqvarnę”.
Ciężko powiedzieć, czy inspirowanie się Słonia przy pisaniu wspomnianych utworów było posunięciem dobrym, czy złym. Z jednej strony fani filmów grozy będą świetnie się bawić znajdując nawiązania do klasyków gatunku, z drugiej można zarzucić mu brak własnej inwencji twórczej. Niezależnie od tego wszystkiego warto dać się ponieść zawartym na ”Demonologii 2” opowieściom. W Halloween strach się przecież nie bać.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News2 dni temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News8 godzin temuTede wszedł między bloki i pokazał, czym jest rap. Bez promptera i telefonu
-
News3 dni temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News11 godzin temuPopek sprzedał swoje konto na Instagramie patoinfluencerowi
-
News3 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
News1 dzień temuTede składa przeprosiny w sprawie Sokoła i promptera
-
News3 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”
-
News4 dni temuMalik Montana pochwalił się 3 swoich dzieci. „Chcę przynajmniej siódemkę”