Felieton
ROZKMINA: Horrorcore w Polsce

Horrorcore – nurt muzyczny w rapie, który charakteryzuje się tym, że jego teksty opowiadają o przemocy, seksie, sadyzmie, itp. chociaż to niszowa muzyka, którą interesuje się niewiele osób, tym bardziej w Polsce, na pewno warto się jej przyjrzeć z bliska z okazji święta Halloween. Zapraszam do lektury wszystkich o mocnych nerwach!
Słoń po wydaniu pierwszej swojej solowej, horrorcoreowej płyty pt. ”Chore Melodie”, nagrał wraz z producentem Mikserem album pt. ”Demonologia”. Zawiera on 4 rodzaje piosenek – pierwsze to te nie utrzymane w horrorcoreowej stylistyce, których analizę z racji tematu artykułu pominę, drugi to utwory stanowiące kompilację luźno ze sobą powiązanych wersów przepełnionych wszelkimi obrzydliwościami, trzeci – piosenki napisane na konkretny temat, i czwarty – storytellingi. Do pierwszego typu zaliczają się takie piosenki jak singlowe ”Od Zmierzchu Do Świtu”, czy chociażby ”Problem”. Utwory te są agresywne, prześmiewcze, braggowe, zawierają w swojej warstwie tekstowej wiele mocnych wersów, stanowią świetny materiał na masakryczne hity.
W utworze ”Niech Płoną!” rapuje: ”To uczucie jakbyś nagle obudził się w trumnie/Tłusty klecha brudną łapą wkłada Ci w pysk komunię”, w ”Chory HH”: ”Wchodzę nago do kościoła krzycząc chwalmy Pana/Po czym rzucam na tace odbezpieczony granat”, w ”Bajters” nagranym wraz z Shellerem i Konim: ”Nasza muza leci w poczekalniach aborcyjnych klinik”. Rozpoczynający płytę melodyjny, singlowy utwór pt. ”Początek Końca” nagrany wraz z wokalistą Tomaszem Struszczykiem, stanowiący kompilację dramatycznych, apokaliptycznych wizji końca świata, takich jak wojny, kataklizmy, klęski żywiołowe. Raper ucieka się również do poruszania motywów religijnych, nawija na przykład: ”Diabeł pije krew aniołów ze Świętego Graala’’.
”Czarne Słońce” to zdecydowanie jeden z najważniejszych utworów na płycie. Opowiada o walce Islamskich ekstremistów, ale refren nie pozostawia wątpliwości co do rzeczywistego przesłania piosenki: wszyscy walczymy według własnych zasad, żadna walka nie jest lepsza. Podkład muzyczny utworu jest totalnie hipnotyzujący, zaś warstwa tekstowa trzyma w napięciu od samego wprowadzenia (”Witamy w armii, powiewa czarny sztandar/Trupy wiszą na linach uplecionych z naszych bandan”), aż do końca, i zawiera wiele drastycznych opisów walk oraz tragedii wiążących się z bataliami.
Numer pt. ”Piekło” nagrany przy współpracy z Trzecim Wymiarem i Fabułą jest również bardzo ciekawy. Oba składy po raz pierwszy miały okazje wykazać się w takiej stylistyce, co wyszło najlepiej Nullo, będącego członkiem pierwszego z nich. W swojej krótkiej, ale niesamowitej w najwyższym stopniu zwrotce opowiada on o zbrodni przeciwko ludzkości, Holokauście. Używa on słów tak obrazowo, że do wyobraźni same cisną się przerażające dantejskie sceny, których zrozumienie przekracza ludzkie pojęcie. Pierwszym ze storytellingów jest ”Pająk”, nagrany we współpracy z Pihem. Utwór opowiada o losach młodej dziewczyny wychowującej się w patologicznym środowisku, na której dokonywał pedofilskich, kazirodczych gwałtów własny ojciec, a która z czasem staczała się coraz bardziej, aż w końcu upadła na samo dno, zostając prawie darmową prostytutką. Raper barwnie opisuje dewiacyjny seks jaki uprawiała ze swoimi klientami chcąc zarobić na swoje utrzymanie: ”Szczali na nią, pluli jej w twarz pełni wstrętu/Zwykły kawałek mięsa dla spaczonych klientów”. Na samym końcu tej okropnej opowieści jej bohaterka zabija jednego z brutalnych klientów, który okazał się być policjantem.
Drugi z nich to utwór ”Love Forever”, bodajże najbardziej znany track Słonia. Utwór opowiada historię chłopaka, który poznaje pewnego razu piękną dziewczynę, i zaprasza go ona do swojego domu na przygodny romans. Na miejscu okazuje się, że kobieta ta preferuje brutalny seks, polegający na biciu oraz podduszaniu. Chłopak podczas uprawiania z nią seksu wpada w amok i zabija ją w przypływie namiętności, a potem przewozi jej zwłoki do swojego domu, gdzie spędza z nią wiele czasu oraz angażuje się emocjonalnie w związek z jej martwym ciałem. Chociaż powszechnie uważa się, że piosenka opisuje nekrofilię, tak naprawdę zawiera ona jeden, jedyny wers, w którym mowa byłaby o tego typu dewiacji: ”Wygadywał świństwa zawsze jak ją pieścił/Lubił czuć w ustach chłód jej martwych piersi”. Historia jest jednak bardzo wciągająca, opowiedziana na nastrojowym, nostalgicznym, sentymentalnym podkładzie. Z całą pewnością raper inspirował się podczas jego pisania głośnym, kontrowersyjnym filmem ”NECROmantik” produkcji Niemieckiej, chociaż przecież tego typu historie mają miejsce. Ostatnim storytellingiem na albumie jest stylizowany na bajkę ”Syfilis”, zdecydowanie najbardziej patologiczny utwór w całej historii Polskiego rapu. Piosenka epatuje okropieństwami w natężeniu, z którym zdecydowanie nie każdy słuchacz będzie sobie w stanie poradzić, przepełniona jest fascynacją chorobami, rozkładem ciała, zboczeniami, cierpieniem, uzależnieniami, śmiercią oraz zgnilizną. Słoń przeszedł w tym otworze samego siebie, zaś oszczędny, hardcore’owy podkład spod ręki Miksera idealnie komponuje się ogólnym wyrazem jej makabrycznego tekstu.
Bardzo interesującego i dojrzałego wejścia w umysł mordercy podjęli się raper Bonus (który później zmienił ksywkę na Bonson) i producent Matek na swoim mini albumie pt. ”Wspomnienia Z Domu Umarłych”. Każdy utwór na nim opowiada jakąś wstrząsającą historię, w której przewijają się motywy zabójstw, okaleczeń, oraz strachu, jednak epatowanie nimi nie przybiera nawet na chwilę groteskowego wymiaru, a nawet zyskuje wymiar poetycki. ”Wprowadzenie” zaczyna się od przytoczenia historii zamordowania pewnej młodej, 21 letniej studentki przez seryjnego morderce, następnie przytoczona jest analiza jego stylu bycia oraz życia.
Morderca mówi o swej egzystencji: ”Mój życiorys spisany krwią i cierpieniem ofiar”. ”Dzień Sądu” to opowieść młodego chłopaka, który w szkole jest wyśmiewany i gnębiony przez swoich rówieśników. W pewnym momencie rodzi się w nim świadomość tego, że dłużej nie może on tkwić w takim położeniu, i pozostaje mu popełnić samobójstwo albo zrobić coś z nimi. W połowie utworu bit zmienia się, zaczyna się motyw dający poczucie, że tragedia wisi w powietrzu. Udaje się on więc do swojej szkoły, zaopatrzony w broń palną, i bezlitośnie zabija swoich oprawców. ”Panika w oczach słyszą mój szyderczy śmiech/Zabijam strach który dręczył mnie” – relacjonuje, a dalej dodaje: ”(…) Ci wszyscy którzy mieli mnie za nic/Musze to zrobić, muszę ich zabić/Nie unikną kary, myśleli że są nietykalni/Szkolni „idole” których celem było pieprzyć panny/Męczyć słabszych, dziś leża we krwi łajzy”.
Tekst utworu napisany jest bardzo sugestywnie, nie sposób nie wczuć się w niego w całości. Z całą pewnością wyjaśnia on motywy jakie kierowały niektórymi ze sprawców szkolnych masakr, i stanowi ostrzeżenie dla ich oprawców. Innym bardzo charakterystycznym utworem na płycie jest ”Historia Pewnej Historii”. Utwór opowiada o losach chłopaka, który znalazł po wielu latach poszukiwań dziewczynę swoich marzeń, która pokochała go z wzajemnością. W tym samym czasie znajomy zaproponował mu zamordowanie kogoś dla wielkich pieniędzy, mówiąc, że to łatwa robota bez żadnego ryzyka. Bohater naszej opowieści bije się z myślami, ale chce dokonać zbrodni żeby móc zapewnić sobie i swojej wybrance życie, na poziomie na jaki oboje zasługują. ”Nie mogłem spać tej nocy, ukradłem bogom raj/W głowie myśli: Kurwa mam zabić kogoś za hajs” – myśli, lecz ostatecznie następnego dnia wychodzi na spotkanie swojemu znajomemu, i… Nie chcę tutaj zdradzić zakończenia piosenki, ale z całą pewnością zaszokuje ono wszystkich. Senny, spokojny podkład dopełnia wrażenia nadając historii przytłaczającego wręcz poczucia ciszy przed burzą. Utwór ”Spowiedź” stanowi zaś konfesyjne wyznanie mordercy, który opowiada o swoich poczynaniach, jednocześnie twierdząc, że niczego nie żałuje. Kościelne chóry w tle doskonale nadają temu kawałkowi realizmu. Psychopata przyznaje się z lekkim sercem nawet do morderstwa swojego przyjaciela, w słowach ”On jedyny podał rękę którą stracił po chwili”. Druga zwrotka piosenki jest niezwykłą odpowiedzią samego szatana na jego zwierzenia. Tekst utworu pt. ”Samobójstwo” stanowi list pożegnalny człowieka, który żegna się ze swoją ukochaną, być może kobietą, która nie odwzajemniła jego miłości.
Ostatni numer na płycie, stanowi rozwiązanie koncepcji, w jakiej był tworzony album, układa wszystkie historie w spójną całość którą z początku jak się wydaje nie mogły stanowić. Podsumowując, EP-ka jest rewelacyjna, ani przez chwilę nie zawodzi, każda z przedstawionych w niej historii stanowi istne mistrzostwo świata w wywoływaniu ciarek na plecach.
W świecie Polskiego horrorcore’u działa również kilku wykonawców oraz składów z mniejszym dorobkiem muzycznym, oraz artystów których działalność lekko zahacza o ten nurt, którym warto się przyjrzeć. Krwawe Drwale to formacja na którą składają się zajmujący się tak muzyką, jak i wokalem Lolo i OdyN, oraz Gleba, człowiek również tworzący muzykę na potrzeby składu, ale też dokonujący masteringu i miksu. Teksty ich utworów są w dużej mierze, jak sami zresztą przyznają, utrzymane w klimacie horrorów klasy D, i trzeba dodać, że niestety w większości są do nich zbliżone również ich poziomem. W warstwie tekstowej brak jakiś zapadających w pamięć wersów, w muzycznej – klimatu, zaś od strony wokalnej jest tylko poprawnie.
Nagły Atak Spawacza wydali w 1996 roku mini album pt. ”Rap I Gwałt”. Zawierał on chyba pierwsze numery w naszym rodzimym rapie, które można by nazwać horrorcorowymi. ”Rzeźnik” opowiada o poczynaniach opóźnionego w rozwoju psychopatycznego mordercy, i jest pełen opisów sadystycznego seksu, tortur i patologii, zaś ”Zbokole” to przegląd najpopularniejszych zboczeń – zoofilii, nekrofilii, i pedofilii. W swoim dorobku artystycznym zespół ten ma również kilka innych utworów w tym stylu. Jednym z najciekawszych horrorcore’owych raperów działających w naszym kraju jest bez wątpienia pochodzący z Biłgoraja Gieber. Wydał dwa albumy – ”Kontrola Mózgu” (2008) oraz ”Grindhouse” (2011). Jego muzykę cechuje dynamiczne rapowanie, oraz olbrzymie zmasowanie rymów w tekstach, a także solidne, nastrojowe podkłady muzyczne jego własnego autorstwa. Raper wyraźnie inspiruje się Necro – Amerykańskim królem horrorcore’u. Chociaż czasami ciężko o znalezienie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy wersami w tekstach na jego ostatnim albumie, niewątpliwie jego twórczość ma w sobie niepodważalny urok.
Pih nie jest typowo horrorcoreowym raperem, ale zdarzyło mu się w tekstach swoich piosenek zabrnąć w ten gatunek, oraz nagrać jakieś pojedyńcze piosenki utrzymane w tym stylu. Przykładami takich utworów są na przykład ”Brud” z płyty ”Kwiaty Zła” (2008), opowiadający o zamordowaniu prostytutki przez psychopatycznego dewianta, oraz utrzymany w klimacie pierwszej klasy dreszczowca ”Fetus In Fetu (Autoportet)” nagrany na genialnym podkładzie spod ręki duetu producenckiego The Returners. Formacja Cmentarz to kolejny, tym razem zupełnie niekomercyjny zespół parający się wykonywaniem takiej muzyki. Na swoim koncie ma wiele utworów których teksty opowiadają o cierpieniu i morderstwach, zaś na oficjalnej, internetowej stronie zespołu można przeczytać wiele ciekawych informacji odnośnie tego typu rapowego podziemia w Polsce. Innymi ciekawymi wykonawcami są: AJKS, Scalpel, HsT Djobeł, i Opał.
Większość utworów reszty wykonawców przedstawiających ten nurt nie trzyma niestety wysokiego, czy nawet średniego poziomu. Taki stan rzeczy utrzymuje się niewątpliwie z racji faktu, że to muzyka która dopiero raczkuje w naszym kraju. Nieudolnie składane rymy, i ogólna prostota muzyczna sprawia, że piosenki te nie mają większych szans nawet na zaistnienie w uszach szerszej ilości odbiorców zainteresowanych taką stylistyką, ale z całą pewnością nawet najsłabsze utwory maja jakieś tam swoje wierne grono słuchaczy. Muzyka ta na pewno będzie ewoluować, dojrzewać, jej poziom będzie wzrastał. Przecież Słoń dobitnie pokazał, że da się zrobić horrorcore po Polsku, i to z wielkim impetem.
Na pewno jest wiele osób, które uważają, że taka muzyka jest czymś skrajnie chorym, że gloryfikuje zboczenia, przemoc. Z całą pewnością jest to nurt adresowany do dojrzalszych odbiorców, którzy potrafią zdystansować się do zawartych w nich treści. Słoń w utworze ”Jebać Idiotów” dojrzale uświadamia słuchacza o tym, że to on ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, oraz że to nie świat jest brutalny dzięki muzyce, tylko muzyka dzięki światu. Jako rozsądny twórca nawołuje do zachowania poczucia odpowiedzialności za swoje czyny, i chwała mu za to, że pamiętał o dorzuceniu do swojej muzyki jej swoistej ”instrukcji obsługi” już na samym początku albumu. Co kieruje artystami tworzącymi taką muzykę? Myślę, że po pierwsze to, co twórcami filmowych horrorów – chęć zaszokowania odbiorcy, dostarczenia mu silnych bodźców których jest spragniony, oraz opowiedzenie o drugiej stronie rzeczywistości, istniejącej przecież tak czy siak, czy tego chcemy, czy nie. Mówi o problemach, które istnieją, a które rozwiązać można przecież tylko dzięki świadomości ich istnienia. To, że odwrócimy wzrok lub zatkamy uszy, nie znaczy, że znikną.
Z całą pewnością horrorcore jest muzyką mającą jakiś szczególny wpływ na psychikę człowieka, czego najlepszym dowodem jest chyba seria przerażających koszmarów sennych, które śniły mi się nocami na wskutek przesłuchiwana rozmaitych piosenek reprezentujących ten nurt, celem napisania o nich niniejszego artykułu. Podsumowując, muzyka ta nie ma za zadanie inspirować do życia w patologii, czy mordowania. Jest stworzona dla umilenia czasu, oraz czasami powiedzenia brutalnej prawdy o otaczającym nas świecie.
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl


Od premiery najnowszej płyty Dwóch Sławów minęły już dwa miesiące. Zdążyłam się z nią solidnie osłuchać i dowiedzieć, co dobrze by było opisać. Opinie o projekcie – wprost mówiąc – nie są najlepsze, co duet wziął już na klatę. Moje zdanie jest jednak nieco inne więc zapraszam na łyżkę miodu w beczce dziegciu.
Kryzys wieku średniego?
Zacznę prosto z mostu – uwielbiam ten duet. Na ich wielowymiarowe metafory trzeba kupić drukarkę 3D. Zabawa słowem, luz i humor to cechy, które niewątpliwie muszę im przypisać i wcale nie muszą nikogo do tego przekonywać. Ale, co w sytuacji, gdy masz za sobą dziesięć lat punchline’ów, wszechobecnej beki i hashtagów, a fani czekają? Jasne, możesz zrobić kolejny taki sam album, który i tak nie ma podjazdu do debiutu. Stąd najnowszy projekt Astka i Rada jest totalnie zrozumiały – dajmy im działać i się rozwijać. Kryzys wieku średniego i te sprawy.
Zabawa formą
A tak serio – spodziewaliście się kiedyś, że łódzki duet mógłby zagrać swoje numery na imprezie Świętego Bassu albo zrobi manifest polityczny, który będziecie podśpiewywać pod prysznicem? Chcecie starych Sławów – włączcie „Ludzi Sztosów”, proste. I oczywiście – jak większość z Was – analizowałam ten album na Genusie, łapiąc się za głowę po wytłumaczeniu kolejnego wersu. Jednak… to było dekadę temu. Nikogo zatem nie powinno dziwić, że przyszedł u panów czas na zabawę formą, poniekąd wyniesioną z projektu club2020.
Najwyżej będzie stójka lub parter
Czy „Dobrze by było” jest krążkiem bez treści? Złośliwi powiedzieliby, że tak. Ale obiektywnie patrząc – numery „Myślałem, że będzie gorzej” czy wcześniej wspomniany bez nazwy „To nie jest kraj dla kabrioletów”, mają to, co tygryski lubią najbardziej. Jest więcej śpiewów, autotune’ów i wtyczek niż kiedykolwiek. I dobrze by było trochę odpuścić, wychillować i zaakceptować ten wytwór, spięty słuchaczu. A, że krążek buja i na żywo miałam okazję sama się przekonać na trasie – a jakże! – „Dobrze by było Tour”. Już 4 kwietnia w ich mothership (czytaj w Łodzi) zagrają finałowy koncert więc jeśli w domowym zaciszu denerwują Cię te chłopy, daj im szansę. Najwyżej będzie stójka lub parter.
Felieton
Drugi koncert Quebonafide na Narodowym. Czy to jawne oszustwo? – felieton
Na pewno zachowanie nie po koleżeńsku.

Organizacja pożegnalnego koncertu Quebonafide przypomina zabawę w kotka i myszkę. Na pewno jest brakiem poszanowania dla słuchaczy, którzy kupili bilet i właśnie się dowiedzieli, że ostatni koncert rapera będzie miał kilka dat.
Wyobraźmy sobie sytuację, że kupujemy limitowaną płytę artysty za 200 zł, który deklaruje, że nakład tysiąca sztuk nie będzie nigdy wznawiany. Tymczasem zamiast cieszyć się z „białego kruka” w domu dowiadujemy się jeszcze w dniu zakupu, że z powodu dużego zainteresowania płytą postanowiono dotłoczyć drugi tysiąc egzemplarzy. Podobne do tej sytuacje już się zdarzały, ale płyty były dotłaczane po kilku latach. Tym niemniej, mamy tu do czynienia ze złamaniem umowy między artystą a słuchaczem, czyli ze zwykłym oszustwem.
Pierwszy, drugi… i trzeci – „ostatni koncert” Quebonafide
Podobnie jest z koncertem Quebonafide. W przeciągu bardzo krótkiego czasu, słuchacze mogą czuć się oszukani i to aż dwukrotnie. Za pierwszym razem, kiedy „Ostatni koncert Quebonafide” miał się odbyć online. Po kilku tygodniach, kiedy wykupiono bilety na wydarzenie, dowiedzieliśmy się, że wcale nie będzie to ostatni koncert, bo ostatni odbędzie się dzień później na PGE Narodowym. Kombinacje alpejskie, przesuwanie startu sprzedaży zakupu biletu to temat na zupełnie oddzielny wątek, ale to co się dzisiaj wydarzyło i jak zostały potraktowane osoby, które kupiły bilety na wydarzenie online powinno skończyć się co najmniej bojkotem ze strony odbiorców.
To jednak nie koniec kpin ze słuchaczy.

Oszustwo na drugi koncert?
W czwartek, w zaledwie parę godzin bilety na ostatni koncert Quebonafide na Narodowym zostały wyprzedane. Jeżeli ktoś miał szczęście, to po kilku godzinach walki z systemem bileterii i zacinającej się stronie kupił bilety. To nic, że będzie siedział gdzieś za przysłowiowym filarem, w ósmym rzędzie z daleka od sceny. Miał świadomość i satysfakcję, że warto było się pomęczyć, bo miało to być jedyne takie wydarzenie – unikalne, tak przynajmniej go zapewniano. Więc zamiast wcisnąć „Esc” postanowił wziąć nawet to najsłabsze miejsce, bo będzie częścią historii. Nic bardziej mylnego.
Po kilku godzinach ogłoszono, że „ostatni koncert” Quebonafide będzie miał jeszcze jedną datę. Dzień wcześniej raper zagra jeszcze jeden koncert. Dzień wcześniej! Przecież to brzmi jak absurd. Tuż po zakupie biletu, zmieniane są zasady gry i umowy między raperem a słuchaczem. Wygląda to jak celowe działanie i wprowadzenie kupującego bilety w błąd. Który koncert więc będzie tym ostatnim. Ten 27 czy 28 czerwca?
Quebonafide z ostatniego koncertu robi sobie trasę koncertową, choć przy zakupie biletu z nikim się na to nie umawiał. Ba, sugerował unikalne i jedyne tego typu wydarzenie. Tymczasem osoby, które walczyły dzisiaj o bilety będą musiały pocieszyć się zmęczonym artystą po występie dzień wcześniej i zleakowanym koncertem na TikToku.



Felieton
Zaginiona córka Magika. Kamka z „Rap Generation” to przyszłość sceny? – felieton
Uczestniczka programu zdobyła uznanie jurorów i widzów.

Za nami dwa pierwsze odcinki programu „Rap Generation”, po którym sporo emocji budzi Kamka – skromna raperka z klasycznym sznytem.
Kamka „zaginiona córka Magika”
Kamka wykonała w programie utwór „To nie GTA”. Spodobał się on Pezetowi, Malikowi i Leosi. Pierwsze recenzje występu Kamki wśród widzów są bardzo, ale to bardzo pozytywne – mówi się już wprost o nowej świeżości na scenie. Nie tylko komentatorzy hip-hopowi są pełni optymizmu, ale także słuchacze. Pod nagraniami z Kamką pojawiają się prawie same propsy:
- Lepszego flow nie słyszałem w polskim rapie od lat.
- Vibe jak Paktofonika.
- Zaginiona córka Magika.
- Malik jest w szoku, że można tak rymować.
- Leosia w końcu usłyszała prawdziwy damski rap.
- Rzadko mam ciary od muzy, dzięki młoda za emocje.
Czy Kamka to przyszłość sceny?
Pojawienie się newschoolu i nowej fali raperów zrewolucjonizowało scenę, ale nie spowodowało, że weterani tworzący klasyczny odłam zaczęli zdychać z głodu. Po kilku latach tryumfu młodej fali, dinozaury sceny zaczynają brać coraz głębszy oddech. Młodzi wracają do oldschoolu, co widać chociażby po ilości koncertów starych wyjadaczy. To też bardzo dobra wiadomość dla Kamki, która dała się poznać z klasycznej strony.
Najpopularniejsze raperki w kraju to twórcy newschoolowi, balansujący na granicy rapu i popu. Kamka jest ich przeciwieństwem i z automatu zdobyła przychylność sporej części odbiorców, którzy – powiedzmy sobie szczerze – nie przepadają za rapem Bambi, Young Leosię czy Oliwki Brazil. Dobrze poprowadzona Kamka może stać się jedną z głównych sił na polskiej scenie rapowej. To idealny czas na kobiecy trueschool – słuchacze o to zabiegają jak nigdy dotąd, rzygając cukierkowością i zbyt przesadną wulgarnością.
Kim jest Kamka
Kamka, czyli Kamila Podziewska to 20-latka pochodząca z Suwałk, która obecnie mieszka w Warszawie. Swoje numery publikuje od 1.5 roku, chociaż pierwsze teksty zaczęła pisać już w szkole podstawowej. W ostatnim czasie publikuje coraz więcej muzyki i nie boi się eksperymentować z różnymi gatunkami. Raperka może liczyć na wsparcie mamy, siostry, ojczyma i babci. Z tatą nie utrzymuje kontaktu.
Łączy rap z wojskiem
Kamila od lat interesuje się wojskowością. To studentka Akademii Sztuk Wojennych. Przez ostatnie dwa lata służy w Wojskach Obrony Terytorialnej: wyjeżdża na granice, poligony i ćwiczenia.
Felieton
Sentino spadł Truemanowi jak z nieba. Uwiarygadnia scamy – felieton
„Udawany milioner, największy pozer i scamer”.

Trueman został menagerem Sentino, pomógł wydać mu książkę, wypuścili razem płytę i przy jego medialności promuje swoje biznesy. Co najważniejsze – Sentino uwiarygadnia je, a ten może docierać do nowej grupy docelowej, którą łatwo scamować.
Trueman to postać pozująca na milionera, która uchodzi za płynnie poruszającego się po biznesach internetowych i kryptowalutowych. Za każdą z jego działalności ciągnie się jednak potężny smród, a na największych forach o zarabianiu w sieci jest określany przez użytkowników jako scamer, czyli oszust.
Sprzedawca ebooków
Początkowo internetowa działalność Truemana opierała się na tworzeniu filmów na temat innych twórców. Szybko jednak przeszedł do sprzedaży własnych ebooków. W 2020 roku ukazał się „Milioner 2021”. W ebooku obiecywał jak zarabiać setki złotych dziennie na afiliacji kont bankowych. Osoby, które dały się namówić na zakup magicznej wiedzy Truemana, twierdzą, że poradniki finansowego influencera to same ogólniki i oczywistości. Wszystko, co znajduje się w jego książkach, znajdziemy na pierwszym lepszym kanale o finansach.
I tak np. promowany przez niego projekt kryptowalutowy ScanDeFi okazał się być pump and dumpem, czyli oszustwem finansowym, który polega na sztucznym podbijaniu cen aktywów (w przypadku Truemana, cenę podbijały jego kontakty z influencerami), żeby potem na górce szybko je sprzedać, zostawiając innych inwestorów z bezwartościowymi udziałami. Na kryptowalucie zarobił oczywiście tylko Trueman, a straciły osoby, które mu uwierzyły, że zarobią. Z przekazów medialnych wiemy, że wzbogacił się na tym o ok. 180 tys. zł.
Punktem zwrotnym w jego karierze było podjęcie współpracy z Amadeuszem Ferrarim, który był idealnym uwiarygodnieniem działalności Truemana w sieci. Dzięki niemu mógł docierać do nowej grupy odbiorców i pomnażać na niej swój majątek. Jak sam mówił, w wieku 20 lat miał na koncie podobno 4 mln zł. Prowadził też rzekomo 12 firm. Jego nazwiska próżno jednak było szukać w KRS czy CEIDG, a jedyną działalność jaką miał, była ta otworzona w 2022 roku.

„Oscamował tyle ludzi. Łapią się na to dzieciaki”
Wśród społeczności skupionej wokół zarabiania w Internecie Trueman jest spalony, mając opinię scamera, z którym nie warto wchodzić w żadną współpracę.
„Ten gość opiera się tylko na farmazonach. Łapią się na to dzieciaki, które myślą, że jak kupią ebooka to będą robić kasę jak ich idole z Internetu. Tu nie ma żadnej wartości.”
„Gościu przecież tyle ludzi oscamował, czy to na fake krypto, bukmacherka czy kij wie co jeszcze. Tak jak wszystko inne, zapewne jego aktualna działalność opiera się na wyłudzeniu jak największej kasy i rozpoczęcie kolejnego „biznesu”.”

Sentino – uwiarygadniacz
Co więc można zrobić w sytuacji, kiedy branża nie chce mieć z tobą nic wspólnego? Poszukać odbiorców w innej, robiąc biznes na tych, którzy cię jeszcze nie znają i próbować założyć własną społeczność. Pomóc w tym może ten, który ma już wierną grupę fanów, czyli w tym przypadku Sentino.
Obecnie Trueman działa jako menager Sentino. Pomógł wydać mu książkę, razem również wydali płytę „BNP”. Współpraca z raperem otworzyła mu nowe możliwości i dotarcie do całkiem innej grupy odbiorców i to liczonej w setkach tysięcy. Bazując na stałej grupie słuchaczy Sentino i jego muzyki, Trueman chce spieniężyć swoją współpracę z raperem kolejnym biznesem – BNP.Global. To społeczność, która ma zrzeszać „scammerów, finesserów oraz hustlerów”.

Sentino wydaje się być do tego idealną postacią, która od lat polaryzuje środowisko rapowe, ale ma też zaufane grono fanów. Panowie zaczęli właśnie promować nowy biznes, oczywiście pokazując jak bardzo są zarobieni, bo nic nie działa tak na wyobraźnię, jak kupno bransoletki za 20 tys. zł czy okularów za 5 tys. zł

– Idziemy jeszcze po najdroższą torbę, która jest w Louis Vuitton dostępna, która jest w cenie samochodu polskiego rapera – mówi Sentino w pierwszym vlogu reklamowym, którego zadaniem jest napędzić jak największą ilość osób do zakupu dostępu do nowej platformy Truemana.
Niestety, po komentarzach widać, że współpraca Treumana z Sentino jest strzałem w dziesiątkę. Tylko nieliczni dopatrują się w ich biznesie czegoś niepokojącego. Dodatkowo jakiś czas temu pojawiła się informacja o pogodzeniu się Sentino z Malikiem i ich spotkaniu w Paryżu, do czego miał doprowadzić sam Trueman. Czy szef GM2L będzie kolejną osobą, która ma uwiarygadniać szemrane biznesy, czas pokaże.

Felieton
Lacazette ratuje niemiecki rap – felieton
Młodego rapera propsują m.in. Capital Bra, Celo, Abdi, Loredana i Kolja Goldstein.

Niemiecki rap od pewnego czasu nie ma zbyt wiele do zaoferowania i to samo zdanie podziela raperka Loredana. Ciężko robi się na sercu słuchaczy, nie ma co ściemniać, że niemiecka scena była po francuskiej jedną z najmocniejszych w Europie, a tu ledwie kilku artystów nadaje się do konsumpcji. Obecnie albumy wpadają w jedno ucho i tak samo szybko wylatują drugim. Treści oraz teksty nie trenują mózgu, nie bawią, ani nie intrygują. Jadąc w Sbahnie grzebiesz coś na telefonie i nawet nie wiesz, czego słuchasz. Do czasu aż pojawił się Lacazette, który zmusza odbiorcę do poświęcenia mu inkluzywnej uwagi.
„LID” – album roku 2024
Nazywa siebie samego ratunkiem niemieckiego rapu i raczej nie będzie musiał składać od tego apelacji. Nikt nie zarzuci mu niekompetencji albo ghostwritingu. Jego album “LID” bardzo szybko po premierze usytuował się na 5 miejscu top albumów. Muzyk nie był żadną wielką figurą undergroundu. Zrobiło się o nim bardziej głośno, kiedy kawałek “H&K” puszczał w samochodzie Capital Bra, co w pewnym stopniu pomogło newcomerowi na uzyskanie pierwszego rozgłosu. Typ pojawił się tak naprawdę znikąd i nie wiemy o nim zbyt dużo. Od początku wspierają go Gringo i Kalazh44, którzy propsują ciężką pracę chłopaka związanego z Labelem Baklava Music. Celo i Abdi w jednym z wywiadów również przychylnie odnieśli się do berlińczyka. Ten duet obok Haftiego, to ojcowie Straßenrap w Niemczech.

Milion euro zysku
Pochodzący ze Steglitz- Zehlendorf raper nie postawił na typową ścieżkę kariery. Zazwyczaj jako newbie robisz drop dwóch kawałków i czekasz po dobrze przyjętej premierze na deal z Universal albo Sony. Lacazette natomiast, nagrał aż 13 klipów w bardzo podobnej, ulicznej, zimnej stylistyce mrocznego Berlina, które na YouTube przyniosły mu ok. 1 miliona euro zysku. Estetyka dość już znana, ale przedstawiona w innej, ciekawej perspektywie, owiana tajemnicą i zawadiackim spojrzeniem muzyka.
Inteligentny uliczny rap
Lucky sprawił, że niemiecki rap dostarcza słuchaczowi i szerokiej grupie wiekowej odbiorców, dużej przyjemności. Streetrap doczekał się w końcu chwytliwych i inteligentnych wersów, przeplatanych ironicznym humorem. Grek lubi czasem znikąd wypuścić zaskakujący, humorystyczny punchline jak: “Dostawca jest Niemcem, ale biega jak Hakimi” (“Läufer ist Deutscher doch rennt wie Hakimi”) czy “Przyjdę do Twojego akwarium Cię wyłowić” (“Ich komm’ in dein Aquarium, dich rausfischen”), “Bycie mądrym jest niebezpieczne, niebezpieczne nie jest mądre” ( “Schlau sein ist gefährlich, gefährlich ist nicht schlau”).
Trafnych fraz posiada on tak wiele, że musiałabym zrobić dla was jakąś best of listę. Dykcja Lacazette jest wybitnie on point, dlatego myślę, że ze spokojem zrozumiecie jego teksty, nawet jeśli Wasz niemiecki nie jest na wygórowanym poziomie.

Wyróżnia się na monotonnej scenie niemieckiego rapu
Wallah! Na albumie nie znajdziecie autotune, za to solidne beaty w klasycznej stylistyce, uwaga to nie jest codeinowy rap, afrobeat albo hiphopop. Fabuła traktuje o dealowaniu i używkach, zarabianiu hajsu, refleksjach oraz demonach. Mimo to raper ugryzł ten temat w inny, swój sposób, bez monotonnych adlibów o double cup czy fat ass. Lucky postawił na dobrze napisane teksty, przekaz i porządny warsztat, co słychać przez to jak buduje zdania czy zgrabnie łączy rymy. W kunsztowny sposób akcentuje słowa, wyróżniając go tym pośród monotonnej sceny niemieckiego rapu. Po pierwszym odsłuchu jego twórczości byłam pewna, że to jakiś streetowo doświadczony, grubo po 30-tce typ. Bity są bardzo klasyczne jak na obecne czasy i trendy. Obecnie wielu niemieckich artystów, takich jak Loredana wrzucają na Instagram jego utwory. Respekt oddał mu także sam wielki Kolja Goldstein, który koleguje się z managerem Lacazette.

210 mln streamów
Zawadiacki i charyzmatyczny raper, który nazywa swoich słuchaczy Matrosen ma w sobie pewną aurę, która spodobała się szerszemu gronu odbiorców, dając mu 210 milionów streamów albumu na Spotify. Przywraca to wiarę w to, że ludzie są głodni dobrej muzyki, a album Luckiego leci non stop on repeat!
Beaty wyprodukowali min: jroc, 808swerve, Sam4prod, yung.rox, jaydon6jam, goldfinger030, murdsdrum, maccrazy1.
Lacazette „LID” – odsłuch albumu
-
News5 dni temu
Kizo viralem za granicą. Fani zdruzgotani, a szkoły angielskiego chcą się wybić
-
News3 dni temu
Liroy pokazał środowy palec kibicom z Radomia
-
News5 dni temu
Suja naubliżał Fenomenowi i Mor W.A. W tle wątek relacji na linii Legia – Arka
-
News3 dni temu
Kizo komentuje viral z zegarkiem
-
News3 dni temu
Fragment kłótni Brauna i Winiego rozbił bank interakcji w sieci
-
News3 dni temu
Koziołek za 100 zł zawiązał buty swojemu rywalowi
-
News4 dni temu
Ten Typ Mes wraca w koronie cierniowej. „Miło nie będzie”
-
teledysk2 dni temu
Fazi, Mei, Peja, Pih i ich „Plugawa retoryka”