Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: Horrorcore w Polsce

Opublikowany

 

alt

Horrorcore – nurt muzyczny w rapie, który charakteryzuje się tym, że jego teksty opowiadają o przemocy, seksie, sadyzmie, itp. chociaż to niszowa muzyka, którą interesuje się niewiele osób, tym bardziej w Polsce, na pewno warto się jej przyjrzeć z bliska z okazji święta Halloween. Zapraszam do lektury wszystkich o mocnych nerwach!

Słoń po wydaniu pierwszej swojej solowej, horrorcoreowej płyty pt. ”Chore Melodie”, nagrał wraz z producentem Mikserem album pt. ”Demonologia”. Zawiera on 4 rodzaje piosenek – pierwsze to te nie utrzymane w horrorcoreowej stylistyce, których analizę z racji tematu artykułu pominę, drugi to utwory stanowiące kompilację luźno ze sobą powiązanych wersów przepełnionych wszelkimi obrzydliwościami, trzeci – piosenki napisane na konkretny temat, i czwarty – storytellingi. Do pierwszego typu zaliczają się takie piosenki jak singlowe ”Od Zmierzchu Do Świtu”, czy chociażby ”Problem”. Utwory te są agresywne, prześmiewcze, braggowe, zawierają w swojej warstwie tekstowej wiele mocnych wersów, stanowią świetny materiał na masakryczne hity.

altW utworze ”Niech Płoną!” rapuje: ”To uczucie jakbyś nagle obudził się w trumnie/Tłusty klecha brudną łapą wkłada Ci w pysk komunię”, w ”Chory HH”: ”Wchodzę nago do kościoła krzycząc chwalmy Pana/Po czym rzucam na tace odbezpieczony granat”, w ”Bajters” nagranym wraz z Shellerem i Konim: ”Nasza muza leci w poczekalniach aborcyjnych klinik”. Rozpoczynający płytę melodyjny, singlowy utwór pt. ”Początek Końca” nagrany wraz z wokalistą Tomaszem Struszczykiem, stanowiący kompilację dramatycznych, apokaliptycznych wizji końca świata, takich jak wojny, kataklizmy, klęski żywiołowe. Raper ucieka się również do poruszania motywów religijnych, nawija na przykład: ”Diabeł pije krew aniołów ze Świętego Graala’’.

”Czarne Słońce” to zdecydowanie jeden z najważniejszych utworów na płycie. Opowiada o walce Islamskich ekstremistów, ale refren nie pozostawia wątpliwości co do rzeczywistego przesłania piosenki: wszyscy walczymy według własnych zasad, żadna walka nie jest lepsza. Podkład muzyczny utworu jest totalnie hipnotyzujący, zaś warstwa tekstowa trzyma w napięciu od samego wprowadzenia (”Witamy w armii, powiewa czarny sztandar/Trupy wiszą na linach uplecionych z naszych bandan”), aż do końca, i zawiera wiele drastycznych opisów walk oraz tragedii wiążących się z bataliami.

Numer pt. ”Piekło” nagrany przy współpracy z Trzecim Wymiarem i Fabułą jest również bardzo ciekawy. Oba składy po raz pierwszy miały okazje wykazać się w takiej stylistyce, co wyszło najlepiej Nullo, będącego członkiem pierwszego z nich. W swojej krótkiej, ale niesamowitej w najwyższym stopniu zwrotce opowiada on o zbrodni przeciwko ludzkości, Holokauście. Używa on słów tak obrazowo, że do wyobraźni same cisną się przerażające dantejskie sceny, których zrozumienie przekracza ludzkie pojęcie. Pierwszym ze storytellingów jest ”Pająk”, nagrany we współpracy z Pihem. Utwór opowiada o losach młodej dziewczyny wychowującej się w patologicznym środowisku, na której dokonywał pedofilskich, kazirodczych gwałtów własny ojciec, a która z czasem staczała się coraz bardziej, aż w końcu upadła na samo dno, zostając prawie darmową prostytutką. Raper barwnie opisuje dewiacyjny seks jaki uprawiała ze swoimi klientami chcąc zarobić na swoje utrzymanie: ”Szczali na nią, pluli jej w twarz pełni wstrętu/Zwykły kawałek mięsa dla spaczonych klientów”. Na samym końcu tej okropnej opowieści jej bohaterka zabija jednego z brutalnych klientów, który okazał się być policjantem.

alt

Drugi z nich to utwór ”Love Forever”, bodajże najbardziej znany track Słonia. Utwór opowiada historię chłopaka, który poznaje pewnego razu piękną dziewczynę, i zaprasza go ona do swojego domu na przygodny romans. Na miejscu okazuje się, że kobieta ta preferuje brutalny seks, polegający na biciu oraz podduszaniu. Chłopak podczas uprawiania z nią seksu wpada w amok i zabija ją w przypływie namiętności, a potem przewozi jej zwłoki do swojego domu, gdzie spędza z nią wiele czasu oraz angażuje się emocjonalnie w związek z jej martwym ciałem. Chociaż powszechnie uważa się, że piosenka opisuje nekrofilię, tak naprawdę zawiera ona jeden, jedyny wers, w którym mowa byłaby o tego typu dewiacji: ”Wygadywał świństwa zawsze jak ją pieścił/Lubił czuć w ustach chłód jej martwych piersi”. Historia jest jednak bardzo wciągająca, opowiedziana na nastrojowym, nostalgicznym, sentymentalnym podkładzie. Z całą pewnością raper inspirował się podczas jego pisania głośnym, kontrowersyjnym filmem ”NECROmantik” produkcji Niemieckiej, chociaż przecież tego typu historie mają miejsce. Ostatnim storytellingiem na albumie jest stylizowany na bajkę ”Syfilis”, zdecydowanie najbardziej patologiczny utwór w całej historii Polskiego rapu. Piosenka epatuje okropieństwami w natężeniu, z którym zdecydowanie nie każdy słuchacz będzie sobie w stanie poradzić, przepełniona jest fascynacją chorobami, rozkładem ciała, zboczeniami, cierpieniem, uzależnieniami, śmiercią oraz zgnilizną. Słoń przeszedł w tym otworze samego siebie, zaś oszczędny, hardcore’owy podkład spod ręki Miksera idealnie komponuje się ogólnym wyrazem jej makabrycznego tekstu.

 

Bardzo interesującego i dojrzałego wejścia w umysł mordercy podjęli się raper Bonus (który później zmienił ksywkę na Bonson) i producent Matek na swoim mini albumie pt. ”Wspomnienia Z Domu Umarłych”. Każdy utwór na nim opowiada jakąś wstrząsającą historię, w której przewijają się motywy zabójstw, okaleczeń, oraz strachu, jednak epatowanie nimi nie przybiera nawet na chwilę groteskowego wymiaru, a nawet zyskuje wymiar poetycki. ”Wprowadzenie” zaczyna się od przytoczenia historii zamordowania pewnej młodej, 21 letniej studentki przez seryjnego morderce, następnie przytoczona jest analiza jego stylu bycia oraz życia.

Morderca mówi o swej egzystencji: ”Mój życiorys spisany krwią i cierpieniem ofiar”. ”Dzień Sądu” to opowieść młodego chłopaka, który w szkole jest wyśmiewany i gnębiony przez swoich rówieśników. W pewnym momencie rodzi się w nim świadomość tego, że dłużej nie może on tkwić w takim położeniu, i pozostaje mu popełnić samobójstwo albo zrobić coś z nimi. W połowie utworu bit zmienia się, zaczyna się motyw dający poczucie, że tragedia wisi w powietrzu. Udaje się on więc do swojej szkoły, zaopatrzony w broń palną, i bezlitośnie zabija swoich oprawców. ”Panika w oczach słyszą mój szyderczy śmiech/Zabijam strach który dręczył mnie” – relacjonuje, a dalej dodaje: ”(…) Ci wszyscy którzy mieli mnie za nic/Musze to zrobić, muszę ich zabić/Nie unikną kary, myśleli że są nietykalni/Szkolni „idole” których celem było pieprzyć panny/Męczyć słabszych, dziś leża we krwi łajzy”.

alt

Tekst utworu napisany jest bardzo sugestywnie, nie sposób nie wczuć się w niego w całości. Z całą pewnością wyjaśnia on motywy jakie kierowały niektórymi ze sprawców szkolnych masakr, i stanowi ostrzeżenie dla ich oprawców. Innym bardzo charakterystycznym utworem na płycie jest ”Historia Pewnej Historii”. Utwór opowiada o losach chłopaka, który znalazł po wielu latach poszukiwań dziewczynę swoich marzeń, która pokochała go z wzajemnością. W tym samym czasie znajomy zaproponował mu zamordowanie kogoś dla wielkich pieniędzy, mówiąc, że to łatwa robota bez żadnego ryzyka. Bohater naszej opowieści bije się z myślami, ale chce dokonać zbrodni żeby móc zapewnić sobie i swojej wybrance życie, na poziomie na jaki oboje zasługują. ”Nie mogłem spać tej nocy, ukradłem bogom raj/W głowie myśli: Kurwa mam zabić kogoś za hajs” – myśli, lecz ostatecznie następnego dnia wychodzi na spotkanie swojemu znajomemu, i… Nie chcę tutaj zdradzić zakończenia piosenki, ale z całą pewnością zaszokuje ono wszystkich. Senny, spokojny podkład dopełnia wrażenia nadając historii przytłaczającego wręcz poczucia ciszy przed burzą. Utwór ”Spowiedź” stanowi zaś konfesyjne wyznanie mordercy, który opowiada o swoich poczynaniach, jednocześnie twierdząc, że niczego nie żałuje. Kościelne chóry w tle doskonale nadają temu kawałkowi realizmu. Psychopata przyznaje się z lekkim sercem nawet do morderstwa swojego przyjaciela, w słowach ”On jedyny podał rękę którą stracił po chwili”. Druga zwrotka piosenki jest niezwykłą odpowiedzią samego szatana na jego zwierzenia. Tekst utworu pt. ”Samobójstwo” stanowi list pożegnalny człowieka, który żegna się ze swoją ukochaną, być może kobietą, która nie odwzajemniła jego miłości.

Ostatni numer na płycie, stanowi rozwiązanie koncepcji, w jakiej był tworzony album, układa wszystkie historie w spójną całość którą z początku jak się wydaje nie mogły stanowić. Podsumowując, EP-ka jest rewelacyjna, ani przez chwilę nie zawodzi, każda z przedstawionych w niej historii stanowi istne mistrzostwo świata w wywoływaniu ciarek na plecach.

W świecie Polskiego horrorcore’u działa również kilku wykonawców oraz składów z mniejszym dorobkiem muzycznym, oraz artystów których działalność lekko zahacza o ten nurt, którym warto się przyjrzeć. Krwawe Drwale to formacja na którą składają się zajmujący się tak muzyką, jak i wokalem Lolo i OdyN, oraz Gleba, człowiek również tworzący muzykę na potrzeby składu, ale też dokonujący masteringu i miksu. Teksty ich utworów są w dużej mierze, jak sami zresztą przyznają, utrzymane w klimacie horrorów klasy D, i trzeba dodać, że niestety w większości są do nich zbliżone również ich poziomem. W warstwie tekstowej brak jakiś zapadających w pamięć wersów, w muzycznej – klimatu, zaś od strony wokalnej jest tylko poprawnie.

 

altNagły Atak Spawacza wydali w 1996 roku mini album pt. ”Rap I Gwałt”. Zawierał on chyba pierwsze numery w naszym rodzimym rapie, które można by nazwać horrorcorowymi. ”Rzeźnik” opowiada o poczynaniach opóźnionego w rozwoju psychopatycznego mordercy, i jest pełen opisów sadystycznego seksu, tortur i patologii, zaś ”Zbokole” to przegląd najpopularniejszych zboczeń – zoofilii, nekrofilii, i pedofilii. W swoim dorobku artystycznym zespół ten ma również kilka innych utworów w tym stylu. Jednym z najciekawszych horrorcore’owych raperów działających w naszym kraju jest bez wątpienia pochodzący z Biłgoraja Gieber. Wydał dwa albumy – ”Kontrola Mózgu” (2008) oraz ”Grindhouse” (2011). Jego muzykę cechuje dynamiczne rapowanie, oraz olbrzymie zmasowanie rymów w tekstach, a także solidne, nastrojowe podkłady muzyczne jego własnego autorstwa. Raper wyraźnie inspiruje się Necro – Amerykańskim królem horrorcore’u. Chociaż czasami ciężko o znalezienie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy wersami w tekstach na jego ostatnim albumie, niewątpliwie jego twórczość ma w sobie niepodważalny urok.

 

Pih nie jest typowo horrorcoreowym raperem, ale zdarzyło mu się w tekstach swoich piosenek zabrnąć w ten gatunek, oraz nagrać jakieś pojedyńcze piosenki utrzymane w tym stylu. Przykładami takich utworów są na przykład ”Brud” z płyty ”Kwiaty Zła” (2008), opowiadający o zamordowaniu prostytutki przez psychopatycznego dewianta, oraz utrzymany w klimacie pierwszej klasy dreszczowca ”Fetus In Fetu (Autoportet)” nagrany na genialnym podkładzie spod ręki duetu producenckiego The Returners. Formacja Cmentarz to kolejny, tym razem zupełnie niekomercyjny zespół parający się wykonywaniem takiej muzyki. Na swoim koncie ma wiele utworów których teksty opowiadają o cierpieniu i morderstwach, zaś na oficjalnej, internetowej stronie zespołu można przeczytać wiele ciekawych informacji odnośnie tego typu rapowego podziemia w Polsce. Innymi ciekawymi wykonawcami są: AJKS, Scalpel, HsT Djobeł, i Opał.

Większość utworów reszty wykonawców przedstawiających ten nurt nie trzyma niestety wysokiego, czy nawet średniego poziomu. Taki stan rzeczy utrzymuje się niewątpliwie z racji faktu, że to muzyka która dopiero raczkuje w naszym kraju. Nieudolnie składane rymy, i ogólna prostota muzyczna sprawia, że piosenki te nie mają większych szans nawet na zaistnienie w uszach szerszej ilości odbiorców zainteresowanych taką stylistyką, ale z całą pewnością nawet najsłabsze utwory maja jakieś tam swoje wierne grono słuchaczy. Muzyka ta na pewno będzie ewoluować, dojrzewać, jej poziom będzie wzrastał. Przecież Słoń dobitnie pokazał, że da się zrobić horrorcore po Polsku, i to z wielkim impetem.alt

Na pewno jest wiele osób, które uważają, że taka muzyka jest czymś skrajnie chorym, że gloryfikuje zboczenia, przemoc. Z całą pewnością jest to nurt adresowany do dojrzalszych odbiorców, którzy potrafią zdystansować się do zawartych w nich treści. Słoń w utworze ”Jebać Idiotów” dojrzale uświadamia słuchacza o tym, że to on ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, oraz że to nie świat jest brutalny dzięki muzyce, tylko muzyka dzięki światu. Jako rozsądny twórca nawołuje do zachowania poczucia odpowiedzialności za swoje czyny, i chwała mu za to, że pamiętał o dorzuceniu do swojej muzyki jej swoistej ”instrukcji obsługi” już na samym początku albumu. Co kieruje artystami tworzącymi taką muzykę? Myślę, że po pierwsze to, co twórcami filmowych horrorów – chęć zaszokowania odbiorcy, dostarczenia mu silnych bodźców których jest spragniony, oraz opowiedzenie o drugiej stronie rzeczywistości, istniejącej przecież tak czy siak, czy tego chcemy, czy nie. Mówi o problemach, które istnieją, a które rozwiązać można przecież tylko dzięki świadomości ich istnienia. To, że odwrócimy wzrok lub zatkamy uszy, nie znaczy, że znikną.

Z całą pewnością horrorcore jest muzyką mającą jakiś szczególny wpływ na psychikę człowieka, czego najlepszym dowodem jest chyba seria przerażających koszmarów sennych, które śniły mi się nocami na wskutek przesłuchiwana rozmaitych piosenek reprezentujących ten nurt, celem napisania o nich niniejszego artykułu. Podsumowując, muzyka ta nie ma za zadanie inspirować do życia w patologii, czy mordowania. Jest stworzona dla umilenia czasu, oraz czasami powiedzenia brutalnej prawdy o otaczającym nas świecie.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

 

Felieton

Pamiętajmy o live bandach – wywód niespełnionego muzyka

Doceniajmy żywe instrumenty nim staną się martwe.

Opublikowany

 

Białystok, pierwszy piątek czerwca. Jako wieloletnia fanka i od pewnego czasu dziennikarka hip-hopowa dostaję zaproszenie na koncert premierowy VBSa. Chociaż na Podlasie nie ciągnie mnie dosłownie nic, przy wydarzeniu pada magiczne określenie „+ live band”. Szybko zatem płacę całe 18,18 PLN (dziękujmy za zniżki studenckie), wsiadam w pociąg i jadę przeżyć jeden z tych magicznych momentów, dla których kocham hip-hop. A bardziej żywe instrumenty z hip-hopem. Po kolei.

Cofnijmy się do września 2020 roku. Albo nie – do lutego 2016. Wtedy to poznaje Pawbeatsa, przy okazji współpracy z Tau. Boże, ile tam jest dźwięków, instrumentów, dopieszczonych nut! Oczywiście idę dalej by parę dni później zakupić CD i poznać takie szlagiery jak „Widnokrąg” czy „Banicja”. Z drugiej strony kontrast w postaci Oxona czy Dwóch Sławów, ale to tylko pokazuje rozmach tego przedsięwzięcia. Orkiestra z hip-hopem – któż to słyszał? Chopin zrobiłby salto w grobie, ale ktoś już zabrał mu serducho. Więc czy w tym szaleństwie jest metoda? Patrząc na wyniki sprzedażowe (i płyt, i koncertów), wyświetlenia i popularność utworów – jak najbardziej.

Niech nie zmyli Was tytuł tego tekstu – nut nie znam (jedynie perkusyjne, ale o tym kiedy indziej), nie mam za sobą garażowej kapeli, a na pianinie potrafię jak Sokół zagrać jeden numer do połowy na dwóch palcach. Skąd zatem ta fascynacja usłyszenia gitary, skrzypiec czy innego instrumentu, którego nazwy nie znam? Z emocji. Moich, waszych, artystów. Kwintesencją tego połączenia energii zdecydowanie będzie poczucie zrozumienia czy pewnego rodzaju jedności słuchacza z autorem. A jeśli mamy do czynienia z postacią, która wie, jak wzbudzić w nas wzruszenie, radość czy nostalgię poprzez pociągnięcie odpowiedniej struny – czego możemy chcieć więcej?

A co stało się we wcześniej wspomnianym wrześniu 2020? Poznałam chłopów, co robią figaro jak Mozart tu nie znając nut czyli duet znany pod kryptonimem Lordofon. I chociaż panowie sięgają po syntezatory muzyczne i efekty, których nie da się odtworzyć, główną częścią ich twórczości zdecydowanie są żywe instrumenty. I to od ich występu w Kołobrzegu (zalany Sun Festival #pamiętamy) zaczynają się moje ogólnopolskie wycieczki za brzmieniem innym niż przycisk play w programie. Ciężko będzie wytłumaczyć mi osobie, która nigdy nie miała do czynienia z tego typu eventem, jakie jest to przeżycie, ale skoro powstaje ten tekst, musi zajść chociaż próba.

Spójrzcie na twarz muzyka w trakcie występu. Serio. Muzyk we własnym świecie to tak oderwane od rzeczywistości zjawisko, że samo przez się jest najlepszą definicją pasji i zaangażowania, a przede wszystkim więzi z instrumentem. Chociaż często są to grymasy szybciej zahaczające o miny niewyjściowe niż z pierwszych stron tabloidów. Ja jednak polecam i to bardzo.

Kogo zatem jeszcze możemy usłyszeć nie tylko w akompaniamencie DJa? Ano na przykład Bisza w obstawie potężnego B.O.K. Na ich koncert udałam się do Poznania gdzie w dziesięcioosobowym składzie wykonali najważniejsze numery w historii zespołu i samego rapera. Osoby czekające na oryginały „Pollocka” czy „Wilka Chodnikowego” mogły wyjść z lekkim niedosytem, słuchając nowej aranżacji jednak nie wykorzystać potencjału tak licznej grupy, byłoby nad wyraz smutne. Warto nadmienić, że Jarosław ma nie jeden skład gdyż w swoim wachlarzu ma jeszcze ekipę z Kosą i Radexem. Także będąc w swoim życiu na 4 koncertach mojego ulubionego Bydgoszczanina, za każdym razem słyszałam inny materiał. Nieźle, co?

W ostatnim akapicie za to skumuluje wszystkie powyższe, zahaczając o Bydgoszcz i koncert Pawbeats Orchestry. Moje pełne uzewnętrznienie na jego temat przeczytacie tutaj także pozwolę sobie się nie zapętlać. Ostatni przystanek – Białystok. VBS, który dał mi się poznać numerem „Uzależnienia” (Boże, ile to już lat minęło?). Pamiętam go jako powiew świeżości w QQ, a po latach nadal zaskakuje zaśpiewanym, pełnym emocji numerem, by zaraz potem nawinąć o wspólnej alkoholizacji jako idealnej randce. Chłopak wiecznie młody, z pasją i talentem, którego nie uciszyła szkoła muzyczna ani kościelne rytmy. Jeśli szukacie jeszcze czegoś, co poruszy zatwardziałość serc Waszych to jak najbardziej polecam przejść się na któreś wydarzenie sygnowane jego ksywką (mimo, że jest ich niewiele). Oczywiście, posiadanie live bandu to godziny prób, wybór aranży i przyszłościowe problemy z kręgosłupem pana perkusisty, ale czy warto? Skoro ten tekst trwa już tyle, nie może być innej możliwości!

PS. Oczywiście autorka ma świadomość takich inicjatyw jak koncerty Jimka czy RedBull Soundclash jednak nie miała okazji tego przeżyć (jeszcze). Uznajmy to za wywód w holistycznej formie doceniającej wszystkich tych, którym się chce!


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Rapowe kompendium wiedzy medycznej vol.2

Cykl rapowo-naukowy.

Opublikowany

 

Jak sama nazwa wskazuje – ten minicykl (a właściwe podcykl) jest zebraniem w pigułkę (jak na medyczne rzeczy przystało) informacji ze świata chorób, zdrowia i medykamentów. Zatem nie mogło się skończyć po pierwszej części (a ją nadrobicie tutaj). Tym razem pochylimy się jedynie nad przypadłościami i schorzeniami, których doświadczają panowie raperzy. A są one bardzo różnorodne i nie takie oczywiste.

Frank – „Szkorbut”

Pod tą tajemniczą nazwą kryje się choroba wywołana niedoborem witaminy C. Reprezentant Hashashins rzucając wers „często objawy jak szkorbut przez rzadkie dobijanie głową do portu” nawiązuje tutaj do łatki przyklejonej temu problemowi. Przez lata był on nazywany dolegliwością marynarzy bądź żeglarzy gdyż lekarze twierdzili, że jej główną przyczyną jest brak dostępu do świeżych warzyw i owoców. Wracając jednak do samego działa – szkorbut atakuje liczne narządy stąd wśród objawów znaleźć możemy np. problemy z oczami czy dziąsłami, zmiany skórne lub anemię. Nie leczony może spowodować krwotoki, a w konsekwencji sepsę. Nie zapominajmy zatem o suplementacji kwasu askorbinowego. Fun fact – papryka ma kilkukrotnie więcej witaminy C niż cytryna czy inne cytrusy.

Mam zapaść, lekarz mnie pyta, co ćpałem / Sk*rwiel nie wierzy, że serce można zatrzymać żalem” – Rover w „Autobiografii”

W najbardziej znanym swoim numerze kielecki raper – jak sama nazwa wskazuje – opowiada własną historię, która jest „drogą od dna bólu do spełnienia marzeń”. Jedną z komplikacji była zapaść, która w medycznej terminologii określana jest jako „wstrząs”. Jest to stan nagłego zagrożenia życia, a dzieje się tak na wskutek niewystarczającego tlenu, krwi i składników odżywczych. Są nam znane cztery rodzaje wstrząsu, które zależnie od objawów mają różne sposoby leczenia. Nie trudno się jednak domyślić, że główną przyczyną będą wszelakie problemy kardiologiczne – od zbyt dużego rozszerzenia naczyń krwionośnych po następstwa zawału i dysfunkcji zastawek.

Przeliczam kabzę, trzy razy sprawdzę jak nerwica natręctw” – Książę Mazowiecki w „Rundzie”

Ten rodzaj nerwicy fachowo nazywamy zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (stosowany też jest skrót OCD). To zaburzenie psychonerwicowe dotyka niecałych 3% populacji, ale mówi się o nim coraz więcej. Jest to pewnego rodzaju pętla bez wyjścia lub tylko z wyjściem tymczasowym. Dlaczego? W głowie osoby dotkniętej tym schorzeniem pominięcie jakiejś czynności budzi ogromny, czasem bezpodstawny lęk. Często parę razy sprawdza, czy na pewno zamknęła drzwi lub kilkukrotnie myje ręce by mieć pewność, że są czyste. No, albo sprawdza czy hajs się zgadza.

Mam astmę, czy możesz mi zabrać szluga?” – Taco Hemingway w „Abonent jest czasowo nieodstępny”

O tym, że osoby z astmą mają problemy z oddychaniem wie niemal każdy, ale podejdźmy do niej od bardziej medycznej strony. Jest to przewlekłe zapalenie dróg oddechowych, przez które dochodzi do nadmiernego kurczenia się oskrzeli. Charakterystyczne są napady duszności stąd wciąganie dodatkowych substancji do płuc może wspomóc bezdech. Ale o szkodliwości papierosów już niedługo będziecie mogli przeczytać nieco więcej (o ile obrazki miażdżycy na paczkach już Was nie odrzuciły).

Nie jestem z Marsa, a mam wątroby marskość” – O.S.T.R. w „We krwi (Since I Saw You)”

I kończymy najbardziej znanym utworem w tym zestawieniu i pewnego rodzaju hitem weterana sceny. O Ostrym i jego perypetiach zdrowotnych można by napisać osobną, obszerną publikację (albo płytę, a z historii wiemy, że stała się bestsellerem). Skupiając się jednak na jednym wątku – raper wspomina tutaj o marskości wątroby czyli chorobie najczęściej kojarzonej z nadużywaniem alkoholu. Choroba ta jest niezwykle niebezpieczna i jest 9. najczęstszą przyczyną śmierci. W jej trakcie, na wątrobie zaczynają pojawiać się liczne guzki stworzone z jej komórek (profesjonalnie – hepatocytów), które następnie są otaczane przez niszczącą je tkankę łączną. Dochodzi wtedy do autodestrukcji całego narządu i do zaprzestania jej działania. Nie za wesoło, a spójrzmy, że O.S.T.R. miał dużą przygodę z płucem i układem oddechowym. Zdrówka Adam!


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Jak brzmią Pompeje? – sonda dookoła świata

Sprawdziłam kogo słuchają Włosi.

Opublikowany

 

sfera ebbasta quebonafide

Majówka 2024 jest już niestety tylko pięknym wspomnieniem, ale oprócz wyczekanego odpoczynku, mój pracoholizm popchnął mnie w stronę nowego projektu. Przechadzając się ulicami różnych miast i miasteczek we włoskiej Kampanii stwierdziłam, że chciałabym poznać ten region lepiej. A zdecydowanie lepiej poczuć klimat miejsca z lokalną muzyką niż tysięczny raz przesłuchując „Cytrynówkę” (pozdro V!). Czego zatem słucha się w Pompejach?

Zacznijmy od tego, jak wyglądały moje poszukiwania. Nauczona polskim podwórkiem za grupę docelową wybrałam młodych ludzi (na oko w zakresie wiekowym 16-30). Wniosek, który nasunął mi się po tym wszystkim był zaskakujący – rap we Włoszech nie jest aż tak popularny wśród młodzieży jak u nas. Kierując się jedynie moimi doświadczeniami (czego nie polecam) wychodzi na to, że częściej wybierane są bardziej melodyjne i śpiewane kierunki, co widać chociażby po topce utworów na Spotify (ale i tam znajdziemy często rapowane zwrotki).

Drugi wniosek jest taki, że Włosi niezbyt potrafią w angielski. Także moje językowe skille przydały się o wiele bardziej niż mi się wydawało. Kogo zatem słuchają mieszkańcy Pompejów? Zadawałam zazwyczaj dwa pytania – kto jest najpopularniejszy, a kto ich zdaniem najlepszy?

Patrząc na podsumowanie zeszłego roku na Spotify, najbardziej znanym włoskim raperem jest Sfera Ebbasta. Ta odpowiedź padła wśród moich ankietowanych cały… jeden raz. Zdecydowanie byłam nastawiona na wystąpienie tej postaci chociażby kilkukrotnie, a wielkimi nieobecnymi sondy zostali Rondodasosa, Shiva czy Ghali. Najczęściej wspominanym raperem był za to Geolier. Młody Włoch jest reprezentantem Neapolu, nie dziwi więc, że jest kochany w swoim regionie. Jego popularność wzrosła w ostatnim czasie dzięki zajęciu drugiego miejsca w prestiżowym konkursie Sanremo, gdzie zaprezentował numer „I P’ ME, TU P’ TE” (cokolwiek to znaczy).

Kolejną postacią często wspominaną przez respondentów był Capo Plaza i jest on kolejnym przykładem miłości do swoich ludzi. Włoch pochodzi z miejscowości Salerno, również leżącej w Kampanii (około godziny samochodem od Neapolu). Swój ostatni album wydał dwa lata temu, a zasłynął głównie dzięki temu numerowi:

Następny w kolejce jest Blanco – chociaż tutaj dyskutowałabym z tym, czy mamy do czynienia z raperem. W każdym razie artysta zasłynął głównie ze współpracy z Mahmoodem i ich przełomowym singlem „Brividi”, z którym wygrali wspomniane przeze mnie wcześniej Sanremo, a następnie pojechali na Eurowizję. W zeszłym roku zrobiło się o nim głośno jeszcze bardziej. W trakcie występu w konkursie jako gość specjalny, zaczął ze złości – spowodowanej niedziałającym odsłuchem – niszczyć przygotowaną scenografię. Maja rozmach skurczybyki.

Kończąc już powoli, wrzucam postacie, które padły, ale bez większego przekonania. Są to Gue Pequeno (trzy razy tłumaczono mi, jak się to czyta, a później okazało się, że gość skrócił swoją ksywę do Guè. I przyznam, że trafia do mnie najbardziej ze wszystkich wymienionych graczy), Marracash, Papa V oraz Vale Lambo. Dajcie znać w komentarzach, kogo Wy z włoskiej sceny słuchacie najczęściej. Arrivederci!


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Widzieli we mnie zawód, dziś mam zawód raper – czyli co było przed hip-hopem

Zawody raperów, zanim zostali muzykami.

Opublikowany

 

łona w czarnym ubraniu na fotelu

Pokolenie naszych dziadków rozpoczęłoby ten tekst hasłem – niech się święci pierwszy maja! A, że dzień święty należy święcić to przy okazji odpalenia majówkowego grilla i otwarcia browarka, zebraliśmy dla Was zestawienie zawodów, których podejmowali się panowie raperzy przed sławą, pieniędzmi i wielką karierą. Kronikarskim obowiązkiem przypomnę – Kękę był listonoszem, a ReTo pracował w Big Starze, ale o tym dziś nie przeczytacie. Artykuł powstał ku pokrzepieniu serc, także jeśli jeszcze nie żyjesz z muzyki to luz mordeczko, jest jeszcze nadzieja.

Zaczniemy od połączenia, które szokuje, ale w ten pozytywny spokój. Oprócz pracy w korpo, Filipek ma za sobą karierę… menadżera przedszkola. Imagine trenować w schowku do bitew freestylowych by potem małe szkraby uczyły się nowych słów o mamie kolegi. Uniwersum na jakie nie zasługujemy.

Marzenie znienawidzonej koleżanki twojej ciotki o treści „żebyś cudze dzieci uczył” spełnił Edzio (i nie mam tu na myśli działalności tiktokowej, jakkolwiek podpinając ją pod to zdanie). Piotrek był nauczycielem WFu w podstawówce, a następnie w liceum. W pokoju nauczycielskim pojawiał się również Astek z duetu Dwa Sławy. On jednak uczył dzieciaki angielskiego i stresował je odmianą słowa „być”.

A będąc przy językach obcych – karierę tłumacza ma za sobą Taco Hemingway, a w swoim portfolio ma: tysiące CV /Umowy, instrukcje obsługi, raporty, regulaminy /Dokumentacje medyczne i wnioski o hajs unijny /Konspekty prac inżynierskich, ulotki i magazyny /(Co jeszcze?) Reklamy leków, parówek i margaryny.

Zawodem poważnym i poważanym trudził i trudzi się Łona. Adam jest prawnikiem specjalizującym się w dziedzinie prawa własności intelektualnej. Także jeśli ktoś nie chce Was dopisać do creditsów, better call Łona. Przedstawicielem grupy robotniczej natomiast będzie Dedis. Jako dumny Ślązak przez kilka lat pracował jako górnik.

Kolejną postacią, która imała się różnych miejsc pracy jest Avi. Jak sam nawija w numerze „Królestwo”: „Byłem studentem, dziennikarzem i cieciem /I jak meldowałem gości, czekałem aż pojadą /Żeby w spokoju móc pisać sobie teksty za ladą” (recepcjoniści wszelkich hoteli – łączmy się!). Cieciem, przed zostaniem Twoim nowym idolem, był też Janusz Walczuk. Oprócz tego pracował na kasie w kinie (przypuszczenia śmią podejrzewać Cinema City).

Raperzy w gastronomii to rzecz częstsza niż nam się wydaje

Ten obszar usług jest tak szeroki, że musi powstać dla niego osobny segment. Niejednokrotnie pewnie słyszeliście o przeszłości Palucha, który pracował jako sushi master. Zostając w tematyce kuchni japońskiej, Miły ATZ był odpowiedzialny za pierwsze danie. Miłosz pracował w ramenowni, z czym wiąże się poniższa anegdotka:

  • Mieliśmy świeży gar bulionu do ramenu i przysięgam, przyszła burza i próbuję ten rosół – jest kwaśny. 15 litrów bulionu poszło się j*bać.

Także pamiętajcie by podczas burzy nie robić zupki. Wracając jednak do głównego wątku – w gastro pracował również Opał, którego cały album „Ćma” powstawał na zmywaku. W wywiadzie z Żurnalistą, raper opowiadał też historię o podwójnym zatrudnieniu przy roznoszeniu ulotek. By zarobić więcej przy minimalnej liczbie poświęconego czasu, brał ulotki z dwóch różnych firm i roznosił je równocześnie. Sposobem!

Ale gastro to nie tylko jedzenie, ale i procentowe trunki. Za barem przez długi czas można było spotkać Rado Radosnego z duetu Dwa Sławy. Ale jeśli ominął Was ten czas, a chcielibyście popijać drinki z palemką tworzone przez hip-hopowe głowy to mam dobrą wiadomość dla Krakowiaków. Aktywny w zawodzie jest Oxon, ale o dokładną lokalizację musicie już sami powalczyć.

O wielu zarobkowych inwestycjach z wiadomych względów nie możemy Wam opowiedzieć. Trzeba sobie radzić w życiu, a podwórka wiedzą swoje. Ale, żeby nie było tak groźnie i na wpółlegalnie, Kaz Bałaganhe „pracował dwa tygodnie w Orange i to tyle”, a Quebo „spał na kasie kiedy miał nockę w Carrefour”. Ciężka praca popłaca, walczcie o marzenia by później typiara z GlamRapu pisała do Was dmy z zapytaniami do artykułu. Zimnego browarka i karkówki z grilla wysmażonej medium rare!


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

420 – święto marihuany w rapowym i medycznym aspekcie – felieton

Cykl rapowo-naukowy.

Opublikowany

 

belmondo marihuana

Chociaż różne rzeczy można podpiąć pod piąty niepisany element hip-hopu, jest pewna roślina, która bacznie konkuruje o to miano. Marihuana była, jest i zapewne będzie używką mocno utożsamianą z naszą kulturą. Z okazji dzisiejszego święta, podpytaliśmy o kilka kwestii Konopną Kliniką, by nieco przybliżyć Wam medyczne fakty dotyczące jarania blantów.

Sadzić, palić, zalegalizować – kto nie słyszał tego hasła, niech pierwszy rzuci kamieniem. Już od lat 80′ zeszłego wieku temat palenia tematu (to było silniejsze ode mnie) był głośny głównie za sprawą Liroya. Kto by pomyślał, że 40 lat później będzie on twarzą ruchu i konsultantem wszelkich ustaw walczących o depenalizację. Twórców pałających miłością i uzależnieniem do tej rośliny nie zliczę, a też nie prowadzimy spisu powszechnego. Zaczniemy więc od aktualnych norm prawnych byśmy wszyscy mogli spokojnie żyć sobie w oparach dymu.

Jak już wiemy na przykładzie Maty, aresztowanym można zostać za posiadanie 1,5 grama suszu konopnego. Wg obecnie panującego prawa, każda ilość marihuany jest nielegalna. ALE, że jesteśmy narodem kombinującym i potrafiącym wyjść z każdej sytuacji, również znaleźliśmy na to sposób. Jednak gdybyście przypadkowo wzięli ze sobą woreczek spod klubu Explosion i przypadkiem trafili w ręce mundurowych, Belmondawg wraz z prawnikiem-specjalistą nauczy w jaki sposób przedstawić sytuację.

Tak jak powiedział Młody G, oczywiście to w sytuacjach gdy nie macie przy sobie recepty. A co trzeba żeby taką zdobyć? Możecie zgłosić się do na przykład do Konopnej Kliniki, gdzie chętnie Wam pomogą i odpowiedzą na wszelkie pytania. Mnie chociażby pani Weronika Bystrzycka (współwłaścicielka podmiotu leczniczego Vedamed) wyjaśniła główną różnicę pomiędzy marihuaną przepisywaną przez lekarza, a tą kupioną w przypadkowym namiocie na festiwalu:

Różnice między medyczną a “nielegalną”, rekreacyjną marihuaną są znaczące. W przypadku medycznej marihuany, zawartość substancji aktywnych, takich jak np. THC i CBD, jest dokładnie określona i kontrolowana w każdej partii produktu. Tymczasem na czarnym rynku, zawartość tych kannabinoidów może być nieznana i niepewna. Co więcej, medyczna marihuana przechodzi rygorystyczne testy jakości, susz jest standaryzowany, a produkty niespełniające określonych norm nie trafiają do aptek. W przypadku kupowania suszu z czarnego rynku nigdy nie wiesz co dostajesz, czy susz nie był “psikany”, w jakich warunkach był przetrzymywany, jaka to odmiana itd.

Gdy już zdecydujemy się na receptę, mamy pewność, że inwestujemy w produkt lecznicy. Zostając przy Tonym Hawku tylko, że rapowym – miał on kiedyś podejrzenie ADHD, zaczął palić weed i teraz jest okej. Patrząc na badania, ma to zdecydowane potwierdzenie. Kannabinoidy są odpowiedzialne za zwiększenie produkcji dopaminy, co nawet w krótkotrwałym stopniu może zmniejszyć problemy z koncentracją czy bezsennością. Ale odwróćmy ten wątek na chwilę by nie było zbyt cukierkowo. Palenie marihuany podczas ciąży zwiększa ryzyko ADHD u potomstwa o 98%! Ale wiadomo – nie jest to jedyne zaburzenie, z którym możemy łączyć zioło. Z jakimi problemami najczęściej przychodzą pacjenci?

– Od początku prowadzenia naszego podmiotu, najwięcej pacjentów zgłasza się do nas z dolegliwościami bólowymi różnego pochodzenia, padaczką, parkinsonem, bezsennością. Pacjenci, szczególnie u których dolegliwości są przewlekłe, odczuwają ulgę, ich stan się poprawia.  

Ostatni przypadek pacjenta cierpiącego na padaczkę, któremu po ok. miesiącu od rozpoczęcia leczenia medyczną marihuaną znacząco zmniejszyły się ataki i wzrósł komfort życia daje realne nadzieje i naoczne efekty tego, jak medycyna naturalna może działać gdy zawodzą tradycyjne metody leczenia. Pacjent zgłosił się do nas mimo iż jego ówczesny lekarz prowadzący nie dawał mu szans na poprawę po wdrożeniu do leczenia medycznej marihuany. Inna pacjentka – cierpiąca na migreny z aurą; poprawa stanu nastąpiła po ok. 2 tygodniach i zmniejszyła się częstotliwość objawów oraz zostały mocno złagodzone. Marihuana ma głównie działanie przeciwbólowe i przeciwzapalne, a dobrze dobrana odmiana i właściwe dawkowanie mogą przynieść efekt terapeutyczny w krótkim czasie. 

Na koniec nasza ekspertka wspomniała o odmianach. Jeśli chcecie się poczuć jak Wasz idol, parę ładnych lat temu zebraliśmy tutaj zestawienie ulubionych czasoumilaczy różnych graczy. Wracając jednak do aspektów medycznych. Nie ma róży bez kolców, a ten artykuł nie ma być pomnikiem pochwalnym. Nie zapominajmy, że wciąż mówimy o używce podpiętej pod grupę narkotyków. Z jakimi skutkami ubocznymi mogą borykać się palacze?

Jeśli chodzi o skutki uboczne to pojawiają się one bardzo rzadko. Jeśli już występują to są one łagodne i krótkotrwałe. Najczęstsze skutki uboczne obejmują: poczucie zmęczenia, zaburzenia pamięci krótkotrwałe i koncentracji, początkową pobudkę lub lęk, suchość w jamie ustnej czy zmiany nastroju. Natomiast rzadsze skutki uboczne mogą obejmować pogorszenie problemów psychiatrycznych, takich jak psychozy lub zaburzenia nastroju; problemy z oddychaniem (szczególnie u osób z istniejącymi schorzeniami płucnymi). U osób młodych, nadużywanie marihuany może wpływać na rozwój mózgu, co może prowadzić do problemów z pamięcią i funkcjami poznawczymi, dlatego marihuana medyczna zalecana jest powyżej 20 roku życia.

Tak więc – jaka dawka jest najlepsza by móc się zrelaksować i następnego dnia wciąż być clean czystym jak woda?

To zależy to od kilku czynników, takich jak stan zdrowia, wiek, tolerancja na substancje czynne oraz forma spożycia. Dawkowanie jest każdorazowo ustalane indywidualnie przez lekarza podczas konsultacji na podstawie potrzeb i odpowiedzi pacjenta na leczenie i nie można przyjąć żadnych uniwersalnych “widełek” co do rekomendowanej dziennej dawki. 

Jeśli jesteście ciekawi innych kwestii dotyczących medyczniaka, klikajcie tutaj, a eksperci powiedzą Wam co i jak. Dbajmy o swoje zdrówko, dobry przekaz niech się niesie i sto lat dla wszystkich świętujących!


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Rapowe kompendium wiedzy medycznej

Cykl rapowo-naukowy.

Opublikowany

 

Za nami już pięć odsłon cyklu, w którym rozświetlam Wam tematy medyczne (i około medyczne), które poruszane są przez naszych ukochanych twórców. Z okazji Światowego Dnia Zdrowia rozszerzymy lekko ten format i tym razem nie skupimy się na danej jednostce chorobowej, a na wszystkim co tylko wpadło mi na słuchawki i miało połączenie z moją działalnością. W skrócie – poniżej zebrałam wersy i numery, w których usłyszmy o różnych schorzeniach czy substancjach i w łatwy, szybki oraz przyjemny sposób postaram się przekazać, o co z nimi chodzi. Gotowi? Zaczynajmy!

27.fuckdemons x Szpaku – Zespół Cotarda

Zaczniemy od najmłodszego gracza w tym zestawieniu i rzadko spotykanego zaburzenia psychicznego. Jest ono nazywane również syndromem chodzącego trupa gdyż osoby, które zostały nim dotknięte, uważają że nie mają narządów, gniją, a ich ciało stopniowo się rozkłada. Często wiąże się to również z poczuciem winy wobec siebie i mocnym niepokojem. Rzadko kiedy zespół ten występuje samoistnie, najczęściej koreluje z depresją i schizofrenią. Co ciekawe, nie został on ujęty w klasyfikacji medycznej (czytaj – nie jest uznany za chorobę).

„Rap działa jak deca z clenem, jeżeli mam mierzyć siłę na zamiary” – Quebonafide w „Człowiek sztos”

Medyczna zajawka Quebo (czy może Jakuba Grabowskiego?) jest nam po części znana i nie raz znajdziemy u niego powiązane wstawki. Przy tym wersie cofnęliśmy się do 2014 roku i do featu u Dwóch Sławów. Raper z Ciechanowa w podanym wyżej wersie ma na myśli Decadurabolin i Clenbuterol. Ten pierwszy używany jest w trakcie leczenia osteoporozy (choroby zmniejszającej gęstość kości, przez co jest ona podatniejsza na złamania), a drugi to lek na astmę. Co zatem mają ze sobą wspólnego? Zaopatrują się w nie kulturyści – przyspieszają spalanie tkanki tłuszczowej i poprawiają metabolizm.

Mata – 2 Izoteki

Jeśli okres dojrzewania jest już dawno za Wami, mogliście minąć się z tym terminem. Izotek to jeden z najsilniejszych leków przeciwtrądzikowych. Co za tym idzie, posiada całą gamę skutków ubocznych, na czele z deformacją płodu. Tabletki jedynie dostępne na receptę stały się pewnego rodzaju punktem do odhaczenia wśród wchodzącej w dorosłość młodzieży.

„Zabije mnie arytmia, czy mnie porwie rytm ulicy” – Pezet/Noon – „Re-fleksje”

Ależ poetycko, co? Niemal każdemu z nas obił się o uszy termin „arytmia” i wie, że to coś tam z sercem. Rozszerzając tę wiedzę – jest to dokładnie nieregularne bicie serca. Bardzo często zmagają się z nim dzieci, ale nieznaczącym stopniu. Gdy mamy do czynienia z 100 lub więcej uderzeniami na minutę (w stanie spoczynku), jest to tachykardia, a gdy poniżej 60 – bradykardia. Powikłaniem związanym z arytmią może być m.in. migotanie przedsionków czy zespół chorej zatoki.

Opał – Oksytocyna

A zestawienie kończymy pozytywnym akcentem w postaci hormonu miłości, bo tym właśnie jest tajemnicze słowo w tytule numeru Łukasza. Co ciekawe, jest on regulowany przez dwa żeńskie hormony płciowe – stymulowany przez estrogen (odpowiedzialny za rozwój cech płciowych) i hamowany przez progesteron (w skrócie – ogarnia ciążę). Mężczyźni również go posiadają, ale w o wiele niższym stężeniu. Oksytocynę nazywa się też „hormonem przywiązania” – wpływa on nie tylko na pogłębienie więzi partnerów, ale i na relację matki z dzieckiem.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2024.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: