Felieton
ROZKMINA: O.S.T.R.-y czy Tępy?
Adam ”OSTR” Ostrowski, polski MC i producent którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Przez ponad dekadę działalności na polskiej scenie muzycznej wydał 11 solowych albumów, wyprodukował masę bitów, które ukazały się zarówno na jego płytach, jak i na projektach innych wykonawców. Zagrał także niezliczoną liczbę koncertów. W czym tkwi fenomen jego popularności? Czemu jego osoba wywołuje bardzo sprzeczne odczucia? Zapraszam do lektury.
Najtrafniejszym i chyba najpowszechniejszym zarzutem ze wszystkich wysnuwanym pod adresem Ostrego i jego twórczości jest wtórność.
Nudne, monotonne nawijanie o tym, że ma flow, że robi prawdziwy rap, że to muzyka miasta, że pali marihuanę, że się nie sprzeda i trzyma z dala od komercji, razi bezsensownością, ponieważ jeśli tak w istocie jest, to muzyka mówi przecież o tym sama przez się. Swego czasu przed premierami jego nowych albumów po internecie hulały nawet ich fikcyjne tracklisty, których autorzy dawali upust swej frustracji monotematycznością piosenek OSTR-ego, wymyślając tytuły piosenek typu: 01. – ”Kocham Syna I Żonę”. 02. – ”Tylko Ja Robię Prawdziwy Rap”. 03. – ”Znowu Mam Flow”, itp.
Jedyną odpowiedzią na taki stan rzeczy jest według mnie albo fakt, ze OSTR boi się najmniejszych posądzeń o komercję i przez te obawy połowa każdej jego płyty traktuje o tych samych tematach co jej poprzedniczki, albo nastąpiło zmęczenie materiału, wypalenie?. Tradycja wydawania albumu co roku nie wychodzi na dobre jej ogólnemu poziomowi.
OSTR bezpardonowo komentuje wydarzenia na polskiej scenie politycznej. Wytyka wady politykom, mówi o korupcji, problemach społecznych takich jak bezrobocie i patologia w rodzinie. Opisuje bez zbędnego koloryzowania szare, polskie realia. Mówi otwarcie o tym, co go denerwuje i bawi, podejmuje się tematów, o których ma pojęcie, i chyba nic dziwnego, że przeciętny słuchacz w naszym kraju odnajduje w jego muzyce wartość, co jest chyba najlepszym dowodem autentyczności i trafności jego tekstów.
Na ile głośne obchodzenie się z pewnymi poglądami ze strony rapera ma na celu wyładowanie swojej złości i chęć przekazania prawdy i stanu faktycznego, a na ile jest to zabieg przypodobania się słuchaczom, mówiąc wprost, populistyczny?
W tym długim stażu na scenie, Adamowi zdarzyło się poruszyć niestandardowe temtay. Na przykład w utworze ”Pij Mleko” z albumu ”Ja Tu Tylko Sprzątam” z 2008 roku, propaguje zdrowy styl życia, jednocześnie przemycając zażywanie narkotyków. W innym zatytułowanym ”śśśśśś” z tej samej płyty opowiada o swoim uwielbieniu do… spania, zaś numer ”15 Metrów Kwadratowych” z albumu ”Hollyłódź” (2007) stanowi sugestywny opis bałaganu panującego od dawien dawna w jego lokum. Tego typu tematyka to jednak tylko drobny, kolorowy smaczek w zalewie czarno-białego potoku zagadnień przez niego poruszanych i wałkowanych na masę sposobów.
Niestety – a może i stety, bo przecież dobrze, gdy prawda wychodzi na światło dzienne – teksty OSTR-ego są czasami sprzeczne ze sobą, ujawniają jego hipokryzję. W utworze ukrytym na końcu wydanego w 2007 roku albumu ”Hollyłódź” rapuje: ”Wydałem siedem płyt, ziom w końcu stać mnie tu na Subaru’’, zaś w numerze pt. ”W Nienawiści’’ z wydanego cztery lata później albumu ”Jazz, Dwa, Trzy” nawija: ”Nienawidzę drogich ubrań i to chyba od dziecka/Nienawidzę ich bo stale na nie panie mnie nie stać”. Samplujący z oryginalnych, winylowych płyt OSTR w kawałku ”Nie Każdy” z albumu ”OCB” (2009) rymuje: ”Jeśli samplujesz z MP3 jesteś chuj, nie producent”, ale nie miał oporów z zarapowaniem gościnnie w numerze Slums Attack powstałym w kooperacji z Jeru The Damaja pt. ”Oddałbym”, nagranym na podkładzie DJ Decks’a, który powiedział w jednym z wywiadów poprzedzających premierę promowanej wspomnianym singlem ”Reedukacji”: ”Jak dało się zauważyć jestem bardziej zwolennikiem sampli, przesłuchałem ponad 5000 tysięcy nagrań i nie będę tutaj kłamał, że były to vinyle, bo nie były. Pewnego razu zadzwoniła do mnie osoba „X” czy chcę się złożyć na 250 giga dysk z przeróżnymi albumami muzycznymi od lat sześćdziesiątych w górę, dysk pochodził z aukcji ze Stanów, bez większego zastanowienia zgodziłem się i z tego co wiem, to ładnych parę osób z polskiej sceny również złożyło się na ten dysk…”. Pozostaje tajemnicą, czy OSTR zawierzył fachowości Decksa i w ciemno założył, że nie samplowałby on z formatów innych niż bezstratne, czy też musiał rozwiewać swoje wątpliwości w rozmowie z nim, bądź też zaprzeczył swoim, jakże wzniosłym, ideałom.

Przy okazji Tragedii Smoleńskiej, wielu słuchaczy OSTR-ego zaczęło rozpamiętywać fragmenty tekstów jego piosenek, w których obrażał on polityków albo życzył im śmierci. W utworze „Dla Wszystkich Co Wierzą” rapuje: ’’Ty pokaż lepiej świat, jaki mógłby spotkać nas/Gdyby ktoś w końcu zajebał te kurwy w rządach, patrz”. Raper na żadnej swojej następnej płycie nie ustosunkował się do tych zarzutów. Co ciekawe, w utworze pt. ”Po Co?” z wydanego w 2007 roku albumu ”Hollyłódź” śpiewał: „(…) Zapalę później i tak, brat, spędzę pewnie całe popołudnie/Związany z łóżkiem, najwyżej usnę/Czy coś mnie ominie? Lechu zginie”, na pewno nie mając wtedy najmniejszego pojęcia o tym, że złowieszczy mającą się wydarzyć 3 lata później największą tragedię III RP.
Przy okazji analizowania tegoż fenomenu, nie sposób nie przypomnieć sobie słów wiersza Juliusza Słowackiego, już w 1848 roku przepowiadających wybór Polaka na papieża: ”Pośród niesnasków – Pan Bóg uderza /W ogromny dzwon/Dla Słowiańskiego to Papieża/Otwarty tron.”
Wydany w 2010 roku album ”Tylko Dla Dorosłych” powstawał przez 6 lat. Raper zapowiadał, że płyta będzie oparta na innowacyjnej koncepcji, co nie do końca się sprawdziło. Każda z piosenek na nim stanowi rozdział rapowej, kryminalnej opowieści, co istotnie jest czymś dość niezwykłym, ale nie zupełnie nowym. Bonus & Matek, na wydanej przez siebie w 2008 roku EP-ce pt. ”Wspomnienia Z Domu Umarłych” również zawarli rapowe opowieści, tyle, że nie tworzyły one jednej spójnej historii. Miały za to według mnie znacznie mocniejszą siłę wyrazu niż dzieło OSTR-ego (posłuchajcie utworów ”Dzień Sądu” oraz ”Historia Pewnej Historii”).
”Tylko Dla Dorosłych” to płyta bardzo dobra, ale nie przełomowa. Teksty na niej są dopracowane i konsekwentnie napisane, podkłady znakomite (by znaleźć odpowiednią ilość i jakość brzmień OSTR przekopał około 1000 polskich i nie polskich płyt winylowych w poszukiwaniu sampli do nich), ale opowiastka przedstawiona w poszczególnych piosenkach jest dość prosta, brak w niej jakiś nagłych, zaskakujących zwrotów akcji. Ciekawym posunięciem było obsadzenie w roli narratora Michała Fajbusiewicza, znanego głównie z prowadzenia programu kryminalnego pt ”997”. 14 kwietnia 2010 roku, niespełna 2 miesiące po premierze, album otrzymał status platynowej płyty. Na taki sukces krążka, poza jego wysokim poziomem, złożyło się kilka czynników: eleganckie wydanie, oraz druga odrębna płyta ukryta w pudełku, która była dla słuchaczy nielada niespodzianką. Album mimo, że posiadał dwa nośniki, był liczony jako pojedyńczy, czyli sprzedało się ponad 30 tys. sztuk.
Album ”Złodzieje Zapalniczek”, wydany 26 listopada 2010 roku, OSTR nagrał w duecie z producentem Emade. Był to ich drugi album, na który muzycy kazali czekać swoim fanom 5 lat. Płyta została nagrana w 3 dni jako aftershock po ich wspólnym koncercie we Wrocławiu. Emade zadbał o warstwę muzyczną, OSTR – tekstowo-wokalną. O ile trzeba przyznać, że ten pierwszy wywiązał się ze swego obowiązku wspaniale – jego produkcje są melodyjne i porywające, to rap OSTR-ego stoi na marnym poziomie. Beznadziejnym pomysłem wydaje się dopuszczanie do legalnej sprzedaży płyty, na którą teksty powstawały w tak ekstremalnie szybkim tempie, zaś wynik jej sprzedaży (płyta pokryła się złotem) jest faktem najsmutniejszym. Trzeba wziąć pod poprawkę na przykład fakt, że album żadnego debiutanta, niezależnie od tego, jak wysoki prezentowałby poziom, nie ma szans odnieść należnego sukcesu finansowego na miarę tegoż niemalże gniota, który rozszedł się chyba w tylu egzemplarzach ze względu na przywiązanie fanów OSTR-ego do marki, jaką się dla nich stał, bo na pewno nie ze względu na poziom krążka.

Trzeba przyznać OSTR-emu, że niewątpliwie zna się na operowaniu wokalem i zabawie nim. Jego flow jest zawsze wyśmienite, nie można mu zarzucić najdrobniejszych nawet niedociągnięć w tej domenie, a jedynie wyrażać uznanie oraz brać dobry przykład. Jest to na pewno jeden z najlepiej płynących po bicie raperów w naszym kraju, i wystarczy posłuchać chociażby takich utworów jak „To Ja Mam Flow (Wersja 2008)”, ”Brzydki, Zły I Szczery”, ”Miłości Nie Ma Dziś”, czy ”Dzięki” żeby pozbyć się jakichkolwiek złudzeń na temat jego kunsztu wokalnego.
Czy jednak nawet przy braku sympatii do muzyki OSTR-ego nie można zarzucić jej twórcy tego, że się sprzedał? Nie stylizuje się przecież na kogoś kim nie jest, nie prowadzi życia celebryty, nie pcha się do mediów, nie współpracuje z popularnymi gwiazdkami polskiej sceny muzycznej jak chociażby Doda czy Sylwia Grzeszczak. Nie sili się na to, by jego muzyka była łatwo przystępna. Ktoś powie, ze przecież nie musi, bo jego muzyka i tak się sprzedaje, i zastanowi się nad tym, czy gdyby raper nie był w stanie utrzymać się z tworzenia muzyki takiej, jaką tworzy teraz, nie przeszedłby na ciemną, komercyjną stronę mocy?
Granice pomiędzy komercją a nie komercją też powoli ulegają zatarciu. Bo jak zresztą inaczej może być, kiedy popularne staje się to, co jest trudne w odbiorze?
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
-
teledysk4 dni temuChory Pastor wrócił. Tede świętuje 20-lecie płyty „Esende Mylffon”
-
News3 dni temuKoszulki pogodzonych Peji i Tedego sprzedawane przez oszustów
-
News3 dni temuWyszczurzały Misiek z Nadarzyna opuścił areszt, choć nie podjął współpracy
-
News2 dni temuBajorson pogodził się z Dawidem Obserwatorem – oświadczenie
-
News3 dni temuJay-Z dissuje Drake’a, Tory Laneza, Nicki Minaj i Kanye Westa
-
News4 dni temuReTo prawie jak KaeN. Tłumaczy, dlaczego zaczął zasłaniać twarz
-
News2 dni temuWini uderza w Skolima: „Muzyka niskich lotów, kupowanie wyświetleń”
-
News2 dni temuQuebonafide na dużym wydarzeniu Kanału Zero