Sprawdź nas też tutaj

Recenzja

SIEAH RECENZUJE: Lupe Fiasco – „Food & Liquor II: The Great American Rap Album Pt. 1”

Opublikowany

 

alt

Naszedł czas, by wybaczyć Lupe Fiasco wydanie niesławnego już „Lasers”. Jeśli najnowsza płyta coś udowadnia, to bez wątpienia to, że Lupe pod względem inteligencji i słownictwa wyprzedza peleton o dość wstydliwą dla owego odległość.

Jeśli cokolwiek można by rzec o raperach przeciwstawiających się konsumpcjonizmowi i „korporacyjnej Ameryce” to to, że nie brzydzili się używać środków przekazu znienawidzonego systemu, by forsować swoją filozofię. Cała otoczka Public Enemy byłaby niewiele warta, gdyby nie oburzenie majętnych, otyłych obywateli z Manhattanu, mało kto zauważyłby wersy Mr. Lifa o fladze, gdyby nie następujące po nich kontrsalwy. Gdyby ludzie pokroju Billa O’Reilly’ego nie tworzyli dla afrocentryków koniunktury, pilnie strzegąc starego, budowanego jeszcze na XVIII-wiecznych sposobach wysławiania się i mentalności, bling bling królowałby już w latach 80-tych, niezmiennie do dziś.

 

Nawet dziś, w sytuacji gdy czarnym powodzi się znacznie lepiej, konwencje Partii Demokratycznej są przeważnie wielokolorowe, nie brakuje wichrzycieli, którym reguły panujące w Najlepszym przecież Państwie Świata nie pasują. Lupe Fiasco należy do takich właśnie mącicieli.

alt

Raper robił sporo, by o zbliżającym się albumie nie było cicho. Żenujące lekko twitterowe potyczki z przedstawicielem rapu bezsynapsowego pod postacią Chiefa Keefa, kontrowersyjne twierdzenia o sensie głosowania, wypływające co tydzień komentarze na temat aktualnej kondycji hip hopu, wreszcie zapowiedzi rezygnacji z kariery po premierze drugiej części „Najlepszego Rapowego Albumu Ameryki” budowały niezmiennie potrzebny raperom hype. Starczyło go, wg hhdx, na ok 95 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, czyli nawet lepiej, niż w przypadku pierwszej części „Jedzenia i Alkoholu”, znacznie mniej z kolei niż przy okazji premiery „Lasers”.

 

Słusznie stwierdzicie, że to efekt powrotu rapera do konwencji z pierwszych dwóch płyt. Tak świetnie napisanego, sugestywnego albumu próżno szukać wśród innych tegorocznych premier, nieważne, jak głębko poszukacie. Warstwa tekstowa uderza przede wszystkim na samym początku płyty, przypuszczając szturm na wszystko, na czym może zależeć amerykańskim konserwatystom, deprecjonując chciwość i materializm, godząc we wszechobecny blichtr, a nawet obrażając świętą dla niektórych markę samochodu:

 
„Raris too expensive and they way Explaintoo hard to maintain
Get yourself a Camry, „nigga said a Camry?”
Watch that ho depreciate and then you’ll understand me”

 

Świetnym przykładem zawiłości i nieszablonowości toku rozumowania i pisania tekstów może być prezentowany publice przed premierą „Lamborghini Angels” w którym w błyskawiczny sposób od mglistych sugestii w pierwszej zwrotce przechodzi do, niewątpliwie strasznych, wrażeń doktora wykonującego lobotomię na walczącej o swoje prawa kobiecie, by skończyć na żołnierzach masakrujących cywilów w Afganistanie, robiących sobie zdjęcia ze zwłokami, wszystko przez traumatyczne przeżycia w objęciach pastora z dzieciństwa. Historii nie dosyć, w „Unforgivable Youth” widzimy świat oczyma Kolumba, który uprzejmie wita się z tubylcami radosnym urezaniem głowy ichniego wodza, w „Bitch Bad” poznajemy cały proces normowania się szowinizmu i przedmiotowego traktowania, a w „Cold War” dowiadujemy się, jak bardzo posypał się jego świat po śmierci przyjaciela:

 
„Question if I’m over it
Or if I’m numb because I’m closureless
Or my closure’s that we all gotta go and shit
Rendered emotionless but moving at the speed of running over it
Still happy that I opened it”

 

Jak ktoś znudzi się polityką, albo jest zdecydowanie przeciwko całej tej czarnuszej ideologii wyzwolenia, może cieszyć się braggowym „Put Em Up” z jedną z najlepszych gier słownych w 2012 roku, albo czillującym, emanującym soulowymi wajbami „How Dare You” z genialnym gościnnym udziałem Bilala.
Wszystkie te akcenty, porównania i dobór słów składa się na zdecydowanie najbardziej niejednoznaczną i wielowątkową fabułę, porównywalną chyba tylko z „The Cool” tego samego rapera z 2007 roku. Rapgenius to w tym wypadku panowie zdecydowanie za mało, niektóre wyjaśnienia oferowane tam są zdecydowanie wybrakowane i nieoddające całej głębi. Tak nasyconego polityką albumu świat nie widział od dawna, a przynajmniej ten świat, którym kręcą wielkie wytwórnie.

Paradoksem jest oczywiście, że Atlantic Records, uznane przez wielu za siedlisko diabłów i węży najgorszego sortu, puściło bez edita taką płytę, może skłoni niektórych do rewizji swoich poglądów. Mało kto porównuje chrześcijańską teologią sukcesu do islamskich zamachowców samobójców i chodzi swobodnie po ziemi.

alt

Nie brakuje, niestety, na „Wielkiej Amerykańskiej Rapowej Płycie” słabszych momentów, fragmentów, które powstrzymują ją przed byciem wymienianą jednym tchem z „My Beatiful Dark Twisted Fantasy” chociażby. Przede wszystkim, Poo Bear to nie jest najszczęśliwszy wybór jeśli chodzi o refreny. Sam Fiasco śpiewa dość pokracznie (choćby w „Audubon Ballroom”), ale chyba nawet on wykonałby lepiej etap wokalny w „Heart Donor”, kawałku, który, swoją drogą, tak wybrakowanym jest, że w idealnym świecie nie zmieściłby się nawet na „Lasers”.

 

Produkcja muzyczna, choć dzielnie próbuje gonić warstwę liryczną, czasami dostaje solidnej zadyszki. „Bitch Bad” plumka gdzieś w tle i nie buduje nastroju dla dość poważnej rozkminy. Nieszczęsne „Heart Donor” także pod względem bitu zachęca do skipu, oferujące rozmemłane, radiowe rnb dla niewymagających. Nie ma co ukrywać, płyta pod względem muzyki odrobinę za często wydaje się spóźniona o parę lat. Całe szczęście, że jeden z najlepszych konceptów na płycie, „Form Follows Function” wspomagane jest saksofonem i świetną aranżacją mainstreamowego speca Infamousa. Zmora Pete Rocka, „Around My Way (Freedom Ain t Free)” wzbogacona o tak cudowny sampel, nie mogła wypaść inaczej niż bezbłędnie. Warto jeszcze zwrócić uwagę na świetne klawisze w „Unforgivable Youth” i temat muzyki można by zamknąć. Zamknąć stwierdzeniem, że mogło być lepiej. Szkoda.

 

Wiele dobrych rzeczy o tej płycie zostało powiedzianych, oceny oscylują zazwyczaj wokół 4/5, ludzie są przekonani, że Lupe zrobił solidny comeback. Wśród internatów z kolei mam wrażenie że dalej nie padło zdanie „wybaczamy ci Lasers”, cóż, ich strata. Ja należę do tych wariatów, którzy każdy komentarz społeczny, czy to od Immorta Technique’a, czy Nasa, czy Mos Defa, czy wreszcie Lupe Fiasco witam z radością. Nie bój się dać tej płycie szansy, postaraj się zgłębić linijki, zobaczyć, co Lupe chciał nimi przekazać, a być może wciągniesz się w to tak samo, jak ja. Odnajdą się tu zwłaszcza ci, dla których teksty są znacznie ważniejsze niż bity. Są tacy, nawet ja taki kiedyś byłem.

 

Plusy:
– Genialna warstwa tekstowa
– Świetny klimat
– Brak gości
– Wielki comeback po ostatniej płycie

Minusy:
– niekoniecznie genialna warstwa muzyczna
– niektóre refreny
– „Heart Donor”

PS: I koniecznie sprawdź dodawane tylko do cyfrowej wersji „Go To Sleep”, bardzo klimatyczny i ciekawy track, prawie tak ciekawy, jak koncept na creditsy w książeczce dodawanej do płyty. Ale to już tajemna wiedza tych, którzy Prawie Wielki Amerykański Rap Album kupili.

 
19 komentarzy

19
Dodaj komentarz

1500
najnowszy najstarszy oceniany
ERDOPRESIDENTO

ZNOWU PIERWSZY… TO JUZ NUDNE

jedker realisyta

jebac tedego

TEDE KRÓL 1

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=pVeR6GL76yA[/youtube]

chujozy z gl

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=aGBm67lA_W4[/youtube]

Buszownik

NIE ROZUMIEM PO CO KOMENTUJECIE, SKORO NIC NIE MACIE DO POWIEDZENIA ?
MOŻE PRZECZYTAJCIE CHOCIAŻ ARTYKUŁ IMBECYLE.

Gratis AGD

GÓWNO…

NIE CZYTAŁEM

ERDOPREZIDENTO

BEKA Z GLAMRAPA BO KURWA JUZ PORAZ DRUGI OBIECYWALI ZE ZROBIĄ JAKIES ZMIANY A TU CALY CZAS TO SAMO GOWNO 😀

DreHu

[img]https://pl.memgenerator.pl/mem-image/nie-ma-opierdalania-sieah-pl-ffffff[/img]

TEN JEBAKA MES

OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO JAAAAAAAAAAAAAAAAAA PIEROOOOOOOOOOOOOOOOOOOLE

[img]https://userserve-ak.last.fm/serve/500/41946453/Ten+Typ+Mes+mesmesmes.jpg[/img]

prawilnykoles

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=n65a4qEFmHk[/youtube]

Kryminalny Raper

A JA SIĘ PYTAM KTO TO TEN IMBECYL SIEAH KURWA

Gracz z numerem pierwszym

AŻ SIĘ POSIKAŁEM Z WRAŻENIA
[img]https://img524.imageshack.us/img524/9836/bekazmesa.jpg[/img]

SZWAGIER

[IMG]https://images41.fotosik.pl/1776/5bd2d5a865364f80med.jpg[/IMG]: https://www.fotosik.pl

Baruch Spinoza

świetnie, że pojawiają się konkretne recenzje.

KlawiszChady

[u]ZA DŁUGIE I JAKOS SREDNIO INTERESUJĄCE[/u]

schwarz

no Heart Donor to jest taki stolec że aż szkoda gadać, zawsze jak rano do roboty jadę i gdy puszczę sobie nowego Lupe to po tym tracku muszę go wyłaczyć bo mi się rzygać chce

ogólnie płytka na propsie ale ten kawałek to nie powinien się na niej znaleźć

TAK TO SIE ROBI

SIEAH TY JEBANY LEWACKI CWELU ZE SLIZGU

WYKRWIAJ CWELU

PRZECIEŻ ZADEN GIMB TUTAJ NIE MA POJECIA KIM JEST LUPE FIASCO ANI NIE ROZUMIE PODSTAW JEZYKA ANGIELSKIEGO A CO DOPIERO ŻEBY ROZUMIEĆ JEGO TEKSTY. PŁYTA MEGA DOBRA CHOCIAZ JAKBY WYWALIĆ TEN POPOWY NUMER BATLLE SCARS I POZMIENIAC BITY NA CIUT LEPSZE BYŁBY NAPRAWDE ALBUM GODNY KONTUNUACJI FOOD & LIQUOR

flo

kim są ci, którzy piszą te recenzje ??

Popularne