Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Taki ze mnie słuchacz jak z kozich cycków kastaniety |FELIETON

Opublikowany

 

Czekam z ręką w gaciach na niektóre płyty, podczas gdy słuchacze rapu oczekują każdej z kalkulatorem w ręku.

Dzień dobry. Właściwie to dla kogo dobry, dla tego dobry jak zwykł mi odpowiadać pewien emerytowany górnik, acz aktywny kawalerzysta spod sklepu. Dzięki niemu właśnie udało się sformułować zdanie, które iście idealnie odzwierciedla moją osobę w aktualnej dyspozycji, a co za tym idzie, następujące słowa. Będzie żartobliwie w założeniach, ale czerstwo w efekcie. Trudno. Ostatnio próbowałem zerwać z łatką ekscentryka i nie spodobało się to moim znajomym. Szybko powinni się jakoś przyzwyczaić. Stałem się wycofany i małomówny, choć do powiedzenia mam równie dużo jak zawsze. A może i więcej. Chciałem poruszyć pewien ciekawy temat, niespotykany, ale dotyczył w głównej mierze mojej ekipy elQuatro. Jedną z niewielu wartości, w które wierzę, jest nieprzewidywalność w działaniach. A skoro tak, poruszę ten temat innym razem, obiecuję. Tym bardziej, że ostatnio już sobie pozwoliłem na chwalebne i żądne uznania słowa, sugerujące, że to elQuatro sieje rozpierdol na scenie, a nie – wbrew pozorom – Tede. Byłoby nietaktem skupić się raz jeszcze na nas. Ubóstwiam hip-hop, lecz dzisiaj chciałbym się zastanowić moi mili nad tym, czy pasuje do niego jako słuchacz. A przynajmniej stworzyć pewien archetyp i pod jego osłoną przedstawić kilka moich poglądów.

Piszę sobie co jakiś czas te teksty. Znajomi za każdym razem sugerują, że powinienem wkręcić się do jakiegoś portalu, dodając, że odnalazłbym się w jednym czy w drugim bez szwanku. Problem w tym, że próbowałem i kompletnie mnie się to nie spodobało. Nie mam ciągotek do łapczywego wchłaniania nowości, żeby za wszelką cenę jako pierwszy napisać o danej premierze coś ciekawego. Co więcej, w ogóle nie fascynują mnie nowości. Pewnego razu po prostu obraziłem się na wszystkie z prozaicznego powodu. Niemal o każdej czytałem same superlatywy, a po zapoznaniu się z którąś, czułem tylko wstręt i rozczarowanie. Pisano niby o nietuzinkowości nagrania, a brzmiało identycznie jak 97% ówczesnych. Spodziewałem się objawienia w stylu Fallin' Alicji Keys, a otrzymywałem kolejną naśladowczynię Eryki Badu. Czytałem o warstwie muzycznej tak nawiązującej do klasycznego soulu, że Charles Bradley mógłby chętnie pobłogosławić, a gościnnie pojawiał się A$AP Rocky, ponieważ nikt inny nie pasował do tego beatu. Poza tym dlaczego pieprzę o jakimś soulu? Szczególnie, że moją ulubioną bluzą jest ta z Prosto. Przecież słuchacz rapu powinien słuchać rapu, a zapytany o największych muzycznych idoli powinien odpowiedzieć: Biggie, Mike WiLL Made-It, Macklemore, Buckwild. Na szczęście w tej kwestii się sporo zmienia.

Uznałem, że skoro i tak nałogowo kupuję winyle, nie będę rozdrabniał swojego gustu, a uważniej skupię się na jednym z jego aspektów. W muzyce lat minionych odnajduję tyle niewyeksplorowanych pereł, brzmiących bardziej oryginalnie niż współczesne popularne piosenki, że odkrywanie ich wciąż sprawia mi ogromną przyjemność. Cofam się, ale ciągle uważając to za rozwojowe, ponieważ zabieg ten nadaje wielu rzeczom zupełnie nowej perspektywy, zaufajcie. Pisząc te słowa, w moich głośnikach rozbrzmiewa przemiennie Kamaal/The Abstract Q-Tipa, Awaken, My Love! Childisha Gambino i Notabene Polskiej Wersji. Pierwszy z albumów udowadnia, że klasyczny rap może jeszcze zaskoczyć, a wykorzystanie sprawdzonych środków wcale nie musi być nudne. Drugi zaś łamie stereotyp współczesnego rapera, tak chętnie kwestionującego powrót do starych brzmień, ponieważ Glover przeniósł się do czasów, zanim wymyślono "stare brzmienia". O trzecim mógłbym napisać wiele, ponieważ jest mi bardzo bliski i powiem, lecz innym razem. Świadczy on jednak o tym, że moje gusta są różnorodne. Ostatecznie wszystko to sprawia, że czekam z ręką w gaciach na niektóre płyty, podczas gdy słuchacze rapu oczekują każdej z kalkulatorem w ręku.

"Poza tym dlaczego pieprzę o jakimś soulu? Szczególnie, że moją ulubioną bluzą jest ta z Prosto. Przecież słuchacz rapu powinien słuchać rapu (…)"

 

Zapewne znudziłem już wielu, a na pewno samego siebie, ciągłym powtarzaniem jednego. Sytuacji, w której po każdej z wcześniejszych płyt Mesa w polskich bibliotekach wzrastał wskaźnik odpytań o Bukowskiego – po Elda, o Tyrmanda. W zasadzie to zjawisko nie należy do najgorszych, biorąc pod uwagę, że Polacy nie czytają. A spotykając się ze słuchaczami rapu, jedynym co idzie poczytać, są coraz fikuśniejsze teksty na ich koszulkach. Tak, oni kupują masowo koszulki zamiast płyt (poniekąd jest to wina branży – artyści zarabiają więcej na tekstyliach niż na muzyce, dzięki której przecież zasłynęli). Jeden z drugim nazywa się fanem, a pieniądze zamiast na koncert woli przeznaczyć na whiskey z colą podczas sobotniej libacji. Bywa, kwestia priorytetów. Ja z kolei koszulkę wolę dorwać gdzieś za bezcen, a z racji zadeklarowanej abstynencji mniej wliczam w koszta imprezy. Priorytety jak widać mam inne. Ja tutaj nie pasuję.

Sport to zdrowie, powiadają. Dziwnym trafem nie znam nikogo, kto słucha hip-hopu, a jednocześnie pasjonuje się curlingiem czy rzucaniem podkową do celu. Zabawne, bo zdecydowana większość często w letnie upalne dni ciosa w basket, a nocami regularnie ogląda zmagania NBA. Zrozumiałbym, że z patriotycznych pobudek – w końcu mamy tam Polaka, który wymiata! Oni tak jednak dla zajawki. Poświęcenie bardzo doceniam w ludziach, więc na swój sposób to dla mnie imponujące. Ja wolę natomiast piłkę nożną lub ręczną. Nie powiem, trochę się kiedyś grało na szkolnym boisku w kosza. Dobra, było ogrywanym. Głównie przez Coka, który tę dyscyplinę trenował i wiązał z nią nadzieję na przyszłość. Myślę, że jak kiedyś będzie sporządzał swoją autobiografię, poświęci mnóstwo miejsca koszykówce. Dobra, także nad moim łóżkiem wisiał plakat Jordana. Kibicowałem Chicago Bulls, choć trochę bezrefleksyjnie. Czasem jestem na meczu MKS Dąbrowa Górnicza czy dupeczek z JAS-FBG Zagłębie Sosnowiec. Lubię popatrzeć, ponieważ kosz jest efektowny. Jednak nie robię z niego religii. Nawet nie znam zasad do końca. Jak wspomniałem, wolę piłkę nożną. Nie jestem wieloletnim fanem Los Angeles Lakers, ani sezonowym Golden State Warriors, czy też niespotykanym na tym tle FC Barcelony. Nie stoję wśród żadnych z nich i nie udowadniam, krzycząc, który klub jest lepszy. Zauważam jednak te okrzyki, w tle słysząc przeważnie hip-hop.

Zauważyłem taką tendencję wśród Polaków, łaknących czarnych brzmień (jakże poetycko to zabrzmiało!), że niemal każdy śmiga w sneakersach. Też lubię buty za kostkę, lecz odnoszę wrażenie, że większość zakłada je dla zasady lub z poczucia przynależności do pewnej szatańskiej sekty. Ewentualnie nasłuchali się W.E.N.Y. lub Gedza. O doborze mojego obuwia nie decydują żadne czynniki zewnętrzne, tak sądzę. Jak tylko w teledysku zobaczyłem Big Daddy Kane'a w schludnych Air Force 1, tylko się uśmiechnąłem. Znam takich, którzy natychmiast przerwaliby seans, wchodząc na Allegro, a kończyli, czekając na kuriera. Generalnie nie interesuje się modą, a geneza mojej sympatii do tego typu butów sięga do czasów końca podstawówki. Kiedy kupiłem pierwsze lenary i założyłem do nich trampki, nogawki nie miały się na czym opierać i wyglądałem jakbym chodził w śpioszkach. Zacząłem więc szukać jakiegoś zamiennika, a boryski też nie odpowiadały moim potrzebom. Znalazłem więc jakieś Workery na targu w Dąbrowie Górniczej, wysokie, a co za tym idzie, trochę bardziej szerokie. Najważniejsze, że spełniały stawiane przed nimi oczekiwania, a moje Moro Sporty leżały w końcu perfekcyjnie. Tak oto, całkiem przypadkowo, zacząłem wyglądać jak hip-hopowiec.

 

Autorem tekstu jest Modest z ElQuatroNagrania.

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: