Felieton
WRZESIEŃ W USA: DRAKE I FUTURE GÓRĄ ORAZ LAWINA PŁYT

Woah, jeden miesiąc, a wydarzyło się więcej niż czasami przez cały rok.
Mocne albumy, nieoczekiwane mixtape’y i beef’y. Podczas gdy jedni budowali sobie solidny grunt pod tytuł „człowieka roku”, inni schodzili (i dalej schodzą) na drugi lub nawet trzeci plan. Oto co wydarzyło się we wrześniu.
Drake i Future przejmują grę.
„What A Time To Be Alive”. Dosłownie i w przenośni. Nowy mixtape kapitana OVO i Future’a jest jedną z największych niespodzianek jakie mieliśmy w tym roku (a jeśli mowa o roku, w którym Dr. Dre wydał swój trzeci album, to sprawa jest poważna). Po pierwsze, obydwaj panowie przeżywają chyba najlepszy rok w dotychczasowej karierze. Drizzy Drake nie wydając oficjalnego albumu dwa razy zdobył Billboard 200. Future wydał dwa krążki w dwa miesiące i obydwa wylądowały na 1. miejscu! W zeszłym roku Rick Ross próbował wydać dwa albumy w jednym roku i delikatnie mówiąc, z drugim mu nie wyszło. A tu proszę – mixtape sprzedawany jedynie poprzez iTunes (brak fizycznych kopii) rozszedł się w nakładzie 375 000 (albumy+streaming) w pierwszym tygodniu! Kendrick, J. Cole, Dr. Dre – to co ich łączy to fakt, że są kluczowymi postaciami w rapgrze, oraz to że… nie osiągnęli takiej sprzedaży swoimi ostatnimi wydawnictwami. Mixtape, który praktycznie nie miał żadnej promocji, zero klipów, zero zapowiedzi w wywiadach, okładek na miesiąc przed wydaniem, tracklist czy promomixów osiąga jeden z najlepszych wyników sprzedaży w tym roku. Lepsze mieli tylko The Weeknd i… Drake z IYRTITL.
https://www.youtube.com/watch?v=JsgU4t8EAEU
Obydwaj wykonawcy z pewnością mogą pretendować do tytułu artysty roku. Future – dwa krążki z numerem jeden w dwa miesiące, a z drugiej strony Drake – Dwa mixtape’y numer jeden w ciągu roku i wygrany beef z Meek Mill’em. A to podobno nie koniec. Wybór jest doprawdy arcytrudny. O samej warstwie muzycznej mixtape’u napiszę w recenzji. Jak Wam siadło to połączenie stylów?
Rick Ross, Travi$ Scott, K Camp, Fetty Wap, Mac Miller, T.I., itd… – czyli kto wydał nowe rzeczy.
Ten miesiąc był najmocniejszy w tym roku. Przypomina mi się lato 2013, gdy w ciągu kilkudziesięciu dni zobaczyliśmy nowe płyty od Kanye’a, Jay’a Z, Wale’a, J Cole’a, Juicy J’a czy French’a Montany. Początek września to nowy projekt od kapitana MMG – Rick Ross’a. „Black Dollar” jest oficjalnym mixtape’em, który swoim rozmachem przypomina „Rich Forever” – przez wielu okrzyknięty jednym z najlepszych mixtape’ów w historii. Wysokie oceny tym bardziej zachęcają do sprawdzenia. Jak zwykle z rozmachem godnym wydania LP, Ross nie zawiódł. Wśród gości, poza obozem MMG mamy wykonawców takich jak Gucci Mane, Future, August Alsina, Anthony Hamilton czy The Dream.
Dzień później wyszły płyty Travi$a Scott’a i K Camp’a. Młody, utalentowany raper/producent zadebiutował z „Rodeo”, które świetnie przyjęło się wśród jego fanów. I choć ja do nich nie należę, to trzeba przyznać, że wokół płyty powstał niesamowity buzz w Internecie i zrobiła ona dokładnie takie zamieszanie jakie zrobić miała. Co innego K Camp – autor „Cut Her Off”, nominowanego do utworu roku i klubowego bangera roku 2014 przez BET, zaliczył dosyć pokaźny flop, a premiera jego debiutu została jakby przemilczana. Płyta utrzymuje bardzo dobry poziom i dla fanów brzmienia Atlanty będzie na pewno czymś wartym sprawdzenia, niemniej komercyjnie nie było to zyskowne przedsięwzięcie.
Następnie mieliśmy możliwość sprawdzić nową EPkę o T.I.’a. Legenda z Atlanty po przejściu na bycie niezależnym artystą postanowiła podzielić się z fanami owocami swojej najnowszej pracy. I oto otrzymujemy „Da Nic” – wydawnictwo promowane m.in. przez singiel „Broadcast Live”. Ci którzy pamiętają lub po prostu jarają się brzmieniem tego zawodnika z ery „Urban Legend” czy „King” na pewno nie będą zawiedzeni.
Tydzień później, 18 września usłyszeliśmy nowego Mac’a Millera. Raper żydowskiego pochodzenia wydał swój trzeci studyjny album, „GO:OD AM”, promowany singlami „100 Grandkids” oraz „Weekend”. Krążek zadebiutował na 4. miejscu Billboard 200. Choć to najsłabszy wynik w jego karierze, należy stwierdzić, że mimo młodego wieku (23 lata) i wydaniu trzeciego studyjnego albumu, Mac wciąż trzyma się w Panteonie gwiazd, a kasa nie zrobiła mu z mózgu sieczki, co często dzieje się z raperami, którzy w młodym wieku odnoszą sukces (Soulja Boy niech będzie flagowym przykładem). Muzycznie to wciąż ten sam Mac, którego mogliśmy usłyszeć na „Blue Slide Park”, fani mają pełne prawo być zadowoleni, zwłaszcza, że o albumie jeszcze jakiś czas temu nie było nic słychać.
Ostatecznie, 25 września świat mógł wreszcie sprawdzić debiut, na który wiele osób czekało od dłuższego czasu – Fetty Wap wydał swój pierwszy album. Autor najczęściej wyszukiwanego w Google utworu w 2015 roku (za statystykami Google), Trap Queen, jest chyba jedyną postacią, która może konkurować z Drake’iem i Future’em w wyścigu po tytuł wykonawcy roku. 3 pierwsze single znalazły się w top 10, w tym dwa jednocześnie, wszystkie są co najmniej złote i pewnie idą po platynę, a sam Fetty za chwilę wyjdzie nam z lodówki. Jest nieprzerwanie zapraszany na kolejne feat’y, jego hype nie tylko w Stanach, ale i na całym świecie jest niespotykany. O tym czy robi dobrą muzykę to jest kompletnie osobny temat, natomiast należy uznać jego sukces komercyjny, bo ten jest niepodważalny. O warstwie muzycznej albumu również wypowiem się w recenzji.
Meek Mill – Where Are Ü Now?
Team kapitana Dreamchasers Records i zawodnika MMG ma niemały orzech do zgryzienia. Jak postawić na nogi największego przegranego tego roku? Oczywiście, mówimy o gościu, który ma na koncie album numer 1. z wysoką sprzedażą i Nicki Minaj jako narzeczoną. Wydawałoby się, że wygrywa życie. No jednak tak nie jest.
Na jednym z ostatnich koncertów fani Drake’a krzyczeli „J*bać Meek Mill’a, J*bać Meek Mill’a”. Na co Drizzy odpowiedział: „ Nie martwcie się, on już jest martwy”, co wywołało eksplozję euforii. I mniej więcej takie właśnie jest nastawienie świata hip hopu do całej sytuacji między jednym a drugim. Podczas gdy Drake wydaje płyty z kumplem Meek Mill’a, Future’em i zdobywa kolejne propsy, ludzie dawno zapomnieli o tym, że DWMTM w ogóle wyszło, że album miał mega hype, i że Meek Mill przez chwilę był kluczową postacią rap gry w tym roku. Czy się podniesie? Czas pokaże, ale póki co musi uznawać wyższość swojego głównego oponenta.
To tyle jeśli chodzi o wrzesień. A październik? Również będzie grubo – Game, Joe Budden, French Montana czy J Dilla – to tylko niektórzy z wykonawców, którzy wydadzą (lub którym zostaną pośmiertnie wydane) albumy. Będziemy informować, na bieżąco, stay tuned!
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Felieton
Tede i Young Leosia – kolaboracja, która się nie udała?
„Najlepiej brzmi wyciszone” – brzmi jeden z wielu krytycznych komentarzy.

Tede postanowił na nową płytę „Vox Veritatis” zaprosić same kobiety, wśród których usłyszymy Bambi, Modelki i Young Leosię. Singiel z tą ostatnią ukazał się kilka dni temu i już możemy go podsumować, a właściwie zrobili to słuchacze.
Zarzuty w stronę Tedego i Young Leosi
Zazwyczaj, gdzie się nie pojawi Young Leosia, tam mamy murowany hit z repeat value. Niestety, nie w tym przypadku. Po trzech dniach kawałek z Tede „Więcej miejsca” ma skromne jak na taki duet niecałe 50 tys. wyświetleń klipu. Wynik kiepski i trzeba to otwarcie przyznać. Widać to też po odbiorze: 2 tys. łapek w górę i 400 w dół daje pogląd na to, że coś jest na rzeczy. Po wejściu w komentarze już jest wszystko jasne.
Słuchacze zarzucają Tedemu i Leosi, że nie wykorzystali potencjału współpracy. Numer nie buja tak jak powinien, trudno jest cokolwiek zrozumieć. Pojawiają też wątpliwości co do dobrze zrealizowanego numeru pod względem technicznym, w szczególności do mixu. Teledysk także się większości nie spodobał.

Krytyka w kierunku „Możesz więcej” Tedego i Leosi
Oto kilka najczęściej lajkowanych komentarzy pod wspólnym singlem Tedego i Sary. Duet raczej nie będzie z nich zadowolony:
- Szczerze, ale to jest chu**we, klip to już żenada całkowita.
- Stary chłop i nie potrafi nagrać ani jednego kawałka bez wspomnienia o wyimaginowanych hejterach. Rent free.
- Najlepiej brzmi wyciszone.
- Szkoda zmarnowanego potencjału na kolabo, jakoś bez wyrazu ten kawałek. Taki po prostu poprawny. Bit też nudny. Z sentymentu włączyłem sobie „Szpanpan” dla porównania i realizacyjnie, dykcyjnie, tekstowo, bitowo – przepaść.
- Mimo najszczerszych chęci, niewiele rozumiem z części Tedego. Mix w tym kawałku oraz w TSTMF położony. Zapowiada się interesujący album z nawet niezłym replay value, ale niestety niedopracowany technicznie.
- nie rozumiem ani jednego słowa z tego utworu poza refrenem
- Kawałek na max dwa przesłuchania. Tedzik top1 dla mnie ale niektóre jego ostatnie kawałki to wielkie iks de.
Propsów jest niewiele
Pozytywnych wpisów na temat kawałka jest niewiele i są to raczej pojedyncze pozycje, które nie cieszą się zbyt dużą popularnością:
- Ale ta różnica w skillach to jest przepaść.
- Tede xYL jest Moc. banger. banger.
- Moja ulubiona piosenka musi być hitem.
- Super. zajebiste. Mam nadzieję, że kiedyś spotkam TDF-a jeden z ”NIELICZNYCH” Polskich Raperów, których na co dzień słucham.
Z Bambi poszło lepiej, ale też bez fajerwerków
Niedawno sporych echem odbiło się przekazanie przez Tedego „dziedzictwa melanżu” Bambi, czego efektem było nagranie przez tę dwójkę remixu kultowego numeru „Drin za drinem”. Ta wiadomość poszła szeroko w środowisku i spolaryzowała słuchaczy. Kiedy później ukazał się już wspomniany kawałek na kanale Baila Ella, nie wykręcił on jednak spektakularnych liczb. Ponownie obyło się bez viralowości, chociaż potencjał był duży.
Jak zauważył ktoś w komentarzach, to sympatyczne, że nowe pokolenie słuchaczy będzie bawiło się pod ten sam bit, co wiele pokoleń wstecz. Brakuje jednak tych szczytów list przebojów.


Od premiery najnowszej płyty Dwóch Sławów minęły już dwa miesiące. Zdążyłam się z nią solidnie osłuchać i dowiedzieć, co dobrze by było opisać. Opinie o projekcie – wprost mówiąc – nie są najlepsze, co duet wziął już na klatę. Moje zdanie jest jednak nieco inne więc zapraszam na łyżkę miodu w beczce dziegciu.
Kryzys wieku średniego?
Zacznę prosto z mostu – uwielbiam ten duet. Na ich wielowymiarowe metafory trzeba kupić drukarkę 3D. Zabawa słowem, luz i humor to cechy, które niewątpliwie muszę im przypisać i wcale nie muszą nikogo do tego przekonywać. Ale, co w sytuacji, gdy masz za sobą dziesięć lat punchline’ów, wszechobecnej beki i hashtagów, a fani czekają? Jasne, możesz zrobić kolejny taki sam album, który i tak nie ma podjazdu do debiutu. Stąd najnowszy projekt Astka i Rada jest totalnie zrozumiały – dajmy im działać i się rozwijać. Kryzys wieku średniego i te sprawy.
Zabawa formą
A tak serio – spodziewaliście się kiedyś, że łódzki duet mógłby zagrać swoje numery na imprezie Świętego Bassu albo zrobi manifest polityczny, który będziecie podśpiewywać pod prysznicem? Chcecie starych Sławów – włączcie „Ludzi Sztosów”, proste. I oczywiście – jak większość z Was – analizowałam ten album na Genusie, łapiąc się za głowę po wytłumaczeniu kolejnego wersu. Jednak… to było dekadę temu. Nikogo zatem nie powinno dziwić, że przyszedł u panów czas na zabawę formą, poniekąd wyniesioną z projektu club2020.
Najwyżej będzie stójka lub parter
Czy „Dobrze by było” jest krążkiem bez treści? Złośliwi powiedzieliby, że tak. Ale obiektywnie patrząc – numery „Myślałem, że będzie gorzej” czy wcześniej wspomniany bez nazwy „To nie jest kraj dla kabrioletów”, mają to, co tygryski lubią najbardziej. Jest więcej śpiewów, autotune’ów i wtyczek niż kiedykolwiek. I dobrze by było trochę odpuścić, wychillować i zaakceptować ten wytwór, spięty słuchaczu. A, że krążek buja i na żywo miałam okazję sama się przekonać na trasie – a jakże! – „Dobrze by było Tour”. Już 4 kwietnia w ich mothership (czytaj w Łodzi) zagrają finałowy koncert więc jeśli w domowym zaciszu denerwują Cię te chłopy, daj im szansę. Najwyżej będzie stójka lub parter.
Felieton
Drugi koncert Quebonafide na Narodowym. Czy to jawne oszustwo? – felieton
Na pewno zachowanie nie po koleżeńsku.

Organizacja pożegnalnego koncertu Quebonafide przypomina zabawę w kotka i myszkę. Na pewno jest brakiem poszanowania dla słuchaczy, którzy kupili bilet i właśnie się dowiedzieli, że ostatni koncert rapera będzie miał kilka dat.
Wyobraźmy sobie sytuację, że kupujemy limitowaną płytę artysty za 200 zł, który deklaruje, że nakład tysiąca sztuk nie będzie nigdy wznawiany. Tymczasem zamiast cieszyć się z „białego kruka” w domu dowiadujemy się jeszcze w dniu zakupu, że z powodu dużego zainteresowania płytą postanowiono dotłoczyć drugi tysiąc egzemplarzy. Podobne do tej sytuacje już się zdarzały, ale płyty były dotłaczane po kilku latach. Tym niemniej, mamy tu do czynienia ze złamaniem umowy między artystą a słuchaczem, czyli ze zwykłym oszustwem.
Pierwszy, drugi… i trzeci – „ostatni koncert” Quebonafide
Podobnie jest z koncertem Quebonafide. W przeciągu bardzo krótkiego czasu, słuchacze mogą czuć się oszukani i to aż dwukrotnie. Za pierwszym razem, kiedy „Ostatni koncert Quebonafide” miał się odbyć online. Po kilku tygodniach, kiedy wykupiono bilety na wydarzenie, dowiedzieliśmy się, że wcale nie będzie to ostatni koncert, bo ostatni odbędzie się dzień później na PGE Narodowym. Kombinacje alpejskie, przesuwanie startu sprzedaży zakupu biletu to temat na zupełnie oddzielny wątek, ale to co się dzisiaj wydarzyło i jak zostały potraktowane osoby, które kupiły bilety na wydarzenie online powinno skończyć się co najmniej bojkotem ze strony odbiorców.
To jednak nie koniec kpin ze słuchaczy.

Oszustwo na drugi koncert?
W czwartek, w zaledwie parę godzin bilety na ostatni koncert Quebonafide na Narodowym zostały wyprzedane. Jeżeli ktoś miał szczęście, to po kilku godzinach walki z systemem bileterii i zacinającej się stronie kupił bilety. To nic, że będzie siedział gdzieś za przysłowiowym filarem, w ósmym rzędzie z daleka od sceny. Miał świadomość i satysfakcję, że warto było się pomęczyć, bo miało to być jedyne takie wydarzenie – unikalne, tak przynajmniej go zapewniano. Więc zamiast wcisnąć „Esc” postanowił wziąć nawet to najsłabsze miejsce, bo będzie częścią historii. Nic bardziej mylnego.
Po kilku godzinach ogłoszono, że „ostatni koncert” Quebonafide będzie miał jeszcze jedną datę. Dzień wcześniej raper zagra jeszcze jeden koncert. Dzień wcześniej! Przecież to brzmi jak absurd. Tuż po zakupie biletu, zmieniane są zasady gry i umowy między raperem a słuchaczem. Wygląda to jak celowe działanie i wprowadzenie kupującego bilety w błąd. Który koncert więc będzie tym ostatnim. Ten 27 czy 28 czerwca?
Quebonafide z ostatniego koncertu robi sobie trasę koncertową, choć przy zakupie biletu z nikim się na to nie umawiał. Ba, sugerował unikalne i jedyne tego typu wydarzenie. Tymczasem osoby, które walczyły dzisiaj o bilety będą musiały pocieszyć się zmęczonym artystą po występie dzień wcześniej i zleakowanym koncertem na TikToku.



Felieton
Zaginiona córka Magika. Kamka z „Rap Generation” to przyszłość sceny? – felieton
Uczestniczka programu zdobyła uznanie jurorów i widzów.

Za nami dwa pierwsze odcinki programu „Rap Generation”, po którym sporo emocji budzi Kamka – skromna raperka z klasycznym sznytem.
Kamka „zaginiona córka Magika”
Kamka wykonała w programie utwór „To nie GTA”. Spodobał się on Pezetowi, Malikowi i Leosi. Pierwsze recenzje występu Kamki wśród widzów są bardzo, ale to bardzo pozytywne – mówi się już wprost o nowej świeżości na scenie. Nie tylko komentatorzy hip-hopowi są pełni optymizmu, ale także słuchacze. Pod nagraniami z Kamką pojawiają się prawie same propsy:
- Lepszego flow nie słyszałem w polskim rapie od lat.
- Vibe jak Paktofonika.
- Zaginiona córka Magika.
- Malik jest w szoku, że można tak rymować.
- Leosia w końcu usłyszała prawdziwy damski rap.
- Rzadko mam ciary od muzy, dzięki młoda za emocje.
Czy Kamka to przyszłość sceny?
Pojawienie się newschoolu i nowej fali raperów zrewolucjonizowało scenę, ale nie spowodowało, że weterani tworzący klasyczny odłam zaczęli zdychać z głodu. Po kilku latach tryumfu młodej fali, dinozaury sceny zaczynają brać coraz głębszy oddech. Młodzi wracają do oldschoolu, co widać chociażby po ilości koncertów starych wyjadaczy. To też bardzo dobra wiadomość dla Kamki, która dała się poznać z klasycznej strony.
Najpopularniejsze raperki w kraju to twórcy newschoolowi, balansujący na granicy rapu i popu. Kamka jest ich przeciwieństwem i z automatu zdobyła przychylność sporej części odbiorców, którzy – powiedzmy sobie szczerze – nie przepadają za rapem Bambi, Young Leosię czy Oliwki Brazil. Dobrze poprowadzona Kamka może stać się jedną z głównych sił na polskiej scenie rapowej. To idealny czas na kobiecy trueschool – słuchacze o to zabiegają jak nigdy dotąd, rzygając cukierkowością i zbyt przesadną wulgarnością.
Kim jest Kamka
Kamka, czyli Kamila Podziewska to 20-latka pochodząca z Suwałk, która obecnie mieszka w Warszawie. Swoje numery publikuje od 1.5 roku, chociaż pierwsze teksty zaczęła pisać już w szkole podstawowej. W ostatnim czasie publikuje coraz więcej muzyki i nie boi się eksperymentować z różnymi gatunkami. Raperka może liczyć na wsparcie mamy, siostry, ojczyma i babci. Z tatą nie utrzymuje kontaktu.
Łączy rap z wojskiem
Kamila od lat interesuje się wojskowością. To studentka Akademii Sztuk Wojennych. Przez ostatnie dwa lata służy w Wojskach Obrony Terytorialnej: wyjeżdża na granice, poligony i ćwiczenia.
Felieton
Sentino spadł Truemanowi jak z nieba. Uwiarygadnia scamy – felieton
„Udawany milioner, największy pozer i scamer”.

Trueman został menagerem Sentino, pomógł wydać mu książkę, wypuścili razem płytę i przy jego medialności promuje swoje biznesy. Co najważniejsze – Sentino uwiarygadnia je, a ten może docierać do nowej grupy docelowej, którą łatwo scamować.
Trueman to postać pozująca na milionera, która uchodzi za płynnie poruszającego się po biznesach internetowych i kryptowalutowych. Za każdą z jego działalności ciągnie się jednak potężny smród, a na największych forach o zarabianiu w sieci jest określany przez użytkowników jako scamer, czyli oszust.
Sprzedawca ebooków
Początkowo internetowa działalność Truemana opierała się na tworzeniu filmów na temat innych twórców. Szybko jednak przeszedł do sprzedaży własnych ebooków. W 2020 roku ukazał się „Milioner 2021”. W ebooku obiecywał jak zarabiać setki złotych dziennie na afiliacji kont bankowych. Osoby, które dały się namówić na zakup magicznej wiedzy Truemana, twierdzą, że poradniki finansowego influencera to same ogólniki i oczywistości. Wszystko, co znajduje się w jego książkach, znajdziemy na pierwszym lepszym kanale o finansach.
I tak np. promowany przez niego projekt kryptowalutowy ScanDeFi okazał się być pump and dumpem, czyli oszustwem finansowym, który polega na sztucznym podbijaniu cen aktywów (w przypadku Truemana, cenę podbijały jego kontakty z influencerami), żeby potem na górce szybko je sprzedać, zostawiając innych inwestorów z bezwartościowymi udziałami. Na kryptowalucie zarobił oczywiście tylko Trueman, a straciły osoby, które mu uwierzyły, że zarobią. Z przekazów medialnych wiemy, że wzbogacił się na tym o ok. 180 tys. zł.
Punktem zwrotnym w jego karierze było podjęcie współpracy z Amadeuszem Ferrarim, który był idealnym uwiarygodnieniem działalności Truemana w sieci. Dzięki niemu mógł docierać do nowej grupy odbiorców i pomnażać na niej swój majątek. Jak sam mówił, w wieku 20 lat miał na koncie podobno 4 mln zł. Prowadził też rzekomo 12 firm. Jego nazwiska próżno jednak było szukać w KRS czy CEIDG, a jedyną działalność jaką miał, była ta otworzona w 2022 roku.

„Oscamował tyle ludzi. Łapią się na to dzieciaki”
Wśród społeczności skupionej wokół zarabiania w Internecie Trueman jest spalony, mając opinię scamera, z którym nie warto wchodzić w żadną współpracę.
„Ten gość opiera się tylko na farmazonach. Łapią się na to dzieciaki, które myślą, że jak kupią ebooka to będą robić kasę jak ich idole z Internetu. Tu nie ma żadnej wartości.”
„Gościu przecież tyle ludzi oscamował, czy to na fake krypto, bukmacherka czy kij wie co jeszcze. Tak jak wszystko inne, zapewne jego aktualna działalność opiera się na wyłudzeniu jak największej kasy i rozpoczęcie kolejnego „biznesu”.”

Sentino – uwiarygadniacz
Co więc można zrobić w sytuacji, kiedy branża nie chce mieć z tobą nic wspólnego? Poszukać odbiorców w innej, robiąc biznes na tych, którzy cię jeszcze nie znają i próbować założyć własną społeczność. Pomóc w tym może ten, który ma już wierną grupę fanów, czyli w tym przypadku Sentino.
Obecnie Trueman działa jako menager Sentino. Pomógł wydać mu książkę, razem również wydali płytę „BNP”. Współpraca z raperem otworzyła mu nowe możliwości i dotarcie do całkiem innej grupy odbiorców i to liczonej w setkach tysięcy. Bazując na stałej grupie słuchaczy Sentino i jego muzyki, Trueman chce spieniężyć swoją współpracę z raperem kolejnym biznesem – BNP.Global. To społeczność, która ma zrzeszać „scammerów, finesserów oraz hustlerów”.

Sentino wydaje się być do tego idealną postacią, która od lat polaryzuje środowisko rapowe, ale ma też zaufane grono fanów. Panowie zaczęli właśnie promować nowy biznes, oczywiście pokazując jak bardzo są zarobieni, bo nic nie działa tak na wyobraźnię, jak kupno bransoletki za 20 tys. zł czy okularów za 5 tys. zł

– Idziemy jeszcze po najdroższą torbę, która jest w Louis Vuitton dostępna, która jest w cenie samochodu polskiego rapera – mówi Sentino w pierwszym vlogu reklamowym, którego zadaniem jest napędzić jak największą ilość osób do zakupu dostępu do nowej platformy Truemana.
Niestety, po komentarzach widać, że współpraca Treumana z Sentino jest strzałem w dziesiątkę. Tylko nieliczni dopatrują się w ich biznesie czegoś niepokojącego. Dodatkowo jakiś czas temu pojawiła się informacja o pogodzeniu się Sentino z Malikiem i ich spotkaniu w Paryżu, do czego miał doprowadzić sam Trueman. Czy szef GM2L będzie kolejną osobą, która ma uwiarygadniać szemrane biznesy, czas pokaże.

-
News5 dni temu
Wujek o sprzedaży książek na ulicy: „Dowiedziałem się, że to totalny upadek”
-
News3 dni temu
Szpaku odbiera Popkillera za Young Multiego i mówi o Fagacie
-
News2 dni temu
Bonus RPK odwołał koncert, bo klub należy do funkcjonariusza CBŚP
-
News2 dni temu
Kafara boli serce jak widzi, co robi jego kolega ze sceny
-
News5 dni temu
Mata ujawnił, dlaczego McDonald’s się od niego odciął
-
News4 dni temu
Mata chce iść do wojska
-
Wywiad3 dni temu
Tymek: „Jestem podekscytowany faktem, że w końcu mam coś do powiedzenia”
-
News19 godzin temu
Koncert dla Bonusa BGC: kolacja z gangsterem i licytacja koszulki Najmana