Felieton
Youtuberzy idą po diamentową płytę? Tłumaczymy fenomen Ekipy – felieton
Topowi polscy influencerzy wydają trapowy album. Bedoes, Mata i Szpaku odmawiają im zwrotki, a Żabson gra koncert w ich ogródku.
Rapujący youtuberzy to wyjątkowo drażliwy temat w naszej społeczności. Wynika to przede wszystkim z miernych początków ich działalności w tejże branży. Kiedy trafiały do nas pierwsze utwory Gimpera, Young Multiego, Czuuxa, Lil Masti, Boxdela, braci Malczyńskich lub Kamerzysty, nie wiedzieliśmy tak właściwie czy mamy się śmiać, a może już płakać. Nie mówiąc już nawet o kosmicznych liczbach, które generowali twórcy, zupełnie nie proporcjonalnych do prezentowanych umiejętności. Jak się potoczyły ich hip-hopowe kariery? Cienko. Poza Young Multim, który się na prawdę w porządku wyrobił oraz miewającym przebłyski Czuuxem, internetowi video-makerzy szybko rezygnowali z muzyki. Niewielu dobrnęło do wydania płyty jak, chociażby Malczyńscy. Jeśli już do tego ekscesu dochodziło, dzięki swojej wiernej widowni bezproblemowo pojawiali się nawet na Olisie. Tutaj wleci mała anegdotka, co do tych panów. Po mojej recenzji „Neonu” bracia postanowili usunąć utwór „Goku” z youtube, który poddałem w tekście dosadnej krytyce. Influencerzy nie przemyśleli jednak tego, że z wytłoczonej płyty, zasilającej już asortyment sieci Empik, usunąć pojedynczej pozycji już się nie da. Jeśli połączymy to z faktem, iż na tym samym materiale Marcin i Dawid kilkukrotnie zaznaczają, że nigdy nie liczą się z kogokolwiek zdaniem, dostajemy niezłą komedyjkę. O ironio.
Rap z roku na rok staje się również coraz to większym biznesem. Nic więc dziwnego w tym, że nagle odnajdujący w sobie zajawkę na hip-hop internetowi celebryci, podejrzewani są również o skoki na łatwe pieniądze. To nie jest pop. Za hip-hopem idzie specyficzna subkultura, która każdego na swoją scenę nie wpuści. Przechodząc już do meritum, dzisiaj chciałbym przedyskutować temat kolejnych rapujących youtuberów. Dlaczego akurat tych, a nie dwudziestu poprzednich? W tym przypadku drodzy czytelnicy spotykamy się z realnymi perspektywami na diamentowy album. Parę słów o tym, jak odebrać najwyższe osiągnięcie sprzedażowe ZPAVu, będąc zupełnie poza branżą.
Ekipa Friza
Krótko o tym, o kim mówimy. Ekipa to grupa twórców, których frontmanem jest Friz. Dwa lata temu wymyślił on, aby zamieszkać w jednym domu wraz ze swoimi przyjaciółmi i prowadzić vlogi z ich wspólnego życia. Zaczęło się tak zwane daily. Codziennie, przez 365 dni, Karol publikował nowy materiał na kanale. Filmy opierały się na prankach, challengach, kole fortuny lub grach pokroju zabawy w chowanego oraz mafii. Strzelam, że kontent targetował przede wszystkim do osób poniżej 12 roku życia. Pod każdym względem, był to strzał w dziesiątkę. Nikt wcześniej nie generował tak ogromnych zasięgów. Każda nowa osoba zamieszana w projekt, wręcz z miejsca stawała się celebrytą, nawet jeśli był to montażysta lub asystentka. Oczywiście celebrytami nowej generacji. Generacji social mediów.
400 tysięcy złotych za klip?
Minął rok. Daily się zakończyło, a cała Ekipa wyleciała do Stanów Zjednoczonych, gdzie zastali już pandemię. Tak zaczął się sezon drugi. Tematyka filmów powoli zaczęła wychodzić z typowego family friendly, przez co uzyskali oni ciut starszą grupę odbiorców. Mija kolejny rok i rozpoczyna się kolejny sezon, już trzeci. Sezon, na którego to otwarcie influencerzy przygotowali trapowo-popowy album. Pamiętacie jeszcze, w jakim szoku byliśmy, gdy Kamerzysta wykręcał 5 milionów odtworzeń w tydzień? Ekipa wykręciła w tym samym czasie niemalże trzykrotność tego wyniku. Milion na Spotify pękł po trzech dniach. Czy ktoś poza Taco i Quebo jest jeszcze do tego zdolnym? W pierwszym singlu “3kipa” poznacie cały skład youtuberów, kolejno w piosence: Friz, Tromba (również refren), Poczciwy Krzychu, Marcysia, Wersow, Patecki, Nowciax, Fusialka, Mini Majk, Marcysia oraz Wujek Łuki. Powiedzenie, że ten teledysk jest wysoko budżetowy, to jak nie powiedzenie nic. Na potrzeby obrazka cała gromada wyleciała do Dubaju, skąd udali się na Zanzibar. Z tego, co idzie wywnioskować z zamieszczanych przez Friza video, zamknęli się oni w budżecie ok. 400 tysięcy złotych. Znam realia tej branży. Tym większa wytwórnia, tym mniejszy budżet i rosnąca liczba wolontariuszy, bezczelnie wykorzystywanych przez korporacje. Na przekór im staje Ekipa, niebojąca się wyłożyć pokaźnych sum.
Pomagają B.R.O, Donatan i Cleo
Ekipa ma już na koncie jeden trapowy hit. “Przejmujemy YouTuby” powstało wraz z teledyskiem w ciągu 24 godziny, w ramach kolejnego z wyzwań podjętych podczas daily. Tytuł z pewnością był trafiony, gdyż po roku odnotował on 60 milionów wyświetleń w podanym serwisie. Był to jednak utwór dość infantylny, stworzony na szybko i ewidentnie dla czystej zabawy. Oczywiste, że od pełnoprawnego albumu odbiorcy mają prawo wyczekiwać czegoś stanowczo bardziej dopracowanego. Dlatego też Friz z przyjaciółmi zaprosili do współpracy B.R.O, Donatan i Cleo. Nadzorują oni cały proces powstawania płyty, od napisania tekstów, aż po ich wykonanie. Chociaż w mojej opinii Jakub stracił pazur do rapu chwilę po Next Level 2, to trzeba mu przyznać, że zjadł zęby na tworzeniu muzyki. Nikt mu raczej nie odmówi ogromu wiedzy, której właśnie szukała Ekipa. Muszę to tutaj wyraźnie zaznaczyć, bo jego hypeman zapewne już ponownie miał zamiar wykazać się dnem intelektualnym w komentarzach, w obronie swojego pracodawcy (pozdrawiam z tego miejsca).
Bedoes i Mata odmówili, a Szpaku ich wystawił
O tym, jak wyglądała ich kooperacja, przekonacie się w tym dokumencie. Prawie bym zapomniał o Jacusiu, który również przewinął się w procesie twórczym krążka, jednak jego rola nie została doprecyzowana. Z tego również materiału dowiemy się między innymi o tym, iż do dogrania się na album influencerzy zaprosili paru topowych raperów. Bedoes i Mata odmówili, White wykazał wstępne chęci, a Szpaku ich wystawił. Prawdopodobnie obędzie się bez głośnych featuringów, chociaż były na to realne szanse. Warto wspomnieć tutaj o tym, że na zakończenie pierwszego sezonu to Żabson zagrał koncert w ogródku ich posiadłości, Deys nominował Friza do #hot16, natomiast Qry zaprosił Mini Majka do utworu “Mały ale wariat”. Abstrachując, to nie jest tekst promocyjny. Dlatego nie będę się zbytnio rozwodzić na temat dostępnych wariantów zakupu albumu. Zaznaczę jednak, że Ekipa przygotowała trzy warianty pakietowe, wahające się cenowo między 40, a 400zł.
Ekipa zdobędzie diamentową płytę?
Największa widownia w polskim internecie. Jeden z pokaźniejszych budżetów w historii branży. Odpowiednie osoby stojące za realizacją. Przemyślana strategia. Czy to wystarczy, aby uzyskać diamentowe wyróżnienia przyznawane za sprzedaż 150 tysięcy egzemplarzy? Przecież członkowie Ekipy nie mają większego doświadczenia w tworzeniu rapu. Absurdalnym pomysłem zdaje się, aby osoby odwiedzające po raz pierwszy studio nagraniowe, zapisywały się dzień później na kartach historii polskiej muzyki rozrywkowej. Naprawdę, dożyliśmy czasów, kiedy dosłownie każdy może tworzyć hip-hop, a co więcej, zgarniać za niego uznane nagrody? Jeśli Ekipa odbierze pięciokrotną platynę / dziesięciokrotne złoto, będzie to moim zdaniem symboliczny początek nowej ery. Nadejdą czasy, kiedy raperzy będą masowo produkowani przez korporacje. Nie, żeby takich prób nie było wcześniej. Jednak te pojedyncze projekty, całe szczęście umierały w zarodku, nim na dobre ujrzały światło dzienne. Obawiam się tego, że niestety wytwórnie wrócą do takich praktyk. Czy będę za to winił tych poszczególnych Youtuberów? Oczywiści, że nie.
Dopiero co mówiliśmy o zakontraktowaniu Fukaja w SBM, który powiedzmy sobie szczerze: jest fatalny i goni się z bitem niczym niska półka podziemia. Okazało się, że wystarczy odpowiednio napompować hype, a dzisiejsi odbiorcy łykną wszystko. Diamentowa Ekipa tylko zmotywuje ogromne koncerny do powielania tych działań. Nie wierzę w to, aby tym drugim się to udało rzecz jasna. Tylko po co nam będzie fala fake artystów, do tego noskilli? Ekipie osobiście życzę jak najlepiej. Jak dla mnie to niech oni i podwójny diament zgarną. Życzę też trzeźwego spojrzenia konkurencji na całą sprawę. Pomimo przejścia rapu do mainstreamu, nie każdy znajdzie tu swoje miejsce. Pamiętajcie o tym szanowni inwestorzy. Na sam koniec, jeśli jesteście ciekawi “co na to Paluch”, to po wczorajszym jego komentarzu, wywnioskować możemy, że nie zaznajomił się jeszcze z twórczością przyjaciół Friza. Polecam nadrobić zaległości.
Felieton
Trueman robi biznes na Fagacie. To już Sentino ma więcej przyzwoitości – felieton
Tak się monetyzuje upadek Fagaty.
Fagata znalazła się na dnie dna, a może nawet jeszcze puka od spodu, ale Trueman najwyraźniej uznał, że nawet na takim pożarze można jeszcze coś ugotować.
Historia wspólnej EP-ki Fagaty i Sentino zrobiła się absurdalna na kilku poziomach. Sentino, który według pojawiającej się wersji wydarzeń miał zostać namówiony przez management Maty na nagranie materiału z influencerką, ostatecznie się z projektu wycofał. Gdy tylko dowiedział się, w jakiej chorej sytuacji się znalazł. Zaczął się od niej publicznie odcinać i określać ją nawet mianem „patoinfluencerki”.
Projekt jednak nie umarł. Trafił do Truemana.
Trueman zobaczył kryzys. I liczby
I tu zaczyna się właściwa część tej gównianej historii. Trueman doskonale zdaje sobie sprawę, w jakiej sytuacji znajduje się obecnie Fagata. Sam przyznał w jednej z relacji, że doskonale wie o aktualnej „sytuacji pijarowej”. Nie mamy więc do czynienia z człowiekiem, który przespał ostatnie tygodnie i przypadkiem obudził się z gotową EP-ką w rękach. Kupił ją, bo jest pewien, że na niej zarobi.
Obecnie wspólnie z Fagatą promuje materiał nagrany z Sentino. Są rolki, jest wspólne ciśnięcie z promocją i oczywiście są liczby. Kiedy jeden z numerów zaczął łapać zasięgi na TikToku, Trueman pochwalił się: „Wampirzyca viraluje”.
Tylko że właśnie w takich sytuacjach najlepiej widać, gdzie kończą się wszystkie piękne opowieści o „wartościach”, „społeczności” i „budowaniu czegoś większego”, a zaczyna zwykłe zarabianie na kurestwie.
Fagata potrzebuje koła ratunkowego
Dla Fagaty ta współpraca jest wyjątkowo cenna. Po ostatnich aferach jej wizerunek jest w jeszcze ciemniejszej dupie niż był kiedykolwiek, więc każdy większy projekt muzyczny może być dla niej próbą wyjścia z okrężnicy i przeniesienia uwagi z kontrowersji z powrotem na muzykę. Bo tylko to jej zostało – zarabianie na streamingu. Marki już nie wejdą we współpracę z takim „gorącym kartoflem”, koncerty też na ten moment nie wchodzą w grę, ale patrząc na nasze społeczeństwo, nie jest to wykluczone w przyszłości.
I właśnie tutaj pojawia się Trueman ze swoim całym scamerskim zapleczem, promocją i materiałem z Sentino odkupionym za judaszowe srebrniki.
Może więc zostać jednym z ludzi, którzy pomogą jej wrócić do większego obiegu. Nie dlatego, że nagle wszyscy zapomnieli, co wydarzyło się wcześniej, tylko dlatego, że głupiutkie TikTokerki mają pamięć złotej rybki, kiedy na ekranie pojawia się kolejny viral.
TikTok nie ma sumienia. Algorytm nie pyta, czy ktoś jest właśnie w największym kryzysie swojej kariery. Widzi odsłony, komentarze i watch time. A biznesmeni pokroju Truemana doskonale wiedzą, jak to wykorzystać.
Sentino nagle wygląda przy tym jak człowiek z zasadami
Najbardziej groteskowe w całej sytuacji jest jednak coś innego. Sentino zaczyna tutaj wyglądać jak ten bardziej przyzwoity.
Tak, Sebastian Enrique Alvarez Pałucki.
Człowiek, którego relacje biznesowe i konflikty przez lata mogłyby spokojnie dostać własny sitcom pokroju „Świata Według Kiepskich”, ale w najbardziej rynsztokowym wydaniu – uznał w pewnym momencie, że z Fagatą nie chce być dalej kojarzony. Odciął się od projektu i zaczął mówić o niej w kompletnie innym tonie.
Można oczywiście zapytać, ile w tym było zasad, a ile zwyczajnej kalkulacji wizerunkowej. I byłoby to bardzo dobre pytanie.
Tyle że Trueman nawet nie próbuje udawać, że problemu nie widzi. Wie, jaka jest „sytuacja pijarowa”, ale jednocześnie patrzy na TikToka i cieszy się, że „Wampirzyca viraluje”.
To jest wręcz podręcznikowe podejście: byle licznik się kręcił.
Fagata tonie, Trueman odpala kalkulator
I chyba właśnie dlatego cała historia tak dobrze pasuje do Truemana i projektu BNP, wokół którego od dawna nie brakuje kontrowersji i różnego rodzaju zarzutów.
Można godzinami opowiadać o biznesie, przedsiębiorczości, zasięgach i skuteczności. Można pokazywać wykresy, wyniki i milionowe odsłony. Tylko czasami warto zadać sobie banalnie proste pytanie: czy jest jakaś granica, przy której pieniądze i wyświetlenia przestają być najważniejsze?
Bo jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to przynajmniej nazwijmy rzeczy po imieniu. Monetyzowanie dna i zarabianie na moralnym bagnie nie jest fajne.
Felieton
Prezydent Mata 2040 poległ przy pierwszym kryzysie z Fagatą – felieton
Wciąż kalkuluje, że Fagata będzie w stanie wrócić? Zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Prezydent 2040? Na razie problemem okazuje się wydanie prostego oświadczenia dotyczącego własnej wytwórni.
Fagata jest obecnie jedną z najbardziej toksycznych marketingowo postaci polskiego internetu. Współpraca z nią zamiast zasięgów może przynieść przede wszystkim lawinę komentarzy i konieczność tłumaczenia się przed własnymi odbiorcami. Tymczasem raper, który zrobił bardzo dużo, żeby legitymizować ją na scenie muzycznej, konsekwentnie milczy.
Tym człowiekiem jest Mata. I właśnie to milczenie zaczyna być coraz bardziej wymowne.
Mata pomógł zrobić z Fagaty raperkę
Nie mówimy przecież o raperze, który zrobił z Fagatą jeden numer, przybił piątkę za kulisami i poszedł dalej. Mata otworzył przed nią drzwi do mainstreamu muzycznego świata. Wziął ją do wytwórni, promował i dał przestrzeń podczas największego koncertu w swojej dotychczasowej karierze – na Stadionie Narodowym.
To była potężna pieczątka.
Można było śmiać się z muzycznej kariery Fagaty, można było traktować ją jak internetową ciekawostkę, ale kiedy jeden z największych polskich raperów swojego pokolenia bierze taką osobę pod skrzydła, sytuacja się zmienia.
Mata pomógł Fagacie dostać coś znacznie cenniejszego niż wyświetlenia – wiarygodność w środowisku i u młodych słuchaczy, którzy jak gąbka chłonął to, co powie ich idol.
Dzisiaj trudno udawać więc, że temat Fagaty nie dotyczy Młodego Matczaka.
Wszyscy uciekają. U Maty cisza
Skala internetowego cancelu Fagaty jest gigantyczna. Marki i osoby kojarzone z nią momentalnie dostają rykoszetem. Natalisa usunęła wspólne zdjęcia z c*pką spod Konina i według medialnych doniesień odcięła się od tej relacji. Sentino ogłosił wspólną EP-kę z Fagatą, a kilka godzin później zapowiedź zniknęła z jego sociali po wpływem krytyki.
Fagata stała się wizerunkowo niewygodna. I właśnie dlatego cisza Maty tak mocno rzuca się w oczy.
Bo gdzie jest teraz człowiek, który jeszcze niedawno chciał łamać „każde tabu”? Gdzie jest kandydat na prezydenta 2040, który kreuje się na głos swojego pokolenia i lubi komentować rzeczywistość po swojemu? Przecież tutaj nie potrzeba orędzia do narodu transmitowanego przez wszystkie telewizje.
Wystarczy kilka zdań:
„Fagata nie jest już częścią mojej wytwórni”.
Albo odwrotnie:
„Fagata pozostaje w mojej wytwórni i nadal będziemy razem pracować”.
Tyle.
Przyszły prezydent wykłada się… na Fagacie
I tutaj robi się naprawdę zabawnie.
Mata od lat buduje wokół siebie postać większą niż zwykły raper. Były polityczne deklaracje, była wizja kandydowania na prezydenta w 2040 roku, były społeczne manifesty i wizerunek gościa, który chce coś zmieniać albo nawet wywracać stolik.
Tylko że łatwo wywracać stolik, kiedy samemu wybiera się moment.
Odcięcie się od Fagaty oznaczałoby przyznanie, że projekt, w który Mata osobiście inwestował swój wizerunek, okazał się problemem. Pozostawienie jej w wytwórni oznaczałoby z kolei konieczność wzięcia na klatę krytyki, która prawdopodobnie spadłaby również na niego.
Najwygodniejsza pozostaje więc trzecia opcja. Cisza.
Tylko że od kogoś, kto chce być traktowany jak głos pokolenia, można wymagać trochę więcej niż przeczekiwania burzy.
Kandydat na prezydenta sprawdza kierunek wiatru?
Co ciekawe, Mata kilka dni temu sam wrzucił komunikat, który łatwo można połączyć z obecną sytuacją.
– Pomału przerzedzają się szeregi mojej wytwórni – niektórzy artyści są gotowi by iść własną drogą, a inni zabłądzili i nie chcą iść tą którą wyznaczam. Pora wrócić do korzeni – napisał.
Brzmi tajemniczo, a nawet poważnie. Tylko co z tego właściwie wynika? Młody Matczak w ten sposób wybadał grunt, rzucił enigmatyczne zdanie i zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Sprytne PR-owo.
I tu dochodzimy do najważniejszego pytania. Na co czeka wytwórnia Maty? Aż sytuacja trochę przycichnie? Aż okaże się, czy Fagata jest w stanie odbudować swój wizerunek i ponownie generować liczby bez gigantycznej fali krytyki? Bo z zewnątrz zaczyna to wyglądać właśnie jak kalkulacja.
Jeżeli Fagata jest dla wytwórni skończonym projektem, można powiedzieć to dzisiaj. Jeżeli nadal jest jej artystką i Mata chce ją wspierać, również można powiedzieć to dzisiaj Panie Michale.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

-
News3 dni temuPowstał film o Tede. Na ekranie m.in. Eldo, O.S.T.R., Wilku i Vienio
-
News3 dni temu„Ja sprzedawałem hip-hop, a oni są dzisiaj w reklamach” – pierwszy fragment filmu o Tede
-
Felieton1 dzień temuTrueman robi biznes na Fagacie. To już Sentino ma więcej przyzwoitości – felieton
-
News4 dni temuBonus RPK zapowiedział wspólny numer z Tede
-
News3 dni temuNitrozyniak: „Zdelegalizowałbym kobiecy rap”. Streamer wskazał tylko 2 dobre raperki na scenie
-
News2 dni temuWWO na Torwarze na Youtube. „Mieliśmy poczucie, że jesteśmy winni fanom świadome pożegnanie”
-
News2 dni temuEldo wzruszył się u Rymanowskiego. Opowiedział też o Karolu Nawrockim
-
News3 dni temuOwca WK wszedł w muzykę – na Spotify trafiły dwa jego numery