Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: The Real Slim Shady

Opublikowany

 

Mało która postać działające na polskiej rapowej scenie – pomijając te, z których powszechnie ”toczy się bekę” – wywołuje tyle sprzecznych emocji, co Kaen. Jedni kochają go, drudzy – nienawidzą. Czemu zawdzięcza on rozgłos wokół swojej osoby i twórczości? Czy rzeczywiście, a jeśli tak, to czemu, zasługuje na miano polskiego Eminema, i w jakim sensie?

Koronnym dowodem bezdyskusyjnie potwierdzającym zarzuty, że Kaen przywłaszcza wypracowane przez Eminema patenty jest jego piosenka ”Mów mi D’ave” oraz zrealizowany do niej teledysk. Sam utwór – a w szczególności jego podkład muzyczny – utrzymany jest w stylistyce niezwykle zbliżonej do piosenki Eminema pt. ”Under the Influence” z albumu ”The Marshall Mathers LP”, zaś tekst obfituje w typowe dla Amerykanina jawnie pornograficzne wersy. Gdyby elementy te nie występowały w połączeniu ze sobą, można byłoby mówić o niezamierzonym efekcie, jednak ich konfiguracja nie pozostawia najmniejszych złudzeń co do tego, że Kaen zwyczajnie poszedł na skróty i zdecydował się na bezczelne powielenie konceptu Eminema. Jakby tego było mało, sam teledysk Polaka bazuje na pomysłach żywcem zerżniętych z klipów jego zagranicznego kolegi po fachu – nie tylko został utrzymany w komediowej konwencji, co oczywiście jeszcze mieściłoby się w granicach zaledwie inspiracji, ale zawiera odpowiedniki scen w nich ukazanych.

 

Doskonałym przykładem są m.in. wstawki w ”Mów mi D’ave” przedstawiające Kaena udzielającego wywiadu ”Jakubowi Mazowieckiemu”, podczas gdy Eminem w teledysku do ”Without Me” również pojawia się na planie Talk Show, ale w przebraniu swojej matki (na planie ”Jakuba Mazowieckiego” również pojawia się mężczyzna przebrany za kobietę!). Kaen w swoim teledysku wykonuje kopulacyjne ruchu kroczem, które Amerykanin również prezentuje w swoim klipie ”Without Me” podczas jazdy Bat Mobilem z Dr. Dre. Warty odnotowania jest również to, że Kaen paraduje w swoim klipie przebrany za bohatera filmu ”The Mask” – Stanleya Ipkissa w jego charakterystycznym, zielonym garniturze, zaś Eminem – ”Robina” z filmu ”Batman & Robin”. Inny skradziony Eminemowi przez Kaena i użyty w ”Mów mi D’ave” pomysł odbiorca odnajdzie w utworze ”We Made You” – warto porównać sobie przejścia występujące przed trzecimi zwrotkami w obu utworach. Na szczęście, wielu słuchaczy nie dało się ogłupić – utwór doczekał się masy krytycznych komentarzy ze strony jego odbiorców, którzy zarzucili Kaenowi plagiatowanie Eminema, oraz olbrzymiej ilości negatywnych ocen stanowiących 1/3 wszystkich oddanych. Tak rażące próby oparcia kariery na przywłaszczaniu sobie pomysłów Amerykańskiego MC zostały zauważone przez Hukosa, który wypowiedział się o Kaenie w bardzo konkretny sposób: ”Ostatnio wyszedł singiel Kaena „Mów mi D.ave” i poczułem się, jakby Eminem nagle nauczył się podobno najtrudniejszego języka świata, czyli języka polskiego. Identyczna stylistyka bitu, klip to totalny Em, tyle, że w wersji „bo to Polska, nie elegancja Francja”, a na koniec jeszcze patent z rozdwojeniem jaźni. To nie żaden hejt, bo gdyby odrzucić tą całą podjebaną ze Stanów otoczkę, odrzucić maskę a’la MF Doom i Sido, to nadal Kaen jest dobrym raperem, który umie rzucić podwójnym, a jego poziom szczerości zachęca do sprawdzenia kolejnych uzewnętrznień na bicie jego ego. Kaen szczerze nagramy coś wierzę, o ile posłuchasz Molesty „Xeroboj” i odnajdziesz siebie, bo szkoda Twego niewątpliwego talentu i czasu na podrabianie cudzych patentów. „Być kimś – być sobą”.


Próby ukrycia przez Kaena własnego kserobojstwa podczas odpowiadania na niewygodne pytania zadawane w wywiadach dają jasne pojęcie o tym, że ma swoich słuchaczy za kompletnych kretynów pozbawionych słuchu muzycznego i elementarnej wiedzy o rapie. Chociaż jawne kserowanie przez niego imidżu Eminema oraz jego stylu muzycznego kłuje w oczy i uszy, Kaen w zaparte twierdzi, że zarówno wizerunek który posiada, jak i sposób podejścia do muzyki stanowi efekt jego własnej, dojrzewającej latami inwencji twórczej. ”Maska jest moim alter ego. Stwierdziłem, że w niej mogę pozwolić sobie na dużo więcej jako artysta. Dla Alter ego nie ma tabu, nie ma rzeczy o której nie może nawinąć, nie ma żadnych zahamowań ani barier. Uciekając w wykreowany przez siebie świat, stopniowo tworzyłem tę postać, zrozumiałem, że stanie się moją bronią i tarczą jednocześnie. Człowieka da się zniszczyć, ale symbolu nie. Dlatego stworzyłem symbol. Maska odzwierciedla moją ciemniejszą stronę, którą wykreowało toksyczne otoczenie.”. – powiedział w jednym z wywiadów, udając chyba nieświadomego faktu, że dekadę wcześniej występowanie w masce było jednym z najsilniejszych znaków rozpoznawczych Eminema. W podobnie pokrętny sposób Kaen nakreślił także historię narodzenia się swojego alter-ego: ”KaeN jest szaleńcem, którego nie da się kontrolować. Jest nieobliczalny, nie wiadomo co wymyśli i kiedy dojdzie do eksplozji. Powstał z nadmiaru negatywnych emocji i rosnącego gniewu. W każdym z nas jest taki KaeN, który podsuwa nam co chwile jakieś szalone pomysły.”. Eminem wiele przecież lat wcześniej wypowiedział się na temat powstania Slim Shady’ego w niemal identyczny sposób – ”Slim Shady to wewnętrzny głos, diabelskie podszepty które słyszę w głowie. Rzeczy, o których nie powinienem myśleć. Oczekuję od swoich słuchaczy umiejętności rozróżniania, które rzeczy mówię na poważnie, a kiedy rżnę głupa. To dla tego wiele moich piosenek jest zabawnych. Mam pokręcone poczucie humoru.”. Zapytany o różnicę pomiędzy Eminemem a Slim Shadym powiedział po chwili zastanowienia z typowym dla siebie poczuciem humoru: ”Eminem pierdoli Ciebie, a Slim Shady pierdoli Ciebie i Twoją matkę!”, dając pojęcie o tym, że twór ten jest uosobieniem zła – nienawiści i agresji, co zresztą najlepiej udowodnił w swoich piosenkach.

 

Wielu znakomitych polskich raperów przyznaje się otwarcie do swojej sympatii wobec Eminema, i inspirowania się jego dokonaniami artystycznymi. Eldo powiedział: ”Ten biały chudzielec, który ledwo wydostał się z heroiny i jest teraz na odwyku zrobił niesamowitą płytę. Pod względem lirycznym to jest jakaś bajka. Chciałbym kiedyś zbliżyć się do takiego poziomu. Nie chodzi mi o flow, ponieważ Eminem zjada 99 procent raperów na świecie i nie jestem nawet w promilu tak dobry jak on. Jeżeli chodzi o lirykę i sposób pisania gramy jednak w tej samej lidze, w podobny sposób podchodzimy do tematu.”. Buka stwierdził: ”Od zawsze byłem fanem Eminema, więc poniekąd musiał być dla mnie inspiracją, jednak nigdy go, ani nikogo innego nie kopiowałem, ponieważ od samego początku ważna była dla mnie oryginalność i własny styl – chciałem robić coś totalnie innego od tego co robią wszyscy.”. Peja zapytany o jego stosunek do dissowania przez Eminema kobiet nie związanych ze środowiskiem hip-hopowym powiedział: ”Ja osobiście toleruję jego wybryki, bo wiem że ma spory potencjał i talent, a te rzeczy obronią się nawet przed największym gównem”. Vixen Beatz zapytany o to, jakie trzy płyty zabrał by ze sobą na bezludną wyspę zamieścił wśród nich ”Eminem Show”, dodając, że ”Hailie’s Song” jest najważniejszym utworem w jego życiu. Nawet sam PeKay przyznając się do uwielbienia żywionego wobec Amerykanina i inspirowania jego osiągnięciami nie posunął się choćby odrobinę do kopiowania jego stylu, i można śmiało założyć, że Kaen zasługuje na dużo większą od niego pogardę. Sam Kaen, zapytany o swój stosunek do ludzi porównujących go do Marshalla Mathersa, odpowiedział możliwie jak najbardziej lakonicznie i dziecinnie wymijająco jakby udając, ze nie rozumie sensu postawionej przed nim kwestii: ”Lubię Eminema z czasów, gdy był jeszcze blondynem, jest jednym z najlepszych raperów w historii, więc nie mam prawa do złości, gdy ktoś mnie do niego porównuje.”.

Zaczynając swoją przygodę z muzyką rap – między innymi dzięki osobie Eminema – pewien byłem tego, że środowisko hip-hopowe jest na tyle charakterne, że nie pozwoliłoby komukolwiek budować swojej kariery na zuchwałym kopiowaniu czyichkolwiek patentów czy stylu, a już zupełnie wykluczałem możliwość pojawienia się MC na tyle nonszalanckiego, że zdolnego do wcielania w swe życie artystyczne patentów postaci tak charakterystycznej i istotnej, jak Eminem. Los bywa jednak, jak widać, przewrotny – dzisiaj Kaen nie tylko może liczyć na występy gościnne u swoich teoretycznie nie pozbawionych zasad moralnych i uczciwości twórczej kolegów po fachu jak na przykład Kroolik Underwood, Słoń czy nawet Eripe, ale doczekał się również podpisania kontraktu w wytwórni Prosto założonej przez Sokoła zarzekającego się pomimo zarabiania na Kaenie-zło****ju, że pieniądze nie zawróciły mu w głowie. To, że Kaen ma wielu fanów, chociaż smutne, jest zupełnie naturalne, bowiem młodszej generacji odbiorców, która nie wychowała się na muzyce Slim Shady’ego brak jest stosownego materiału porównawczego, dzięki któremu mogłaby prawidłowo ukształtować swój pogląd na całe zamieszanie z Kaenem nazywanym polskim Eminemem. To żenujące, że kiedy Mezo albo Liber nagrywa piosenkę z wokalistką, zostaje wyklęty przez środowisko, zaś Kaen, co widać czarno na białym, kopiując bodajże najbarwniejszą postać w rapowym świecie może liczyć na promocję i wsparcie, podczas gdy zasługuje jak nikt inny na zepchnięcie na margines.

 

Znane i mądre powiedzenie mówi, że ”Nie wszystko złoto, co się świeci”. Kaen jest zaledwie marną podróbką, imitacją która w dodatku, mówiąc dalej metaforycznie, nie świeci samorodnym blaskiem, tylko światłem odbitym. Jest raperem potrafiącym tworzyć na porządnym poziomie technicznym i merytorycznym, co jest jednak w obecnych czasach na tyle powszechne, że gdyby nie czerpanie garściami z owoców kreatywnej pracy Eminema, pozostałby jednym z wielu MC’s nie przykuwających uwagi w sposób ponadprzeciętny.

 

Sam Eminem już na początku swojej muzycznej kariery był świadomy tego, że z czasem inni raperzy zechcą zyskać rozgłos poprzez kopiowanie go, o czym napisał promujący jego album ”The Marshall Mathers LP” utwór ”The Real Slim Shady” (”Prawdziwy Slim Shady”). W refrenie nawija: ”Jestem Slim Shady, tak jestem prawdziwy Shady/Wszyscy inni Slim Shady są tylko imitacją/Więc czy prawdziwy Slim Shady mógłby wstać?/Proszę wstać, proszę wstać?”. Raper zakończył jednak utwór słowami pełnymi przekornego zrozumienia dla kserobojów, mówiąc: ”Sądzę, że każdy z nas ma w sobie Slim Shady’ego”.

 

Felieton

Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton

Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?

Opublikowany

 

oki kinny zimmer kto wygrał beef

W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.

Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy

Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.

„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.

Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

tymbark oki

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.

Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.

Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała

To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.

Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?

To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.

Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.

Czytaj dalej

Felieton

Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton

Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.

Opublikowany

 

łatwogang

Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.

Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?

Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.

Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.

Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.

Emocje i presja

Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?

Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.

Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.

Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.

Dobry chłopak, ale działa na emocjach

Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.

*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.

Czytaj dalej

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: