Felieton
ROZKMINA: The Real Slim Shady
Mało która postać działające na polskiej rapowej scenie – pomijając te, z których powszechnie ”toczy się bekę” – wywołuje tyle sprzecznych emocji, co Kaen. Jedni kochają go, drudzy – nienawidzą. Czemu zawdzięcza on rozgłos wokół swojej osoby i twórczości? Czy rzeczywiście, a jeśli tak, to czemu, zasługuje na miano polskiego Eminema, i w jakim sensie?
Koronnym dowodem bezdyskusyjnie potwierdzającym zarzuty, że Kaen przywłaszcza wypracowane przez Eminema patenty jest jego piosenka ”Mów mi D’ave” oraz zrealizowany do niej teledysk. Sam utwór – a w szczególności jego podkład muzyczny – utrzymany jest w stylistyce niezwykle zbliżonej do piosenki Eminema pt. ”Under the Influence” z albumu ”The Marshall Mathers LP”, zaś tekst obfituje w typowe dla Amerykanina jawnie pornograficzne wersy. Gdyby elementy te nie występowały w połączeniu ze sobą, można byłoby mówić o niezamierzonym efekcie, jednak ich konfiguracja nie pozostawia najmniejszych złudzeń co do tego, że Kaen zwyczajnie poszedł na skróty i zdecydował się na bezczelne powielenie konceptu Eminema. Jakby tego było mało, sam teledysk Polaka bazuje na pomysłach żywcem zerżniętych z klipów jego zagranicznego kolegi po fachu – nie tylko został utrzymany w komediowej konwencji, co oczywiście jeszcze mieściłoby się w granicach zaledwie inspiracji, ale zawiera odpowiedniki scen w nich ukazanych.
Doskonałym przykładem są m.in. wstawki w ”Mów mi D’ave” przedstawiające Kaena udzielającego wywiadu ”Jakubowi Mazowieckiemu”, podczas gdy Eminem w teledysku do ”Without Me” również pojawia się na planie Talk Show, ale w przebraniu swojej matki (na planie ”Jakuba Mazowieckiego” również pojawia się mężczyzna przebrany za kobietę!). Kaen w swoim teledysku wykonuje kopulacyjne ruchu kroczem, które Amerykanin również prezentuje w swoim klipie ”Without Me” podczas jazdy Bat Mobilem z Dr. Dre. Warty odnotowania jest również to, że Kaen paraduje w swoim klipie przebrany za bohatera filmu ”The Mask” – Stanleya Ipkissa w jego charakterystycznym, zielonym garniturze, zaś Eminem – ”Robina” z filmu ”Batman & Robin”. Inny skradziony Eminemowi przez Kaena i użyty w ”Mów mi D’ave” pomysł odbiorca odnajdzie w utworze ”We Made You” – warto porównać sobie przejścia występujące przed trzecimi zwrotkami w obu utworach. Na szczęście, wielu słuchaczy nie dało się ogłupić – utwór doczekał się masy krytycznych komentarzy ze strony jego odbiorców, którzy zarzucili Kaenowi plagiatowanie Eminema, oraz olbrzymiej ilości negatywnych ocen stanowiących 1/3 wszystkich oddanych. Tak rażące próby oparcia kariery na przywłaszczaniu sobie pomysłów Amerykańskiego MC zostały zauważone przez Hukosa, który wypowiedział się o Kaenie w bardzo konkretny sposób: ”Ostatnio wyszedł singiel Kaena „Mów mi D.ave” i poczułem się, jakby Eminem nagle nauczył się podobno najtrudniejszego języka świata, czyli języka polskiego. Identyczna stylistyka bitu, klip to totalny Em, tyle, że w wersji „bo to Polska, nie elegancja Francja”, a na koniec jeszcze patent z rozdwojeniem jaźni. To nie żaden hejt, bo gdyby odrzucić tą całą podjebaną ze Stanów otoczkę, odrzucić maskę a’la MF Doom i Sido, to nadal Kaen jest dobrym raperem, który umie rzucić podwójnym, a jego poziom szczerości zachęca do sprawdzenia kolejnych uzewnętrznień na bicie jego ego. Kaen szczerze nagramy coś wierzę, o ile posłuchasz Molesty „Xeroboj” i odnajdziesz siebie, bo szkoda Twego niewątpliwego talentu i czasu na podrabianie cudzych patentów. „Być kimś – być sobą”.

Próby ukrycia przez Kaena własnego kserobojstwa podczas odpowiadania na niewygodne pytania zadawane w wywiadach dają jasne pojęcie o tym, że ma swoich słuchaczy za kompletnych kretynów pozbawionych słuchu muzycznego i elementarnej wiedzy o rapie. Chociaż jawne kserowanie przez niego imidżu Eminema oraz jego stylu muzycznego kłuje w oczy i uszy, Kaen w zaparte twierdzi, że zarówno wizerunek który posiada, jak i sposób podejścia do muzyki stanowi efekt jego własnej, dojrzewającej latami inwencji twórczej. ”Maska jest moim alter ego. Stwierdziłem, że w niej mogę pozwolić sobie na dużo więcej jako artysta. Dla Alter ego nie ma tabu, nie ma rzeczy o której nie może nawinąć, nie ma żadnych zahamowań ani barier. Uciekając w wykreowany przez siebie świat, stopniowo tworzyłem tę postać, zrozumiałem, że stanie się moją bronią i tarczą jednocześnie. Człowieka da się zniszczyć, ale symbolu nie. Dlatego stworzyłem symbol. Maska odzwierciedla moją ciemniejszą stronę, którą wykreowało toksyczne otoczenie.”. – powiedział w jednym z wywiadów, udając chyba nieświadomego faktu, że dekadę wcześniej występowanie w masce było jednym z najsilniejszych znaków rozpoznawczych Eminema. W podobnie pokrętny sposób Kaen nakreślił także historię narodzenia się swojego alter-ego: ”KaeN jest szaleńcem, którego nie da się kontrolować. Jest nieobliczalny, nie wiadomo co wymyśli i kiedy dojdzie do eksplozji. Powstał z nadmiaru negatywnych emocji i rosnącego gniewu. W każdym z nas jest taki KaeN, który podsuwa nam co chwile jakieś szalone pomysły.”. Eminem wiele przecież lat wcześniej wypowiedział się na temat powstania Slim Shady’ego w niemal identyczny sposób – ”Slim Shady to wewnętrzny głos, diabelskie podszepty które słyszę w głowie. Rzeczy, o których nie powinienem myśleć. Oczekuję od swoich słuchaczy umiejętności rozróżniania, które rzeczy mówię na poważnie, a kiedy rżnę głupa. To dla tego wiele moich piosenek jest zabawnych. Mam pokręcone poczucie humoru.”. Zapytany o różnicę pomiędzy Eminemem a Slim Shadym powiedział po chwili zastanowienia z typowym dla siebie poczuciem humoru: ”Eminem pierdoli Ciebie, a Slim Shady pierdoli Ciebie i Twoją matkę!”, dając pojęcie o tym, że twór ten jest uosobieniem zła – nienawiści i agresji, co zresztą najlepiej udowodnił w swoich piosenkach.
Wielu znakomitych polskich raperów przyznaje się otwarcie do swojej sympatii wobec Eminema, i inspirowania się jego dokonaniami artystycznymi. Eldo powiedział: ”Ten biały chudzielec, który ledwo wydostał się z heroiny i jest teraz na odwyku zrobił niesamowitą płytę. Pod względem lirycznym to jest jakaś bajka. Chciałbym kiedyś zbliżyć się do takiego poziomu. Nie chodzi mi o flow, ponieważ Eminem zjada 99 procent raperów na świecie i nie jestem nawet w promilu tak dobry jak on. Jeżeli chodzi o lirykę i sposób pisania gramy jednak w tej samej lidze, w podobny sposób podchodzimy do tematu.”. Buka stwierdził: ”Od zawsze byłem fanem Eminema, więc poniekąd musiał być dla mnie inspiracją, jednak nigdy go, ani nikogo innego nie kopiowałem, ponieważ od samego początku ważna była dla mnie oryginalność i własny styl – chciałem robić coś totalnie innego od tego co robią wszyscy.”. Peja zapytany o jego stosunek do dissowania przez Eminema kobiet nie związanych ze środowiskiem hip-hopowym powiedział: ”Ja osobiście toleruję jego wybryki, bo wiem że ma spory potencjał i talent, a te rzeczy obronią się nawet przed największym gównem”. Vixen Beatz zapytany o to, jakie trzy płyty zabrał by ze sobą na bezludną wyspę zamieścił wśród nich ”Eminem Show”, dodając, że ”Hailie’s Song” jest najważniejszym utworem w jego życiu. Nawet sam PeKay przyznając się do uwielbienia żywionego wobec Amerykanina i inspirowania jego osiągnięciami nie posunął się choćby odrobinę do kopiowania jego stylu, i można śmiało założyć, że Kaen zasługuje na dużo większą od niego pogardę. Sam Kaen, zapytany o swój stosunek do ludzi porównujących go do Marshalla Mathersa, odpowiedział możliwie jak najbardziej lakonicznie i dziecinnie wymijająco jakby udając, ze nie rozumie sensu postawionej przed nim kwestii: ”Lubię Eminema z czasów, gdy był jeszcze blondynem, jest jednym z najlepszych raperów w historii, więc nie mam prawa do złości, gdy ktoś mnie do niego porównuje.”.

Zaczynając swoją przygodę z muzyką rap – między innymi dzięki osobie Eminema – pewien byłem tego, że środowisko hip-hopowe jest na tyle charakterne, że nie pozwoliłoby komukolwiek budować swojej kariery na zuchwałym kopiowaniu czyichkolwiek patentów czy stylu, a już zupełnie wykluczałem możliwość pojawienia się MC na tyle nonszalanckiego, że zdolnego do wcielania w swe życie artystyczne patentów postaci tak charakterystycznej i istotnej, jak Eminem. Los bywa jednak, jak widać, przewrotny – dzisiaj Kaen nie tylko może liczyć na występy gościnne u swoich teoretycznie nie pozbawionych zasad moralnych i uczciwości twórczej kolegów po fachu jak na przykład Kroolik Underwood, Słoń czy nawet Eripe, ale doczekał się również podpisania kontraktu w wytwórni Prosto założonej przez Sokoła zarzekającego się pomimo zarabiania na Kaenie-zło****ju, że pieniądze nie zawróciły mu w głowie. To, że Kaen ma wielu fanów, chociaż smutne, jest zupełnie naturalne, bowiem młodszej generacji odbiorców, która nie wychowała się na muzyce Slim Shady’ego brak jest stosownego materiału porównawczego, dzięki któremu mogłaby prawidłowo ukształtować swój pogląd na całe zamieszanie z Kaenem nazywanym polskim Eminemem. To żenujące, że kiedy Mezo albo Liber nagrywa piosenkę z wokalistką, zostaje wyklęty przez środowisko, zaś Kaen, co widać czarno na białym, kopiując bodajże najbarwniejszą postać w rapowym świecie może liczyć na promocję i wsparcie, podczas gdy zasługuje jak nikt inny na zepchnięcie na margines.
Znane i mądre powiedzenie mówi, że ”Nie wszystko złoto, co się świeci”. Kaen jest zaledwie marną podróbką, imitacją która w dodatku, mówiąc dalej metaforycznie, nie świeci samorodnym blaskiem, tylko światłem odbitym. Jest raperem potrafiącym tworzyć na porządnym poziomie technicznym i merytorycznym, co jest jednak w obecnych czasach na tyle powszechne, że gdyby nie czerpanie garściami z owoców kreatywnej pracy Eminema, pozostałby jednym z wielu MC’s nie przykuwających uwagi w sposób ponadprzeciętny.
Sam Eminem już na początku swojej muzycznej kariery był świadomy tego, że z czasem inni raperzy zechcą zyskać rozgłos poprzez kopiowanie go, o czym napisał promujący jego album ”The Marshall Mathers LP” utwór ”The Real Slim Shady” (”Prawdziwy Slim Shady”). W refrenie nawija: ”Jestem Slim Shady, tak jestem prawdziwy Shady/Wszyscy inni Slim Shady są tylko imitacją/Więc czy prawdziwy Slim Shady mógłby wstać?/Proszę wstać, proszę wstać?”. Raper zakończył jednak utwór słowami pełnymi przekornego zrozumienia dla kserobojów, mówiąc: ”Sądzę, że każdy z nas ma w sobie Slim Shady’ego”.
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
Felieton
Schwesta Ewa i Loredana – jedna z najbardziej wyczekiwanych kolaboracji od lat! – felieton
Polsko-niemiecko-albański mix, który może podbić rynek naszych zachodnich sąsiadów.
Fani komentują nieustannie sociale, upominając się o wyczekiwaną kolaborację dwóch kluczowych artystek w Niemczech. Kilka miesięcy temu pojawiły się filmiki jak Loredana czekała na Schwesta Ewę, przetrzymywaną dłużej przez celników na lotnisku. Wtedy pojawiły się pierwsze plotki na temat ich współpracy.
Takiego koktajlu nikt się jednak nie spodziewał. Można powiedzieć, że to muzyczne kamikadze przyprawiające o skoki ciśnienia. Jak mówi mój znajomy z Albanii: „Nie ma nic niebezpieczniejszego niż polsko-albański mix”. I chyba coś w tym jest.
Schwesta Ewa od dłuższego nie wypuściła żadnego nowego projektu i mocno ucichła w social mediach, zwłaszcza po tragicznej śmierci Xatar’a. Dużo osób oczekiwało od niej publicznego statementu, jednak ona przeżywała żałobę prywatnie.
Naturalnie, każdy z nas miał ochotę na nowe projekty jednej z najbardziej kontrowersyjnych raperek w Niemczech. W połowie października ukazała się świetna, nowa płyta rapera SSIO, wypromowana z resztą z wielkim sarkazmem, komizmem, rozmachem oraz zabawnymi i politycznymi reels, które viralowo latały w socialach. Niemiecki rynek nie widział jeszcze czegoś takiego, współtwórcą wizuali był jeden z najbardziej utalentowanych video makerów Mac Duke, który jest w połowie Polakiem. Raper zaprosił naszą rodaczkę m.in. na „Bitte keine Anzeige machen”, gdzie Ewa nawija do bardzo chilloutowego beatu:
Prześlizgam się przez system sprawiedliwości w szpilkach Versace
Wyślij laskę – Sandy do inspektora
Nancy do sędziego, gdzie uprawia seks na pieska
Albo duplikat Rolexa jako
akt wdzięczności za utracone dokumenty.
Fakt, że Ewa nie przebiera w słowach czyni ją jedną z najbardziej autentycznych postaci na niemieckiej scenie muzycznej. Do tematu bycia real odniosła się ostatnio Albanka, która w “Privileg” mocno krytykowała inne raperki i ich wizerunek, zarzucając im poniekąd kopiowanie jej osoby oraz wiele sztuczności. Loredana ma od wielu lat status gwiazdy, wybijając się typowymi chartowymi hitami. Już na początku kariery zyskała szybko popularność i uznanie. Niemcy potrzebowali nowej ikony damskiego rapu, kogoś kto nie tylko dobrze wygląda, ale potrafi faktycznie nawijać.
Jej burzliwy związek z raperem Mozzim, turbulentne sytuację życiowe, przeobraziły Albankę w artystkę, która odcięła się od starego brzmienia. King Lori mówi wprost, że ma dosyć robienia muzyki typowo pod label. Jej ostatni projekt jest osobisty, dlatego tak dobry. Prawda jest taka, że mimo komercyjnych początków Loredana jako jedna z nielicznych, autentycznie odzwierciedla wizerunek i definicję Hip-Hopu. Co ciekawe, nie pokazuje się w głębokich dekoltach czy kusych sukienkach, nie twerkuje na klipach, co jest w obecnych czasach dość unikalne.
Dwie silne kobiety – połączenie albańskiego i polskiego temperamentu to jedna z najbardziej ekscytujących kolaboracji od lat na niemieckim rynku muzycznym! Loredana i Schwesta Ewa w „Ihr möchtegern”.
-
News2 dni temuBedoes 2115 popłakał się w „Uwadze” TVN
-
News3 dni temuPłyta z „dissami na raka” Bedoesa. Mamy chętnego, który wyprodukuje ją za darmo
-
News15 godzin temuWyliczono ile stream Bedoesa i Łatwoganga zarobił za 100 mln wyświetleń
-
teledysk1 dzień temuPaluch: „W końcu se uświadomiłem, że też jestem Bogiem”
-
News3 dni temuStremowany Sokół zgromadził kilkaset osób na ulicach Śródmieścia
-
News2 dni temuVienio: „Nie chodzę do pracy”. Weteran o 30-leciu Molesty i ruchach poza rapem
-
News3 dni temuXzibit bankrutem? Ma ogromne długi i rozwodzi się z żoną
-
News2 dni temuPolski Hip-Hop rządzi juwenaliami w całym kraju