Felieton
ROZKMINA: Beef is Beef (cz.7)
Odpowiedź ze strony Peji na album Tedego ''Note2Errata'' nadeszła po tygodniu od jej premiery w formie zawierającego 3 piosenki mini-albumu ''Wszystko na Mój Koszt''.
W utworze ''Gruby Pojazd z Tede 3'' nagranym na podkładzie znanym z utworu ''Gruba Impra z Rysiem 2'' podkreślił komercyjność muzyki Tedego nawijając: ''Czym różnisz się od Mezo? Niczym, tak mi przykro/Każdy jeden taki Jacek jest skończoną pizdą/I żebyś mi nie wytknął, że to ja z nim nagrałem/Powiem, to był taki czas, gdy mu rękę podawałem/Różnica jest taka, Tedunio zaznaczam/Że ty z Mezo nagrasz na bank w dzisiejszych czasach''. Nawiązał także do wspólnego utworu Tedego oraz O.S.T.R.-a ''Ziom za Ziomem'' dając mocny prztyczek w nos Tedego, który na wskutek prowadzenia Beefów stracił sympatię wielu kolegów z branży hip-hopowej: ''Ziom za ziomem, nucę ten refren jak swój/Bo mam za sobą ziomków, a ty sam w deszczu stój''. W kawałku ''TDF (The Dick Fucker)'' wyraził chęć rozwiązania ich konfliktu w sposób mniej cywilizowany, jednocześnie zapowiadając wstrzymanie się z tego z obawy przed możliwością nakręcenia przed oponenta nagonki medialnej w zatrudniającej go stacji telewizyjnej TVN: ''Że chętnie bym wjechał tej piździe na koncert/Odebrał resztę fanów godność zdrowie i pieniądze/Tylko jest jedno ale twa trasa niewypałem/Gdybym wbiegł na przypale wciśniesz czerwony alert/Wtedy kumple ze stacji ci pomaga z tym skandalem/Wrzuca filmu z telefonów do newsów i mam przesrane''. W utworze odniósł się również bardzo wymijająco do zarzutów Tedego o to, że nie posiada prawa jazdy bo uniemożliwia mu zdobycie go zaświadczenie lekarza-psychiatry: ''Tak nie mam prawka wiem zapierdalam z buta/Po ulicach Emokah nikt nie pruje się tutaj/Bo to dla nich ta nuta bo Mokotów dziś ze mną/Bo wstyd im za ciebie i znów wyłapiesz wpierdol''. Na podkreślanie Tedego faktu, że pracuje w TVN zareagował z kolei rymując: ''Twój kontrakt z TVN to przypadek banalny/Zapamiętaj odstąpiłem tobie role w Kryminalnych/Wiec nie pusz się zbytnio ze pracujesz w tej stacji/Bo to ja dałem ci fuchę wiec Pede ryj zamknij''. Przyznał również, że jego stosunek do Warszawiaka był już wcześniej dość ambiwalentny: ''Przesłuchałeś moją płytę a ja twojej dupo żadnej/Bo od zawsze twoja twórczość brałem pół serio pół żartem''.
W tytułowym kawałku ''Wszystko na Mój Koszt'' zarzucił Tedemu umyślne, złośliwe robienie mu konkurencji na rynku płytowym: ''Chcesz ugrać kilka punktów i tak ziomek bez skutku/Wyjeżdżasz bezczelnie z premierą przede mną durniu/Zero szacunku za ten ruch gwiazdo gatunku/Która z 10 września gaśnie ostatecznie z punktu/Wiedziałeś o premierze, trąbiłem o tym pół roku/A ty partyzant wydajesz swój syf i teraz w szoku/Tłumoku, ja gotów by przypierdolić ci z otwartej/Spoliczkować po damsku, żebyś zaliczył parter'' – wersy te miały uzasadnienie, bowiem Tede wydał swój album ''Note2'' na tydzień przed ''Na Serio'' Poznaniaka. Zapowiedział mu również, że więcej nie zdoła urządzić w Mielnie swojej imprezy urodzinowej – ostatecznie jednak Tede każdego roku od wybuchu beefu dokonywał tego bez trudu.
Peja wkrótce po skandalu w Zielonej Górze występuje w programie ''Uwaga!'', w którym tłumaczy się pokornie z wywołanego na feralnym koncercie incydencie, twierdząc, że poniosły go emocje: ''Zszedłem do gościa, żeby mu powiedzieć, co o nim sądzę. Rozradowany, że ochrona mnie do niego nie dopuściła, tańczył, śmiał się i pokazywał dwa fucki. Wtedy ludzie zaczęli się gromadzić wokół niego w kółku. Wróciłem na scenę''. Czemu raper stroniący od komercyjnych stacji medialnych zdecydował się wystąpić w programie? ''Wkurwiła mnie ta sytuacja, to w jaki sposób zostałem pokazany przez media. Powiem to tylko raz: nie pozwolę, żeby ta sytuacja zniszczyła to, na co pracowałem wiele lat''. Raper opowiedział również o swoim trudnym dzieciństwie i warunkach w jakich przyszło mu dojrzewać, stwierdzając, że dokonuje w dorosłym życiu retrospekcji starając się pozbierać po wszystkich przejściach: ''Dziś znacznie częściej wracam do dzieciństwa. Zmagam się z moimi demonami. Za dzieciaka nie miałem czasu się tym zajmować, musiałem szybko dorosnąć''. Reportaż spełnił swoje zadanie – Peja zyskał dzięki niemu większą przychylność odbiorców.
W międzyczasie Tede udzielił kilkudziesięcio miutowego wywiadu dla portalu CGM, w którym uchylił rąbka tajemnicy na temat tego, jak środowisko hip-hopowe w Polsce zareagowało w rzeczywistości na skandal do jakiego doszło w Zielonej Górze, oraz opowiedział o swoich stosunkach z Rychem Peją oraz ich gwałtownej ewolucji w mało pozytywnym kierunku. Całe zamieszanie zaczęło się, kiedy Hirek Wrona zadzwonił do Tedego prosząc go o wstawienie się za Peją. Tede postanowił nie wyjść naprzeciw oczekiwaniom rozmówcy, na co ten zareagował prosząc go o postanowienie wstrzymania się od jego krytyki w mediach. Zażenowany Tede zamieścił jedynie lakoniczny, aczkolwiek dosadny komentarz odnośnie zamieszania na swoim profilu Facebook, po czym Peja zadzwonił do niego z pretensjami o dokonanie tego. Tede zdołał uspokoić swojego rozmówce, i przekonać go, że to co zrobił tamten nie było stosowne, po czym panowie rozstali się – w jak się zdawało – przyjaźni. Freestyleowy diss Peji na Warszawskiego MC 26 września podczas jego występu w Warszawskim klubie Fonobar był więc dla tego drugiego ciosem z zupełnego zaskoczenia. Co ciekawe, po tym, jak Peja poniżył Tedego w swoim freestyle'u, Hirek wrona zadzwonił do Warszawiaka przepraszając go za wstawianie się za Peją w mediach. Co więcej – Ani jeden z czołowych reprezentantów PL rapu z jakimi rozmawiał Tede na temat incydentu w Zielonej Górze nie powiedział, że to co zrobił Peja było w porządku, a wielu z nich zadzwoniło do niego po opublikowaniu pierwszej EP'ki z dissami na Poznańskiego MC, gratulując mu odwagi i wzięcia sprawy w swoje ręce. Warszawiak skrytykował również po raz wtóry fanów swojego Poznańskiego kolegi po fachu, określając ich mianem ogrów pozbawionych podstawowej wiedzy o rapie i nie
mających z kulturą hip-hopową nic wspólnego. Przytoczył również sytuację z koncertu w Kołobrzegu został zaatakowany przez fanów Peji. Tede przed koncertem rozmawiał z prowodyrem całego zamieszania, który zwierzył mu się z tego, że przyszedł tam na koncert Poznaniaka. ''Tylko potem mu się nie spodobało to, że jego kolega pokazywał Fucki, a ja powiedziałem: no to chodź tu, dawaj na scenę.'', po czym dodał, że da mu swój album za darmo. Antyfan wszedł na scenę, a podczas kiedy Tede szedł w jego kierunku z albumem, tamten założył kaptur na głowę i zaczął pokazywać mu środkowy palec. ''I tak szedłem do niego, i on spadł ze sceny'' – stwierdził z typowym dla siebie poczuciem humoru. Z drugiej strony postarał się zaatakować rapera jego kolega, którego znokautował Kiełbasa. ''Musiało być to bolesne spotkanie, bo Kiełbasa z gołej stopy zmienił trajektorię jego lotu, i przez 2 tygodnie miał bardzo spuchniętą, buta nie mógł założyć, myślę więc że z żebrami nie za dobrze u kolegi było, ale nie zgłosił sprawy do prokuratury''. Warszawski MC podjął również kwestię tego, jak należy radzić sobie z sytuacjami, kiedy na koncercie pojawia się ktoś psujący zabawę artyście oraz jego fanom. Przytoczył historię z koncertu w Polkowicach, na którym zjawił się jego antyfan, który przez część trwania koncertu stał z dumnie wyciągniętym w kierunku Tedego środkowym palcem. Tede zwrócił mu uwagę publicznie, sugerując, że tamten chce sprowokować sytuację analogicznie do tej z koncertu Peji w Zielonej Górze, ale nie zaprzestał. Wtedy kilkudziesięciu fanów Tedego odwróciło się w jego kierunku, i takim samym gestem, a on po kolejnym zagranym utworze dał sobie spokój i zwyczajnie opuścił miejsce koncertu. Tede skomentował także pojawienie się Poznaniaka w programie ''Uwaga'' stacji TVN, gdzie tłumaczył się on z popełnionego na koncercie w Zielonej Górze błędu. Tede stwierdził, że ta stacja telewizyjna posuwa się czasami do naginania w swoich reportażach rzeczywistości, co miało miejsce także w przypadku rzeczonego wystąpienia rapera. Co ciekawe, Tede miał być na feralnym koncercie w Zielonej Górze, ale właśnie miał wyjeżdżać na wakacje! Ciekawe, jak wtedy potoczyłyby się wydarzenia?
Peja ustosunkował się do udzielonego przez jego oponenta wywiadu w dwu utworowej EP-ce wydanej 13 października pt. ''Peja Kontruje''. Niezwykłym posunięciem ze strony Poznańskiego MC było nagranie obu tracków na podkładach znanych z filmu ''8 Mile'' opowiadającego o losach Eminema, zanim stał się on światowej sławy MC. W utworze ''Powiedz Jakie to Uczucie?'' raper zagrał na ego przeciwnika przypominając mu jego dwa rozpadłe związki i krytykując publiczne naigrywanie się z współtworzących je kobiet: ''Śmiejesz się z Rosati? Znów wszystko na sprzedaż?/Pewnie Ci nie dała wiec wygodnie Ci tak szczekać/Trwało by to dłużej gdybyś dobrze o nią zadbał/Bo tak jak Schejbal Magda ona źle wspomina Jacka'' (Tede skrytykował Weronikę Rosatti w piosence ''mama Mia'', rapując: ''Gdybym zaliczył wpadkę robiąc wtedy Rosatke/To przemyśl jakie moje dziecko miałoby matkę''). Zarzucił mu również, że gdyby nie kilka zawartych wcześniej znajomości, Tede skończyłby jako dziennikarz muzyczny: ''Jesteś dobry w disach boś jest dziennikarski krytyk?/To do ciebie przytyk bo on do szydery przywykł/Gdyby nie Bogna, Hirek, Volt, jeszcze ktoś tam/Wiesz jaka by prace nasz kochany Jacek dostał?/Przeprowadzałby wywiady z takim jak ja to riposta''. W utworze ''Kontrargumenty'' wspomniał sytuację, podczas której Tede na koncercie w Szczecinie dokonał pobicia obrażającego go w wolnym stylu fana, wytykając mu hipokryzję. Wyśmiał także samozwańczość Tedego określającego się mianem Pana Tedeusza, w nawiązaniu do bohatera dzieła wieszcza Adama Mickiewicza pt. ''Pan Tadeusz'', przy czym przytoczył refren jednego z jego utworów: ''Cytując moje wiersze tyś podobno Pan Tedeusz/Joł joł jo jo joł – to słabe, trenuj''. Peja stanął również w obronie swoich fanów: ''Moi fani to ogry? O kochany tu się mylisz/Wyzywasz od debili łysych dojebanych/Czyżby pozazdrościli iście sportowej formy/Bo sam przeogromny nie potrafi formy zrobić''.
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News3 dni temuWyliczono ile stream Bedoesa i Łatwoganga zarobił za 100 mln wyświetleń
-
teledysk3 dni temuPaluch: „W końcu se uświadomiłem, że też jestem Bogiem”
-
News4 dni temuVienio: „Nie chodzę do pracy”. Weteran o 30-leciu Molesty i ruchach poza rapem
-
News1 dzień temuKarol Nawrocki skomentował zbiórkę Łatwoganga i Bedoesa 2115
-
News2 dni temuSkolim kupuje 6 kolejnych stacji benzynowych. „Paliwowy szejk”
-
News3 dni temuBBC informuje o akcji Łatwoganga, a Bedoes reaguje
-
News1 dzień temuPeja pocisnął z Donaldem Tuskiem. Poszło o wypowiedź na temat Ukrainy
-
News1 dzień temuWrogowie Żuroma trafili na pierwsze strony gazet