Felieton
Płyty, które się nie ukazały, a powinny |CZ.4
Piąty, niemal nieodłączny element hip hopu? No cóż, obsuwa dobiera się do wielu muzycznych przedsięwzięć, a w rapie zjawisko to otrzymało niemal kultową rangę.
Oczywiście większość zapowiadanych albumów, których tworzenie i zbieranie do kupy – delikatnie mówiąc – zajęło nieco więcej czasu niż pierwotnie zakładano doczekało swojej premiery, jednak niestety (lub stety) część projektów nie została sfinalizowana, a okazuje się, że czas nie był łaskawy dla wielu ciekawych albumów. Sprawdźcie więc trzecią część naszego zestawienia.
Części poprzednie: część 1 | część 2 | część 3
Donatan
Może tylko nieliczni pamiętają, że po premierze "Równonocy", a przed ogłoszeniem albumu z Cleo, Donatan zapowiedział, że rozpoczął prace nad nowym i zupełnie innym projektem, który rzekomo zamykać miał dyskografię producenta. Witold na wstępie wypalił, że mamy bynajmniej nie spodziewać się z jego strony tanich zagrywek w postaci kontynuacji wątków Słowian (lub raczej wątku melanżowego na słowiańsko brzmiących bitach) i zamierza skręcić w zupełnie inną stronę, a sam określał go jako "mroczny, chropowaty i socjologiczny", a także mało komercyjny, co można było wywnioskować z jego wypowiedzi, gdy żartował, że po tym albumie, Eska raczej go na wywiad nie zaprosi. Producent zapewniał, że pracuje nad albumem każdego dnia, a efekt finalny będzie jego rozrachunkiem muzycznym, sumą obserwacji, sukcesów i rozczarowań. Czyli tak naprawdę wiadomo o nim tyle co nic, bo określenia, którymi rzucał Donatan nic konkretnego ze sobą nie niosą. Ach, no może poza tym, że na tymże krążku pojawią się gości, których CV nie dostało angażu do "Równonocy".
Szanse na ukazanie się: "może powstawać dwa lata, może pięć albo i sześć".
Red i Spinache – "9 Rano" / "Red i Spinache"
Panowie kilkukrotnie próbowali podejść do tematu trzeciego wspólnego krążka, jednak przy każdym niepowodzeniu, które im towarzyszyło pojawiał się jeden i ten sam argument – "nie chcemy nagrywać płyty słabszej niż poprzednie". Cóż, oczywiście ciężko odmówić raperom racji, zwłaszcza, że już do poziomu "8 Rano" mieli oni pewne zastrzeżenia, a ich plany nie zakładały nagrania materiału stojącego niżej niż wspólny debiut. Po nagraniu części utworów na "9 Rano", a nawet wypuszczeniu w 2008 roku pierwszego singla "Biegnij", Red i Spinache nagle postanowili zawiesić swoją współpracę… na zawsze. Jak się później okazało, raperzy słowni ni byli, bo w 2013 roku reaktywowali swój projekt i ponownie spotkali się w studio. No i w zasadzie do pewnego momentu wszystko wyglądało w porządku – Panowie podpisali kontrakt ze Stepem, słodzili w wywiadach jak to świetnie się stało, że sprawami wydawniczymi zajmą się tacy ludzie jak opolscy magnaci, nieśmiało ujawniali, że powstające kawałki nijak mają się do klimatu dwóch pierwszych krążków i zamiast ciepłych, funkowych brzmień w studio szykuje się coś bardziej nowoczesnego. I faktycznie – Panowie zaatakowali świetnym i niesamowicie klimatycznym numerem "Podpalamy Noc" no i niestety to było na tyle. Jakiś czas później doszła do nas informacja, że album roboczo zatytułowany po prostu "Red i Spinache" nie ukaże jednak w Stepie, a bardzo krótka współpraca zakończy się zaledwie remixem singlowego numeru. Żeby tego było mało, to kilka miesięcy później sami zainteresowani stwierdzili, że razem także nie będą nagrywać. Powód? Tego można się tylko domyślać, a zapytany o przyczyny Spinache dość mało konkretnie odparł: "Tego jak my ze sobą żyliśmy, spotykaliśmy się i dzieliliśmy różne pasje – tego nic nie zmieni i to zostaje, bo przeżyliśmy masę szalonych sytuacji. Jak w każdej relacji kiedyś jest koniec i trzeba sobie powiedzieć "done, nie udajemy, że jest dalej fajnie". Nie musimy się na siłę szczepiać."
Szanse na ukazanie się: Do trzech razy sztuka…?
SoDrumatic – "Good Times"
Gdy zabieramy się za wyliczenie najlepszych producentów z naszego pięknego kraju, to nie wolno zapominać o SoDrumaticu, znany zapewne wszem i wobec dzięki swoim produkcjom, z których każda albo dany numer ratuje albo podnosi o 16 poziomów wyżej. No w każdym razie chłop hejterów chyba nie posiada. Po ugruntowaniu swojej pozycji i zakorzenieniu się w świadomości słuchaczy dzięku współpracy z Sokołem, Paluchem, Mesem i płytom z VNM-em czy Kobrą i Bezczelem, Wojtek zasiadł do prac nad swoim własnym albumem, którym wydaniem miało zająć się Prosto. Miało, bo niemal dwa lata po premierze pierwszego, instrumentalnego singla "Who Got The Funk", ale o krążku "Good Times" na razie cisza jak makiem zasiał. Można się tylko domyślać czy album kiedykolwiek się ukaże, a jeśli tak to kiedy i czego można się po nim spodziewać. )arówno sam singiel, jak i rzeczy, wypuszczane w ostatnim czasie przez SoDrumatica sugerują, że typowo rapowego projektu nie ma się co spodziewać – i bardzo dobrze. Wojtek wygląda na zbyt ambitnego producenta, by zajmować się takimi pierdołami jak uganianie się za przeciętnymi zwrotkami przeciętnych raperów z Polski.
Szanse na ukazanie się: Nie wiem jak to będzie ziom.
Matheo
Przez wiele lat uważany za bezprzecznie najlepszego, zostawiającego rodzimą konkurencję w tyle, a z czasem szykowany także na podbój rynku zagranicznego i mimo, że w międzyczasie pojawiło się sporo ciekawych i równie dobrych producentów, to nadal na pytanie "jacy są najlepsi bitmejkerzy w Polsce?" wielu bez dłuższego zastanawiania się odpowiada wprost: Matheo. Mateusz najbardziej lub chyba zaskakiwać i udzielać się w nie do końca typowych projektach, a jednym z najciekawszych, jeśli nie najciekawszym były słowiańskie klimaty przeniesione na scenę rapową, więc właśnie na tym koncepcie miała być oparta jego pierwsza, w pełni solowa, producencka płyta. Pomysł jak najbardziej właściwy, gdyby nie to, że pomysł postanowił nie kto inny, jak Donatan. Co prawda, Matheo planował całe brzmienie nieco zmodyfikować, łącząc to z nurtami elektronicznymi, a konkretnie z trapem, ale powiedzmy sobie szczerze – po tak ogromnej medialnej burzy jaką wywołał Donatan nikt na kolejną dawkę słowiańskich brzmień serwowanych przez hiphopowego producenta nie miał już chyba najmniejszej ochoty. Mimo tego, Matheo zaprezentował nam pierwszy singiel "Little Moon" który brzmiał… hmm, no brzmiał dobrze, naprawdę dobrze, ale wielkiego szału nie zrobił. Na tym numerze pomysł z albumem producenckim członka Stoprocent obecnie stoi pod znakiem zapytania – Matheo jak to Matheo – pracoholizm daje mu się we znaki i angażuje się w projekt za projektem, klepie wspólne albumy z raperami lub obsługuje ich regularnie swoimi produkcjami, więc i nad krążkiem nie ma kiedy przysiąść. Wydaje mi się, że prędzej, czy później materiał i tak w końcu powstanie, ale szkoda tylko jednego – że to nie Matheo, jako jeden z pomysłodawców łączenia folku z hip hopem nie zebrał za ten pomysł największych laurów.
Szanse na powstanie: Obstawiam, że album całkowicie nie upadł, więc kiedyś na pewno go usłyszymy.
Popek – "Monster 3"
Jeszcze do niedawna, kiedy Popek przesiadywał w Anglii, nowe numery wypuszczał w zasadzie taśmowo. Wpadł mu do głowy remix popularnego utworu? No to szybka wizyta w studio, nagrywka i za moment nowy numer wisiał na kanale Króla Albanii. ) wizytą przyjechał akurat Matheo? Chłop nie zdążył pewnie rozpakować walizek, a Popek już wgrywał nowy track do internetu. Niestety miało to swój jeden podstawowy minus – za nowościami od rapera nie szło zwyczajnie nadążyć, a konia z rzędem temu, kto zdążył zapoznać się ze wszystkimi wypuszczonymi trackami i zwrotkami od momentu rozpoczęcia "bumu" na byłego członka Firmy. Kolejnych albumów także raper nie szczędził i mimo wielu premier, to zapowiedzianych projektów było pewnie i ze trzy razy tyle, a słynne 11 płyt, które nagranych zostało w 5 miesięcy tylko czeka na premierę. Wśród nich na wydostanie się na sklepowe półki czeka cierpliwie "Monster 3". Album miał się ukazać już kilka lat temu, dat przez Popka serwowanych było przynajmniej kilka a spojlery co do tego, co miało się na materiale znaleźć działały nieco na wyobraźnię i podkręcały atmosferę. Obie części "Monsterów" były przepełnione gościnnymi występami, a pojawiający się w pierwszej odsłonie Hijack ze zwrotek dogranych na album mógłby pewnie złożyć własną EPkę. No właśnie – goście to tak naprawdę jedna z większych ozdób na albumach Popka, który nie uznaje żadnych limitów i potrafił ściągnąć na płytę poważnych graczy jak weteran i gwiazda angielskiej sceny Wiley, znany z konflików i oryginalnej stylówy Stitches czy naturalnie The Game. Na "Monster 3" także mieli pojawić się goście z zagranicy, a ksywkami, które miały zasilić płytę były Kool G Rap, KRS One, Sean Price (R.I.P.) oraz jeden z członków Wu-Tang Clanu. Oczywiście, można sobie pierdolić, że to podstarzałe gwiazdy, nieco zapomniane przez obecnie funkcjonujący rynek, ale oczywiście to tylko pierdolenie. Nagrywka z takim nazwiskiem jak wyżej jest sporym wydarzeniem, a sam Popek ma przecież dostęp do bardziej znanych raperów. O trzeciej części "Monstera" od dłuższego czasu cisza, a przez inne projekty, jak Gang Albanii, krążek z Matheo czy wspólna płyta z Sobotą pewnie nieprędko się ukaże. Sam Popek zdaje sobie sprawę, że z biznesowego punktu widzenia hurtowe wypuszczanie muzyki nie jest do końca opłacalne, więc zamierza bardziej rozważnie publikować nowe rzeczy.
Szanse na ukazanie się: "….a niedługo Monster 3!"
Felieton
Trueman robi biznes na Fagacie. To już Sentino ma więcej przyzwoitości – felieton
Tak się monetyzuje upadek Fagaty.
Fagata znalazła się na dnie dna, a może nawet jeszcze puka od spodu, ale Trueman najwyraźniej uznał, że nawet na takim pożarze można jeszcze coś ugotować.
Historia wspólnej EP-ki Fagaty i Sentino zrobiła się absurdalna na kilku poziomach. Sentino, który według pojawiającej się wersji wydarzeń miał zostać namówiony przez management Maty na nagranie materiału z influencerką, ostatecznie się z projektu wycofał. Gdy tylko dowiedział się, w jakiej chorej sytuacji się znalazł. Zaczął się od niej publicznie odcinać i określać ją nawet mianem „patoinfluencerki”.
Projekt jednak nie umarł. Trafił do Truemana.
Trueman zobaczył kryzys. I liczby
I tu zaczyna się właściwa część tej gównianej historii. Trueman doskonale zdaje sobie sprawę, w jakiej sytuacji znajduje się obecnie Fagata. Sam przyznał w jednej z relacji, że doskonale wie o aktualnej „sytuacji pijarowej”. Nie mamy więc do czynienia z człowiekiem, który przespał ostatnie tygodnie i przypadkiem obudził się z gotową EP-ką w rękach. Kupił ją, bo jest pewien, że na niej zarobi.
Obecnie wspólnie z Fagatą promuje materiał nagrany z Sentino. Są rolki, jest wspólne ciśnięcie z promocją i oczywiście są liczby. Kiedy jeden z numerów zaczął łapać zasięgi na TikToku, Trueman pochwalił się: „Wampirzyca viraluje”.
Tylko że właśnie w takich sytuacjach najlepiej widać, gdzie kończą się wszystkie piękne opowieści o „wartościach”, „społeczności” i „budowaniu czegoś większego”, a zaczyna zwykłe zarabianie na kurestwie.
Fagata potrzebuje koła ratunkowego
Dla Fagaty ta współpraca jest wyjątkowo cenna. Po ostatnich aferach jej wizerunek jest w jeszcze ciemniejszej dupie niż był kiedykolwiek, więc każdy większy projekt muzyczny może być dla niej próbą wyjścia z okrężnicy i przeniesienia uwagi z kontrowersji z powrotem na muzykę. Bo tylko to jej zostało – zarabianie na streamingu. Marki już nie wejdą we współpracę z takim „gorącym kartoflem”, koncerty też na ten moment nie wchodzą w grę, ale patrząc na nasze społeczeństwo, nie jest to wykluczone w przyszłości.
I właśnie tutaj pojawia się Trueman ze swoim całym scamerskim zapleczem, promocją i materiałem z Sentino odkupionym za judaszowe srebrniki.
Może więc zostać jednym z ludzi, którzy pomogą jej wrócić do większego obiegu. Nie dlatego, że nagle wszyscy zapomnieli, co wydarzyło się wcześniej, tylko dlatego, że głupiutkie TikTokerki mają pamięć złotej rybki, kiedy na ekranie pojawia się kolejny viral.
TikTok nie ma sumienia. Algorytm nie pyta, czy ktoś jest właśnie w największym kryzysie swojej kariery. Widzi odsłony, komentarze i watch time. A biznesmeni pokroju Truemana doskonale wiedzą, jak to wykorzystać.
Sentino nagle wygląda przy tym jak człowiek z zasadami
Najbardziej groteskowe w całej sytuacji jest jednak coś innego. Sentino zaczyna tutaj wyglądać jak ten bardziej przyzwoity.
Tak, Sebastian Enrique Alvarez Pałucki.
Człowiek, którego relacje biznesowe i konflikty przez lata mogłyby spokojnie dostać własny sitcom pokroju „Świata Według Kiepskich”, ale w najbardziej rynsztokowym wydaniu – uznał w pewnym momencie, że z Fagatą nie chce być dalej kojarzony. Odciął się od projektu i zaczął mówić o niej w kompletnie innym tonie.
Można oczywiście zapytać, ile w tym było zasad, a ile zwyczajnej kalkulacji wizerunkowej. I byłoby to bardzo dobre pytanie.
Tyle że Trueman nawet nie próbuje udawać, że problemu nie widzi. Wie, jaka jest „sytuacja pijarowa”, ale jednocześnie patrzy na TikToka i cieszy się, że „Wampirzyca viraluje”.
To jest wręcz podręcznikowe podejście: byle licznik się kręcił.
Fagata tonie, Trueman odpala kalkulator
I chyba właśnie dlatego cała historia tak dobrze pasuje do Truemana i projektu BNP, wokół którego od dawna nie brakuje kontrowersji i różnego rodzaju zarzutów.
Można godzinami opowiadać o biznesie, przedsiębiorczości, zasięgach i skuteczności. Można pokazywać wykresy, wyniki i milionowe odsłony. Tylko czasami warto zadać sobie banalnie proste pytanie: czy jest jakaś granica, przy której pieniądze i wyświetlenia przestają być najważniejsze?
Bo jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to przynajmniej nazwijmy rzeczy po imieniu. Monetyzowanie dna i zarabianie na moralnym bagnie nie jest fajne.
Felieton
Prezydent Mata 2040 poległ przy pierwszym kryzysie z Fagatą – felieton
Wciąż kalkuluje, że Fagata będzie w stanie wrócić? Zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Prezydent 2040? Na razie problemem okazuje się wydanie prostego oświadczenia dotyczącego własnej wytwórni.
Fagata jest obecnie jedną z najbardziej toksycznych marketingowo postaci polskiego internetu. Współpraca z nią zamiast zasięgów może przynieść przede wszystkim lawinę komentarzy i konieczność tłumaczenia się przed własnymi odbiorcami. Tymczasem raper, który zrobił bardzo dużo, żeby legitymizować ją na scenie muzycznej, konsekwentnie milczy.
Tym człowiekiem jest Mata. I właśnie to milczenie zaczyna być coraz bardziej wymowne.
Mata pomógł zrobić z Fagaty raperkę
Nie mówimy przecież o raperze, który zrobił z Fagatą jeden numer, przybił piątkę za kulisami i poszedł dalej. Mata otworzył przed nią drzwi do mainstreamu muzycznego świata. Wziął ją do wytwórni, promował i dał przestrzeń podczas największego koncertu w swojej dotychczasowej karierze – na Stadionie Narodowym.
To była potężna pieczątka.
Można było śmiać się z muzycznej kariery Fagaty, można było traktować ją jak internetową ciekawostkę, ale kiedy jeden z największych polskich raperów swojego pokolenia bierze taką osobę pod skrzydła, sytuacja się zmienia.
Mata pomógł Fagacie dostać coś znacznie cenniejszego niż wyświetlenia – wiarygodność w środowisku i u młodych słuchaczy, którzy jak gąbka chłonął to, co powie ich idol.
Dzisiaj trudno udawać więc, że temat Fagaty nie dotyczy Młodego Matczaka.
Wszyscy uciekają. U Maty cisza
Skala internetowego cancelu Fagaty jest gigantyczna. Marki i osoby kojarzone z nią momentalnie dostają rykoszetem. Natalisa usunęła wspólne zdjęcia z c*pką spod Konina i według medialnych doniesień odcięła się od tej relacji. Sentino ogłosił wspólną EP-kę z Fagatą, a kilka godzin później zapowiedź zniknęła z jego sociali po wpływem krytyki.
Fagata stała się wizerunkowo niewygodna. I właśnie dlatego cisza Maty tak mocno rzuca się w oczy.
Bo gdzie jest teraz człowiek, który jeszcze niedawno chciał łamać „każde tabu”? Gdzie jest kandydat na prezydenta 2040, który kreuje się na głos swojego pokolenia i lubi komentować rzeczywistość po swojemu? Przecież tutaj nie potrzeba orędzia do narodu transmitowanego przez wszystkie telewizje.
Wystarczy kilka zdań:
„Fagata nie jest już częścią mojej wytwórni”.
Albo odwrotnie:
„Fagata pozostaje w mojej wytwórni i nadal będziemy razem pracować”.
Tyle.
Przyszły prezydent wykłada się… na Fagacie
I tutaj robi się naprawdę zabawnie.
Mata od lat buduje wokół siebie postać większą niż zwykły raper. Były polityczne deklaracje, była wizja kandydowania na prezydenta w 2040 roku, były społeczne manifesty i wizerunek gościa, który chce coś zmieniać albo nawet wywracać stolik.
Tylko że łatwo wywracać stolik, kiedy samemu wybiera się moment.
Odcięcie się od Fagaty oznaczałoby przyznanie, że projekt, w który Mata osobiście inwestował swój wizerunek, okazał się problemem. Pozostawienie jej w wytwórni oznaczałoby z kolei konieczność wzięcia na klatę krytyki, która prawdopodobnie spadłaby również na niego.
Najwygodniejsza pozostaje więc trzecia opcja. Cisza.
Tylko że od kogoś, kto chce być traktowany jak głos pokolenia, można wymagać trochę więcej niż przeczekiwania burzy.
Kandydat na prezydenta sprawdza kierunek wiatru?
Co ciekawe, Mata kilka dni temu sam wrzucił komunikat, który łatwo można połączyć z obecną sytuacją.
– Pomału przerzedzają się szeregi mojej wytwórni – niektórzy artyści są gotowi by iść własną drogą, a inni zabłądzili i nie chcą iść tą którą wyznaczam. Pora wrócić do korzeni – napisał.
Brzmi tajemniczo, a nawet poważnie. Tylko co z tego właściwie wynika? Młody Matczak w ten sposób wybadał grunt, rzucił enigmatyczne zdanie i zostawił sobie otwarte wszystkie furtki.
Sprytne PR-owo.
I tu dochodzimy do najważniejszego pytania. Na co czeka wytwórnia Maty? Aż sytuacja trochę przycichnie? Aż okaże się, czy Fagata jest w stanie odbudować swój wizerunek i ponownie generować liczby bez gigantycznej fali krytyki? Bo z zewnątrz zaczyna to wyglądać właśnie jak kalkulacja.
Jeżeli Fagata jest dla wytwórni skończonym projektem, można powiedzieć to dzisiaj. Jeżeli nadal jest jej artystką i Mata chce ją wspierać, również można powiedzieć to dzisiaj Panie Michale.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

-
News1 dzień temuDramat Karramby. 53-letni weteran rapu z Krakowa nie potrafi samodzielnie się poruszać
-
Felieton2 dni temuTrueman robi biznes na Fagacie. To już Sentino ma więcej przyzwoitości – felieton
-
News23 godziny temuKarramba zmienił cel maksymalny zbiórki. Błyskawiczne tempo pomocy
-
News3 dni temuWWO na Torwarze na Youtube. „Mieliśmy poczucie, że jesteśmy winni fanom świadome pożegnanie”
-
News1 dzień temuTrueman wypuścił EP-kę Fagaty & Sentino. „Zostały zainwestowane duże środki”
-
News3 dni temuEldo wzruszył się u Rymanowskiego. Opowiedział też o Karolu Nawrockim
-
News3 dni temuLewandowski udostępnił numer, w którym Bedoes nawija właśnie o nim
-
News1 dzień temuJan-Rapowanie zagra w barwach Wisły Kraków. Raper wyjdzie na murawę