News
Dramat Sokoła – SKOK nie wszedł na OLiS
Nowa supergrupa ma aż tak słabą sprzedaż?
Czy Sokół może pluć sobie w brodę, że zamiast wydać kolejne WWO z Jędkerem, poszedł w kierunku nowej supergrupy? Na pewno coś jest na rzeczy, przynajmniej pod względem komercyjnym. „Skamu” próżno szukać na zestawieniu OLIS, co jednak trzeba odbierać jako sporą niespodziankę.
Czy prorocze okazały się słowa Tedego sprzed kilku tygodni, gdy komentował akcję prompterową? – Wojtek Sokół nic za darmo nie robi, poza płytą „Skok” teraz – przekazał szyderczo TDF, choć w momencie , gdy padły te słowa nie mógł jeszcze znać danych sprzedażowych i streamingowych, żeby to oficjalnie potwierdzić. Przeglądając ostatnie zestawienia nie znajdziemy tam nigdzie nawet małej wzmianki o płycie.
Istnieje też teoretyczna opcja, że Sokół, Kukon i Foster nie zgłosili albumu do ZAIKS’u, ale w takim razie warto się zastanowić, co nimi motywowało? Zwykle gapiostwo, czy może sprzedaż była tak słaba, że nie chcieli, żeby np. ich debiut oficjalnie znalazł się np. na 77 miejscu? Jedno jest dziś pewne – ta historia pokazuje, że zebranie w kolektyw kilku znanych raperów i uznanego producenta nie musi się przełożyć na hajp u słuchaczy, a pierwsze przesłanki o fiasku pojawiły się w momencie słabych wyświetleń singli promujących płytę na YouTube.
Skok (od tyłu Koks) został zrecenzowany też przez Bartka Bieguna.
Diddy, Snoop Dogg, spadkobiercy The Notoriousa B.I.G. i Angie Stone zostali pozwani w sprawie domniemanego naruszenia praw autorskich. Autorzy utworu z 1980 roku twierdzą, że ich muzyka została wykorzystana w dwóch rapowych klasykach bez wymaganej zgody.
Pozew obejmuje dwa rapowe klasyki
Na celowniku pozwu znalazły się dwa dobrze znane numery: „Nasty Girl” z 2005 roku oraz „I Wanna Thank Ya” z 2004 roku. Według Davida Bravo i Jeana Alberta Renauda oba kawałki zawierają elementy ich kompozycji „Skatin”, nagranej w 1980 roku przez Eumira Deodato.
Autorzy przekonują, że wykorzystano charakterystyczne elementy harmoniczne, rytmiczne i melodyczne ich utworu. Ich zdaniem fragment „Skatin'” stał się podstawą całego muzycznego podkładu, na którym później zbudowano nowe linie wokalne i rapowe zwrotki.
Na poparcie swoich zarzutów do pozwu dołączono opinię muzykologa i producenta Thomasa Z. Sheparda.
Kto znalazł się na liście pozwanych?
W sprawie „Nasty Girl” pozwani zostali Sean „Diddy” Combs, spadkobiercy The Notorious B.I.G. oraz Nelly, którzy byli związani z nagraniem. Z kolei w przypadku „I Wanna Thank Ya” pozew objął Snoopa Dogga oraz spadkobierców Angie Stone.
Na liście pozwanych znalazł się również Jazze Pha, producent odpowiedzialny za oba utwory.
Mocne zarzuty wobec Sony Music
Bravo i Renaud nie ograniczyli pozwu wyłącznie do artystów. Oskarżyli także Sony Music Publishing o złamanie warunków umowy oraz naruszenie obowiązków wobec autorów.
Według twórców wydawnictwo miało zignorować swój obowiązek dochodzenia ich praw. Jak twierdzą, usłyszeli, że sprawa związana z „Nasty Girl” stanowiła „konflikt interesów”, ponieważ Sony Publishing współpracowało z kilkoma autorami tego utworu.
W pozwie czytamy:
„Sony Publishing celowo przymknęło oko na nieautoryzowane wykorzystanie czterotaktowego fundamentu muzycznego należącego do powodów. Ta rażąca dysproporcja pokazuje, że odmowa ochrony praw autorskich powodów nie była administracyjnym przeoczeniem, lecz świadomą decyzją mającą zmaksymalizować zyski innych dochodowych klientów kosztem powodów.
O wykorzystaniu sampla mieli dowiedzieć się dopiero po latach
Autorzy „Skatin'” twierdzą, że o rzekomo nielegalnym wykorzystaniu ich kompozycji dowiedzieli się dopiero w maju 2024 roku. Teraz domagają się odpowiedzialności od wszystkich stron, które według nich uczestniczyły w wykorzystaniu spornego sampla bez uzyskania odpowiedniej zgody.
News
Bambi śpiewa i rapuje dlaczego warto kłamać
„Wjeżdżam na parking strzeżony, a nie zajmuję się dilerką.
Bambi wrzuciła do sieci nowy singiel „Warto kłamać”. To dopiero drugi solowy numer raperki w tym roku, a za jego produkcję ponownie odpowiada Francis.
Michalina ponownie postawiła na muzyczne eksperymenty. W „Warto kłamać” słychać wyraźnie, że bawi się wokalem i zmienia flow, pokazując kolejną odsłonę swojego stylu.
Premiera została dodatkowo wyróżniona przez Spotify. Bambi znalazła się na okładce playlisty „Rap Generacja”. Za dystrybucję singla odpowiada Universal.
Fani zachwyceni kawałkiem „Warto kłamać”
Pod kawałkiem fani bambi nie kryją, że numer spełnił ich oczekiwania i nie mogą doczekać się nowej płyty raperki.
- Ten album będzie zarąbisty.
- Bardzo mi się podoba to w jaką stronę skręca bambi jest to nowe i brzmi dobrze.
- Nie ma takich słów, żeby to opisać to będzie najlepsze albumy jaki w życiu usłyszę.
- Jezus Mariaaaa kocham! Za taką bambi tęskniliśmy.
- Myślałem że tak spokojnie będzie ale zaskakująco przeszło na rapowanie i zaj*biście to połączenie wyszło.
- Jakie piękne. K*rwa nigdy nie ryczę ale to jest takie piękne.
News
Wujek Samo Zło w TV Republika wystrzelił Donalda Tuska w kosmos – dosłownie
„Premier leci, przestrzeń poza kosmiczną”.
Donald Tusk zapowiedział budowę „pierwszego polskiego statku kosmicznego”, a temat w mgnieniu oka stał się bardzo memowy. Do grona osób, które postanowiły sparodiować pomysł premiera, dołączył także Wujek Samo Zło.
Raper od kilku lat współtworzy satyryczny program „Piachem w tryby”, który prowadzi razem z Piotrem Lisiewiczem, dziennikarzem „Gazety Polskiej”. W jednym z najnowszych odcinków twórcy przygotowali nietypową scenkę nawiązującą do zapowiedzi szefa rządu.
Krytycy zwracają uwagę, że rządzący biorą się za tematy „kosmiczne”, w czasie gdy wiele przyziemnych spraw dotyczących kraju, takich jak Centralny Port Komunikacyjny, elektrownia atomowa czy problemy służby zdrowia i horrendalne zarobki lekarzy wciąż pozostaje nierozwiązanych.
To właśnie do tych wydarzeń nawiązał Wujek Samo Zło. Na antenie TV Republika wystrzelono w kosmos makietę przedstawiającą Donalda Tuska.
News
Skandaliczne sceny na marszu, w którym szedł Karat z Napalm Grupy
Media głównego nurtu nie są tym tematem zainteresowane.
Czy Polska idzie ścieżką państw zachodnich, gdzie wyolbrzymia się do granic możliwości przestępstwa, gdzie ofiarami są imigranci i jednocześnie tuszuje medialnie sprawy, gdzie występują oni jako sprawcy? Historia, której pobliskim świadkiem był Karat z Napalm Grupy, każe potraktować bardzo poważnie powyższe pytanie.
Czy Polska jest krajem, gdzie można lżyć uczestników obchodów jednej z największej tragedii w historii naszego narodu i nie wywołuje to większej debaty? Wygląda na to, że tak. Doświadczyli tego uczestnicy niedzielnego Marszu Wołyńskiego, który przeszedł ulicami Warszawy. Wśród zebranych, którzy oddali hołd przodkom bestialsko pomordowanym przez Ukraińców, pojawił się też Karat z Napalm Grupy, dając krótki występ przed rozpoczęciem pochodu.
W pewnym momencie w pobliżu uroczystości pojawił się imigrant z wyraźnie wschodnim akcentem i zaczął ubliżać uczestnikom. Zwyrodniała akcja została później upubliczniona na Tik Toku. – Banda pie***nych ku**ów – wycedził wyraźnie rozemocjonowany. W czwartek okazało się, że jest on Ukraińcem, został zatrzymany i grozi mu deportacja za znieważenie narodu polskiego.
🚨Podczas wczorajszego Marszu Pamięci o ofiarach Rzezi Wołyńskiej w Warszawie doszło do skandalicznej i niedopuszczalnej sytuacji. Młody ukrainiec kpił z pamięci ofiar i obrażał naród polski, a jednej z kobiet groził gwałt*m.
— Codziennik z Mordoru (@mordownik4u) July 13, 2026
Nie ma miejsca w Polsce na takie zachowanie… pic.twitter.com/LMHISS1lT4
Nagranie wyciekło do sieci i stało się viralem, jednak żadne z medium głównego nurtu nawet nie próbowało nagłośnić tematu, nie pojawiły się też apele w kierunku Zelenskiego i Budanowa. Podobnie było kilkanaście dni temu, gdy Ukrainiec publicznie groził zastrzeleniem prezydenta Nawrockiego, więc trudno zakładać, iż jest to tylko zbieg okoliczności. Patologiczną sytuację dostrzegł również były premier, Leszek Miller.
– W Polsce od dawna obowiązują dwa kodeksy moralnego wzmożenia. Pierwszy działa błyskawicznie: syreny wyją, eksperci pędzą do studiów telewizyjnych, politycy publikują pełne patosu wpisy, a tzw. autorytety ogłaszają kolejną bitwę dobra ze złem. Drugi kodeks jest znacznie bardziej powściągliwy. Czasem potrzebuje kilku dni na reakcję, a czasem najwyraźniej zapada w głęboki sen. Wszystko zależy od tego, kto jest ofiarą i komu przypadła rola sprawcy – stwierdził gorzko na X.
W Polsce od dawna obowiązują dwa kodeksy moralnego wzmożenia. Pierwszy działa błyskawicznie: syreny wyją, eksperci pędzą do studiów telewizyjnych, politycy publikują pełne patosu wpisy, a tzw. autorytety ogłaszają kolejną bitwę dobra ze złem. Drugi kodeks jest znacznie bardziej… pic.twitter.com/WHyJWuBPn5
— Leszek Miller (@LeszekMiller) July 16, 2026
News
Chcesz pracować u Lil Wayne’a? Musisz umieć skręcać blanty i kochać psy
Nietypowe wymagania rapera na stanowisko asystenta.
Praca u Lil Wayne’a nie kończyła się po ośmiu godzinach. Dokumenty złożone w sądzie pokazują, że raper oczekiwał od swojego asystenta pełnej dyspozycyjności, lojalności i szeregu bardzo specyficznych obowiązków.
Do mediów trafiły dokumenty sądowe związane z procesem pomiędzy Lil Wayne’em a jego byłym asystentem Andrew Williamsem. Mężczyzna od lat współpracował z raperem, a obecnie pozywa go w związku z incydentem, do którego miało dojść w 2022 roku na pokładzie prywatnego odrzutowca.
Jednym z dowodów w sprawie jest opis stanowiska, który pokazuje, czego ekipa Wayne’a wymagała od osoby zatrudnionej na tym stanowisku.
Dyżur przez całą dobę i skręcanie bluntów
Lista obowiązków była bardzo rozbudowana. Asystent musiał pozostawać pod telefonem przez 24 godziny na dobę i zachowywać pełną dyskrecję we wszystkich prywatnych sprawach rapera. Konieczne było również podpisanie umowy o zachowaniu poufności.
Na tym jednak wymagania się nie kończyły. Do codziennych zadań należało budzenie Lil Wayne’a o odpowiedniej porze, przygotowywanie wcześniej skręconych bluntów oraz pilnowanie, by nigdy nie zabrakło jego ulubionych bletek.
Zakupy i zawsze naładowany telefon
Asystent odpowiadał również za drobne zakupy, informowanie Wayne’a o wszystkich wydatkach, pakowanie bagaży przed wyjazdami oraz towarzyszenie artyście praktycznie podczas każdej podróży. Jego zadaniem było także dbanie o to, by każdy dzień rapera przebiegał bez problemów.
W dokumentach zapisano też, że kandydat powinien dobrze odnajdywać się w towarzystwie dzieci i psów, mieć pozytywne nastawienie, działać z własnej inicjatywy i zawsze mieć naładowany telefon. Dodatkowo zespół Wayne’a zaznaczył, że asystent musi nadążać za bardzo szybkim stylem życia rapera, jednocześnie nie angażując się w jego życie prywatne.
Nie zabrakło również wymagań dotyczących odporności psychicznej, umiejętności pracy pod presją oraz siły fizycznej potrzebnej do noszenia bagaży. Wśród oczekiwań znalazł się także zapis o „przyjemnej higienie osobistej”.
Były asystent walczy z Lil Wayne’em w sądzie
Andrew Williams twierdzi, że w 2022 roku został zaatakowany przez Lil Wayne’a na pokładzie prywatnego samolotu. Według jego pozwu próbował przerwać kłótnię pomiędzy raperem a pilotem maszyny.
Lil Wayne nie zgadza się z tymi oskarżeniami. Artysta zaprzecza, jakoby dopuścił się napaści i utrzymuje, że jeśli doszło do jakichkolwiek działań z jego strony, były one wyłącznie formą obrony własnej.
-
News3 dni temuBlok mieszkalny zaczął się kołysać od basów na festiwalu Clout
-
News3 dni temuFagata i Nafas są parą. Związek raperki i rapera, który dopiero co wyszedł zza krat
-
News4 dni temuOtsochodzi pozwany przez znany sklep meblowy? „Pozwali na milion”
-
News2 dni temuAli G wrócił. Nowy film i prowokacja zakończona interwencją policji
-
News2 dni temuKazior zagadał do policjantki, czy zna jego numer o młodych policjantkach
-
News1 dzień temuKoncert Edzia trzy razy tańszy niż występ Modelek. Poznaliśmy stawkę rapera
-
News1 dzień temuMajor SPZ: „Każdy dobry chłopak powinien mieć 5 lat odsiedziane”
-
teledysk4 dni temuJanusz Walczuk to z bloków biznesmen. Raper wraca do Mundialu 2006