News
@UPDATE: HIP HOP ARENA ŁÓDŹ – NIEWYPAŁ JUŻ 1 DNIA!
Wielkie trzydniowe Święto w Łodzi, czyli druga edycja Hip Hop Areny – już pierwszego dnia było wielkim niewypałem! Brak amerykańskiej gwiazdy, czyli zespołu Slaughterhouse i policja na terenie klubu…
Wczoraj (31.05) był pierwszy dzień jednej z największych imprez w kraju na której główną gwiazdą miała być hip hopowa supergrupa Slaughterhouse z USA. Niestety gwiazda nie dojechała na koncert, bo nie zapewniono jej transportu z Niemiec, gdzie grali swój ostatni koncert.
To właśnie na skład Slaughterhouse najbardziej czekały osoby, które przyszły tego dnia do klubu. – „Organizator nie załatwił wymaganego transportu amerykańskiemu zespołowi więc ten nie przyjechał z Niemiec w których grał swój ostatni koncert” – mówi jedna z osób pomagających przy tegorocznym festiwalu. Informację o braku gwiazdy wieczoru podano dopiero na koniec festiwalu.
Tego dnia swój występ miał też O.S.T.R, który zagrał bardzo dobry koncert z orkiestrą symfoniczną, jednak nie zmył niesmaku, który pozostał w ludziach, którzy byli wyjątkowo zniesmaczeni postawą organizatora, który nie wywiązał się z umowy. Suma sumarum wyszło tak, że na koncert O.S.T.R’a i łódzkiego podziemia ludzie zapłacili 60zł.
– „Dały się słyszeć głosy o ludziach którzy przebyli dziesiątki (lub setki) kilometrów by zobaczyć zespół ze stanów i zostali po prostu wydymani. Co gorsza winę za to ponosi organizator, a nie sam zespół. Bilet nie kosztował 10 zł, czy 20 – kosztował równo 60 zł” – mówi jeden z uczestników imprezy.
Drugą kwestią jest film o łódzkim podziemiu, który również miał być atrakcją pierwszego dnia festiwalu. Niestety wystąpiły problemy techniczne co opóźniło występy o dwie godziny.
Kolejną kwestią jest pobyt funkcjonariuszy po cywilnemu na terenie całego klubu. Przypomnijmy, że organizatorem całego festiwalu jest „Fundacja Centrum Informacji Kulturalnej w Łodzi” więc zależy jej na bezpieczeństwu uczestników imprezy, także w klubie pojawiło się kilku policjantów. Podobno policja dostała, aż 20 wejściówek dla swoich przedstawicieli z wydziałów anty-narkotykowych. Fakt, że policjanci byli obecni na festiwalu i wyprowadzali ludzi w kajdankach, a także robili wyrywkowe kontrole imprezowiczów jest niepodważalny.
– „Zarówno artyści, prowadzący i ludzie którzy przy tym pomagali wywiązali się jak mogli ze swoich obowiązków. Bezsensowe jest też czepianie się o cokolwiek Adama, gdyż on był tam tez występującym artystą i dał popis jakich mało. Całą winę za wczorajszy blamaż ponosi tylko i wyłącznie organizator. Szkoda że co roku naszemu festiwalowi towarzyszy jakieś „ALE” i dało się to usłyszeć zarówno pod sceną wśród publiki, za kulisami wśród organizatorów i na samym dole ba backstage’u na którym przebywali artyści” – mówi jedna z osób, ktora pomagala w organizacji tegorocznego festiwalu.
Kropką nad i jest także nieobecność Zeusa, który nie został zaproszony przez organizatorów. Przypomnijmy, że podczas festiwalu wystąpili (prawie) wzyscy reprezentanci Hip Hopu z Łodzi.
Przejrzałem właśnie łódzkie portale, chcąc sprawdzić jak poinformują one o wczorajszym koncercie. Oczywiście wszystko odbyło się zgodnie z harmonogramem, a malutka wzmianka o tym, że nie było gwiazdy wieczoru, czyli Slaughterhouse od razu została zripostowana, że przecież zastąpili ją raperzy Killing Skills z Holandii.
—————————— UPDATE: 2.06.2012, godz. 8:30 ——————————
Organizatorzy Hip Hopa Areny poinformowali, że przedwczorajszy koncert Slaughterhouse nie odbył się z przyczyn niezależnych od organizatora. Jednak Joe Budden członek Slaughterhouse twierdzi co innego.
„Informujemy, że wczorajszy koncert Slaughterhouse w ramach II edycji Hip Hop Areny nie doszedł do skutku z przyczyn nie zależnych od organizatora. W miejsce Slaughterhouse wystapili reprezentanci holenderskiej sceny Joe Kickass i Killing Skills.
Za zaistniałą sytuację bardzo gorąco przepraszamy.”
Joe Budden został zapytany na Twitterze przez zawiedzionego fana z Polski, dlaczego nie pojawili się na koncercie w Łodzi, a ten odpowiedział:
– „Wysłali 7 osobowego busa, dla dziesięciu osób + bagaż do jazdy przez 9 godzin…. przepraszam w imieniu organizatorów” – napisał Joe na swoim Twitterze.

//Max
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl
News
Książę Kapota nie przestraszył się gangsterskich opowieści Tomasza Chica?
Między panami doszło do otwartego konfliktu.
Konflikt, jaki wybuchł między Księciem Kapotą i Tomaszem Chicem, aspiruje do jednego z ciekawszych beefów w ostatnim czasie. Wygląda na to, że uliczny raper nie potraktował serio opowieści Chica o rzekomych plecach na mieście lub ma je po prostu większe.
Peja i Pezet mogliby się dużo nauczyć od Księcia Kapoty, jak odzwyczaić się od uzależnienia od kalkulatora. Weterani pokazali żenująco niski poziom interakcji, bo jak potraktować prymitywną zaczepkę i powieloną po raz nie wiadomo, który odpowiedź cytatem Pei? Jeżeli konflikty raperów mają wyglądać w taki sposób, to chyba lepiej, żeby ich nie było. Choć równie dobrze może to oznaczać pierwsze symptomy zamiarów przejścia na rapową emeryturę wspomnianych wyżej zawodników.
Z odmiennego założenia wyszedł Kapota, który nie podkulił ogona po wyzwiskach Chica, walczy o street credit i obiecał mu wizytę. Stało się tak, mimo iż Chic dosłownie kilka dni temu przechwalał się, że „ma kolegów, którzy grają pierwsze skrzypce w Warszawie”. Wcześniej opowiadał, że znał się z chyba najciekawszą postacią medialną polskiej przestępczości zorganizowanej, czyli Szymonem Żoliborskim. Jednak nie można tego w żaden sposób zweryfikować, bo wspomniany gangster popełnił samobójstwo w 2019 roku. Wersji Chica o znajomości nie potwierdza również świadek koronny Hanior, który był blisko związany z Szymonem i niedawno wyjawił, iż nie kojarzy patoinluencera z czasów latania na mieście i nigdy go nie widział.
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl
News
Nine Vicious – kim jest raper, którym zachwycił się Kanye West
Młody gracz dostał też co-sign od Young Thuga.
Nine Vicious pojawił się na albumie „Bully” od Kanye Westa, obok takich ksywek jak Travis Scott czy CeeLo Green. Co o nim wiemy?
Album „Bully” od Kanye Westa po perturbacjach trafił na streamingi. Wcześniej mówiło się, że Ye poleci bez featów, ale rzeczywistość okazała się inna. Na trackliście przewijają się nazwiska z topki, a obok nich – mało znany Nine Vicious.
Nine Vicious, underground z ambicjami na mainstream
Dla większości wtajemniczonych, ta ksywa nie jest przypadkowa. Nine Vicious to reprezentant Georgii, który konsekwentnie buduje swoją pozycję, wypuszczając projekty i EP-ki w klasycznym, „rapowym” trybie rolloutów.
Na początku roku wrzucił „B4EM”, 10 numerów będących przystawką przed nadchodzącym albumem „Emotions”. Wcześniej robił podobne ruchy przy projektach „Tumblr Music” i „For Nothing”.
Ye jest dla niego inspiracją
Vicious nigdy nie ukrywał, że Kanye West to dla niego ważna postać. Na mixtapie „Studio Addict” z 2024 roku wleciał z numerem „Ye”, oparty na samplu z „Power”. Do tego dorzucił „One Beer”, gdzie wykorzystał motyw z „No More Parties in LA” z ery „The Life of Pablo”.
Po odsłuchach „Bully” rzucił krótkie: „Kocham Cię [Ye]”.
Co-sign od Young Thuga
W 2025 roku Nine Vicious zgarnął ważny boost, wsparcie od Young Thuga. Raper z Atlanty wrzucił na X cytat z numeru „U Fancy?”, czym pokazał, że obserwuje młodego gracza.
Porównania do Thuga pojawiają się zresztą regularnie – zarówno przez stylówkę, jak i estetykę, w której porusza się młody raper.
W pewnym momencie mówiło się, że Vicious może być powiązany z YSL Records, ale na dziś nie zostało to potwierdzone.
„Bully” to dla niego szansa
Udział na płycie „Bully” to dla Nine Viciousa ogromny krok w przód. Ye wprawdzie nie uwypuklił jego ksywki na trackliście (jak wielu innych), ale jego wokale faktycznie pojawiają się w numerach „This a Must” i „Mama’s Favorite”.
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl
News
Edzio poszedł promować książkę do TVN i ujawnił, skąd wzięła się jego ksywka
Czytaliście już „Weź coś nawiń. Każdy z nas jest stworzony do wielkich rzeczy”?
Edzio zaczął promować swoją książkę w „Dzień Dobry TVN”. Przy okazji zdradzając historię swojej ksywki.
Wizyta w śniadaniówce TVN to kolejny krok, żeby dotrzeć do szerszej publiki z nową książką „Weź coś nawiń. Każdy z nas jest stworzony do wielkich rzeczy”. W trakcie rozmowy raper opowiedział, skąd wzięła się jego ksywka.
– Moim trzecim imieniem, z bierzmowania, jest Edward. Jakąś część swojego życia trzeba pozostawić prywatną, więc można powiedzieć, że w karierze jest Edzio, a w życiu prywatnym – Piotrek – powiedział.
Edzio poruszył też temat wiary. – Ona pojawiła się u mnie po liceum, po maturze. Od kiedy pojawiło się we mnie to największe marzenie, by zostać raperem, artystą, to zrobiłem, po ludzku, wszystko, żeby to osiągnąć, a to nie wystarczyło. Kariera przyszła do mnie dopiero wtedy, gdy w moim życiu pojawiła się wiara i kiedy zrozumiałem, że wszystko, co robimy – nasza kariera, popularność – nie jest po to, żebyśmy sami opływali w luksusach, tylko żeby dzielić się dobrem z drugim człowiekiem – podkreślił.
Na scenie Dzień Dobry TVN Edzio Rap i Sonia Maselik zaprezentowali ostatni singiel „Wpadłem Ci powiedzieć”. Nagranie na Youtube nie ma zbyt wielu odsłon, bo jak na tak dużego twórcę ok. 15 tys. odsłon to niewiele.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl
News
Ye wrzucił „Bully” na Spotify. Fani podzieleni i prośba o usunięcie creditsów
Szum, chaos, czyli jak zwykle w przypadku Kanye Westa.
Kanye West wrzucił album „Bully” na Spotify i Apple Music. Fani dyskutują o A.I., brzmieniu i formie rapera, a do tego doszedł temat usuniętego creditsu producenckiego.
„Bully” – podsumowanie chaosu wokół rapera
Kanye znowu zrobił to po swojemu. „Bully” w końcu trafiło na platformy streamingowe i od pierwszych godzin po premierze widać jak scena jest podzielona. Jedni słyszą powiew świeżości, inni widzą kolejne problemy, które ciągną się za Ye od lat.
Ten projekt zbiera w sobie wszystko, co wydarzyło się wokół rapera w ostatnich latach. Po publicznych przeprosinach za antysemickie wypowiedzi, zapowiedziach koncertów i zamieszaniu wokół wykorzystania A.I. w wokalach, „Bully” wjechało jako podsumowanie chaosu, ale też próba odbicia się od dna.
Co z tym AI?
Temat, który najmocniej grzeje to sztuczna inteligencja. Część słuchaczy dalej twierdzi, że coś tu nie gra i że A.I. mogło mieć większy udział w krążku, niż się oficjalnie mówi. Inni patrzą na to inaczej – według nich Ye brzmi bardziej żywo niż wcześniej i w końcu wraca do formy, której mu brakowało.
Mocna produkcja
Jeśli chodzi o produkcję, to klasycznie – najmocniejszy punkt. Tutaj wielu słuchaczy jest zgodnych, że klimat robi robotę, ale nie obyło się bez uwag. Padają opinie, że bity są zbyt surowe albo zbyt krótkie, ale są też głosy, że właśnie ta oszczędność i przestrzeń nadają całości klimat starego, bardziej szczerego Kanye.
just finished listening to the new kanye west album , BULLY. currently lost for words man, crying real tears bro, this is quite possibly, quite literally, sincerely, the best possible music i have ever heard. my ears are truly blessed after this work of art. pic.twitter.com/HH69y1oldc
— 🤠 (@love4odin) March 28, 2026
Goście na albumie
Na trackliście już teraz wyróżniają się konkretne numery. Fani wskazują m.in. „Father” z udziałem Travisa Scotta czy „All The Love” z André Troutmanem. Ale to wydaje się dopiero początek, bo ten album będzie jeszcze długo rozkminiany i oceniany.
Goście na krążku:
- Travis Scott
- André Troutmanem
- CeeLo Green
- Don Toliver
- Peso Pluma
Muzyk usuwa swój credits z „Bully”
Do całej dyskusji dorzucono kolejny temat zza kulis. James Blake ogłosił, że poprosił o usunięcie swojego creditsu z numeru „This One Here”. Tłumaczył, że wersja, która finalnie trafiła na album, nie ma już wiele wspólnego z tym, nad czym pracował lata temu i nie chce być podpisany pod czymś, co nie oddaje jego wkładu. To ruch, który zaskoczył fanów, bo zwykle w takich sytuacjach chodzi o walkę o dopisanie nazwiska, a nie jego usunięcie.
Czy „Bully” to pełnoprawny comeback? Za wcześnie na takie wyroki, ale dyskusja dopiero się rozkręca.
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl
News
J. Cole: „Rapuję, że jestem GOAT-em, ale wcale się tak nie czuję”
„Nie jestem najlepszy na świecie”.
J. Cole włączył tryb totalnej szczerości mówiąc, że w numerach może brzmieć jak GOAT, ale prywatnie tak o sobie nie myśli. Raper odniósł się też do poziomu takich graczy jak Drake czy Kendrick Lamar.
Cole jak na rapera przystało sprzedaje fanom wizję bycia numerem jeden, ale jak sam przyznaje, to rola, w którą się wciela, gdy wchodzi do studia.
– Mówię w kawałkach, że jestem najlepszy. Zapytaj mnie w prawdziwym życiu: czy uważam się za najlepszego rapera na świecie? Stary, istnieje ktoś taki jak Black Thought. Istnieje ktoś taki jak Lupe Fiasco. Są też goście tacy jak Drake albo Kendrick – mówi.
– Jeśli zapytasz mnie w prawdziwym życiu, czy chodzę i myślę, że jestem najlepszym raperem na świecie? Nie stary. Że jestem najlepszy w historii? Nie. Ale kiedy zakładam tę pelerynę, tak właśnie lubię rapować. Czy były momenty, kiedy pisałem i myślałem: „Wiem, że nikt tego nie przebije?” Oczywiście też – dodaje.
Podobne podejście mogłoby się przydać niektórym polskim raperom, u których mit rapowego ego wciąż jest żywy.
J Cole admits he be lying in his songs saying he think he’s the best
— Whooping feet (@WhoopingFeet) March 27, 2026
“It’s a persona & I really be having people believing that ish”
“In real life if u ask me if im the best no, I just put on that cape”
Black Thought, Kendrick Lamar, Lupe etc are better on any given day pic.twitter.com/h9SiCS8yfe
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl
-
News3 dni temuPeja strzela w Pezeta. Za to, że ten nagrał z Bedoesem?
-
News4 dni temuPopek szuka sponsorów wśród fanów. Wszyscy jednym chórem: „Nie”
-
News3 dni temuŚliwa, którego wspólnicy mają dość, „tęskni za ziomami, którzy grzeją puchę”
-
News2 dni temuFokus o konflikcie z Paluchem: „Faceci lubią sobie dać po mordzie”
-
News1 dzień temuPamiętacie „Mercbezel S600”? Po ponad 20 latach Tede znów wydał „Notes”
-
News1 dzień temuKsiążę Kapota poluje na Tomasza Chica. „Trafisz się na pewno”
-
News1 dzień temuJWP ujawnili tracklistę płyty „Krew”. Featuringi mocno okrojone
-
Singiel2 dni temuZ Compton do Polski. The Game w numerze Bęsia