Felieton
KOMENTARZ KAABANA: Moda na rap i cierpienia młodego truskula
Do napisania tej polemiki zachęcił mnie zalew tekstów kolejnych rapowych mędrków, którzy płaczą nad tym, że rap wraca do mediów. W końcu postanowiłem odnieść się do jednego z nich, który opublikowany został na stronie wolne-dziennikarstwo.pl. Autorem jest niejaki Dominik Pajewski.
Na samym początku autor zabiera nas w sentymentalną podróż do czasów, kiedy rap był w modzie, czyli okolic roku 2003. Wspomina nam o takich „legendach” jak Jeden Osiem L i boomie związanym z ich działalnością. Wszystko jest fajnie dopóki nie dowiemy się, ile wiosen liczy sobie pan redaktor. Gdzieś tam dotarłem do informacji, że studiuje pierwszy rok dziennikarstwa, czyli całe 20. Tak się składa, że moja siostra jest dokładnie w tym wieku i „tamtych czasów” nie przetoczyłaby za dużo przykładów, o ile jakiekolwiek by w ogóle znalazła. Tymczasem pan Dominik pamięta nawet, że „był rok 2003 i wtedy wszędzie (nawet z lodówki) wyskakiwał jakiś raper”.
„Pamiętacie te czasy, gdy wszędzie gdzie się nie spojrzało, widać było gości w za dużych spodniach? Jak się włączyło telewizję muzyczną to leciał teledysk jakiegoś składu rapowego, a na Esce oprócz zwyczajnych audycji leciała także ,,HIP-HOP NOC” czyli od północy do rana sama muzyka spod znaku rap? Pewnie, że pamiętacie, bo trudno nie pamiętać tych czasów. Był rok 2003 i wtedy wszędzie (nawet z lodówki) wyskakiwał jakiś raper.”
Sam jestem niewiele starszy i pamiętam moją nieświadomość muzyczną, a tutaj ktoś jeszcze 3 lata młodszy próbuje pouczać, jak to było. Żaden raper nie wyskakiwał z żadnej lodówki i to jest fakt. Pomijam bekę z kierunku, wykładowcy dziennikarstwa sami śmieją się, że taki kierunek nie istnieje.
Po tym wstępie rozpoczynają się tytułowe cierpienia młodego truskula, wyrażone przede wszystkim w zdaniu: „Cały bum trwał mniej więcej do 2007 roku. Potem nastąpiło wycofanie tego gatunku muzyki z mediów. I BARDZO DOBRZE!”. Bardzo dobrze, że rap wyszedł z mediów, bardzo dobrze, że zmniejszyły się przychody, najważniejsze, żeby studenciaki miały swoje poczucie alternatywności.
Następnie usiłuje na przykładzie swojego miejsca pracy udowodnić nam, że powracająca moda to bardzo zły znak i należy ją zatrzymać. Posługuje się beznadziejnymi przykładami typu: „,,A teraz kawałek Donatana z kumplami Borixonem i Kajmanem, nawijać będą, że nie lubią robić” W tym momencie mówię sobie w duchu: ,,Od kiedy Donatan nawija z kumplami? Od kiedy Donatan to raper?”” Każdy myślący człowiek wywnioskuje z tego zdania, że nawijają Borixon i Kajman, EWENTUALNIE Donatan, ale to naprawdę nie robi różnicy przeciętnemu zjadaczowi chleba!
Następnie autor ubolewa nad brakiem szerszych informacji na temat albumu Roberta M., ale niech powie, ilu przeciętnych odbiorców Eski to w ogóle obchodzi? Ilu przeciętnych odbiorców Eski potrafi wymienić producenta/kompozytora choćby jednego „hitu” z „Gorącej 20-stki”? 1 na 1000? Może nawet mniej.

Festiwal szukania dziury w całym trwa jednak w najlepsze. Prawda jest taka, że powyższe dwa przykłady to przypierdalanie się. Spiker nie przekręcił tytułu/nazwy zespołu/producenta/płyty, to przypierdolmy się do czegoś innego, bo przecież trzeba udowodnić, że media to zło.
Następnie dostaje się 4fun TV, na którym wcześniej (rzekomo) nie leciał rap. Nie oglądam telewizji, ale z tego, co pamiętam, to sytuacja jest nieco inna i na tym kanale leciały (może nie w zawrotnych ilościach, ale jednak) hip-hopowe tracki.
Oczywiście konkluzją jest fakt, że (zdaniem autora) media robią z hip-hopu „maszynkę do robienia pieniędzy”, a przejawia się to… niedoprecyzowaniem, kto rapuje, a kto jest producentem w kawałku Donatana, oraz brakiem szerszych informacji o projekcie na którym znajdzie się dany utwór. Cytat „Jeśli fakty nie pasują do teorii tym gorzej dla faktów” sam nasuwa się na myśl.
Ostatnie dwa akapity zasługuje na przetoczenie z kilku powodów:
„Zauważam także, że historia zatacza koło. Rok 2003 Rap jest wszędzie. 2013 Rap znowu zaczyna być wszędzie, na koszulkach, na czapkach, w telewizji, w radiu. Niestety, jest moda na ten gatunek. Być może jest to spowodowane w dużej mierze filmem o Paktofonice. Z jednej strony dobrze, że młodzi ludzie usłyszą legendarne kawałki dzięki tej modzie. Jednak lepiej by było, gdyby także zaczerpnęli wiedzy z innych źródeł, niż z radia które na Rapie robi biznes… Tylko biznes…
Reasumując: hip-hop w mediach jest zbędny. Ta muzyka sama się obroni (wystarczy popatrzeć na kanał ProstoTV, ilość wyświetleń klipów mówi sama za siebie). Obrona przez lata wychodziła jej dobrze, teraz też tak będzie.”
Pierwszy z nich, to fakt, że krystalizuje się w nim podejście „starszych słuchaczy” do nowej fali mody. Jest ono negatywne, bo nie mogą czuć się już wyjątkowi, z kimś muszą dzielić się tym zbiorem prawd życiowych zawartych w wersach. Tak bardzo ich to boli, że potrafią tylko pisać „Niestety, jest moda na ten gatunek”, bez jakiegokolwiek podparcia faktami.
Po drugie jak na dłoni widać podejście typowego truskula, który cierpi na tym, że ktoś jeszcze zarabia na muzce jego idoli. Udostępnia kanały, którymi wykonawca może dotrzeć do odbiorców to zarabia i nie ma w tym NIC dziwnego.
Po trzecie krótkowzroczne podejście „hip-hop w mediach jest zbędny” i przetaczanie bzdurnych argumentów o ilości wyświetleń na kanale Prosto. Czy każdy polski raper wydaje u Sokoła? Nie, ale oczywiście słuchacze nie chcą tego widzieć, bo dzielą się na dwie grupy:
– Pierwsza, czyli osoby znające gatunek pobieżnie, przekonane, że jedyni raperzy jacy istnieją, to ci na tych oficjalnych kanałach, więc nie potrzeba rapu w mediach.
– Druga to osoby siedzące głębiej, jednak ogarniające wszystkie informacje samemu, przekonane, że każdy tak jak oni po 1000 razy dziennie odświeża ślizg i fanpejdże poszczególnych wykonawców.
Obie grupy się mylą, a przykładem krótkowzroczności tego myślenia jest chociażby Zeus, który dopóki nie związał się ze Stepem nie potrafił przebić się do szerszego grona odbiorców, mimo niepodważalnych umiejętności.
Drugim punktem odniesienia jest Jeżozwierz, który parę dni temu postanowił zakończyć karierę z powodu braku zainteresowania jego rapem. O takich przypadkach obie grupy słuchaczy-idiotów zapominają.
Wiem, że tekst, z którym polemizuję nie wnosi do tematu nic nowego. Po prostu chciałem wreszcie odnieść się do tych wszystkich mędrków, którzy piszą o powracającej „modzie” na rap, która z modą z 2003 nie ma tak naprawdę niemal nic wspólnego. Wtedy co godzinę słyszeliśmy o tym, dlaczego „Cztery pory rapu” są cztery, jak swoje kawałki tworzy Jeden Osiem L, czy też wychwalaniu umiejętności wokalnych Donia, specjalisty od śpiewanych refrenów. Tak było w 2003, dekadę później legiony „specjalistów” „wychowanych” na rapie głoszą jej powrót, bo dwa kawałki weszły do Gorącej Dwudziestki, a ileś tam utworów poleciało na antenie. Wartość tych wynurzeń jest równa zeru.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News4 dni temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News3 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News15 godzin temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News1 dzień temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News2 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
teledysk4 dni temuNowy Polak jara jak Snoop Dogg
-
News2 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”