Felieton
KOMENTARZ KAABANA: „Przekrój” o polskim hip hopie
Trudno zanegować rozwijającą się niemal z dnia na dzień nową falę mody na polski rap. Kiedy wydaje się, że kolejna granica nie zostanie przekroczona, albo przynajmniej to całe zamieszanie przynajmniej wyhamuje, następnego dnia okazuje się, że nic bardziej mylnego. Myślałem, że występ Pokahontaz u Wojewódzkiego wynikał bezpośrednio z chęci zagarnięcia fejmu zbitego na tym filmie, jednak zaraz potem w programie tym mogliśmy oglądać Pezeta. Afera zatacza coraz większe kręgi, ponieważ temat rapu postanowił wziąć na warsztat (i przy okazji okładkę) tygodnik „Przekrój”.
Początkowo sądziłem, że znowu jakiś dziennikarzyna za 2zł pod wpływem 5cio krotnego obejrzenia „Jesteś bogiem” oraz przesłuchania dyskografii Magika postanowił podzielić się z całym światem swoim odkryciem, jednak okazuje się, że nie. Autorem tekstu „Wyjście z bloków” jest znany (i ceniony) w środowisku Andrzej Cała. Przymknąłem oko na tytuł oraz nabijanie lewackiej kabzy i z nieskrywanym zaciekawieniem rozpocząłem lekturę tekstu.
Może jestem nienormalny, ale po takim autorze oczekiwałem tekstu, który pokrywa się z faktami 1:1 z dokładnością co do 0,00000000000000000001. Tradycyjnie już moje oczekiwania minęły się z rzeczywistością, chociaż nie w takim stopniu jak to ma zazwyczaj miejsce. Zgrzyt następuje już na samym początku, gdzie Andrzej opisuje popularność rapu na wszystkich płaszczyznach. Zacytujmy kawałek:
„Wskaźniki sprzedaży albumów sceptyków nie przekonają. W końcu płyty rozchodzą się u nas w minimalnych nakładach, więc takie zestawienia nie muszą być miarodajnym wyznacznikiem. By doświadczyć większej skali, odwiedźmy więc YouTube i sprawdźmy, czyje klipy ogląda się najczęściej. Jak się okazuje, królują tu discopolowcy z zespołu Weekend oraz Rihanna. Ale już kawałek „Chcę ci dać” donGURALesko zajmuje siódmą pozycję, „Nie lubimy robić” Donatana jest dziewiąty, „Chmura” Pezeta to miejsce 11., a Peja z kawałkiem „A ja jestem pomidorem” zamyka czołową „15″.”
Absurdalnym jest powoływanie się na wskaźnik YT przy jednoczesnym umniejszaniu miarodajności OLiS-u. To, że jakiś utwór ma dużo wyświetleń na YT równie dobrze może świadczyć o postępującej roli tego medium jako swoistego odtwarzacza muzyki, zastępującego mp3 z dysku twardego. Możemy to pominąć, ponieważ jest to kwestia dyskusyjna, bardziej bekowe jest natomiast powoływanie się na wysoką lokatę „A ja jestem pomidorem”. Wszyscy (wierzę, że pan Andrzej również) dobrze wiedzą, że popularność tego utworu jest efektem beki przez niego wywołanej, a nie poziomu czy też zapotrzebowania na kawałki, w których pomidor jest podmiotem lirycznym. Tym sposobem ludzie spoza środowiska wpiszą sobie w wyszukiwarkę ten tytuł, posłuchają i utwierdzą się w przekonaniu, że brak rapu w mediach jest dobry, a ten typ z artykułu to jakiś jebnięty. Skoro i tak w pierwszej 15 znajdowały się 3 inne utwory, to po co było przetaczać tego nieszczęsnego pomidora?
Dalej wkurwiają nieścisłości odnośnie marek odzieżowych. Przeciętny czytelnik tygodnika opinii po przeczytaniu „Ten Typ Mes od 2006 r. jest twarzą firmy Alkopoligamia.” wywnioskuje od razu, że marka Alkopoligamia istniała sobie na rynku, zaś w 2006 do promocji postanowili zatrudnić Mesa. Jak było wszyscy dobrze wiemy, poza tym dla ścisłości Alkopoligamia w 2006 była stroną internetową wypuszczającą co jakiś czas bardzo mocno limitowane serie koszulek, zaś firmą (której twarzą mógł zostać Mes) stała się dopiero w 2009, przy okazji poszukiwania wydawcy „Zamachu na przeciętność”.
To jednak nic w porównaniu z beką, którą dostarcza fragment:
„Z natury oszczędny i odrobinę nieufny młody człowiek musi być przekonany, że zawsze dostanie do ręki coś, co przetrwa dłużej niż podobny artykuł z sieciówki. Gdy raz się sparzy, raczej już nie wróci.”
Wszelkie próby wcielenia się przez kogoś dorosłego w postać przeciętnego nastolatka kończą się fiaskiem, tak też skończyły się i tutaj. Skąd ten autor wziął obraz nastolatka „odrobinę nieufnego” i do tego „oszczędnego”. Wygląda na to, że autor pomylił przymiotnik „oszczędny” z „biedny”, co nie świadczy o nim najlepiej.
Im dalej tym tylko gorzej – gdzieś w środku artykułu Bisz oraz Zeus zostali określeni mianem twórców, którzy trafiają do… hipsterów. Tak, nie przewidziało wam się. Oczywiście bez cienia uzasadnienia, po prostu zwykłe „jeb, oni są dla hipsterów”.

Nie mieści mi się w głowie, jak osoba, która przecież „siedzi” w tej kulturze może pisać takie bzdury. Pewnie ma 2-3 znajomych z tej grupy społecznej (którą gardzę na równi z lewakami), którzy jarają się Zeusem i Biszem, w związku z czym postanowił zamieścić to w artykule.
Następny na warsztat wzięty zostaje wzięty wątek treści polityczno – społecznych. Pojawia się nawet wypowiedź Najgorszego Recenzenta Polskiego Rapu, która jest tak absurdalna, że po prostu muszę ją przetoczyć:
„Nie brakuje też raperów zaangażowanych politycznie i społecznie. – Polski hip-hop w 2012 r. jest bardziej zaangażowany w życie polityczne, niż był kiedykolwiek wcześniej. Scena zawsze była zachowawcza, ale takiego przechyłu konserwatywno-nacjonalistycznego nie było nigdy. Raperzy żerują na panującej wśród młodzieży modzie na ostentacyjny patriotyzm, dorzucając swoje populistyczne trzy grosze. A nawet więcej”
Chętnie dowiem się, gdzie jest widoczny ten „konserwatywno-nacjonalistyczny” przechył, bo ja go jakoś kurwa nie widzę, a słucham dosłownie wszystkiego. Parę jednostek OD ZAWSZE przemyca pojedyncze treści nawet nie o charakterze konserwatywnym, a zwyczajnie zdroworozsądkowym, Flint nazywa to „przechyłem”, żenada.
Na potwierdzenie tej tezy redaktor Andrzej powołuje się na nagranie „Leming” oraz poparcie twórców dla Marszu Niepodległości, by w następnym akapicie uczciwie przyznać, że u wymienionych raperów taka tematyka nie jest nowością. Przyznam, że czytałem ten fragment parę razy i w dalszym ciągu nie umiem uchwycić sensu pisania, że coś może być dowodem, żeby zaraz potem to obalać.
Tymczasem festiwal durnych cytatów trwa w najlepsze. Tym razem mają za zadanie uwiarygodnić rzekomą wagę filmu „Jesteś bogiem”. Z tej okazji kretyna robi z siebie Abradab:
„Magik na pewno jest osobą, którą warto przybliżyć ludziom, zwłaszcza młodszemu pokoleniu. Tak sobie myśleliśmy ostatnio z chłopakami – kiedyś nawet nikt by się nie spodziewał, że komuś będzie się chciało pisać o tym scenariusze”
Zrozumiałbym taką wypowiedź, gdyby Dab sam grał w tym filmie. Tymczasem jego wątek jest tam praktycznie pominięty, wiec nie ma potrzeby promowania ścierwa. Odrzucając tę opcję już wiemy, że współzałożyciel Kalibra jest po prostu idiotą, który uważa, że warto przybliżać ludziom postać nieodpowiedzialnego ćpuna, który skoczył z okna mając małe dziecko, w dodatku w tym filmie pokazaną jako tego, który „chciał dobrze, ale nie wyszło”, więc należy mu współczuć.
Chyba nie muszę dodawać, że na kondycję polskiego rapu film ten nie wpłynął nawet w 1%, ponieważ 99% widzów PRZYNAJMNIEJ kojarzyła Paktofonikę i postać samego Magika, przypływ nowych słuchaczy (o ile został odnotowany) jest raczej znikomy.
W rolę imbecyla wciela się również postać, której nigdy bym o to nie podejrzewał, czyli Mes. We fragmencie poświęconym „hiphopolo” dzieli się z nami następującą opinią:
„Ale to artyści tacy jak Łona, Sokół czy Te-tris wciąż grają koncerty i sprzedają płyty, to im na ulicy ludzie przybijają piątki. Przetrwali jeden zalew syfu, przetrwają kolejne.”
Niby tutaj wszystko się zgadza, ale pięknie wychodzi jakie pojęcie mają polscy raperzy o polskim rapie. W erze hiphopolo Te-Tris był anonimowym undergroundowcem, autorem jednej kiepsko zarapowanej płyty, znanym głównie z WBW. Stawianie go w jednym szeregu z Łoną i Sokołem odnośnie tego, że „grał koncerty wtedy i gra teraz” to grube nieporozumienie.

Na sam koniec denerwuje maksymalnie stronniczy fragment o potencjalnej możliwości ewolucji raperów do roli celebrytów. W tym miejscu autor przy pomocy paru wypowiedzi Sokoła podkreśla to, jak bardzo takie kreacje raperom nie odpowiadają, w związku z czym na pewno w nie nie wejdą. Jakie trzeba mieć klapki na oczach, żeby coś takiego pisać?
Czyżby redaktor Andrzej zapomniał o tym, że Mezo przed rozpoczęciem kariery celebryty był normalnym raperem, którego nikt by nie posądzał o takie posunięcie? Co najmniej dziwne jest też pomięcie chociażby Tedego, który od fleszy nie stroni. Celowe wprowadzanie ludzi w błąd, czy niewiedza?
Najlepsze zaczyna się oczywiście na koniec, gdzie Calak z sobie tylko znanych powodów zamieszcza„5 utworów, które zmieniły polski hip-hop”autorstwa niejakiego Jakuba Żulczyka. Nie mam pojęcia kim jest ten człowiek, ale tym artykule razem z Flintem będzie rywalizował o miano mojego ulubionego dziennikarza muzycznego.
Nie wiadomo, jakimi kryteriami kierował się ten dziennikarzyna, ale efekt końcowy jest niesamowicie komiczny. Bo jak nazwać brak w zestawieniu jakiegokolwiek utworu ze „Skandalu” bądź „Nastukafszy”? Zamiast tego mamy „Pamiętaj o melanżu”, „Głuchą noc”, „Ukryty w mieście krzyk” (wtf?!?!), „Nienawiść” oraz „W aucie”. Z drugim oraz piątym wyborem mogę się zgodzić, utwory te faktycznie zmieniły polski hip hop. „Pamiętaj o melanżu” jest niezłe, ale jak pisałem wyżej – coś z pierwszej Molesty lub WFD jest NIEZBĘDNE. Utwory Pezeta oraz HG zostały dokooptowane chyba w drodze losowania, bo nie widzę żadnych, podkreślam żadnych logicznych przesłanek na ich umieszczenie. Do tego ten debil pomylił tytuł jednego z numerów, bo przecież track ten nazywa się „Nienawiść”, a nie „Nienawiść do policji”.
Po tej grubej kompromitacji czas na jeszcze większą, czyli „5 najlepszych płyt polskiego hip-hopu”. Tutaj z otwartym hejtingiem jest nieco trudniej, ponieważ autor zostawił sobie furtkę ewakuacyjną podając ranking pięciu „najlepszych”, a nie „najważniejszych” płyt, co jednak nie przeszkadza w zrównaniu go z ziemią.
Podobnie jak poprzedni, tak i ten wybór jest po prostu absurdalny, obok siebie stoją „Skandal” oraz… solowa płyta Winiego. Tak, Winiego. Całość dopełniają albumy Małolata, Sokoła oraz JWP. Gdzie tu jest jakikolwiek klucz?
„Skandal” – bezdyskusyjny klasyk, zostawmy w spokoju. „Witam was w rzeczywistości” to bardzo dobra płyta, ale czy od razu najlepsza w historii? Bardziej pasowałaby tutaj dowolna płyta Pezeta, jednak jak widać dla pana Żulczyka obecność tracku, który „zmienił polski hip hop” to niewystarczająca rekomendacja do tego, aby umieścić taki album w swoim zestawieniu. Małolat również nagrał bardzo dobrą płytę, może nie w 5, ale w top 15 spokojnie bym ją sklasyfikował. W uzasadnieniu do wyboru „Wroga publicznego #1” czytamy, że jest to ekipa „w której poziom rapowania jest rozłożony u wszystkich jej członków mniej więcej po równo”. No to chyba kurwa słuchał innego składu, bo jak wiadomo Ero>Kosi>Doni=Foster. Wisienką na torcie jest płyta „Bóg jest miłością”, której uzasadnienie po prostu trzeba przetoczyć:
„Trudno pisać o Winim. Trudno napisać coś sensownego o płycie, na której znajduje się 11-minutowy utwór „Nienawidzę raperów”, w którym występuje połowa raperów z Polski. Trudno pisać o płycie, na której dubstep łączy się z ogniskową gitarą, punk rock z autotune’owym wyciem, na której muzyka Matheo i strumień świadomości Winiego zlewają się w jedną wielką joyce’owską magmę. Jedno jest pewne – Wini jest osobowością przez wielkie O, a takich jaj i takiej pomysłowości nie miał w polskim hip-hopie przed nim nikt.”
Czyli dobre wino jest dobre bo jest dobre i tanie i takie historie. 80 wyrazów, 432 znaki i ZERO, PIERDOLONE ZERO KONKRETÓW. Bo konkretem nie jest napisanie co się z czym łączy oraz to, że Wini „jest osobowością przez wielkie O”. Co za cep, nie mam pytań. Wybór oczywiście do zmiany i to natychmiastowej, ale niektórzy chyba mają takie parcie na szkło, że muszą łapać się brzytew.
Mam nadzieję, że chociaż jedna zagubiona duszyczka, która po przeczytaniu artykułu w „Przekroju” będzie poszukiwała w Internecie informacji na temat polskiego rapu trafi na ten artykuł i dowie się, czemu jest on mocno wątpliwej jakości. Z drugiej strony może należy cieszyć się, że nie jest to bzdura na poziome „tu for sewen”? Nie zapominajmy także, że mamy do czynienia z lewackim tygodnikiem opinii, w którym artykuły bez kłamstw nie istnieją. Być może i ten musiał dostosować się do linii redakcyjnej, a że Cała zrobił to dość niskim kosztem, przekręcając raczej drobniejsze kwestie, postanowiono dodać te durne rankingi idioty z „Wprostu”. Tak czy inaczej zjawisko pt. „boom na polski rap” rozwija się coraz szybciej i aż się boję w którą stronę to wszystko wędruje. Pewnie za miesiąc tematem dnia w „Superaku” będzie relacja z zakończenia pobytu Chady w więzieniu.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News4 dni temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News3 dni temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News14 godzin temuTede pocisnął z Sokołem. Beef weteranów wisi w powietrzu?
-
News1 dzień temuWiz Khalifa odwołał trasę, bo chcą go aresztować w Europie
-
News2 dni temuJaś Kapela ocenił kontrowersyjny występ Sokoła w Gdańsku
-
teledysk4 dni temuNowy Polak jara jak Snoop Dogg
-
News2 dni temuOjciec Maty o Trzaskowskim: „Nieosiągalny dla innych ludzi”