Sprawdź nas też tutaj

ranking

Przegląd rapowych płyt z USA 2017 – ranking (miejsca 4-1)

Opublikowany

 

kk-568658.png

Piąta i ostatnia część podsumowania amerykańskiej sceny w 2017 roku i omówienie poszczególnych albumów.

Kolejne dwanaście miesięcy już za nami, a dla namiętnych słuchaczy wszelakiej muzyki oznacza to kolejne dziesiątki czy też może i nawet setki wydanych krążków. Teraz wypadałoby zebrać do kupy to, co się przesłuchało, albo jak się czegoś względnie ciekawego nie przesłuchało, to przesłuchać i nadrobić te całkiem przyjemne zaległości. Tylko pytanie, czy to się tak w ogóle da wszystko podsumować? I w jaki sposób to zrobić, skoro mamy tyle różnych gustów muzycznych? Dużo łatwiejsze podsumowania mają do zrobienia dziennikarze sportowi – wystarczy policzyć bramki, asysty, kluczowe podania, odbiory, parady i może kartki jeszcze i proszę bardzo – można szybko wybrać najlepszego napastnika i pomocnika. W muzyce liczby mogą co najwyżej pomóc w ocenie popularności i komercyjnego potencjału, bo wartość artystyczna to już kwestia dyskusyjna niemożliwa do zmierzenia żadną liczbową skalą. Odnoszę wrażenie, że w obecnych czasach takie podsumowanie to raczej prezentacja gustu oceniającego, bo i sam z tego topu odrzuciłem niemałą liczbę albumów, które ktoś inny mógłby spokojnie w tej dwudziestce umieścić.

 

No, ale cóż – skoro koniec roku, to wypada jakieś podsumowanie zrobić, tak więc już nie przedłużając – zapraszam do czytania i oczywiście mniej lub bardziej wyrafinowanego wyrażania swojego zdania.

 

4. Big K.R.I.T. – „4eva Is A Might Long Time”

Jeden z tych raperów, o których w pierwszej kolejności niestety myśli się w kategoriach „niedocenianych”. Trzecie solo już za nim, a nadal jego muzyka przebija się jedynie do bardzo wąskiej grupy słuchaczy. Czego mu w takim razie brakuje? Chyba tylko odpowiedniego momentu, bo gdy południowy rap z Atlanty zdobywa listy przebojów, tak Big K.R.I.T owszem, południe aktywnie reprezentuje, tylko raczej brzmienie, które miało swój czas ładnych kilka lat temu, gdy rządzili chociażby Panowie z UGK. Zawsze śmieszyło i żenowało mnie określenie „mainstreamowy underground”, gdy padało to z ust któregoś z polskich raperów, tak w przypadku rapera z Missisipi pasuje to jak ulał. „4eva Is A Mighty Long Time” to kontynuacja założeń z wcześniejszych projektów, tylko wykonana pod każdym względem lepiej. Skillsy są, produkcja na najwyższym poziomie też (i to w większości własnej roboty), czyli wszystko co jest niezbędne dla pierwszoligowego rapera, tylko pierwszoligowej popularności brak. Mimo tego, mamy tu do czynienia z czołówką roku.

 

3. Migos – „Culture”

To właśnie ten album przyszedł mi do głowy jako pierwszy, gdy zabierałem się za to podsumowanie. I to zdecydowanie nie był przypadek, bo 2017 rok bezapelacyjnie należał do Migosów. Będąc jednak absolutnie szczerym, to po tym, jak opadł kurz po singlowych huraganach w postaci „Hannah Montana” czy „Versace” i gdy światło dzienne ujrzał debiutancki krążek, to raczej spodziewałem się, że kariera Quavo, Offseta i Takeoffa szybko się skończy i Panowie przejdą do historii jako jedni z wielu, którzy po bardzo głośnych singlach przepadli z łatką „one-hit-wonderów”. Tak się jednak nie stało i tegoroczne „Culture” to jedna z najlepszych i najciekawszych pozycji muzycznych i uderzenie z jeszcze większą falą niż w przypadku wspomnianych wcześniej numerów. Pewnie, ktoś zaraz zacznie lamentować, że postawienie płyty Migosów obok Jaya-Z czy Kendricka Lamara to zwykła kpina, ale umówmy się – Hova i K-Dot grają we własnej lidze, natomiast tercet z Atlanty to w zasadzie główni bohaterowie obecnego kształtu sceny hiphopowej – bangerowe bity, masa autotune’a, podśpiewywanie non stop przeplatane z rapowanymi zwrotkami no i to charakterystyczne flow. I czy ktoś chce, czy nie, to właśnie Migos rozdają obecnie karty w tej grze i są na absolutnym szczycie.

 

2. Jay-Z – „4:44”

Że też się jemu jeszcze chce? 50 lat na karku, w karierze więcej niż on, to już osiągnąć się chyba nie da, ale po 4 latach wrócił i to jeszcze w jakim stylu. Szczerze, to spodziewałem się, że jeżeli jeszcze po „Magna Carta Holy Grail” będziemy mieli przyjemność posłuchać jakiegoś albumu od Hovy, to będzie to raczej coś w klimatach obecnie na scenie panujących. A tu proszę – legenda Nowego Jorku odkurzyła w pełnej krasie producenta No I.D. I zrobił z nim cały krążek. Krążek bardzo dojrzały, bardzo świadomy, bardzo szczery, na którym odnosi się m.in. do głośnych zarzutów ze strony Beyonce z płyty „Lemonade” a wszystko to na klasycznych pętlach. Umowa z siecią komórkową Sprint zapewniła z miejsca milion sprzedanych kopii krążka, co oczywiście oznacza już kolejną platynę w karierze. Jeżeli Jay-Z zdecydowałby się po tym albumie na zakończenie muzycznej kariery, to byłoby to zakończenie w wielkim i bardzo efektownym stylu, a jeżeli jednak chciałby jeszcze jakieś solo wypuścić… to chyba wszyscy życzylibyśmy sobie, żeby było ono na co najmniej takim poziomie jak „4:44”.

 

1. Kendrick Lamar – „DAMN.”

Kiedy Kendrick Lamar decyduje się na wypuszczenie albumu, to już pewne jest, że zagości on na czołowych miejscach w podsumowaniach końcoworocznych. „good kid, m.A.A.d. City” poza tym, że było po prostu świetnym materiałem, to zostało jeszcze dodatkowo wywindowane na szczyt przez ogromny hajp, specyficzne „To Pimp A Butterfly” potwierdziło, że mamy do czynienia z raperem bardzo ambitnym, który nie boi się podejmować trudnych tematów i próbować swoich sił w dość trudnej w odbiorze formie. W międzyczasie była jeszcze składanka z „odrzutami” nagrywanymi przy okazji sesji nagraniowych podczas tworzenia wcześniejszych krążków i po takim projekcie, to każdy raper powinien dążyć, by mieć chociaż w połowie tak dobre albumy, jak Kendrick odrzuty. No i 2017 rok przyniósł nam „DAMN.”, które łączyło ambitne pomysły rapera z bardziej – niż w przypadku „TPAB” – przystępną formą. Stworzenie historii, które brzmią tak samo zaskakująco jak w przypadku rozpoczynania przygody od intra w postaci „BLOOD.”, ale też w momencie gdy pokusimy się o odwrócenie kolejności i sprawdzenia co by było gdyby pierwszym numerem na trackliście byłoby „DUCKWORTH.”. Do tego bardziej „dzisiejsza” forma z większą melodyjnością, elementami hitowości i bangerowymi produkcjami. No cóż, pozycja króla na razie nie jest zagrożona.

 
23 komentarze

23
Dodaj komentarz

1500
najnowszy najstarszy oceniany
MontanaOfThreeHunna

Ja pierdole, kolejny który konia wali pod kendricka

Kendick Lamar

I BARDZO KURWA DOBRZE,
KENDICK PŁYTA ROKU GLAMRAP W SZOKU

Malcom XD

No i prawidłowo. Tak jak pisałem w komentarzu pierwszej części tego zestawienia. 4:44 i Damn. najlepsze płyty roku. Ale dla mnie album 4:44 jednak lepsze niz Kendrick

cydży

TYLKO MIGOSI Z LISTY, CZEGO NIE NA PIERWSZYM TYLKO TRUSEK LAMAR. A WŁASNIE, WYSZLY DWA NOWE KAWALKI OD DRAKE JAKO SCARY HOURS, ZAJEBISTE KAWALKI. SLUCHAC POLACZKI PRAWDZIWEGO RAPU ZE STANOW NO I KANADY W PRZYPADKU DREJKA.

Kendick Lamar

HAHA NAZWAC KENDICKA TRUSKULEM XD

Irytujacy gimbus

KENDRICK PROPS. TYLE

[img]https://the-quota.com/images/forums/funnygifs/2011/tits/13.gif[/img]

lendrick kamar

kendrick trueschool na stówę. treść ponad formę. elo.

RIP FREDO

Props dla Jay-Z za follow-up do Kalibra z nazwą albumu. Oddany hołd dla klasyki!

Synalek

Brakuje mi tu jeszcze tegorocznego MC Eith’a i Bone Thugsów

ave_zdr
KALAFIORR

WY KURWY ANI SLOWA O TYM ŻE FREDO SANTANA SIE PRZEKRĘCIŁ, TYLKO NAPIERDALACIE TYMI ŁAKAMI Z PROWINCJI

dirtysouth

LAMAR WYŻEJ OD MIGOS? TO CHYBA JAKIEŚ NIEPOROZUMIENIE. NA CHWILĘ OBECNĄ TO POŁUDNIOWA SCENA ZJADA ZACHODNIĄ. PRZESTAŃCIE TAK FAWORYZOWAĆ TEGO LAMARA, BO NIE JEST JAKOŚ MEGA WYBITNY. BYĆ MOŻE LIRYCZNIE JEST, ALE NA PEWNO TECHNICZNIE NIE JEST LEPSZY OD MIGOS. ZRESZTĄ KTOŚ, KTO W DZISIEJSZYCH CZASACH SŁUCHA RAPU TYLKO DLA LIRYKI, TO ZNACZY, ŻE JEST TYPOWYM, ZAŚCIANKOWYM POLAKIEM. OBECNIE NAJWAŻNIEJSZA JEST TECHNIKA I FLOW, ALE TAKIE ZAKUTE ŁBY TEGO NIE SKUMAJĄ, WIĘC NAWET NIE MA PO CO STRZĘPIĆ RYJA. PODSUMOWUJĄC: CULTURE ALBUM ROKU. BEZAPELACYJNIE.

CIEPŁOTATOCWEL

XDDDDDD co to za zdałniony ranking chujowy

premier

2017 zezarl em, a 2018 w sumie tez remixem chloraseptic. krol wrocil i rozjebau, wachac piety kanalarze.

em, dlugo dlugo nic, nic, lamar, hova nic, bigos a potem migos i reszta stawki.

taka prawda, zaden bjeda ranking tego nie zmieni.

tylko EMINEM!

cydzegotatatotranzol

#12 Cydzy pedrylu zamknij pizde

Jeśli ktoś poza zawodowymi muzykami słucha rapu że stanów to jest albo jeszcze gimbusem albo ma IQ małpy, znam setki klasyków że stanów ze złotej ery i od dobrych 10 lat przestałem tego słuchać A tymbardziej nowości. Nie odczuwam radości jeśli na 100procent nie rozumiem tekstów i nie wylatuje niuansów, tylko Polska muzyka chyba że muzyka klubowa to co innego

cydży

#15 TY KURWA DEBILU BEZ SZKOLY. NIE ZNAC ANGIELSKIEGO TO SWIADCZY O DEBILIZMIE.

cydzegotatatotranzol

ty to kurwo gnoju pedale to z 10% nawet nie wylapujesz, tylko skrrr skrrr rozumisz i black dick and silicon tits i rimming kojarzysz bo z pracy.

jesli chory wynaturzencu taki jestes mocny z anglika to napisz ze 3 zdania…. przeciez ty jednego nie sklecisz w godzine.

rap to teksty a nie jebane skrrr skrrr i powtarzanie jednego slowa przez pol kawalka

cydży

NIE BEDE SIE TAKIM ULOMNYM KURWOM JAK TY #17 TLUMACZYL I PISAL ZDANIA. ZDYCHAJ.

cydzegotatatotranzol

niszcze cie kurwo! nie wiem jak ty pedrylu mozesz w lustro patrzec, a smiesz wsztstko hejtowac dookola, wlasnie takie zakompleksione kurwy to esencja hejterstwa, jestes gownem najbardziej smierdzoncym co gowno osiagnal a hejtujesz wszystko i wymyslasz farmazony na swoj temat, no kurwa jeestes definicja kurwiska, gratulacje.

cydży

JAK JA SIĘ CIESZĘ ZE ODNALAZŁEM SIĘ W KLASYCZNYM RAPIE. SPRAWDZAŁEM SOBIE DZIŚ PŁYTY, SINGLE TAKICH WYKONAWCÓW JAK LL COOL J, MC LYTE, BIZ MARKIE, HIGH & MIGHTY, DOUG E FRESH, CHILL ROB G, PEJA, PLOMIEN 81, OSTR, UMC’S, ONYX, DIGABLE PLANETS, NON PHIXION I KURWA JAKIE TO SĄ PIĘKNE RAPSY. JEBAĆ TRAP I JECZYDLA NA AUTOTUNIE. NO I TYLKO HETERO. ILE JA ZYCIA ZMARNOWALEM NA TEN PIERDOLONY TRAP.

PKS SQUAT

SPRAWDZAJCIE CZŁOWIEKA KTÓRY BEDZIE JUŻ ZA ROK NAJLEPSZYM RAPEREM W KRAJU !!

UWAGA W TELEDYSKU SĄ DUŻE CYCKI !!

http://www.youtube.com/watch?v=ECoMBDmT0V4

CHUJDODUPY

TAK MA BYĆ, KENDRICK #1 W UBIEGŁYM ROKI

WTF

na 20 pozycji nie znalazłeś miejsca dla gościa który zjada 90% albumów z zestawienia jednym kawałkiem ? Coś ci się chyba popierdoliło .. tak, katuję Revival bardziej niż DAMN. Dziękuję.

Popularne