Sprawdź nas też tutaj

Recenzja

Raszu – „Life in journey”

Niszowy, ale cholernie ambitny projekt.

Okładka płyty Raszu "Life in journey"

Opublikowany

 

W ostatnim czasie pisaliśmy o projekcie „Nie pytaj o tytuł”. Wypadałoby wspomnieć również o „Life in journey” – solowym albumie Rasza promowanym równocześnie. Chociaż cały proces twórczy trwał niezwykle długo to w końcu do naszych rąk trafia płyta z ciekawą historią w tle. Otóż, Raszu zbierał materiał na „Life in journey” przez 5 lat – równocześnie odwiedzając kolejne europejskie kraje.

Jeżeli ktoś chciałby wrzucić ten album do jednego worka na przykład z „Egzotyką” to niestety nie uda mu się to. Chociaż autorów łączy zamiłowanie do podróży to są to zdecydowanie odmienne projekty. Raszu stawia na mocno refleksyjny materiał – mówi o ambicjach, samorozwoju, wyciąganiu wniosków z własnych doświadczeń, odnajdywaniu spokoju. Pomimo tego, że „Life in journey” powstawało w trakcie podróży to całość ma dosyć trueschoolowy wydźwięk. Stężenie przekazywanych wartości w tekstach jest naprawdę bardzo duże. Mało tego, Raszu dostarcza numery inspirowane zjawiskami psychologicznymi, czy literaturą. Oczywiście na albumie doświadczymy kilka podróżniczych smaczków, aczkolwiek to nie one są głównym motywem „Life in journey”. W natłoku tylu pozytywnych bodźców płynących z każdego pojedynczego numeru ciężko typować jakieś best of the best albumu. O wiele prościej wskazać największą superlatywę krążka. Jest nią sam Raszu, który wydaje się być niezwykle inteligentnym i wartościowym człowiekiem.

Sporo było powiedziane o gospodarzu, więc trzeba znaleźć parę linijek dla Ślimaka, który zajął się stroną producencką płytą, łącznie z masteringiem. „Life in journey” utrzymane jest w klasycznej konwencji, z tym że podkłady nie są surowe jak w latach 90. Są momenty, w których Ślimak wprowadza nieco bardziej odważne rozwiązania, trochę melodyjne, aczkolwiek nie są to jakieś totalne ekstrema. Te podkłady są skrojone na miarę możliwości Rasza, a on bez wątpienia do nich pasuje. Może podobać się fakt, że wszystko tu ze sobą współgra. Jeszcze bardziej mogą się podobać krwiste skrecze DJ Urlicha. Warstwa muzyczna zdecydowanie na plus.

Nie oszukujmy się – „Life in journey” to niszowy projekt, ale cholernie ambitny. Raszu nie jest mikrofonowym wyjadaczem, który swoją charyzmą potrafiłby sprawić żeby podążyły za nim tłumy. Jeżeli zaczęlibyśmy rozkładać jego warsztat na części pierwsze to zawsze znalazłby się jakieś niuanse do poprawy. Tu trochę brakuje charakteru, tam techniki, jeszcze gdzieś indziej flow mogłoby być bardziej płynne. Mniej jednak nagrał piekielnie solidny album. Niech to będzie obiecujący krok ku lepszemu, bo z takimi pomysłami zasługuje na znacznie więcej niż kilkanaście tysięcy wyświetleń na YT. Od naszej redakcji za serce i ogrom pracy włożony w ten projekt mocna siódemka i oczywiście bacznie będziemy przyglądać się kolejnym rzeczom spod jego szyldu.

7.2 Ocena redakcji
7.2 Ocena słuchaczy (1 głosy)
Teksty7.5
Bity7
Flow7
  Zaloguj się, żeby ocenić
Sort by:

 

Verified

Show more
{{ pageNumber+1 }}
 
4 komentarze

4
Dodaj komentarz

1500
najnowszy najstarszy oceniany
Mokry Od Wiary

ocena 7.2 ?? to nie filmweb

Analny

Raszu – „Life in anal”

Odb

Journey life na rauszu

ProfesorNauk

No zobaczymy czy komuś się spodoba.

Popularne