Sprawdź nas też tutaj

Recenzja

RECENZJA: Wiz Khalifa – „O.N.I.F.C.”

Opublikowany

 



Wybaczcie, że zacznę refleksją. Ktoś niedawno, dość pomysłowo acz podstępnie i zemsta nastąpi, wciągnął mnie w obejrzenie teledysku pewnego polskiego rapera. Raper nazywał się Sulin, a track miał tytuł, bodajże, „Progres”. To, co ja, przyzwyczajony do przepychu i lokowania najdroższych produktów w murzynieckich teledyskach, tam paczyłem, zmieniło mój światopogląd na spraw wiele. Młody, na oko 19-letni chłopaczyna, o fizjonomii mówiącej „kopali mnie w klasie” i z oznakami pierwszego piczozarostu pod nosem, chwalił się zupełnie serio swoimi panczlajnami, przechylając tandetne plastikowe kielony wypełnione zapewne marchwiowym Kubusiem. Przeraziłem się nie na żarty, że od dziś taki właśnie Corky-swag będzie panował nad światem. Na szczęście przypomniałem sobie, że w kolejce do odsłuchu czeka nowa płyta swaggerowca z prawdziwego zdarzenia.

W rankingu najmniej potrzebnych światu raperów Wiz Khalifa zająłby na pewno wysokie miejsce. Nikt tak naprawdę nie wie, po co wydaje on kolejne płyty/mikstejpy, skoro wszyscy i tak wiedzą, co będzie można na nich usłyszeć. Wizek to tzw. swagger, czyli, w skrócie, wyluzowany, zazwyczaj chudziaszczy chłopaczyna, w wiecznie za ciasnych, błyszczących spodenkach i jakimś finezyjnym nakryciu górnym (panterka ujdzie), rapujący o uciechach życia, głównie o paleniu marihuany (tytuł Stoner Of The Year 2012 zobowiązuje). Ma on tę przewagę, że, na spółę z dobrym kolegą Curren$$y’ym, był pierwszym raperem tak twórczo rozwijającym filozofię nakreśloną dawno temu przez kochaną mordeczkę Devina. Pal, pij, wydawaj dolary na drogie imprezy i szybkie samochody, zadawaj się z wątpliwej proweniencji białogłowymi- ot, to recepta na dobre i udane życie. Tak było na „Kush & OJ”, tak było na niszczącym listy przebojów „Rolling Papers”, tak też jest na „O.N.I.F.C.”.

Nie sądzę, by nagranie tego albumu kosztowało rapera wiele wysiłku. Proces twórczy nie był skomplikowany, koncept nie był owocem wielodniowej zadumy, Khalifa nie oglądał CNN, nie czytał gazet, nie śledził internetu, nie szedł w pierwszym szeregu bojowników Okupujących Wall Street (pozdro Lupe, zrobimy ten wywiad, wierzę). W porównaniu do niedawno recenzowanych tu „good kid, m.A.A.d. city” czy „The Heist” rymy na „O.N.I.F.C.” są prostackie, hedonistyczne i w żadnym wypadku niezapadające w pamięć. Jeżeli szukałeś przekazu, niebanalnych porównań i refleksji, to możesz skończyć czytanie recenzji w tym miejscu.



No, to skoro truskulowe marudy mamy już z głowy, możemy już przejść do sedna, czyli do kolejnej gorącej, wypełnionej potencjalnymi hitami, do bólu czy też wręcz obrzydliwie mainstreamowej, gładziuśkiej i wypolerowanej nocnej, koszmarnej zjawy każdego Kool Herca, KRS-One’a czy innego O.S.T.R’a. Khalifa dawno temu dał się poznać jako chłopak, któremu zwisają obowiązujące trendy, który sam ustala swoje i trzyma się ich kurczowo, nawet za cenę względnej powtarzalności i przewidywalności. Ileż kurwa można słuchać o laskach i kasie? Ano można, często, długo i intensywnie, a jeśli ty nie możesz „Onifca” dosłuchać do końca, to może tylko znaczyć, że zezgredziałeś i nie masz już serca do balang, albo, że serca nie masz w ogóle. Oto przed wami kolega, który w bicepsie ma niej, niż ja w kciuku, którego Amber Rose zapewne dominuje przy użyciu paskudnych akcesoriów, i którego fizjonomia zrobiłaby furorę w każdym szanującym się zakładzie penitencjarnym.

Dopiero co wydany album jest dużo bardziej stonowany niż ocierające się o disco-rap (ale jak pięknie) „Rolling Papers”, i o wiele wierniejsze temu, co raper prezentował na swoich uznanych przez fanów mikstejpach. Jak to zwykle z fanami bywa… skrytykowali takie podejście, bo płyta niby zamula i oczekiwali bangerków (tu koniecznie jakaś spedalona emotka), a tak to się rozczarowali. Traktujcie więc niniejszą recenzję jako wyraz mojej złośliwości i przekory wobec takowych chorągiewnych fanów. Struktura płyty jest dość przejrzysta, mocne uderzenie na początek i koniec, przetykane owe uderzenia niezłymi spowalniaczami i pościelówami.

Krótko mówiąc, dobrze trafiłeś, jeśli szukasz klimatycznej i nie do końca trzeźwej produkcji.

 

Mamy tu naprawdę wyszukane i cudownie leniwe bity od najlepszych- m.in. Jim Jonsin, Stargate, Drumma Boy, Pharrell i Danja, autor wspaniałego „Medicated”. Klimat dynamicznie się zmienia, od mocnego uderzenia w postaci „Work Hard Play Hard” przejdziemy do typowo swaggerskiego, leniwego „The Bluff” czy „Paperbond” by znów ożywić nasze uszy szalonym „Initiation”. Unikalnym jest też, obok „Paperbond”, także „Fall Asleep”, zaskakujące oniryczne, biorąc pod uwagę wykonawcę, wgryzające się w mózgownicę tymi cymbałkami. Nie ma co, ucho do bitów Khalifa zawsze miał wybitne, tym razem też to potwierdza.

Recepta, która została sprawdzona i uznana na wszystkich możliwych wydawnictwach Wiza, tych solowych, jak i tych z jego ekipą przydupasów Taylor Gang (każdy teraz ma taką, ja też mam, Sieah Enforcers wspomagają powstawanie tych literek). Wracając do recepty, Wiz ma kilka tematów, o których potrafi rozprawiać wiecznie i tworzy z nich Niekończącą Się Opowieść któryś już rok z rzędu. Drogie szampany wylewają się litrami, rozmiary staników łatwych groupies ciągle rosną, „czas do stówy” nowych cacek prosto z salonu maleje, jedynie poziom THC w organizmie rapera utrzymuje się na stałym, dobrym poziomie. Znajdujące się za raz za intro „Paperbond” to kolejny hustlerski anthem, nagrywany w dusznych oparach któregoś z kolei spalonego dżoja. Postawa rapera wobec ważnych spraw życia prezentuje się niespecjalnie skomplikowanie, acz logicznie:

 

Ridin’ round in that Cali got OG kush in my body
My nigga I keep it G and that’s Gucci or that Gianni
I’m gettin’ dressed for the airport to pose for the paparazzi
Mo’ money, mo’ problems, not how I see, huh
Mo’ money, mo’ Roberto Cavalli, bruh
Damn, ain’t it funny how time pass
Only nigga in first class

 

Kawałkowi towarzyszy niesamowicie chwytliwy, klimatyczny bit z perfidnym smyczkiem, unikalny jakościowo wobec tego, co zdarza nam się usłyszeć na innych płytach. Nieobce za to może wam być „Work Hard Play Hard”, które nie dość, że platynowe i wszechobecne (poza twoim gimnazjum), to na dodatek usilnie próbuje wcielić się w „Black & Yellow Pt. 2”, najbardziej kasowy singiel Wiza w karierze, robiony zresztą przez tego samego producenta. Czy robi to udanie, każdy musi sam osądzić. Wg mnie tak, to energiczny, zachęcający do ruchu hymn wszystkich hustlerów, nawet tych z Przemyśla. Co ciekawe, Wiz oskarża anonimowych, hejterskich murzajów o kradzież swagu:

 

Fuck what you heard, it’s my time of year
If I’m in the club, I get a hundred stacks
I’m always rolling up so I get love for that
Them niggas stole my swag but I don’t want it back

 

Problemem może być to, że niewiele da się tu ukraść, kolego Khalifa, aż tak wielkimi pokładami stylu nie zarządzasz. Na plus należy zapisać w tym tracku ożywiony rap gospodarza, umiejętnie komponujący się z żywotnym podkładem. Nie zawiedziecie się też w tej kwestii w „No Limit”, na którym to Wiz uruchamia niekoniecznie tożsame swoim skillsom szybkie flow, tylko czekać, aż zaprosi go Tech N9ne. Ewentualne gorące głowy uspokajam, nie, nie ma w „No Limit” TEGO sampla, możecie spokojnie i bez obaw odpalać.

I tak sobie Wiz płynie przez większość płyty, po wizowsku, bez pośpiechu, realizując koncepcję płyty przeznaczonej dla wspominanych w „Initiation” taylorów, czyli w sumie dla wszystkich doceniających dobrą zabawę. Także dla tych doceniających urodę płci przeciwnej, stąd usłyszymy tu całkiem stylową pościelówę „Up In It”, podobnie „konsumpcjonistyczne” „Remember You „ czy skoncentrowane bardziej na tej jednej, jedynej wybrance serca „Got Everything”:

 

And I, swear you deserve a wedding ring
Can’t ever see you choosing nothing over instead of me
Won’t ever leave you, you’re the one I need so that’s how I’m gonna treat you
Take you places where they using different language to greet you
Smile and shake when they meet you

 

Słodko, szkoda, że w każdym mieście pewnie jakaś taka wybraneczka na Wizka czeka z rozwartymi nóżętami. Na swoim miejscu czekał za to jak zawsze dobry ziom Khalify, legenda z Mafijki, Juicy J, pojawiający się gościnnie w dwóch trackach, i na owych trackach błyszczący. „The Plan” to prawdopodobnie najpiękniejszy utwór na całej płycie, spokojny, leniwy, wręcz zachęcający do zapalenia czegoś. Jak się temu oprzesz, to „Medicated”, drugi utwór z Hortexem gościnnie, będący narkotycznym hymnem, cię na pewno zachęci. Takich koszmarów każdego Monarowca jest tu sporo, chyba nie ma songa bez jakiejś wzmianki o jaraniu. Nie dziwię się, Wiz rzucił rękawicę samemu Ghostface’owi, nie mógł być trzeźwy przy okazji tej lekkomyślnej czynności.

Skoro o featuringach mowa, to na pewno najbardziej niektórych zaskoczy „The Bluff” i gościnne wersy Cam’rona z nieodżałowanego Dipset, może i niekoniecznie jakieś tam przełomowe, ale na pewno powodujące uśmiech na twarzy każdego prawdziwego fana rapu. Innym istotnym gościem jest Nicki Minaj, dla niepoznaki zwana tu Lolą Monroe… hmmm, nie można chyba aż tak się pod kogoś podszywać i ujść z tego bez szwanku, panno Monroe.Odliczając ten, nawet nie najgorszy występ, można pochwalić Wiza, że nie przeszarżował z featuringami, pozapraszał głównie starych znajomych i wyszło to całkiem strawnie.

Moje,nomen omen, jaranko, płytą ostudza parę mniej lub bardziej znaczących baboli. W „Remember You”, będącym przy okazji paskudnym zapychaczem wyraźnie się Wizowi nie chciało, sromotnie poległ przy okazji nagrywania wokali do refrenu „Fall Asleep” i wymyślaniu konceptu do odrobinę zbyt miałkiego i rozmemłanego „Got Everything”.

 

Jest jeszcze sprawa Akona, który zazwyczaj nie wykonuje dobrze refrenów, tylko w mniejszym lub większym stopniu przeszkadza, tutaj usadowiłbym go gdzieś pośrodku tej skali, mogę sobie wyobrazić lepszych fachowców od śpiewu w „Let It Go”, perfekcyjne wykonanie tego elementu muzycznego rzemiosła przez The Weeknd w „Remember You” przykładem niech po wieki wieków będzie.

Nie da się też nie zauważyć, że tak gdzieś w połowie płyty pojawiają się przestoje, tracki, które się zazwyczaj szybko skippuje i zapomina, że istnieją (m.in.wspomniane zapychacze). Poza tym, patrząc już ogólnie, nie rozwija nam się Wiz, o nie. Ciekaw jestem, na ile podobnych klimatycznie projektów mu jeszcze starczy pary, funduszy i życzliwości wytwórni. Wiem, że to truizm, no, ale powiedzmy to- jeśli szukasz ambicji, to sięgając po „O.N.I.F.C.” błądzisz beznadziejnie.

Wiz oferuje stały zestaw tematów, które możesz lubić, albo nie. Stały zestaw tych samych tekstów o dolarach i fejmie, do których również ambiwalentny stosunek mieć można. Nie ma co udawać,  że mamy oto przed sobą płytę roku, kandydata na przyszły klasyk i ulubieńca recenzentów.

Pocieszyć można się myślą, że przynajmniej podkłady zawsze będą na poziomie, każdy zdrowy heteroseksualny człowiek wie, że podkłady są najważniejsze, i o podkładach warto rozmawiać, spytać „co z tymi podkładami” i słuchać podkładów niedokończonych w nieskończoność.

 

 

Plusy:
– świetna warstwa muzyczna
– zachowany balans między Wizem z nielegali a tym komercyjnym
– mocne refreny (poza „Fall Asleep”)
– dobry, spalony klimat
– dobre gościnne występy

Minusy:
– znowu o tym samym czyli zero ambicji
– progresu też nie stwierdzono
– zapychacze i przestoje
– Amber Rose go klepie

 

Tak sobie czasem myślę, jaka przyszłość czeka Khalifę. Czy będzie drugim wcieleniem Psa, czy tam Lwa, Snoopa, przejmie po nim panowanie nad narkotycznie zorientowanym przekazem, czy nagra jakieś „Doggystyle” na miarę XXI wieku, czy może pewnego dnia się zmieni, przejmie wizerunek zgoła odmienny i pójdzie w stronę, której przewidzieć się nie da (Mac Miller próbował tego na „Macadelic”, wyszło hmmm… kupiasto).

Nieważne panowie (i panie, kto wie, kto zagląda na glamrap), jasnym jest, że jeśli Mikołaj zaglądał przez okno do Wiza by sprawdzić, czy jego zachowaniem godnym jest, zszedł na zawał i spierdolił się zamaszyście z drabiny, bo MC z Pittsburga się nie zmienia, grzeczny nie chce być, i korzysta z życia do woli. Jasne, nie każdy może taki hedonizm pochwalać, ale jak wiemy od Mareczka z reklamy, liczy się tylko to, co mamy na koncie. Konto Khalify, po platynowym singlu i całkiem niezłych wynikach sprzedaży całości ma się dobrze. Wobec takiego dictum sami rozumiecie, że może mieć serdecznie wyłożone na to, czy znajdzie coś pod choinką, niemniej znając dominujący charakter Amber Rose i jej zabójczy seksualny apetyt, proszę w imieniu Wiza- Drogi Mikołaju, niech to nie będzie rózga.

 

No tak, zapędziliśmy się, a wypadałoby skrobnąć coś tytułem prawdziwego podsumowania, co bełkotem nie będzie. „O.N.I.F.C.” cementuje status Wiza jako króla stoner rapu, jako wiecznie upalonego luzaka, wytatuowanego śmieszka wykrzykującego po pijaku swoje zasługi tym, którzy chcą słuchać, na dodatek cierpiącego na ten sam nałóg, co Michael Douglas. Reprezentuje bezmyślne, czy może raczej beztroskie podejście do życia, zatracenie w sławie przy jednoczesnym nad wyraz trzeźwym i starannym liczeniu zysków z kolejnych tras koncertowych i sprzedaży płyt. To zupełnie inny biegun niż Kendrick Lamar, diametralnie inne spojrzenie na priorytety, ale ze znacznie większą wartością bangerską i rozrywkową. K.Dot to rap na smutne zimowe wieczory, Khalifa powinien polecieć w każdym szanującym się samochodzie. Na ich przykładzie, na ich kontraście widać, jak pięknie rap potrafi się różnić. 3,5/5

28 komentarzy
28 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
beka1000
9 lat temu

JESTEM ZAWIEDZIONY[img]https://www.eurocopa12.com/fotos/wp-content/uploads/gif-the-mario-balotelli-struggletb6r[/img]

Zioommm
9 lat temu

Drugi dzifki !

beka1000
9 lat temu

GIMBY W SZKOLE A NORBIVEVO PRZEJMUJE RAPGRE [youtube]https://www.youtube.com/watch?v=SHKsGbXRs1Q[/youtube]

Ja
9 lat temu

Osobiście nie przepadam za tym Wackiem, tylko Popek z poetów. A żeby ktoś to przeczytał to wklejam dobrą dupeczkę.
[img]https://a1.ec-images.myspacecdn.com/images02/49/2c8e103588fe468e85c7e29a8fd2a484/l.jpg[/img]

CZOSNEK_PIZDA
9 lat temu

jebać

ZawutGimb
9 lat temu

PROPSY ZA JARANIE ZE SNOOPEM A RECKE ZARAZ PRZECZYTAM

Baruch Spinoza
9 lat temu

sieah zawsze na propsie

SZWAGIER
9 lat temu

JEBAĆ KACPRA GTA

[img]https://i45.tinypic.com/2w1sh2s.jpg[/img]

ruuubudubu
9 lat temu

jestescie pedaly od gta i wieprza siebie warci…
jeden to niedojebany pseudo gangster a drugi to pierdolona cipa, co ma rzesze…przeogromna mase fanow…ale tylko w necie. Gta zjebal wieprza a tu pospolite ruszenie, jak smial, jak mogl, zesralo sie 100 milionow osob…a jak trzeba kupic plyte…TO KUPA. Tylu fanow, obroncow knura a ten wytrzymuje zaledwie 5 tygodni na olisie…co tylko potwierdza, ze fani wieprza to kurwy, kurwy bez grosza, ktore sa fanami w internecie. A teraz jakies zaznaczanie, donoszenie, ze obrazek…brawo kurwy, poziom 13 latka. Caly ten polski rap juz dawno zaczal byc kupa gnoju a jego fani w duzej mierze…TO ZWYKLE KURWY. Pis Jol.

Łakali
9 lat temu

[img]https://photos.nasza-klasa.pl/18461278/35/main/7edd404bdb.jpeg[/img]

Ten Typ Mes – od pewnego czasu na węglach!

Fokurahimmagik1999
9 lat temu

[quote name=”ruuubudubu”]jestescie pedaly od gta i wieprza siebie warci…
jeden to niedojebany pseudo gangster a drugi to pierdolona cipa, co ma rzesze…przeogromna mase fanow…ale tylko w necie. Gta zjebal wieprza a tu pospolite ruszenie, jak smial, jak mogl, zesralo sie 100 milionow osob…a jak trzeba kupic plyte…TO KUPA. Tylu fanow, obroncow knura a ten wytrzymuje zaledwie 5 tygodni na olisie…co tylko potwierdza, ze fani wieprza to kurwy, kurwy bez grosza, ktore sa fanami w internecie. A teraz jakies zaznaczanie, donoszenie, ze obrazek…brawo kurwy, poziom 13 latka. Caly ten polski rap juz dawno zaczal byc kupa gnoju a jego fani w duzej mierze…TO ZWYKLE KURWY. Pis Jol.[/quote]

tak wlasnie jest jebac polski hh liczy sie tylko gangam style

SMARKI AKA TONY FLEGMY
9 lat temu

CHUJ MNIE OBCHODZI JAKIŚ WIZ KHALIFA WIĘC DODAM TO
DOŻYWOTNI PROPS
[img]https://preorder.pl/img/product_media/fabula_dzielo_sztuki_cover.jpg[/img]
[img]https://preorder.pl/img/product_media/532782_111267135678496_1527248304_n.jpg[/img]

MC Kula
9 lat temu

[img]https://cdn.ientry.com/sites/webpronews/article_pics/balotelli_celebration.gif[/img]

alojf
9 lat temu

Kacper HTA podobno lubi murzynów 😀

Polecam!
9 lat temu
takiprzesmiewca
9 lat temu

„wątpliwej proweniencji białogłowymi”
chcialbyc smieszny i uzyc „trudnego” slowa, ale z odmiana juz sobie nie poradzil…
powinno byc „bialoglowami” tepaku hahahahahah

DIAMONDSUPPLY
9 lat temu

ZRECENZUJCIE LONGLIVE, ASAP ROCKYEGO.

Cash
9 lat temu

Nie jaram się, nie ma bengerków xD

DIAMONDSUPPLY
9 lat temu

A WORK HARD PLAY HARD TO CO KURWA JEST, POEZJA ŚPIEWANA?

A$AP
9 lat temu

[quote name=”Ja”]Osobiście nie przepadam za tym Wackiem, tylko Popek z poetów. A żeby ktoś to przeczytał to wklejam dobrą dupeczkę.
[img]https://a1.ec-images.myspacecdn.com/images02/49/2c8e103588fe468e85c7e29a8fd2a484/l.jpg[/img][/quote]

co to za sucz?

XXXXXXXXXXXX
9 lat temu

[quote name=”A$AP”]co to za sucz?[/quote]
Savannah Stern

Fokurahimmagik1999
9 lat temu

[quote name=”A$AP”]co to za sucz?[/quote]

Julia Zlotopolska

Dobrostan
9 lat temu

[quote name=”A$AP”]co to za sucz?[/quote]
Savannah Stern od wieków na propsie. Dużo chusteczek Ci zejdzie na niej fapaczu.

Rarytas zioma
9 lat temu
zbuczrXon
9 lat temu

[img]https://i614.photobucket.com/albums/tt224/supnick/original%20content/wiz3.gif[/img]

WIZ KHALIFA!!! MISTRZ RAPU!!!

sun
9 lat temu

aha, to ten czarny co jego przodkowie nie umieli spierdolić przed siatą w afryce? to ta sama krew, co tych co zbierali bawełnę?
no to gratuluje pomysłu, stylu życia, tak zwanego „rapu”, kolejnych wtórnych szczyn na trackach.
chujowe to do sześcianu.

jebać polski rap
6 lat temu
Reply to  sun

dobra zapierdalali na plantacjach ale tera się wożą co najmniej bmw a ty dalej wpierdalasz pasztet z chlebem jebany cebulaku

Popularne