Sprawdź nas też tutaj

Felieton

ROZKMINA: Beef is beef (cz.5)

Opublikowany

 

Do bardzo nietypowego muzycznego konfliktu doszło pomiędzy Peją a Żuromem latem 2008 roku. Nietypowego, bo rozegrał się on na przestrzeni niespełna dwóch miesięcy i nie do końca jasne są pobudki, z jakich Poznański MC zdecydował się odpowiedzieć na zaczepki skierowane w jego kierunku przez swojego przecież horrendalnie słabiej uzdolnionego kolegę po fachu, który przez taki obrót spraw zyskał tylko rozgłos.

Beef zapoczątkowany został przez Żuroma w utworze ”Mieliśmy Nagrać” promującym drugi jego solowy album pt. ”Poszukiwany (Rap z Celi i Wolności)” wydany 9 czerwca 2008 roku, w którym to utworze zdissował także Sokoła oraz Borixona, jak sam potem przyznał, chcąc wypromować się w ten sposób, co uznał za panującą w USA zdrową normę. Nie ulega jednak wątpliwości, że równie dobrym powodem do zaatakowania Poznaniaka z całą pewnością były dla niego osobiste porachunki. Żurom przywołał w tekście utworu zorganizowany przez niego Peji pobyt w hotelu, podczas którego miał on posunąć się do jego dewastacji oraz pobicia prostytutki: ”Do Ciebie w sumie nic nie mam/Oprócz tego, że nieładnie się zachowałeś/Kurwę najebałeś, bo sobie zasłużyła/Ale zaproszony, ugoszczony koncert należycie zapłacony/Hotel zostawiłeś kompletnie rozpierdolony”. Posunął się także do stwierdzenia, że taki stan rzeczy spowodowany był nadużywaniem przez Poznańskiego rapera środków psychoaktywnych oraz sterydów, zaznaczając również, że pozostałe mu zdrowie fizyczne zawdzięcza właśnie jemu, gdyż podczas wspólnego pobytu za granicą namówił kilku chcących dobrać się mu za skórę osiłków do porzucenia swych zamiarów. Podobnie jak w przypadku beefu pomiędzy Venomem a Jimsonem, w tym przypadku jedną z pobudek, z których Żurom zaatakował Peję, także okazała się niechęć tego drugiego do gościnnego udzielenia się w piosence. Żurom wspomniał: ”Nie chcesz się dograć z jakiś przyczyn, bo mnie już nie lubisz/Luzik, tylko powiedz to w oczy, a nie bełkotem się trudzisz/Jesteś zadufanym w sobie palantem i wielkim raperem/Którego trzeba wiele razy o wszystko prosić/Ja nie będę się kajał, dorośnij”. Peja do zarzutów Żuroma ustosunkował się w utworze ”Jedna Runda”, zarzucając mu przy okazji pazerność, brak lojalności, i pozerstwo. Do zarzutów o pobicie świadczących mu usługi panienki lekkich obyczajów odniósł się zgrabnie, powołując się na kodeks podwórkowy, wedle którego mówienie publicznie o tego typu sprawach stanowi dowód upadku zasad: ”Zapłaciłeś mi za koncert, pokój obrócony w pył/Co się stało dziwce, powinieneś zamknąć ryj/Powinieneś o tym wiedzieć, skoro jesteś taki git/Pewnych rzeczy się nie mówi, teraz za to się wstydź”. Poprosił go również o to, by ten przestał żywić wobec niego respekt za teksty jego piosenek, twierdząc, że z jego umysłowością nie może mieć na ich temat właściwego pojęcia. Peja podszedł do beefu w sposób merytoryczny, za powód obrania takiej właśnie taktyki podając prośbę swojego oponenta o to. Poznaniak skwitował ten fakt zabawnie, rymując: ”Dla mnie pseudo gangster Żurom, jest po prostu zwykłą… z cenzurą”.

 

Peja dla równowagi nagrał jednak jeszcze jeden utwór – zawierający ponad 50 wyrazów powszechnie uważanych za wulgarne ”Czysty Nokaut”, w którym chociaż głównie naubliżał swojemu przeciwnikowi, zawarł również bardzo interesujące wersy. ”I choć z pisania dissu lekko wyszedłem z wprawy/To dziś na pięćdziesiąt procent Cię rozkurwiam dla zabawy” – zarapował akcentując mizerny poziom muzyki tworzonej przez Warszawiaka, po czym dodał nawiązując do współtworzonego wiele lat wcześniej wraz z Wiśniowym duetu Ski Skład, który zakończył działalność w niejasnych okolicznościach: ”Bo ja błogosławię majk, a ty jak chcesz jaraj crack/Pozamiatane braap, kończę Cię jak Ski Skład!”. Na koniec piosenki Peja dokonał niezwykłego posunięcia – ogłosił ogólnopolski konkurs na najlepszy diss na Żuroma, oferując zwycięzcy możliwość nagrania z nim utworu na podkładzie DJ Decksa! Konkurs kończył się wraz z 1 września. „Przyszło ponad 300 dissów z czego kilkadziesiąt to zawodnicy pokroju Żuroma, ale mieliśmy tą świadomość, że do zabawy włączą się amatorzy, część disów było w formie tekstowej, jedni nagrywali bardziej inni mniej profesjonalnie. Są nawet dziewczyny. Szkoda tylko, że większość skupiła się na nieuzasadnionym bluzganiu, choć są też wyjątki. Wystarczyło zdissować go w dwóch lub 4 wersach, a reszta tekstu mogła na przykład: w pełni reprezentować umiejętności danego wykonawcy. Nikt jednak do tego w ten sposób nie podszedł. Ale są 3 utwory, które w ogóle nie zawierają tematu Żuroma. Te ekipy po prostu nie chciały go jechać nie znając osobiście, za to chcieli przedstawić nam swoje utwory z myślą o szerszej publikacji i to jest też fajna akcja. Z pośród całości wybraliśmy komisyjnie z Charliem 30 utworów, które według nas zasługują na uwagę. W niedalekiej przyszłości zamieścimy te utwory wraz z ankietą i to Wy słuchacze i fani hip hopu będziecie mogli wybrać zwycięzcę ponieważ mamy sprzeczne uczucia co do konkursowego kawałka numer 1, więc zostawiamy inicjatywę w waszych rękach” – powiedział Peja 6 września 2008 roku. Niestety, informacje odnośnie tego, kto wygrał konkurs, znane są tylko garstce osób – ponoć Peja zamieścił kiedyś na swoim kanale TouTube nieaktywny już filmik w którym przedstawił utwory faworytów, oraz wyłonił zwycięzcę. Niezależnie od tego, w internecie odsłuchać można wiele z nadesłanych na ów konkurs piosenek – większość z nich prezentuje jednak poziom tak żałośnie niski, że wzbudza zaledwie politowanie.

Żurom w odpowiedzi na dissy Peji nagrał utwór ”Druga runda”, w którym zawarł 8 zwrotek, przedstawiając w nich mocne, merytoryczne argumenty. Dziarsko odparł zarzuty Poznaniaka o cipowatość, nawijając zgodnie z prawdą: ”Mówię co myślę i dlatego mam jaja/Nie porównuj mnie do Mezia, to zwykła faja/Wielu myśli o tobie podobnie/Ale nie powie tego na głos, bo zlali by się w spodnie/Ja przynajmniej mam odwagę i chuja na to kładę/Że masz przewagę dalej z tobą jadę”. W przewrotny sposób wytknął mu także obraną przez niego rzekomo strategię marketingową: ”Szacunek ludzi ulicy chyba tylko z Poznania/Wymyśliłeś sobie hasło do zarabiania”. Na wysuniętą przez Poznaniaka propozycję stoczenia walki na ringu również nie pozostał głuchy: ”Chcesz się sprawdzić na ringu, nie ma sprawy/Nie boję się Ciebie, zrobię to dla zabawy/Przygotuję się kondycyjnie i sam Ci rzucę rękawice/Na razie poćwiczę, bo po sztucznym dopingu/Jesteś wirażka, poszła siłka poszła i maska/(…) Więc możesz trzymać mnie za słowo, rozegramy to na ringu honorowo/Przegram możliwe jednak nikt mi nie zarzuci tchórzostwa/A czas pokaże czy zadaniu sprostam”. Odparł również na zarzut Peji o koloryzowanie swojego życiorysu w tekstach piosenek i wypowiedziach, przypominając mu o tym, jak sam w numerze ”Głucha Noc” nawinął o tym, że został zatrzymany przez policję na dwie doby: ”Byłem poszukiwany, siedziałem i mam problemy z prawem/To o tym nagrywam więc na szczerość w moim rapie się nie porywaj/Nie pamiętasz już jak 48 na dołku przesiedziałeś/I o tym rymowałeś, straszną historię nam opowiedziałeś”. Peja nie odpowiedział na jego diss, ale Żuromski wystosował jeszcze jeden pojazd, w formie tracku pt. ”Chory Książę”. Zarapował tam: ”Szacunek ludzi ulicy? Chyba meneli bez pracy/Kiedyś może byłeś sobą, tworzyłeś prawdziwy rap/Teraz patologię wciskasz dzieciakom ruszającym w świat”. W swoje urodziny 30 lipca Żurom dostał od znajomego tort z wizerunkiem Rycha, który zjadł w opublikowanym w internecie filmiku, ogłaszając kulturalne zakończenie beefu.

 

Beef pomiędzy Żuromem a Peją był dziwaczny. Chociaż Żurom jest MC którego muzyki słuchać nie sposób dla przyjemności, bowiem nie posiada żadnego flow, a i rymuje często w sposób skrajnie banalny, stosując rymy czasownikowe, miał w konflikcie sporo racji. Peja jest za to nieporównywalnie lepszym raperem, jednak poza dissami, obrażał także przeciwnika publikując w internecie żenujące filmiki, samemu stając się obiektem drwin części odbiorców. Ostatecznie raperzy Ci nie spotkali się na ringu, chociaż przeniesienie konfliktu z płaszczyzny muzycznej na fizycznie bitewną wisiało w powietrzu, podgrzewając atmosferę. Żuromski na wskutek wdania się w konflikt z Peją zyskał uwagę słuchaczy oraz mediów, umożliwiającą mu nagłośnienie rzekomych pomówień, jakich stał się ofiarą. W styczniu 2008 roku został posądzony o sprzedaż Kieleckiemu gangsterowi 2 kg amfetaminy i 10 kilogramów marihuany, za co sąd rozpatrując jego sprawę po raz drugi orzekł go winnym popełnionego czynu, wymierzając w grudniu 2010 roku nieprawomocny wyrok 3 lat pozbawienia wolności, grzywnę w wysokości 20 tysięcy złotych, oraz przepadek korzyści majątkowej w wysokości 161 tysięcy złotych, jaką rzekomo uzyskał na drodze występku. W lutym 2012 roku sprawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia przez sąd okręgowy w Kielcach. Żurom stanął utworzył akcję ”Stop Pomówieniom”, której celem funkcjonowania jest ”wprowadzenie zmian w prawie karnym w zakresie sankcjonowania pomówień”. Żuromski wystąpił nawet w nadawanym na żywo programie ”Państwo w Państwie” emitowanym na łamach telewizji Polsat News, w którym to programie poruszane są sprawy osób zrujnowanych przez niekompetentnych i/lub skorumpowanych urzędników., itd. Żurom żeby przykuć uwagę ludzi w trakcie nagrania podpalił się nawet na wizji!

 

Żuromski w przeciągu lat parał się wydawaniem rapowych albumów. Posiadał trzy wytwórnie płytowe, z których dwie zakończyły działalność przez jego problemy z prawem. Syndykat Dźwięku (ostatni album wydany nakładem ukazał się w 2005 roku), Terror Muzik (2008 rok) i Klasyk założony w 2011 i działający do dnia dzisiejszego. W 2006 roku Żuromski wszedł w posiadanie praw do wydawania tytułów należących pierwotnie do katalogu wytwórni RRX Krzysztofa Kozaka, które to prawa były kwestionowane na drodze sądowej, aż do ostatecznego przyznania mu ich dopiero 22 lipca 2013 roku! W międzyczasie przeciw Żuromowi toczyło się również postępowanie karne – był posądzony o handel narkotykami. Sam wypowiedział się na temat afery poprzez swój profil Facebook w ten sposób: ”Wiem już na dziś tyle, że komuś zależało by mnie zniszczyć i odebrać mi prawa do katalogu. Wymyślono aferę narkotykową z moim udziałem, przekupiono jakiegoś gangstera z Kielc („Jezus”) by podał jedynie moją ksywkę i by na podstawie pomówienia złapać mnie i wtrącić na lata do więzienia. Wrogowie nie przewidzieli, że dzięki Bogu moja siła psychiczna, chęć życia i wiara połączona z motywacją doprowadzą do tego, że walka moja o swoje życie, dzieci i majątku który posiadałem doprowadzi do tego punktu w którym się obecnie znajduję”. co ciekawe, Żurom stał się również właścicielem praw do wydawania na wyłączność dwóch albumów SLU, które to prawa odsprzedał: ”Płyta SLUMS ATTACK Zwykła Codzienność jak i SLUMS ATTACK Slums Attack zostały sprzedane firmie FONOGRAFIKA. Po raz trzeci informuję, że wszystko poszło jak należy.” – napisał na stronie swojej ostatniej płytowej wytwórni Klasyk 23 lipca 2013 roku. Wcześniej prawa do wydawania ”Slums Attack” posiadała wytwórnia PH Kopalnia, a ”Zwykła codzienność” – RRX. Jak widać, Żurom nie okazał się być złośliwym do tego stopnia, by zechcieć wydawać albumy swojego przeciwnika. A może po prostu obawiał się jakiś możliwie związanych z tym konsekwencji?…

 

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Felieton

Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję

Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.

Opublikowany

 

raper

Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.

Teksty ponad bitem – wniosek naukowców

Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.

Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.

58 tysięcy kawałków

Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.

W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.

Smutniejsze numery, wyższe wyniki?

Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.

Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.

Studio > koncert? Też ma znaczenie

Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.

Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki

Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.

Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza

Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.

Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.

Co to oznacza dla rapu

Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.

Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.

Czytaj dalej

Felieton

„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton

Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.

Opublikowany

 

kutas records

Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.

„Kutas Records” – o co w tym chodzi?

Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.

Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.

Oto kilka przykładów:

  • Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
  • Gejtos – Bóg Morza
  • Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
  • Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
  • Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.

Spotify podbite przez „Kutas Records”

Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem

Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.

To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.

Czytaj dalej

Felieton

Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem

„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.

Opublikowany

 

eminem polskie korzenie

Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.

Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema

Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).

Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Nagrobki Józefa i Evy Scheinertów w Nebrasce

Przodkowie rapera – „Ger Polish”

Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.

Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.

– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

Spis mieszkańców USA z 1910 (córka Georga)

W Eminemie płynie polska krew?

Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.

– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.

Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.

Fakty kontra plotki

W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: