Felieton
ROZKMINA: Może gdyby żyli dzisiaj… (cz.1)
Rap bez wątpienia jest muzyką o wielkim potencjale, niestety marnotrawionym przez nieprzebrane zastępy miernych MC’s nie potrafiących władać słowem w należyty sposób. Wertując literaturę zarówno polską, jak i światową, niejednokrotnie łapałem się na tym, iż niektórych z najwyśmienitszych autorów chciałbym usłyszeć w roli MC’s, puszczając wodzę fantazji i snując wizję ich możliwych dokonań artystycznych właśnie w domenie muzyki rap. Jacy mistrzowie pióra – poeci, politycy oraz pisarze – najprawdopodobniej zyskali by uznanie entuzjastów hip-hopu decydując się na wyrażanie siebie w nawijanych piosenkach? Jacy czołowi przedstawiciele muzyki rap są im najbliżsi pod względem walorów które ich sztuka reprezentowała?
Jedną z najbarwniejszych postaci, które miałyby szanse wnieść największy wkład w muzykę rap gdyby zdecydował się ją tworzyć, byłby prawdopodobnie Edward Stachura, polski prozaik, pieśniarz i poeta wyklęty tworzący w latach 60 i 70 ubiegłego wieku, kiedy zresztą jego twórczość – chociaż kontr kulturalna – była bardzo popularna, a jego postać obrosła legendą jeszcze za życia autora. Stachura obrawszy samotny tryb życia po rozwodzie ze swoją żoną Zyta Oryszyn w wieku zaledwie dwudziestu kilku lat, do samego jego końca pozostawał w drodze, podróżując zarówno po Polsce, jak i świecie. Żył ostro, tworząc w biegu – chwytając chwilę i przeżywając ją maksymalnie, poprzez oddanie jej ducha w stosownych słowach. Na potrzeby recenzji dzieł poety krytyk literacki Henryk Bereza uknuł termin Życiopisanie, określający taką właśnie skrajnie uczciwą postawę twórczą. Autor wydał kilka pisanych prozą książek i wierszowanych tomików, oraz nagrał wiele pieśni, które żyły wraz z nim, wielokrotnie przerabiane w zależności od toku zdarzeń pod których wpływem pozostawał. Siła wyrazu piosenek autorstwa Stachury tkwi w ich prostocie, szczerości, oraz nostalgicznym tematom w nich podejmowanych, takich jak na przykład wszelakie zawirowania miłosne. ”Są treści niezależne od formy” – zanotował trafnie w jednym ze swoich dzienników, od początku swej twórczej drogi aż do jej końca zgrabnie unikając wszelkiego przerostu formy nad treścią. W piosence ”Z Nim Będziesz Szczęśliwsza” zaśpiewał: ”Z nim będziesz szczęśliwsza/Dużo szczęśliwsza będziesz z nim/Ja, cóż/Włóczęga, niespokojny duch/Ze mną można tylko/Pójść na wrzosowisko/I zapomnieć wszystko”.
Autor zdawał sobie doskonale sprawę z istotnych ograniczeń jakie nakładała na niego schemat budowy typowo pieśniowego utworu muzycznego, i świadomie nie starał się ich przełamywać, można jednak śmiało sądzić, że gdyby żył w dzisiejszych czasach i zdecydował się na tworzenie piosenek w rapowej stylistyce, wykorzystałby potencjał tego gatunku muzycznego w pełni przynajmniej jeśli chodzi o warstwę liryczną. Stachura jako samotnik z wyboru, outsider ze złamanym sercem, żyjący na pograniczu społeczeństwa, skłócony ze światem, od najwcześniejszych swoich dokonań twórczych jawił się jako ktoś mający wszystkim coś istotnego do powiedzenia, a z biegiem lat taki stan rzeczy tylko się pogłębiał, punkt kulminacyjny osiągając w ciągu kilku ostatnich lat jego życia, kiedy to na wskutek odbywania praktyk medytacyjnych, Stachura doznaje olśnienia twórczego i przeistacza się we wszechwiedzący byt, który określa mianem Człowieka-Nikt – ucieleśnienie zewnętrznej perspektywy poznawczej względem samego siebie. Wtedy też powstają dwa ”nawiedzone” dzieła pisane prozą – napisane w formie dialogu człowieka-Ja z Człowiekiem-Nikt – ”Fabula Rasa, czyli Rzecz o Egoizmie’’ oraz ”Oto”. W rzeczonych pismach Stachura podejmuje próbę dojscia do istoty rzeczy – pojęcia sensu istnienia we wszelkich jego przejawach. O samotności pisze w ”Fabula Rasa”: ”Samotność to dom bez ścian, a w środku tego domu same okna, i wszystkie otwarte na ościerz.”. O religii: ”Historia ludzkiej wiary cuchnie od milionów trupów pomordowanych w imię wiary, takiej, innej, czy jeszcze innej, nie ma znaczenia jakiej, bo wszystkie jednakie. Każda wiara poi się krwią, ocieka krwią, opływa krwią, ale niestety nie tonie w tej krwi, lecz rozkosznie pławi się, bo krew jest jej krwawym żywiołem. Historia ludzkiej wiary jest jedną nieprzerwaną czarną „nocą świętego Bartłomieja”. O zbawienności samopoznania wypowiada się tak: ”Pochylić się nad sobą, pochylić się w sobie i uważnie wsłuchać się w siebie, uciszyć rozum umysłu z hałasu myśli, ostudzić serce umysłu z fałszywego zapału uczuć, wydobyć się, wypaść z zakrzepłej, zatęchłej, zapadłej, przepadłej koleiny schematu i biegiem na przestrzał przez bezpańskie pola, przez bezdroża, wertepy, manowce; dać się objąć, dać się ogarnąć przez życiodajną atmosferę obserwacji – to jest trudne. Tylko to jest trudne. Wszystko inne jest proste. Nie do wiary proste. Nie do wyobrażenia proste. Nie do wyśnienia proste.”. W ”Oto” z rozbrajającą prostotą obnaża obłęd ogółu społeczeństwa: ”Jak można strzelać z jakiejkolwiek broni; przecież pocisk może kogoś trafić i zranić. Oto jak powie normalny człowiek i ilu go weźmie za wariata.”. Oba wymiwnione dzieła są aforystyczne, pełne piękności poetyckich i wirtuozerskich sformułowań dokonanych z użyciem fantastycznie bogatego zasobu słów.

Na początku 1979 roku, najprawdopodobniej na wskutek swoich wyczerpujących psychicznie, wieloletnich samotnych eskapad oraz praktykowania medytacji transcendentalnej, Stachura zaczął cierpieć na ostre zaburzenia świadomości. ”Leżąc na tapczanie, zacząłem słyszeć różne odgłosy: wycie psa, poruszenie drzewami, oddech czyjś, płacz małego dziecka, trzask otwieranego i zamykanego okna, szelestne powiewy, wszystko to mrożące krew w żyłach, jak dokładnie mówią ludzie” – zanotował w swoim przedśmiertnym dzienniku pt. ”Pogodzić się ze Światem”. Ataki omamowo-urojeniowe zaostrzyły się szybko, doprowadzając do potrącenia poety przez elektrowóz, na wskutek czego amputowano mu kilka palców prawej ręki oraz odesłano go na kurację do szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Drewnicy, gdzie rozpoznano u niego schizofrenię. Po wyjściu z zakładu w maju tego samego roku, Stachura dochodził do siebie w zaciszu swojego domu rodzinnego, pomieszkując z matką i prowadząc dziennik zatytułowany ”Pogodzić się ze Światem”, stanowiący druzgocące świadectwo jego zmagań z chorobą. Pomimo odwagi pisarza i pomocy otoczenia, nie udało mu się sprostać wyzwaniu – 24 lipca, 42 letni Stachura popełnił samobójstwo wieszając się przez zadzierzgnięcie na haku umocowanym do sufitu w swoim mieszkaniu w Warszawie. Tuż przed śmiercią opracował wiersz zatytułowany ”List do Pozostałych”, w którym wyjaśnił powód swego odejścia oraz pożegnał się z ludźmi. Napisał m. in.: ”Bo wszystko mnie boli straszliwie/Bo duszę się w tej klatce/Bo samotna jest dusza moja aż do śmierci/Bo kończy się w porę ostatni papier i już tylko krok i niech/Żyje Życie”. Krzysztof Karasek, jeden ze znajomych pisarza, był w kilka godzin po znalezieniu jego zwłok na miejscu tragedii, o czym wypowiedział się następująco: ”Sceneria wskazywała na samobójstwo – natomiast martwe już wówczas ciało Stachury temu przeczyło, niebiański uśmiech gościł na twarzy, nie było żadnego śladu duszenia się czy umierania w męczarniach.”.
Innym niezwykle znamiennym twórcą którego zapewne przyjemnie byłoby usłyszeć na rapowym bicie, jest Edgar Allan Poe – amerykański poeta wyklęty oraz pisarz grozy tworzący w XIX wieku. W twórczości prozatorskiej Poego przeplatają się motywy żałoby, fantastycznych okoliczności śmierci, obłędu, szczegółowych opisów krwawych, wyrafinowanych zbrodni, wejść w umysł zbrodniarza. Gdyby autor żył w naszych czasach i zdecydował się pałać tworzeniem rapu, zapewne stałby się znany właśnie z muzycznych storytellingów – swoich posępnych opowiadań, przełożonych na rapowy, rymowany język, z których kilka warto pokrótce streścić. W utworze pt. ”Czarny Kot” Poe opisuje historię mężczyzny, który wiedzie sielskie życie mieszkając wraz ze swoją żoną oraz kilkoma kochanymi zwierzętami, w tym tytułowym czarnym kotem, Plutonem. Po kilku latach żywienia sympatii do zwierzęcia, bohater opowieści popada w alkoholizm, i uroiwszy sobie w alkoholowym cugu, że zwierzę go unika, w odwecie chwyta je wydłubując mu nożem oko, a potem wiesza je na zewnątrz domostwa. W nocy dom ogarnia tajemniczy pożar, zmuszając do ucieczki wszystkich jego mieszkańców – jego samego, jego małżonkę, oraz służbę. Wkrótce po zamieszkaniu w nowej posiadłości bohater znajduje kota łudząco podobnego do zabitego przez siebie wcześniej Pluta – także pozbawionego oka, jednak różniącego się od niego biała plamką na torsie. Mężczyzna zabiera zwierzę do domu, gzie to zadomawia się, ale zaczyna budzić w nim lęk z powodu wspomnianej plamki, zaczynającej z wolna nabierać kształtu stryczka. Kiedy bohater schodzi do piwnicy nowego przybytku wraz z żoną, zwierze łasząc się po drodze do jego nóg omal nie doprowadza do jego upadku ze schodów, a wtedy chwyta on w przypływie złości za siekierę i wymierza cios w zwierzaka, który to cios przyjmuje na siebie jego żona, odruchowo stając w obronie niewinnego stworzenia i padając trupem. W całym zamieszaniu kot gdzieś znika, a bohater opowieści zamurowuje zwłoki żony w ścianie piwnicy. Kiedy składają mu wizytę funkcjonariusze policji starając się wyjaśnić okoliczności zaginięcia małżonki, ten dobrowolnie prowadzi ich do pominiętej w czasie rutynowych przeszukiwań piwnicy, i chcąc zaakcentować swoją niewinność puka w ścianę, w której zamurował ciało. Wtedy też jak powiada główny bohater historii: ”jakiś głos odpowiedział mi z wnętrza grobu – początkowo była to skarga stłumiona i przerywana jak szloch dziecięcy, który wkrótce potem wezbrał w krzyk przeciągły, donośny i nieprzerwalny, zgoła przeciwny wszelkiemu przyrodzeniu i nieludzki, w wycie i skomlenie, na wpół pełne zgrozy, a na wpół tryumfu, jakie może się wyłonić jeno z czeluści Piekieł – potworne pianie, wydzierające się jednocześnie z krtani męczonych skazańców i z gardzieli demonów zdjętych weselem potępienia!”. To kot, zamurowany nieopatrznie wraz ze zwłokami jego żony, obwieścił światu zbrodnię, której się dopuścił.

W krótkim, genialnym opowiadaniu ”Portret Owalny” Poe przedstawia historię mężczyzny, który ranny znajduje schronienie w opuszczonej posiadłości, gdzie zdrowiejąc spędza czas na podziwianiu obrazów zdobiących jej wnętrze; natrafia również na książkę zawierającą historię powstania każdego z nich. Jedno z dzieł zachwyca go w szczególności – owalny portret młodej, pięknej kobiety, której wizerunek tchnie nadnaturalną wręcz witalnością. Bohater nasyciwszy swój wzrok jej obliczem, zagląda do rzeczonej książki w nadziei znalezienia wytłumaczenia dla jego fenomenu. Dowiaduje się z niej, iż obraz sporządził młody malarz, uwieczniając na nim swoją ukochaną. Próba oddania hołdu jej pięknu skończyła się dla niej jednak tragicznie – artysta portretował wybrankę swego serca bez wytchnienia, skupiając na swym arcydziele całą swoją uwagę, a kiedy na końcu pracy wykrzykną: „Zaiste! To życie samo!”, a potem odwrócił się w kierunku kobiety, spostrzegł, że ta w międzyczasie wyzionęła ducha.
Poe pisał również wspaniałe, monumentalne poematy, jak chociażby genialny, złowieszczy, utrzymany w dostojnym rytmie ”Ulalume” opowiadający o mężczyźnie, który spacerując nocą po cmentarzu natrafia na grób swojej tytułowej ukochanej, której śmierć wyparł wcześniej z pamięci, teraz na nowo przeżywając traumę wiecznego rozstania, który to wstrząs Poe w mistrzowski sposób relacjonuje następująco:
”Jękła pierś ma żałobą surowa,
Jako liści powiędłych ten szmer,
Jak zeschniętych gałęzi ten szmer –
I krzyknąłem: „Ach, październikowa
Noc to była – najstraszniejsza z er,
W roku zeszłym, najstraszniejsza z er,
Kiedym błądził, błądził wśród tych sfer –
I przyniosłem tu czerwiom na żer
Straszny ciężar – aż pęka mi głowa –
W noc wśród nocy najstraszniejszej z er…
Jakiż demon wiódł mnie do tych sfer?
Znam ja Aubr, który we mgle się chowa,
I wilgotny, pomroczny las Weir –
Aubr – jezioro, co w mroku się chowa,
I od wiedźm opętany las Weir!”.
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News20 godzin temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News3 dni temuPih skomentował odebranie orderu Zełeńskiemu
-
News3 dni temuVNM po życiowym przełomie. „1,5 miesiąca temu było ze mną bardzo źle”
-
teledysk4 dni temuTax Free i Huncho latają z bandziorami po mieście
-
News2 dni temuMiasto Gdańsk na oficjalnej stronie informuje, że Edziowi grożą gangsterzy z Chicago
-
News3 dni temuBobby Shmurda czekał na to całe życie. Jego ojciec wyszedł z więzienia po 30 latach
-
News4 dni temuKaz Bałagane z poczuciem humoru – preorder i singiel „Fish & Tits”
-
News2 dni temuWspólnik Bonusa RPK ostrzega, kto może stracić na odebraniu orderu Zełeńskiemu