Felieton
ROZKMINA: Niegroźny Wariat
Piotr Kukulski, znany szerszemu gronu ludzi jako PK, swoimi nieudolnymi próbami zaistnienia w Polskim showbiznesie i na rapowej scenie przykuł uwagę mediów i odbiorców muzyki hip-hopowej, z uzależnieniem śledzących każdy jego, nieuchronnie prowadzący do potknięcia, ruch. Co sprawiło, że ludzie tak kochają go nienawidzić? Na czym polega jego fenomen? Czego w przyszłości możemy spodziewać się po tym celebrycie?
Jedną z najbardziej drażniących ludzi cech u PK jest jego ambiwalentny stosunek do krytyki. Raper twierdzi, że ludzie krytykują go, ponieważ zazdroszczą mu fortuny i siły przebicia, a nie ponieważ jego muzyka prezentuje rzeczywiście niski poziom wykonania. Chociaż niejednokrotnie twierdził, że krytyki się nie boi, wyłączył możliwość pozostawiania ocen – kciuków w górę i w dół – pod teledyskiem do swojego utworu nagranego wraz z Jazztą ”Siła Miasta” zamieszczonego w serwisie YouTube. Ostatnio też zabrał się on za walkę z osobami robiącymi sobie żarty z jego osoby – zamierza wyciągnąć konsekwencje prawne wobec wszystkich tych, którzy utworzyli na Facebook strony ośmieszające go. Osobiście zostałem zbanowany z powodu dodania pod wystosowanym przez niego na jego profilu oświadczeniem komentarza tylko i wyłącznie zwracającego uwagę na literówkę w przytoczonym przez niego powiedzeniu: ”Ten się simiej kto się śmieje ostatni”.
PK często obnosi się swoim majątkiem, twierdząc, że w USA normą jest propagowanie kultu pieniądza. Zapomina jednak przy tym o fakcie, iż tamtejsi raperzy rozbudowywali swój potencjał finansowy własną, ciężką pracą, a on trwoni majątek pozostawiony mu w spadku po ojcu, i gdyby urodził się jako ktokolwiek inny, wydając materiał taki jak do tej pory, nie dorobiłby się nawet marnych groszy którymi byłby sens obracać na giełdzie – z czego obecnie się utrzymuje. Do opisania postawy PK idealnie pasują wersy, którymi Peja podsumował Tedego w utworze ”Czas Hardkoru”: ”Panie bananie zawód – syn, etat w domu/Na maminym garnuszku, w razie czego, on ziomuś”.
W wypowiedziach tegoż MC wannabe przebija się jego kompleks USA. W swoich wypowiedziach w udzielanych wywiadach oraz fragmentach tekstów piosenek PK wiele razy mówił o tym, że Polska jest daleko za zachodem tak jeśli chodzi o standardy życia, jak i do niego podejście, co niemiłosiernie go drażni. W jednym z wpisów na swoim FanPage na Facebook napisał: ”Właśnie jadę sobie pociągiem pierwsza klasa, a jest brudno jak w chlewie nie chce myśleć jak wygląda klasa druga… To jest nie dopuszczalne ostatni raz pociągiem jechałem z 10 lat temu i nic się tu nie zmieniło dalej jest syf!!! Najgorsze jest to ze nic u nas nie jest takie jak na zachodzie ani drogi, pociągi, sklepy, urzędy, nawet porządku na ulicach nie mamy, wszędzie syf już nie mówiąc o przepisach drogowych i naszej policji… Rządzą nami w większości idioci, którzy na dodatek są ignorantami i myślą tylko o własnej kieszeni…To jest naprawdę smutne, mamy tak nieudolne rzady….:/ Chyba założę własna partie bo ktoś musi wyprowadzić ten kraj na zachodnie standardy!!!”. Jak powiedział, tak też zrobił – krótko po tym oświadczeniu utworzył na Facebook stronę pozostającego pod jego rządami ugrupowania politycznego pod nazwą ”PK – Partia Króla”. najwidoczniej muzyk uważa się za charyzmatycznego wizjonera, który jest w stanie przeprogramować umysły rodaków na inną mentalność. W nagranym wraz z Jazztą utworze ”Siła Miasta” nawija: ”Warszawa tak jest mała mieścina/(…) Dajmy miłość i niech się nam rozwija/Nowy York wtedy będzie dla nas tutaj”, co świadczy wręcz o jego antypolskości. Muzyk kilka dni po założeniu facebookowego profilu swojego ugrupowania politycznego usunął go, bez żadnego komentarza, nie okazując nawet wstydu z powodu popełnionej przez siebie wtopy.

Jakby tego było mało, PK cierpi również na zbyt duże ego. W ”Siła Miasta” rapuje: ”Witamy Ciebie ja tu jestem teraz Panem”, dalej dodając: ”Wszyscy mnie podziwiają spójrz w lewo popatrz w prawo/Wszyscy dopingują bo chcą słuchać tego w radio” i ”Piki na językach świata będę wszędzie/Na globie, weź uświadom to sobie, ta”. W utworze ”Chopin” rapuje o słynnym kompozytorze: ”Byłby dzisiaj mną/Jestem pewien ziom”. Na dodatek, bierze na poważnie listy mailowe pochodzące zapewne również od mężczyzn podających się za podziwiające go kobiety, przymierzając się nawet do wypuszczenia na rynek koszulek z napisem ”I Love PK” – a wszystko to pomimo tego, że sławę oraz pieniądze zawdzięcza przecież tylko rodzinie. Przesadnie wysokie mniemanie o własnej osobie sprawia również, ze bierze on na poważnie ludzi nazywających go ”Krulem” – o czym świadczyć może chociażby fakt, że swoje ugrupowanie polityczne nazwał właśnie ”Partią Króla”.
Żałosne jest również promowanie się na sławie swojej rodziny, do czego PK nieustannie się posuwa. Na polskim rynku wydawniczym oraz w podziemiu zaznaczyło swoją działalność wielu słabych MC’s, ale nie wywołują oni żadnych albo prawie żadnych emocji. PK jako syn Jarosława Kukulskiego i Moniki Borys, oraz brat Natalii Kukulskiej już z definicji przyciąga uwagę mediów – i wykorzystuje ten fakt, wywołując szum wokół własnej osoby, w konsekwencji stając się znanym z… bycia znanym, a nie dzięki własnym dokonaniom artystycznym. Może robi to z nadzieją, ze ostatecznie wyda naprawdę dobry rapowy album, który środowisko przyjmie z uznaniem, a rozgłos pomoże mu w sprzedaży go? Kolejność powinna być jednak z cała pewnością odwrotna: najpierw muzyka, potem promocja.
Podczas występu w audycji ”Ranne Kakao” w radio Roxy FM PK na prośbę prowadzącego pokazał swoje umiejętności składania rymów na wolno. Raper zdołał wyrzucić z siebie zaledwie osiem wersów tekstu, w dodatku zawierających zaledwie 4 rymy, czym udowodnił, że zwyczajnie nie potrafi tego robić. Wielu Polskich MC’s przyznaje się otwarcie do tego, ze nie nawijają oni na wolnym, ale PK jako jeden z chyba nielicznych zdolny jest do wykręcania się od rapowania w ten sposób pod pretekstem… nieprzespanej nocy. Po tym, jak PK zarapował w Roxy FM, uwaga znacznej części hejterów robiących od lat żarty z niesławnego freestyle Eldo skupiona została na nim, co świadczy dobitnie o jego nieudolności.

Nieliczne osoby czekające na koncerty PK-a prawdopodobnie poczują się nimi zawiedzeni, ponieważ budzi wątpliwości, czy zechce on uraczyć swoich poddanych samodzielnym wykonaniem swych utworów. W programie ”Dzień Dobry TVN” PK zarapował swój nowy, mający premierę zaledwie kilka dni wcześniej anglojęzyczny utwór ”Raise Ya Cup” z playbacku, i w dodatku nie w całości, a tylko pierwszą zwrotkę i refren. To żenujące do granic możliwości, że polski raper, który uważa się za zdolnego do podbicia szczytów światowych list przebojów po nagraniu piosenki w obcym języku nie potrafi wykonać jej samodzielnie. WuWunio nagrał kiedyś anglojęzyczny utwór ”Madafaka”, numer wyśmiewający MC’s z niebywałym parciem na szkło, w którym rapując łamaną angielszczyzną, nie siląc się na poprawną dykcję pokazał dobitnie, czym skończyć może się próba ”podrabiania Ameryki”. W muzyce hip-hopowej, w której szczególny nacisk kładzie się na autentyczność, PiKej jako artysta tworzący w języku innym niż ojczysty, i nie potrafiący odnaleźć się w Polskich realiach, skazany jest z góry na absolutną klęskę.
Również promowanie się na profilach światowej sławy MC’s nie przyniosło PiKejowi niczego dobrego. Zaczęło się od tego, że PK zamieścił na Facebookowych fanpage Dr. Dre pytanie o to, jakiego mikrofonu ten używa do nagrywania wokali, ponieważ zamierza kupić sobie taki sam. Chociaż drwinom z powodu owej zaczepki nie było końca, jakiś czas potem raper poszedł za ciosem i rozesłał linki do swojego anglojęzycznego utworu ”Raise Ya Cup” na profilach 50 Centa, Flo Ride’y, oraz Dr. Dre, licząc na to, że – jak sam powiedział – przyciągnie w ten sposób uwagę zagranicznych słuchaczy muzyki rap. Dla PK-a nie liczy się to, co o nim mówią; ważne, żeby w ogóle mówiono.
Gwoździem do trumny dla PK-a – czego on sam zdaje się nie być świadomym – było przyjęcie przez niego zaproponowanej mu przez internetowy SuperExpress fuchy przy robieniu wywiadów z gwiazdami muzyki Disco-Polo, na niedawnym festiwalu muzyki tanecznej w Ostródzie. Fakt podjęcia się przez niego takiego zadania świadczy chyba najdobitniej o tym, jak mocno spragniony jest on uwagi ludzi, będącej nawet sławą dla samej sławy.

Przyglądanie się wyczynom PK-a przypomina oglądanie filmu ”Raperzy z Malibu” – komedii, której główny bohater wywodzący się z realiów właściwie wykluczających możliwość jego udziału w rap grze, starał się usilnie zrobić karierę, z każdym krokiem doświadczając coraz większych upokorzeń. Mając na uwadze sposoby, w jakie PK starał się zrobić szum wokół własnej osoby w ciągu minionego roku, ciężko sobie wyobrazić, do czego jeszcze może się posunąć. Maryla Rodowicz, znana wszystkim polska piosenkarka, w następujący sposób wyraziła się o PK-u: ”On się sam podkłada. Sam prowokuje do takich komentarzy. Zachowuje się, powiedziałabym delikatnie, dość oryginalnie. Ale może to jest jego taka dziwna strategia. To jak Piotr się promuje w ostatecznym rozrachunku jest nieważne. Artysta na końcu jest rozliczany ze swoich produkcji. Jeżeli publiczność kupi jego muzykę, wówczas to, jak się zachowuje, nie będzie miało żadnego znaczenia.”. Raperzy nieco mniej przychylnie wypowiadają się na temat Krula; po tym, jak ten wykonał swój freestyle w radiu Roxy, duet Solar/Białas zamieścił jego tekst na swoim profilu FB dodając: ”Chyba już czas dać żyć Eldoce”, a Dwa Sławy w wywiadzie udzielonym dla Podsłuchalni powiedzieli: ”To gamoń, i należy go obrócić w niwecz, zanim złoży jaja”. PK starając się przeniknąć do świadomości ludzkiej na tak prymitywne sposoby jak wyżej przytoczone, splamił swoją godność i zapewne nigdy nie będzie traktowany przez środowisko hip-hopowe, ani ogół słuchaczy z nim luźniej związanych, poważnie. Przypadła mu rola maskotki, niegroźnego wariata, którego obecność w mediach zapewnia ludziom rozrywkę, ale prędzej czy później wszyscy zgodnie stwierdzą, że to, co robi, już dawno przestało być śmieszne, i odwrócą od niego swoją uwagę, przestając tracić czas na jego ani zabawne, ani poważne zachowania.
Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
Felieton
Czy uliczny rap ogłupia? Kawałki, których słuchamy, mogą zdradzać naszą inteligencję
Twoja playlista mówi więcej, niż myślisz.
Nowe badanie Journal of Intelligence pokazuje, że to nie muzyka, a teksty kawałków mogą zdradzać poziom inteligencji słuchacza. Analiza danych ze smartfonów ujawnia subtelne powiązania między playlistą a zdolnościami poznawczymi.
Teksty ponad bitem – wniosek naukowców
Możemy zapomnieć o gadkach, że inteligencję zdradza słuchanie jazzu albo klasyki. Nowe badanie opublikowane w Journal of Intelligence wywraca ten schemat do góry nogami. Okazuje się, że klucz nie leży w gatunku ani brzmieniu, tylko w tym, co jest nawijane w kawałkach.
Naukowcy odkryli, że to właśnie warstwa liryczna daje więcej informacji o zdolnościach poznawczych niż tempo, melodia czy klimat numeru. Czyli nie chodzi o to, czy leci trap czy boom bap – tylko o to, jakie treści wchodzą do głowy.
58 tysięcy kawałków
Badacze wzięli na warsztat 185 osób i przez 5 miesięcy śledzili ich odsłuchy. Każdy numer, każda playlista – wszystko zapisane przez specjalną apkę.
W tym czasie uczestnicy przesłuchali łącznie ponad 58 tysięcy unikalnych utworów. Do tego doszły testy sprawdzające logiczne myślenie, słownictwo i zdolności matematyczne.
Smutniejsze numery, wyższe wyniki?
Wnioski? Ciekawe i trochę nieoczywiste. Osoby, które częściej sięgały po kawałki o mniej pozytywnym, bardziej refleksyjnym klimacie, miały wyższe wyniki w testach. Do tego dochodzą teksty skupione na „tu i teraz”, autentyczności i tematach związanych z domem – one też korelowały z wyższą inteligencją.
Z kolei tracki pełne społecznych odniesień i niepewnego języka częściej pojawiały się u osób z niższymi wynikami.
Studio > koncert? Też ma znaczenie
Osoby z wyższą inteligencją częściej wybierały kawałki z niskim wskaźnikiem „liveness”, czyli takie, które brzmią jak nagrane w studiu, a nie na żywo. Badacze tłumaczą to prosto – bardziej ogarnięci słuchacze mogą traktować muzykę jako coś do skupienia i analizy, a nie tylko do energii i chaosu koncertowego.
Słuchasz więcej – masz lepsze wyniki
Kolejna rzecz – ilość. Ci, którzy spędzali więcej czasu na słuchaniu muzyki, mieli statystycznie wyższe wyniki w testach. Podobnie jak osoby, które często sięgały po kawałki w innych językach niż ojczysty.
Playlista nie zrobi z Ciebie geniusza
Zanim ktoś zacznie układać playlistę „na inteligencję”, warto ostudzić hype. Związek między muzyką a inteligencją jest niewielki i czysto statystyczny. To nie działa tak, że słuchasz jednego typu numerów i nagle rośnie IQ.
Same w sobie te efekty prawdopodobnie nie są wystarczająco silne, aby miały praktyczne zastosowanie – mówią badacze.
Co to oznacza dla rapu
Badanie nie ocenia gatunków muzycznych typu rap, rock czy jazz jako „lepszych” lub „gorszych”. Bardziej chodzi o to, jakich treści się słucha i jak je przetwarza. W przypadku rapu ulicznego mamy zazwyczaj do czynienia z prostymi tekstami, ale z drugiej strony możemy je przetwarzać na rożne sposoby. W przypadku rapu technicznego i wielowarstwowych linijek, język, tematy i sposób narracji jest jednak dużo bardziej wyszukany.
Osoby słuchające bardziej refleksyjnych i złożonych treści – mają trochę wyższe wyniki. Osoby słuchające prostych i powierzchownych treści – mają je niższe.
Felieton
„Kutas Records” – żart Kuqe 2115 to tak naprawdę spory problem – felieton
Wspomniana wytwórnia istnieje, jest z Polski i ma pół miliona słuchaczy.
Kilka dni temu Kuqe 2115 opublikował żartobliwy film, w którym mówi, że odchodzi z 2115 Label na rzecz nowej wytwórni „Kutas Records”. Pośmialiśmy się z rzekomo czerstwego żartu, który tak naprawdę nie do końca był żartem. Jak sprawdziliśmy, wytwórnia „Kutas Records” istnieje, jest z Polski i podbija Spotify.
„Kutas Records” – o co w tym chodzi?
Na Youtube powstał kanał zatytułowany „Kutas Records”. Uśmiech na twarzy może budzić nie tylko nazwa kanału, ale także współgrające logo z plemnikiem. Od razu więc mamy jasny komunikat, że mamy do czynienia z trollingiem. Tylko ten żart powoli wymyka się spod kontroli, bo jest całkiem sprawnie zarządzany.
Kawałki, które pojawiają się na kanale mają zawsze podtekst erotyczny i są w pełni wygenerowane przez skrypt AI. Ich treść jest dość wulgarna, ale dla młodszych odbiorców może być interesująca i zabawna. Każdy kawałek jest dobrze opisany i ma wygenerowaną unikalną okładkę. Tytuły numerów, podobnie jak ich treść jest nacechowana seksualnie.
Oto kilka przykładów:
- Dariusz Jebadło – Podziemny Drąg
- Gejtos – Bóg Morza
- Cwelgar – Gejowski Łowca Potworów
- Johnny Cwel – NNN (Nie Orzech Listopad)
- Homo Erectus – Gejowski Jaskiniowiec II (prod. Kutas Records)

W ciągu roku, odkąd istnieje „wytwórnia” na Youtube wygenerowano 163 utwory, które łącznie mają ponad 4 mln wyświetleń.
Spotify podbite przez „Kutas Records”
Jeszcze większe cyfry żartobliwa wytwórnia wykręca na Spotify. Przed kilkoma dniami doszło do sytuacji, kiedy na pierwszych 15 miejsc najbardziej viralujących numerów aż 8 pochodziło z labelu „Kutas Records”. Na pierwszym miejscu mogliśmy zobaczyć „Antycznego Napaleńca”, który przebił już barierę 1 mln streamów.

Wytwórnia AI ma już blisko pół miliona słuchaczy na Spotify. To więcej niż Belmondo (300 tys.), Liroy (160 tys.) czy Ten Typ Mes (240 tys.). Niewiele więcej od żartownisiów ma np. O.S.T.R. (580 tys.), który jest w ciągu wydawniczym od ponad 25 lat.

Co więcej, kawałki wygenerowane przez AI zaczynają trafiać też do TOP 50 Polska. Wspomniany „Napaleniec” jest obecnie na 8. pozycji, wyprzedzając m.in. Malika Montanę, Kaza Bałagane czy Pezeta.

AI w muzyce – mamy problem
Sztucznie generowane kawałki i całe „wirtualne wytwórnie” oparte na AI to coraz większe wyzwanie dla branży muzycznej. Z jednej strony zalew tanich, żartobliwych produkcji obniża próg wejścia, ale z drugiej – rozmywa granice między twórczością a automatem.
To jest też problem dla słuchaczy, bo coraz częściej mają oni problem z odróżnieniem prawdziwej muzyki od algorytmicznej masówki. Branża stoi więc przed pytaniem, jak chronić kreatywność i unikalność w czasach, gdy muzykę można „wyklikać” w kilka sekund.
Felieton
Eminem ma polskie korzenie? Dokumenty wskazują na wieś pod Strzegomiem
„Pradziadek rapera wpisywał w dokumentach narodowość polską”.
Brzmi absurdalnie? Z dokumentów wynika, że jeden z największych raperów świata ma rodzinne powiązania z Polską. Według badań genealogicznych część przodków Eminema pochodzi z Dolnego Śląska.
Od lat w mediach powraca temat polskich korzeni Marshalla Mathersa. Wiele portali pisze wprost – pradziadek Eminema był Polakiem. Choć historia ta nigdy nie zyskała takiej popularności jak internetowe plotki o jego rzekomej niechęci do Polski, fakty wskazują, że raper rzeczywiście może mieć polskie pochodzenie.

Polskie korzenie Eminema
Jak ustalono, jeden z pradziadków Eminema od strony matki – Georg A. Scheinert – urodził się 29 stycznia 1851 roku we wsi Kostrza, znajdującej się dziś w gminie Strzegom (woj. dolnośląskie).
Miejscowość ta, znana z wydobycia granitu, należała wówczas do Prus i nosiła nazwę Häslicht. Przodkowie Eminema mieli być z nią związani od pokoleń. W dokumentach pojawiają się nazwiska Joseph Scheinert (ur. ok. 1825) i Ewa Wasuzki (1827–1901) – rodzice wspomnianego Georga. To właśnie nazwisko Wasuzki, zapisane błędnie przez amerykańskich urzędników imigracyjnych, może sugerować polskie pochodzenie matki przodka rapera.

Przodkowie rapera – „Ger Polish”
Sprawą zainteresował się Janusz Andrasz, autor bloga „Genealogiczne śledztwo”, który odnalazł szereg dokumentów potwierdzających ten trop. Jak wskazuje, część aktów metrykalnych nie zachowała się, jednak dostępne źródła sugerują, że przodkowie rapera rzeczywiście mogli pochodzić z terenów dzisiejszej Polski.
Co więcej, w amerykańskich spisach ludności z początku XX wieku pojawia się przy rodzinie Scheinert określenie „Ger Polish”, co tłumaczone jest jako narodowość polska, kraj pochodzenia – Niemcy.
– Znalazłem zagadkowo brzmiący wpis w spisie mieszkańców USA z 1910 r., gdzie w przypadku jednej z córek Georga (wspomnianego 3x pradziadka Eminema) – Marcie Scheinert, po mężu Roesch, w rubryce „Miejsce urodzenia ojca”, znajduje się zapis „Ger Polish”. Potem znalazłem analogiczną kartę ze spisu, dotyczącego samego Josepha Scheinerta, czyli jej ojca. I tu również pada określenie „Ger Polish„, które znalazło się zarówno w rubryce jego matki, czego można byłoby się spodziewać, mając na uwadze jej polsko brzmiące nazwisko Wasuzki, jak i w rubryce podającej pochodzenie ojca Georga – Josepha Scheinerta! – pisze badacz.

W Eminemie płynie polska krew?
Wnioski z przeprowadzonego śledztwa odnośnie „polskości Eminema” są niejednoznaczne, ale coś ewidentnie jest na rzeczy.
– Skoro urodzony w 1851 roku w pruskim Häslicht Georg Scheinert, mieszkając w USA już od 46 lat, wpisuje w roku 1910 jako swoją narodowość polską, to coś jednak na rzeczy musi być. Niestety, bez dostępu do metryk tej tajemnicy wyjaśnić się nie da. Przyznam, że na początku tego genealogicznego śledztwa myślałem, iż wzmianka o polskich korzeniach Eminema była pomyłką. Teraz jednak widzę, że to raczej tajemnica, która wciąż czeka na swoje rozwiązanie.
Choć metryki z XIX-wiecznej Kostrzy nie są dostępne online, odkryte zapisy pozwalają przypuszczać, że w żyłach Eminema rzeczywiście może płynąć kropla polskiej krwi.
Fakty kontra plotki
W przeciwieństwie do dawnych, nieprawdziwych historii o rzekomym spaleniu polskiej flagi przez Eminema czy jego niechęci do występów w Polsce, informacje o polskim pochodzeniu rapera mają częściowo podstawy w dostępnych dokumentach.
-
News3 dni temuLil Narcyz – 23-letni polski comedy-raper i yotuber nie żyje
-
News4 dni temuHanior popełnia błąd językowy, który obszernie zdefiniował Sokół
-
News3 dni temuDawid Obserwator zgłosił skutecznie fanpage innego rapera, który robił o nim memy
-
News3 dni temuWażka G zwrócił się do posła PiSu, który został usunięty z partii
-
News3 dni temuYoung Leosia zdała prawo jazdy i została nagrana przez fankę podczas egzaminu
-
News2 dni temuKoszulki z hołdem dla Pono, a zysk dla jego córki. Czy przesadzili z ceną?
-
News3 dni temuEldo prowadzi wycieczki śladem gangsterów po Warszawie i zdradza mało znany fakt o Jacku Cyganie
-
News2 dni temuCzy Mes nadal będzie sławił Ukrainę po ujawnieniu wybuchu epidemii HIV w Polsce?