Sprawdź nas też tutaj

Recenzja

Trudno być artystą – Taco Hemingway „Szprycer” – recenzja 3

Opublikowany

 

Z takimi słuchaczami spotkał się chociażby Tede.

Przejebana sprawa być artystą – jak zrobisz coś podbnego do poprzednich tworów, to powiedzą, że odcinasz kupony, skończyły Ci się pomysły i w zasadzie jedynym Twoim celem w karierze pozostał łatwy zarobek na wiernych słuchaczach, ale jeżeli stwierdzisz, że warto byłoby zrobić coś nowego, co według Ciebie wniesie jakiś powie świeżości do Twojej twórczości, to stwierdzą, że gówno, że komercja i żeby wracał stary X (w miejscu „X” wpisz sobie ksywkę dowolnego artysty świata).

 

Może się mylę, ale zawsze wydawało mi się, że tworzenie albumów konceptualnych, czyli takich ze sztywną, odgórnie narzuconą historią, którą tworzy każdy kawałek, każda zwrotka i refren – generalnie każdy napisany tekst – to nie jest taka prosta sprawa. No bo w końcu każdy numer musi być pod każdym względem przemyślany, nie może na krążek trafić jakiś luźny kawałek, bo zburzy to całe pierwotne założenie. A kiedy trafi nam się taki koleżka jak Taco Hemingway, dla którego koncept to pojęcie, które definiuje jego twórczość, to mamy przed sobą człowieka, który reżim w studio narzuca większy niż Łukaszenka na Białorusi.

 

No dobra, oczywiście przesadzam, ale faktem jest, że numery Taco są raczej w ogromnej większości bardzo przemyślane, spójne, ale mówiąc szczerze, to nagranie albumu takiego jak „Szprycer” nie zaskoczyło mnie w żaden sposób. "Nie wiem czy się zgodzę, że stoi przede mną wyzwanie w postaci longplaya. Nie mówię, że nigdy czegoś takiego nie stworzę, ale na chwilę obecną nie wiem, po co miałbym coś takiego produkować. Nie znam płyty trwającej więcej niż 50 minut, która w pewnym momencie nie nużyła mnie. 30-40 minut – sądzę, że to jest granica trzymania uwagi słuchacza." Tak mówił jakiś czas temu w wywiadzie sam zainteresowany, ale jaksię okazuje zmienił nieco zdanie lub też może trafił na pomysł, który fajnie byłoby zrealizować, jednocześnie nie męcząc nikogo i w zeszłym roku trafił do nas blisko godzinny „Marmur”. A więc dostajemy nie dość, że koncpet album, to jeszcze krążek najdłuższy z dotychczas nagranych i bardzo możliwe, że najdłuższy jakim w ogóle Taco nas uraczy. Czy więc dziwi zatem wypuszczenie aż tak luźnego w formie „Szpryceru”?

 

Autotune. Według wielu narzędzie, które nieodwracalnie uszkodziło ogólnoświatowy biznes muzyczny, a z perspektywy wcale niemałej grupy muzyków to kapitalne narzędzie by nieco urozmaicić (polepszyć?) swoje numery albo po prostu zdobyć możliwość, by spełnić się twórczo i mimo naturalnych wokalnych ograniczeń trochę sobie pośpiewać. Takie podejście reprezentuje chociażby znany z Black Eyed Peas will.i.am, który szczerze powiedział, że możliwości autotune'a dały mu możliwość, by móc w ogóle śpiewać, ponieważ bez niego umiejętności śpiewu, a raczej jego kompletny brak zmuszałby go do użerania się z jakimiś wokalistkami by móc mieć jakiś fajny refren w numerze.

 

Co więc w ogóle takiego strasznego zrobił Taco? Ano też sobie sięgnął po autotune'a. Straszna sprawa – koleś chciał pośpiewać, może mu się to nie podobało i stwierdził, że skorzysta z postępu technicznego, ale okazało się, że dla przeciętnego słuchacza warszawiaka to było już nie do udźwignięcia i zachowują się jakby „Szprycer” był kopią dowolnego rapowego albumu, który wydany został jakiś rok czy dwa wstecz. Wiadomo, nie każdy może kojarzyć Cher, karierę T-Paina czy „808s & Heartbreak” Kanye Westa, a autotune powstał pewnie w 2015 roku. No niestety nie powstał.

 

Zastanawiam się co na „Szprycerze” jest takiego strasznie innego. Śpiew? Autotune? Trap? Wykrzykiwane „skrrrt”? Trochę luźniejsze teksty? Nie za bardzo rozumiem dlaczego Taco ma być zobligowany do nagrywania do usranej śmierci numerów w jednym, konkretnym nurcie. „Tańczymy tu na Barce, poleciał nareszcie Travi$ / A Ty byś wolał „Illmatic”, więc krzyczysz, że to nie rapik” – jak się okazuje Taco ogarnia co się dzieje wokół niego na scenie muzycznej, słuchanowości, więc co w tym dziwnego, że sam chciał spróbować czegoś nowego?

 

Wydaje mi się, że prowadzona jakiś czas temu wielka wojna o hip hop, w której mierzyli się „zatwardziali truskule” i „otwarte głowy” była czymś totalnie abstrakcyjnym, bo jak się okazuje wspomniani truskule to tylko pojęcie definiujące pewne zachowania i sposób podejścia do muzyki. Zamknięcie na nowość, słuchanie tylko konkretnej muzyki, brak chęci odkrywania czegoś zupełnie nowego – takich „truskulów” możemy znaleźć w każdym gatunku muzycznym, u każdego artysty muzycznego. Z takimi słuchaczami spotkał się chociażby Tede, których część nie przyjmuje do wiadomości, że raper nagrywał w ogóle jakieś płyty po „Elliminati”. Albo po „Esende Mylffon”. Albo w przypadku tych bardziej radykalnych to nawet i po „S.P.O.R.T.”. Fani KoRn niezbyt przychylnie patrzą w stronę ich dubstepowych wygrzewek na „The Path Of Totality”, a teraz z podobną sytuacją spotyka się Taco Hemingway, których fani nie chcą zaakceptować „Szprycera”. Ci sami fani, którzy wydawali się być bardzo otwarci na nowe muzycznej zjawiska, jakim na początku swojej kariery był sam Taco, który swoim unikatowym stylem obudził i jednocześnie wypełnił pewną niezagospodarowaną niszę. Okazuje się, że to tylko pozory – słuchacz Taco wcale nie jest zdystansowanym odbiorcą muzyki, tylko identycznie zachowującym się słuchaczem jak na przykład fan Nasa hejtujący Migosów czy Young Thuga. Trafił on do pewnej strefy komfortu, a gdy „Szprycer” chciał go z tej strefy wykurzyć, to podniósł głośny raban na cały internet.

 

Dajcie mu odpocząć, zrelaksować się po długim „Marmurze”. Sami też się wyluzujcie, w końcu latem słucha się lepiej numerów luźniejszych, wakacyjnych i taki jest właśnie „Szprycer”. To taka zabawa z muzyką w stylu Taco – z jednej strony forma nieco inna, ale z drugiej nikt tego stylu nie jest w stanie podrobić w 100%. To nadal ten sam Taco, który pewnie już ma w głowie pomysł na kolejny określony tematycznie krążek i za kilka miesięcy zapewne z nim uderzy.

 
14 komentarzy

14
Dodaj komentarz

1500
najnowszy najstarszy oceniany
Odwudowudoa

tylko ROGAL DDL

Sigil

ROGAL SEVEN DAYS SKOŃCZYŁ SIĘ NA SMAKU WIŚNIOWYM
NA ODWIECZNYM PROPSIE CHIPICAO
JEBAĆ ROGALA DDL

dssddsdssdadsa

ja pierdole ile można pisać o tym zjebganym studenciaku, kurwa trzy jebane recenzje, kogo to kurwa obchodzi, jakieś kurwa hiperanalizy, czy top naprawdę coś ważnego?

dill_dog_waggins

Wciąż pamietam ta dziewczyne ze szkolnej lawki oczy piękne jak światło księzyca usta tak namietne że samo patrzenie w nie roztapiało moje zimne serce a jej głos i uśmiech tak zabawny ze dla niej mógłbym zrobić wszystko
a teraz jestem w norwegi pije samotnie najlepsze bourbony i whisky żyje sobie jak jebany książe ale jestem w chuj samotny
ona jebie biede ze swoim niedorobionym klocem IQ chyba z 80 jak ja zabierze raz do roku nad morze to ją swędzi
a mogła zagadać do mnie inaczej by zyła miałaby wszystko
a tak niech się jebie
bedzie robić za pół darmo u jakiegoś pucypla żydowskiego a u mnie miałąby sukienki torebki buty jakie by tylko sobie wybrała
kurwa w polszy to dziewczyny niedorobione jakieś
u nas w norwegi to uśmiechniete nawet jak gruba loraa idzie to uśmiechnieta bez kompleksów a tutaj kurwa wzrok przebrzydły taki obrzydliwy
mam jedna przyjaciolke znaczy ona kurwa mysli ze sie przyjaznimy
i robila fajke dobrze i jeszcze posprzatala nie prosiłem
i z uśmiechem na dowidzenia jeszcze buziaka dała
ale wciaz mi po głowie chodzi ta dziewczyna o ktorej wspominalem
ten buziak nie byl slodki jaki mogla mi dac owa polska dziewczyna
taka słodka ze myslalem ze nie polka tylko ja podmienili gdzies czy cos
całkowite przeciwienstwo

Kinol

Mi tam się podoba Deszcz na betonie. Tak się przyjebaliście do tego bo było dobre i był rozgłos a przecież rap to ulica nie chodzi o rozgłos wcale. Jebać Was. Wolę żeby miliony łapały takie sentymentalne letniaki niż kurwy patusy. Ale Rogal na propsie

Bozia

NIE SŁUCHAŁEM ANI JEDNEGO ALBUMU TACO, TAKI ZE MNIE FAN RAPU 😀

WYJEBANE

xantares

ja pierdole więcej tych recenzji tego gówna na głównej

sfsdfeg

To ma być rap? Dobrze, że od pięciu lat słucham Seleny Gomez.

Yhdhh

TACO PROPSY.
[img]https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/73/66/e8/7366e829a966dc5dff062876490bf410–sensual-women-sexy-women.jpg[/img]

ehhe

Glamrap się spuszcza ładnie pod tego pedała Tortille

Człowiek

O co jest w ogóle ta afera?
Ludzie, pomyślcie. Błagam.
Taco Hemingway to Taco Hemingway (jak KAŻDY czasami zmienia zdanie, próbuje nowych rzeczy – które wychodzą lepiej bądź gorzej).
Gdyby przestał tworzyć coś wedle własnych upodobań na rzecz słuchania się innych, to przestał by być sobą! (A zadowolić wszystkich jest rzeczą niemożliwą).
Macie wybór… możecie słuchać jego nowej płyty albo jej się słuchać, nikt was nie zmusza.
Trudno jest żeby każde dzieło twórcy X przypadło każdemu do gustu.
Bycie fanem wcale nie oznacza ubóstwiania absolutnie wszystkiego co związane z Filipem.
Dlaczego tak dużo osób ma błędne postrzeganie życia?
Filip. Pan Filip, nie jest niczyją własnością! Dlaczego uważasz że masz prawo do narzucania mu w jaki sposób ma tworzyć? Dlaczego nagle miałby się Tobie podporządkować?
Tyle się mówi o byciu sobą, żeby nie iść ślepo za tłumem. A Ty postepujesz tak jak inni Ci każą, czy może wolisz żyć po swojemu?
Zdradzę Ci tajemnice – osoby publiczne także mają do tego prawo, także mają uczucia, własne upodobania i także chcą się rozwijać na swój sposób.
Druga kwestia…
Negatywna opinia wcale nie oznacza ataku ani Hejtu. Nie podoba Ci się płyta? W porządku! Podoba? Też w porządku!
Pamiętaj o wolności słowa (dopóki to słowo nie rani innych ma prawo bytu)!
Hejtując hejtera również nim jesteś 🙂
Moje zdanie o płycie:
Podoba mi się. Po kilkukrotnym odsłuchaniu znacznie bardziej, niż za pierwszym razem.

Człowiek

Dało się bez obrażania przy tym innych? Dało się!

miras x

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=zw3dfowmoRs[/youtube]

Hewranek

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=nx2rAj03QDA[/youtube]

Popularne