News
III URODZINY APTAUN RECORDS – RELACJA
Kolejny rok, kolejna zima, kolejne (trzecie) urodziny wytwórni Aptaun Records.
To się nie mogło nie udać. Bo przecież ta stosunkowo młoda wytwórnia zrzesza już od początku najlepszych polskich raperów i wyławia młode talenty (2sty, Karwan, Beeres itd.) stawiając nacisk na charyzmatyczność no i przede wszystkim, sprawdzoną już w podziemiu markę, którą chociażby WENA i Te-
Tris zdążyli sobie wyrobić.Czy faktycznie impreza udała się na tyle, by ochrzcić ją jedną z najważniejszych w 2012 roku?
Po części tak, jednakże nie wszystko poszło tak, jak pójść powinno, co ma zwykle miejsce w przypadku takich przedsięwzięć. Przede wszystkim Face Club nie był przygotowany na tak dużą ilość osób. Nie znam konkretnej liczby ludzi, którzy pojawili się w klubie, ale z piętra wyglądało to naprawdę imponująco i na pewno było ich więcej niż 500. Wpływało to też na odbiór, bo część osób musiała stać na schodach, lub oglądać wszystko z piętra, a kilku ortodoksów wepchało się nawet na scenę, przeszkadzając trochę artystom poruszanie się po niej.
Sam miałem tę swobodę, że mogłem uczestniczyć w akcji praktycznie z każdego miejsca w klubie i nic nie zakłócało mi chłonięcia linijek ekipy Aptaun.
Oprócz tego, Face Club spisał się na piątkę z plusem, bo oprawa (efekt pulsujących świateł potęguje wrażenia, polecam serdecznie) składająca się z oświetlenia i sztucznego dymu naprawdę robiła robotę i dodawała zupełnie nowe wrażenia w połączeniu z muzyką. Nie udało się za to akustykowi garnąć wszystkiego zbyt dobrze i poziom mikrofonów z poziomem podkładów był wyrównany niemalże w stu procentach dopiero na koncertach WENY i Te-Trisa, którzy grali przedostatni, przed Peerzetem. Za to spory minus.
Sam klub wydaje się być nastawiony na tego typu wydarzenia hip-hopowe (byłem tam pierwszy raz) i zdecydowanie jest to znacząca zaleta, bo gdy przychodzi nam iść na koncert do klubu, gdzie panuje sztywna atmosfera, a dookoła przewijają się studenciaki w koszulkach w serek i cardiganach, ma się ochotę wyjść z takiego miejsca. Face Club na pewno zajmie wysoką pozycję w moim super-świetnym hajpowym TOP 10 klubów w Stolicy.
Aptaun Records przygotowało nam w tym roku naprawdę świetny line-up. Grali zarówno starzy wyjadacze aptaunowi, kilku ASów wytwórni, DJ DBT, DJ
Ace, DJ Ike i beatboxer Crashu. Nie dało się natomiast nie zauważyć, że wszyscy czekali na Pyskatego, Wudoe i Te-Trisa, którzy zagrali chyba najlepsze koncerty tamtego dnia. A jak wypadły same koncerty? Sprawdźmy.

Crashu
Jak możemy wyczytać na stronie Aptaunu, jest to stosunkowo młody beatboxer, który mimo wieku już zdążył zebrać szereg osiągnięć w tym udział w Mistrzostwach Świata w beatboxie. Crashu miał od początku utrudnione zadanie, bo występował jako pierwszy, kiedy ludzie dopiero się zbierali, a dodatkowym utrudnieniem było to, że zdecydowania większość czekała na kogoś, kto będzie operował słowem, a nie wydawał ustami odgłosy pierdzenia. Nie hejtuję, bo pasjonatem, ani tym bardziej znawcą beatboxu nigdy nie byłem, ale od kumpli, którzy trochę w tym siedzą, wiem że niektóre dźwięki, w tym trąbkę naprawdę ciężko wydobyć, także byłem w lekkim szoku, kiedy Crashu zaprezentował wszystkim swoją trąbkę (no homo, co ziomy). Publiczność dopingowała młodego zawodnika i dawała mu hałas, więc pokaz beatboxowy zrobił swoją robotę.
Beeres
Pierwszy, 'nawijany’ koncert na tegorocznej imprezie urodzinowej. Beeres to ten sam rocznik co Crashu i tak jak on należy do ekipy Aptaun Support. Polski #SWAG w jego wykonaniu można lubić, lub nienawidzić, co jest chyba domeną takiego rapu, ogólnie. Syntetyczne bity, szybka nawijka, śpiewane wstawki, ciekawe flow – to Beeres. Sam koncert wypadł w sumie nijak. Widać było zdenerwowanie na twarzy AS’a i średnią pewność siebie, co trochę przełożyło się na odbiór tego koncertu. Można mu to jednak wybaczyć, bo podejrzewam, że to jego jeden z pierwszych koncertów, a na pewno pierwszy przed tak liczną publiką i presją bycia pierwszym raperem na imprezie. Beeres ma przed sobą jeszcze dużo czasu i jestem pewien, że jeszcze zamiesza w rap grze. Od siebie polecam zapoznanie się z jego twórczością, a także sprawdzenie płyty ’Klub wyklętych futurystów’, która będzie miała premierę 6 grudnia.
Tłusty Kot/Karwan/Emas
’Tłusty Kot to dobry rap ziomek. Nie wiesz? To weź się kurwa dowiedz’ Tym bangerem, chłopaki w towarzystwie Karwana rozpoczęli koncert. Widać było ilu jest w klubie fanów alkoholowych libacji i twórczości 2stego i Kot Kulera, bo wszyscy znali teksty na pamięć i bujali się do bengerowych utworów tego składu. Gdy 2sty rzucił słowa 'Noooo, to na pewno wszyscy znają’, można się było domyślać, co zaraz usłyszymy. Najebany Crew – hymn wszystkich kempowiczów i najbardziej rozpoznawalny, melanżowy utwór w polskim rapie. Powiem tylko, że podczas tego numeru, chłopaki dawali z siebie tyle energii, czym zachęcili mnie do darcia mordy i przewijania refrenu razem z nimi. Zdecydowanie, jeden z najjaśniejszych punktów imprezy. Po hajpowaniu składu i przewijania swoich gościnnych zwrotek, przyszedł czas na koncert Karwana i Emasa – kolejnych, dwóch AS’ów. Karwan znalazł w końcu swój styl i flow, co można już było usłyszeć na tegorocznym albumie tego rapera – 'Fabryka Snów’. Miałem mieszane uczucia co do tego koncertu, bo wynosząc doświadczenie z innego koncertu Karwana, wiedziałem że nie radzi sobie zbyt dobrze na scenie i nie jest zbyt charyzmatyczny. Emas jednak wyprowadził mnie z błędu, mówiąc już na wstępie, żeby podnosić łapy w górę, bo pokażą nam prawdziwy hip-hop. I rzeczywiście, koncert był bardzo udany, a chłopaki zagrali najbardziej znane traki, w tym 'Coś się kończy’ ze świetnym występem gościnnym LaikIke1 aka. Liekemeke1 (chujowy żart). W towarzystwie chłopaków na scenie pojawił się też Pjentak, którego stan wskazywał na pewne komplikacje, ale to nie czas i miejsce na takie rozważanie. Ogółem, koncerty in plus.
TłustyKot & Karwan – Track Ogólny LIVE @ III urodziny Aptaun Records
https://www.youtube.com/watch?v=jz8PzPois-0
Diset
Przyznam szczerze, że Diseta poznałem dopiero na płycie Inflacji, gdzie udzielił się w gościnnym utworze razem z Rasem z Rasmentalism. Od tego czasu, sprawdzałem regularnie jego dokonania i jarałem się płytą 'High Definition’, którą również serdecznie polecam. Diset cierpi na ten sam syndrom co Beeres i koncert nie był zbyt porywający, choć wpływ na to może mieć też niezbyt koncertowy dobór utworów. Dodatkowo, publiczność chyba nie bardzo ogarniała co się dzieje i kto to jest ten cały Diset, bo hałasy, podbijanie zwrotek i brawa były zdecydowanie osłabione w stosunku do poprzednich artystów. Nie nastawiałem się specjalnie na rozpierdol, ale nie byłem też zawiedziony, bo Diset to naprawdę świetny raper i wierzę, że w przyszłym roku, na 4 urodzinach Aptaun Records pokaże na co go naprawdę stać.
Po AS’ach wytwórni przyszedł czas na główne wydarzenie, czyli koncerty raperów, którzy mają ciepłą posadę za biurkiem w firmie Szczura i Pyska i legalne albumy na koncie. Charyzmatyczny, charyzmatyczny i charyzmatyczny Ematei zapowiadał koncerty chłopaków, rzucając w przerwie razem z Theodorem, równie charyzmatyczny, jak on sam pokaz stylu wolnego, co wywołało u mnie łzy wzruszenia. Po nostalgii, która mnie nagle ogarnęła, znalazłem się nie wiadomo jak pod sceną, gdzie wydarzenie się rozpoczęło…
Siwers/Tomiko
Nie wiem tak naprawdę co mam powiedzieć o koncercie, bo nie do końca znam twórczość tych raperów, jako duet. Nie umniejszam zasług chłopaków, wszak Siwers tworzył jeden z legendarnych, warszawskich składów – Bez Cenzury, obok Łysola i Erosa, który jest największym leniem ze wszystkich, polskich raperów (KIEDY SOLO?). Zupełnie inaczej odebrali to ludzie zgromadzeni w klubie, bo już na wejściu, raperzy otrzymali ogromny hałas od punliki, co poskutkowało tym, że zagrali naprawdę świetny koncert. Na duży plus zasługuje dobór kawałków, które przedstawili, bo naprawdę były to numery stricte koncertowe i nie było żadnych usypiaczy. Kolejny, świetny koncert.
Pyskaty
Na wstępie powiem krótko – ROZPIERDOL. Kurwa mać, jak żyję nie widziałem jeszcze takiej energii na publice, jak podczas koncertu współzałożyciela
Aptaun Records. A gdy na scenie pojawił się Włodi, klub dosłownie zgłupiał, a ja zbierałem szczękę z podłogi. Pyskaty to jeden z nielicznych raperów, którzy
już przed rozpoczęciem koncertu, otrzymuje taki hałas, że dziewczyny – kisiel w majtach, a panowie łysieją w wieku 20 lat. Czysta akcja hip-hopowa, Pysk wszedł, zagrał swoje z taką pewnością siebie, że niejeden młody raper może mu pozazdrościć i zszedł ze sceny, zapowiadając kolejne koncerty. Zdecydowanie polecam wybranie się na koncert Pyskatego, bo emocje temu towarzyszące są naprawdę nie do opisania. Jeden z najlepszych koncertów wieczoru.

Proximite
Proximite, czyli Małpa i Jinx. Skład wywodzący się z Torunia, mający na koncie bardzo udany… Małpa, który ma na koncie album, który dosłownie postawił na nogi cały rapowy świat i przywrócił modę na rap w Polsce. Co niestety jest czasem przykre w skutkach, bo już niejednokrotnie miałem wątpliwą przyjemność słuchać ’Paznokci’ z telefonu komórkowego na stacji PKP. Nie zmienia to faktu, że 'Kilka numerów o czymś’ to jeden z najlepszych, polskich albumów, doceniany nawet przez starych wyjadaczy tej sceny. NAJWIĘKSZY zawód wieczoru. Muszę gdzieś wylać swoją frustrację, więc zrobię to tutaj. Czekałem na ten występ, jak na Brudne Serca w wigilię. Obgryzałem paznokcie (hehe) z nerwów, licząc na totalny armageddon i najlepszy koncert wieczoru. I wreszcie – stałem jak debil pod samą sceną, żeby mieć jak najlepszy odbiór, żeby zbić pionę z Jinxem i Małpą i w końcu moje marzenia się… zjebały.
Cytując słynną kwestię Wojciecha Mecwaldowskiego 'Kurwa, no nie! No po prostu kurwa no nie! Boże, czy Ty to widzisz?’ Tak, widzisz i nie grzmisz. Dlaczego tak się musiało stać, że gwiazda wieczoru gra najsłabszy w swojej karierze koncert i to na tak ważnej imprezie swojej wytwórni? Nie mam bladego pojęcia co się składało na niepowodzenie Proximite na sobotniej imprezie, ale wiem że był to dla mnie straszny zawód i cios w samo truskulowe serce. Jedna, pozytywna rzecz, którą wyniosłem z ich koncertu, to 'Nie byłem nigdy’, które zawsze spisuje się rewelacyjnie i wprawia cały klub w narko-muzyczną fazę. Podsumowując – a dajcie mi spokój.
W.E.N.A./Te-Tris
Z doświadczenia wyniesionego z zeszłorocznych urodzin Aptaunu, wiedziałem doskonale, że tych dwóch panów, gra zdecydowanie najlepsze koncerty ze wszystkich członków tej wytwórni. Wiedziałem, że Wudoe i Tet to sprawdzona marka, więc zupełnie nie miałem obaw, co do ich występu, jednak to co zobaczyłem/usłyszałem przerosło pięciokrotnie moje oczekiwania. Który koncert WENY byłby kompletny bez hymnu skierowanego do skurwysynów, czyli 'Salutuj’, albo jego zeszłorocznego następcy 'Podstawowe instrukcje’? Odpowiedź jest prosta – żaden. Tak samo Te-Tris, który słynie z tego, że z jego koncertów wychodzi się z odrętwiałymi ramionami i zachrypniętym gardłem zagrał najlepsze utwory z płyty 'Lot 2011′ w towarzystwie z hajpującym mu Pogzem, który był w lekkim i orzeźwiającym
stanie. Tet i Wena razem to nie jest jakiś tam koncert, na którym leci bit, a artysta daje z siebie wszystko. Jeśli myśleliście, że krew, pot i łzy, które raperzy wylewają na swoich koncertach to szczyt tego co artysta może pokazać, to jesteście w błędzie Te-Tris pokazuje jeszcze więcej. Nie nazwałbym tego koncertem, a performancem. Bo jak inaczej nazwać występ, na którym artysta w jednej chwili przewija zwrotkę, w drugiej każe publice usiąść, po czym publika doskonale sama wie, kiedy wstać i krzyczeć i w trzeciej, kiedy mamy okazję usłyszeć taki freestyle, jakiego nie mamy okazji już dzisiaj usłyszeć.
Gwiazdą tego koncertu pozostaje jednak Pogz, który rzucił chyba najśmieszniejszy wers, jaki miałem okazję usłyszeć w tym roku. Zestawienie słów 'Styl jak Pusha-T’ i 'Eldo jak Usza-Ti’, kiedy w klubie obecny jest Eldoka nie może nie bawić. Nie wiem niestety, jak Eldoka zareagował na te wersy, bo zniknął mi z pola widzenia. Podusmowując – najlepsze koncerty wieczoru, niesamowita energia, niesamowite widowisko i poziom wyżej w kategorii 'Koncert rapowy’.
Te-Tris Freestyle Live Warszawa Face Klub, 3 Urodziny Aptaun Records
Zawsze jest najgorzej zaczynać takie imprezy, kiedy jeszcze nie wszyscy się zebrali i trzeba rozkręcić tę garstkę osób i kończyć je, kiedy wszyscy są już zmęczeni, a 1/3 klubu już go opuściła. Przed tym drugim zadaniem stanął sobotniej nocy Peerzet, który rozpoczął koncert koło godziny 2:00 rano i faktycznie spora część osób opuściła wtedy klub, lub stała w długachnej kolejce do szatni. Jako fan Peerzeta, już od duetu 2RazyPe, liczyłem na dobre zakończenie wieczoru. I wierzcie lub nie, ale to Peerzet, który ma mniejsze doświadczenie sceniczne niż Małpa, zagrał trzeci, najlepszy koncert wieczoru, zaraz po Pysku, Tetrisie i Wudoe. Przemek zagrał numery z Hipocentrum, w tym świetne 'Skillsy i Flow’, a także utwory z najnowszego, legalnego wydawnictwa, a zarazem debiutu – 'Z miłości do gry’. Mimo dużo mniejszej liczby osób w klubie, publiczność bawiła się naprawdę świetnie i co mnie zaskoczyło – sporo osób znało numery, które grał Przemek, co przywraca mi wiarę w polskich słuchaczy. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Tak, jak mówiłem – po Wenie, Tetrisie i Pyskatym, Przemek zagrał najlepszy koncert wieczoru, a za rok będzie to już jeden z faworytów.
Nie lubię pisać zakończeń, bo czuję że wyczerpałem już wszystkie ciekawe rzeczy na samym początku pisania tekstu. Aptaun to naprawdę wyjątkowa wytwórnia, która skupia w sobie największych pasjonatów kultury hip-hop i wprowadza masę świeżości w rap biznes, a imprezy Pyska i Szczura naprawdę przywracają wiarę w to, że w tym kraju możemy się dobrze bawić na koncercie i w naprawdę świetnej atmosferze. Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali tekst i tym samym dotrwali do końca. Dziękuję jeszcze bardziej tym, którym ten opis się podobał i zostawią swoją opinię w komentarzu. Dziękuję ojcu dyrektorowi, Gavrickowi, dzięki któremu miałem przyjemność uczestniczyć w tej wyjątkowej imprezie, a także samemu Pyskowi, dzięki któremu mogłem wymienić kilka słów na backstage’u z raperami.
Ave, Rolewsky
fot. getups.pl
Suno, popularna platforma do generowania muzyki przy pomocy AI, przegrała proces z niemiecką organizacją GEMA i będzie musiała zapłacić odszkodowanie za naruszenie praw autorskich.
Sąd stanął po stronie twórców
Niemiecka organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi GEMA wygrała głośny proces przeciwko Suno, platformie pozwalającej tworzyć utwory muzyczne na podstawie tekstowych poleceń. Wyrok zapadł 31 lipca przed Sądem Okręgowym w Monachium i może mieć ogromne znaczenie dla całej branży sztucznej inteligencji.
Sprawa rozpoczęła się w styczniu 2025 roku. GEMA zarzuciła Suno, że firma wykorzystywała chronione utwory do trenowania swoich modeli AI bez uzyskania licencji i bez wypłacania wynagrodzenia autorom. Warto przy okazji przypomnieć polski wątek:
Paluch, Bedoes czy Quebonafide wykorzystanie do trenowania modeli AI.
Naruszenie prawa autorskiego
Monachijski sąd uznał, że działania Suno naruszały zarówno niemieckie, jak i amerykańskie przepisy dotyczące prawa autorskiego. W uzasadnieniu wskazano, że platforma bezprawnie pozyskiwała, przetwarzała i kopiowała muzykę reprezentowaną przez GEMA.
Po ogłoszeniu wyroku głos zabrał prezes organizacji, dr Tobias Holzmüller.
– Dzisiaj sąd jasno pokazał jedno: modele AI zbudowane na skradzionej własności intelektualnej nie są chronione przez prawo. Dostawcy usług AI muszą płacić za licencje, zamiast po prostu korzystać za darmo z utworów naszych członków. Dzisiejszy wyrok znacząco umocnił pozycję Europy jako centrum kultury.
GEMA mówi o ważnym precedensie
Do sprawy odniósł się również przewodniczący zarządu GEMA, dr Ralf Weigand, który podkreślił, że wyrok wykracza daleko poza sam spór z Suno.
– Ten wyrok wysyła mocny międzynarodowy sygnał: twórczość ma wartość, a prawa twórców muszą być respektowane w erze sztucznej inteligencji.
Dodał także:
– Dzięki tej decyzji GEMA stworzyła ważny precedens nie tylko dla ponad 100 tysięcy swoich członków, ale także dla twórców na całym świecie. Fakt, że możemy teraz skutecznie egzekwować nasze prawa również w krajach takich jak Stany Zjednoczone, daje twórcom nadzieję i poczucie bezpieczeństwa w czasie ogromnych zmian technologicznych.
Suno zapłaci odszkodowanie
Sąd zobowiązał Suno do wypłaty odszkodowania na rzecz GEMA. Na ten moment nie ujawniono jednak, jaką kwotę firma będzie musiała zapłacić.
To nie pierwszy raz, gdy twórcy narzędzi AI trafiają na salę sądową. Wcześniej pozwy przeciwko Suno oraz platformie Udio złożyły także Warner Music, Sony Music Entertainment i Universal Music Group, zarzucając im naruszenia praw autorskich. Co ciekawe, sprawa Warnera zakończyła się ugodą i podpisaniem umowy licencyjnej z Suno.
News
Aktor, który zagrał w głośnym teledysku Sokoła, został ułaskawiony przez prezydenta
Na te wieści zareagował też Kaczy Proceder.
Jednym z najbardziej emocjonujących tematów ostatnich dni stało się ułaskawienie Starucha, gniazdowego Legii, z którego zakaz stadionowy zdjął prezydent Nawrocki. Legiony zapiewajło ma na swoim koncie epizod aktorski, jaki zawdzięcza zaproszeniu do teledysku Sokoła.
Czy w Polsce panują podwójne standardy w ocenie aktów łaski dokonywanych przez prezydentów? Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski ułaskawiali pospolitych bandytów, z czego utrzymanek ukraińskich oligarchów przeszedł samego siebie, gdy skorzystał z prerogatywy wobec skazanego za morderstwo w napadzie rabunkowym Petera Vogla, czy też Zbigniewa Sobotki, znanego z afery starachowickiej. Mimo to obaj byli prezydenci są od wielu lat traktowani jako jedni z największych autorytetów „obozu demokratycznego”.

Dużo bardziej stronnicze oceny wywołało ułaskawienie Starucha, którego fani rapu kojarzą z klipu Sokoła „Zepsute miasto”. Gniazdowy dostąpił aktu łaski za dwuletni zakaz stadionowy z powodu… stania na płocie w Lublinie i prowadzenia z niego dopingu. Decyzja prezydenta Nawrockiego doprowadziła do furii polityków rządu i zaprzyjaźnionych z nim mediów, a oddzielny wpis poświęcił temu nawet Donald Tusk. Ułaskawienie z entuzjazmem przyjął natomiast Kaczy. – Cieszę się Bracie – przekazał w relacji na Instagramie.

Diddy ponownie usłyszał złą wiadomość zza krat. Federalne rejestry wskazują, że jego planowana data wyjścia z więzienia została przesunięta.
Federalne Biuro Więziennictwa zaktualizowało informacje dotyczące jego zwolnienia. Według najnowszych danych producent muzyczny ma opuścić zakład karny 20 lutego 2028 roku.
Jeszcze kilka tygodni temu w oficjalnych rejestrach widniała data 24 stycznia 2028 roku. To już kolejna korekta harmonogramu odbywania kary. Wcześniej przewidywano, że Combs wyjdzie na wolność latem 2028 roku, później termin przesuwano na kwiecień, następnie luty, styczeń, a teraz ponownie na luty.
Bójka w zakładzie karnym
Zmiana terminu może mieć związek z incydentem w Federalnym Zakładzie Karnym Fort Dix w stanie New Jersey, gdzie przebywa Diddy. Jeden z więźniów miał okazać raperowi brak szacunku. Z relacji wynika, że Combs postanowił sam odpowiedzieć na prowokację, zanim funkcjonariusze przerwali bójkę.
Po całym zajściu artysta miał trafić do izolatki. Federalne Biuro Więziennictwa nie wyjaśniło jednak, dlaczego data zwolnienia została ponownie zmieniona.
News
„Za Belmondo stoi matka pracująca w TVN”. GSP dołącza do kłótni o Mobbyn
„Nazwę Mobbyn wymyślił Kaz Bałagane”.
Kaz Bałagane i Belmondo kłócą się o Mobbyn. GSP dorzuca własną wersję wydarzeń i uderza w Tytusa.
Od kilku dni trwa przepychanka o to, kto stoi za nazwą Mobbyn. Po wymianie zdań między Kazem Bałagane i Belmondo do dyskusji dołączył GSP, były członek składu, który twierdzi, że zna kulisy całej sprawy.
Kaz Bałagane utrzymuje, że to on wymyślił nazwę Mobbyn. Belmondo odpowiada, że autorstwo nazwy i logotypu należy właśnie do niego. Teraz swoją wersję przedstawił GSP, który twierdzi, że po zakończeniu działalności grupy otrzymał prawo do korzystania z logotypu Mobbyn oraz kanału Mobbyn, zarządzanego przez Step Records.

Nie zabrakło też mocnych zarzutów pod adresem Belmondo.
– Nazwę Mobbyn wymyślił Kaz Bałagane. Tytus nic samemu nie stworzył. Wszystko co ma, ma tylko dzięki matce, która jest usadowiona w TVN-ie, która pomogła mu to wszystko rozpromować, a po każdej aferze i upadku sprawia, żeby w mediach mówili o nim dobrze.
GSP odniósł się również do kwestii praw do logotypu. Jak relacjonuje, podczas prac nad drugim albumem Mobbyn znak miał zostać zarejestrowany przez Step Records.
– Koniec końców na poczet tych jego długów ja miałem sobie go wziąć i z niego korzystać tylko, że prawda jest taka, że ten logotyp wiekszości słucahczy obrzydł przez zachowanie Tytusa.
News
Rolex od Bedoesa. Fanka może zapłacić nawet kilka tys. zł
Urząd Skarbowy może upomnieć się o należny podatek.
Rolex, który Bedoes wręczył fance podczas festiwalu Rap Południe, może okazać się problemem. Eksperci podatkowi zwracają uwagę, że od takiej darowizny trzeba zapłacić podatek.
Prezent od Bedoesa może zainteresować fiskusa
Podczas festiwalu Rap Południe w Bielsku-Białej Bedoes przekazał jednej z fanek zegarek Rolex Datejust. W zależności od wersji jego wartość szacowana jest na około 50-70 tys. zł.
Choć dla wielu był to jeden z najbardziej pamiętnych momentów imprezy, z punktu widzenia prawa taki prezent jest darowizną. Ponieważ raper i obdarowana nie są ze sobą spokrewnieni, przekazanie zegarka może wiązać się z obowiązkiem podatkowym.
W 2026 roku kwota wolna od podatku dla III grupy podatkowej wynosi 5733 zł. Wszystko ponad ten limit może zostać objęte podatkiem.
Nawet ponad 11 tysięcy złotych podatku
Wysokość podatku zależy od rzeczywistej wartości zegarka. Eksperci wyliczają, że jeśli Rolex jest wart około 35 tys. zł, podatek od darowizny może wynieść około 4,4 tys. zł. Gdy jego wartość zbliża się do 70 tys. zł, należność wobec fiskusa może przekroczyć 11 tys. zł.
– Wszystko zależy od tego, ile faktycznie jest wart konkretny egzemplarz, a to musi wynikać z rzetelnej wyceny rynkowej – wyjaśnia Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy inFakt dla StrefyBiznesu.
Sprzedaż Rolexa też może oznaczać problemy
Podczas przekazania prezentu Bedoes wspomniał, że fanka może sprzedać otrzymanego Rolexa. Taki scenariusz również może mieć konsekwencje podatkowe.
Jeżeli zegarek zostałby sprzedany przed upływem sześciu miesięcy, w którym został otrzymany, może pojawić się obowiązek zapłaty podatku dochodowego.
– Ponieważ przy darowiźnie nie ma kosztu nabycia, praktycznie cała kwota uzyskana ze sprzedaży może zostać uznana za dochód do opodatkowania – wyjaśnia Piotr Juszczyk.
Dopiero sprzedaż po upływie tego terminu jest neutralna podatkowo.
Brak pudełka i certyfikatu mocno obniża wartość
To jednak nie koniec. Specjaliści zajmujący się rynkiem luksusowych zegarków zwracają uwagę, że przekazany Rolex nie miał pudełka ani certyfikatu.
Według ekspertów taki komplet ma ogromny wpływ na cenę. W efekcie fanka może uzyskać przy sprzedaży jedynie około 20 proc. wartości zegarka, czyli znacznie mniej, niż wynosi jego szacunkowa wartość rynkowa.
-
News2 dni temuFabjański wykonał „Jestem Bogiem” Paktofoniki – poradził sobie lepiej, niż przypuszczaliśmy
-
News4 dni temuGSP po słowach Bałagane: „Mówi samą prawdę o Belmondo. Jeszcze wszystkim kopary opadną”
-
News3 dni temuSobota ujawnił, jak dużo Wini na nim zarabiał
-
News4 dni temuKafar Dixon37 ostro o Belmondo, który szarpał swoją dziewczynę
-
News3 dni temuBedoes 2115 dał swojego Rolexa fance na koncercie
-
News3 dni temuPolicja i karetka pod blokiem Belmondo. „Matko błagam, pomóż mi”
-
News1 dzień temuStep Records chce reaktywować Gang Albanii
-
News13 godzin temuRolex od Bedoesa. Fanka może zapłacić nawet kilka tys. zł