Felieton
Grime – głos brytyjskich ulic
Gatunek, który wyparł w Anglii klasyczny hip-hop.

Koniec poprzedniego stulecia to okres rozkwitu UK garage, jungle, dancehall, drum and bass, ragga, house czy rapu. Style te cieszyły się ogromną popularnością i rządziły na większości brytyjskich podwórek. Wszystko zmieniło się na początku XXI wieku, kiedy to paru nastolatków ze wschodniego Londynu postanowiło połączyć wszystkie te gatunki muzyczne i stworzyć jeden niepowtarzalny i najbardziej oryginalny – grime, który dziś opanował brytyjski rynek muzyczny i praktycznie całkowicie wyparł z niego klasyczny hip-hop. To właśnie ze względu na grime początek poprzedniej dekady jest uznawany za najbardziej kreatywny czas dla współczesnej brytyjskiej muzyki.
Wszystko zaczęło się na londyńskich osiedlach komunalnych w Bow, niedaleko Stratford i Canary Wharf. To właśnie tam w 2002 roku paru uczniów na prymitywnych komputerach komponowało pierwsze grime’owe utwory, które na początku polegały głównie na pozbawionych wokali instrumentalach. Z czasem coraz częściej w numerach grime’owych zaczęli pojawiać się wokaliści, powszechnie nazywani MC. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech tego gatunku było szybkie tempo ok. 140 bpm, które stawiało przed wykonawcami wysoko zawieszoną poprzeczkę, ponieważ wymagało od nich dużych umiejętności i techniki . Dla porównania w oldschoolowym rapie jest to ok. 80 bpm.
Scena grime’owa promowała się w niszowych, pirackich stacjach radiowych. Artyści puszczali tam swoje utwory, starając się docierać do jak największej liczby odbiorców. Nieodłączną częścią ramówek stały się freestyle, podczas których MC szlifowali swoją technikę i podnosili umiejętności. Z biegiem czasu gatunek ten opanował większość klubów w stolicy Anglii, co stało się przede wszystkim za sprawą Dj-ów, którzy prowadząc imprezy, często rapowali pod muzykę imprezową. W ten sposób Grime zyskiwał coraz większą popularność wśród młodzieży z najbiedniejszych dzielnic Londynu, będącej na marginesie społeczeństwa.
Jednym z prekursorów grime’u jest Wiley, nazywany przez niektórych ojcem chrzestnym tego gatunku. Ostatnio zrobiło się o nim głośno przy okazji beefu ze Skeptą, w którym udowodnił, że mimo lat na karku nadal należy do czołowych MC na scenie. Jego debiutancki album „Trenddin’ on Thin ice” znalazł się w pierwszej 50 najlepiej sprzedających się płyt w Wielkiej Brytanii, jednak największy sukces komercyjny zawdzięcza wydanej w 2008 roku płycie „See Clear Now”. Singiel „Wearing My Rolex” osiągnął status platyny i na długo zagościł na listach przebojów czołowych stacji takich jak BBC Radio 1 czy MTV. Warto zauważyć, że utwór ten jest typowym połączeniem mocnego, charakternego rapu z muzyką imprezową, stanowi więc kwintesencje grime’u. W 2017 roku Wiley wydał płytę „Godfather”, która znalazła się na 9 miejscu na liście sprzedażowej i tym samym została najwyżej notowanym albumem muzyka w karierze. Wraz z premierą Brytyjczyk zapowiedział powstanie trylogii o tym samym tytule i już rok później wypuścił „Godfathera II”, który jednak nie powtórzył sukcesu swojej poprzednika. Wiley należy do bardzo twórczych raperów, jak na razie wydał 12 longplay’ów, a w przyszłym roku możemy spodziewać się kolejnego, zwieńczającego trylogię.
Grime’em szybko zainteresowały się media, a stało się to za sprawą Dizzee Rascala, który w 2003 roku jako pierwszy reprezentant tego gatunku został odznaczony najbardziej prestiżową nagrodą muzyczną w kraju-Mercury Music Prize. Na uwagę zasługuje fakt, że miał wtedy zaledwie osiemnaście lat. Jego album „Boy in da corner” sprzedał się w liczbie 250 tysięcy egzemplarzy i wprowadził grime do ścisłego mainstreamu. Co najważniejsze młodemu raperowi udało się udowodnić, że istnieje coś takiego jak muzyka uliczna, wcześniej krytycy z przymrużeniem oka patrzyli na artystów z niższych klas społecznych. Rascal był też pierwszym brytyjskim raperem, który osiągnął status gwiazdy międzynarodowej. Do dziś gra koncerty zarówno na wyspach, jak i w USA, Australii czy w Niemczech. Przez długi czas żadnemu innemu muzykowi grime nie udało się powtórzyć jego sukcesu. Dopiero ponad dekadę później zrobił to Skepta swoim albumem „Konnichiwa”.
Grime nie zyskał jednak uznania wśród władz Londynu, które wypowiedziały wojnę artystom i fanom tego gatunku. Jednym z jej przejawów było wprowadzenie kontrowersyjnego prawa, pozwalającego policji kończyć imprezy w grime’owych klubach bez okazania konkretnych powodów. Co więcej, stacje radiowe dostały zakaz puszczania niektórych utworów na antenie ze względu na ich agresywne treści. Na zakazanej liście był między innymi „Bow” Lethal’a Bizzle, który nie mógł być grany w żadnej radiostacji ani klubie na terenie Wielkiej Brytanii. Dyskryminujące regulacje, dotyczące imprez grime’owych obowiązywały aż do 2009 roku, kiedy wreszcie udało się wpłynąć na władzę i wykreślić ten przepis. Do dziś jednak przytrafiają się przypadki policjantów, powołujących się na to prawo przy aresztowaniach muzyków.
Przełomowym momentem w historii muzyki grime był występ Kanye West’a podczas gali „Brit Awards” w lutym 2015 roku. Amerykanin zagrał utwór „All Day”, a razem z nim wystąpiła cała armia brytyjskich MC, wśród których byli między innymi Stormzy czy Skepta. Nie wiadomo, w jakim celu Kanye zaprosił ich na scenę, ale pewne jest, że wpłynęło to bardzo na popularność grime’u za granicą. Dla wielu było to największe święto tego gatunku muzycznego w historii. Sceptycy pisali, że Brytyjczycy byli w cieniu amerykańskiej gwiazdy i stanowili jedynie tło występu, jednak sam fakt wystąpienia reprezentantów tych dwóch pokrewnych gatunków, jakimi są grime i rap, na tak ważnej gali był czymś wyjątkowym i wcześniej niespotykanym.
Mimo że grime wywodzi się wielu gatunków muzycznych, dziś kojarzy się głównie z rapem. Obecnie granica między nimi jest bardzo rozmazana. W muzyce grime artyści bardziej dbają o technikę i budowanie tekstu, można też zaobserwować większy szacunek do producentów, którzy w klasycznym hip-hopie nadal są bagatelizowani. Tutaj beatmakerzy są stawiani na równi z MC, którzy często zaczynali swoje kariery, tworząc podkłady muzyczne.
Główną cechą wyróżniającą grime jest szybkie tempo, sprawiające, że mało który raper spoza Wielkiej Brytanii sobie z nim radzi. Wyjątkowe pozostaje też to, że gatunek ten istnieje praktycznie tylko w krajach anglosaskich. W Polsce mieliśmy paru jego samozwańczych reprezentantów takich jak Wuzet czy Starku, jednak nie podbili oni sceny ani nie wpłynęli za bardzo na promocję tego gatunku w naszej ojczyźnie.
Za ogromny skok popularności grime’u w ostatnim czasie odpowiedzialni są przede wszystkim Stormzy i Skepta, którzy regularnie grają koncerty na całym świecie. Ich płyty „Gangs Signs & Prayer” (Stormzy), „Konnichiwa” i „Ignorance is Bliss” (Skepta) zostały sprzedane w ogromnych nakładach w Stanach Zjednoczonych i w kontynetalnej Europie, w tym także w Polsce. Stormzy stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny po tym, jak udzielił gościnnej zwrotki na płycie Ed’a Sheeran’a w utworze „Take me back to London”. W remiksie tego singla wystąpili inni grime’owi artyści – Aitch oraz Jaykae. Mniej znanym faktem jest to, że Sheeran już wcześniej współpracował z innym MC-Devlinem.
Devlin to białoskóry MC, udowadniający, że grime nie jest zarezerwowany tylko dla afrobrytyjczyków. W swoich utworach, tak jak inni reprezentanci tego gatunku, opowiada o życiu w najbiedniejszych dzielnicach Londynu, z których się wywodzi. Na uwagę zasługuje przede wszystkim utwór „Community Outcast” , mówiący o codzienności ludzi z najniższej warstwy społecznej. Devlina nie wyróżnia tylko kolor skóry, ale także niezwykła charyzma i szczerość.
W najbliższym czasie możemy się spodziewać jeszcze większego wzrostu zainteresowania grime’em. Na scenę wchodzą coraz młodsi muzycy jak na przykład AJ Tracey czy Aitch, mający potencjał na podbicie nie tylko rynku brytyjskiego, ale i światowego. Przed nami także nowy projekt od Stormzy’ego oraz trasa koncertowa, w ramach której pojawi się między innymi w Warszawie.
źródła: „The Guardian”, www.capitalxtra.com, kanał „Vox” na Youtube
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl


Od premiery najnowszej płyty Dwóch Sławów minęły już dwa miesiące. Zdążyłam się z nią solidnie osłuchać i dowiedzieć, co dobrze by było opisać. Opinie o projekcie – wprost mówiąc – nie są najlepsze, co duet wziął już na klatę. Moje zdanie jest jednak nieco inne więc zapraszam na łyżkę miodu w beczce dziegciu.
Kryzys wieku średniego?
Zacznę prosto z mostu – uwielbiam ten duet. Na ich wielowymiarowe metafory trzeba kupić drukarkę 3D. Zabawa słowem, luz i humor to cechy, które niewątpliwie muszę im przypisać i wcale nie muszą nikogo do tego przekonywać. Ale, co w sytuacji, gdy masz za sobą dziesięć lat punchline’ów, wszechobecnej beki i hashtagów, a fani czekają? Jasne, możesz zrobić kolejny taki sam album, który i tak nie ma podjazdu do debiutu. Stąd najnowszy projekt Astka i Rada jest totalnie zrozumiały – dajmy im działać i się rozwijać. Kryzys wieku średniego i te sprawy.
Zabawa formą
A tak serio – spodziewaliście się kiedyś, że łódzki duet mógłby zagrać swoje numery na imprezie Świętego Bassu albo zrobi manifest polityczny, który będziecie podśpiewywać pod prysznicem? Chcecie starych Sławów – włączcie „Ludzi Sztosów”, proste. I oczywiście – jak większość z Was – analizowałam ten album na Genusie, łapiąc się za głowę po wytłumaczeniu kolejnego wersu. Jednak… to było dekadę temu. Nikogo zatem nie powinno dziwić, że przyszedł u panów czas na zabawę formą, poniekąd wyniesioną z projektu club2020.
Najwyżej będzie stójka lub parter
Czy „Dobrze by było” jest krążkiem bez treści? Złośliwi powiedzieliby, że tak. Ale obiektywnie patrząc – numery „Myślałem, że będzie gorzej” czy wcześniej wspomniany bez nazwy „To nie jest kraj dla kabrioletów”, mają to, co tygryski lubią najbardziej. Jest więcej śpiewów, autotune’ów i wtyczek niż kiedykolwiek. I dobrze by było trochę odpuścić, wychillować i zaakceptować ten wytwór, spięty słuchaczu. A, że krążek buja i na żywo miałam okazję sama się przekonać na trasie – a jakże! – „Dobrze by było Tour”. Już 4 kwietnia w ich mothership (czytaj w Łodzi) zagrają finałowy koncert więc jeśli w domowym zaciszu denerwują Cię te chłopy, daj im szansę. Najwyżej będzie stójka lub parter.
Felieton
Drugi koncert Quebonafide na Narodowym. Czy to jawne oszustwo? – felieton
Na pewno zachowanie nie po koleżeńsku.

Organizacja pożegnalnego koncertu Quebonafide przypomina zabawę w kotka i myszkę. Na pewno jest brakiem poszanowania dla słuchaczy, którzy kupili bilet i właśnie się dowiedzieli, że ostatni koncert rapera będzie miał kilka dat.
Wyobraźmy sobie sytuację, że kupujemy limitowaną płytę artysty za 200 zł, który deklaruje, że nakład tysiąca sztuk nie będzie nigdy wznawiany. Tymczasem zamiast cieszyć się z „białego kruka” w domu dowiadujemy się jeszcze w dniu zakupu, że z powodu dużego zainteresowania płytą postanowiono dotłoczyć drugi tysiąc egzemplarzy. Podobne do tej sytuacje już się zdarzały, ale płyty były dotłaczane po kilku latach. Tym niemniej, mamy tu do czynienia ze złamaniem umowy między artystą a słuchaczem, czyli ze zwykłym oszustwem.
Pierwszy, drugi… i trzeci – „ostatni koncert” Quebonafide
Podobnie jest z koncertem Quebonafide. W przeciągu bardzo krótkiego czasu, słuchacze mogą czuć się oszukani i to aż dwukrotnie. Za pierwszym razem, kiedy „Ostatni koncert Quebonafide” miał się odbyć online. Po kilku tygodniach, kiedy wykupiono bilety na wydarzenie, dowiedzieliśmy się, że wcale nie będzie to ostatni koncert, bo ostatni odbędzie się dzień później na PGE Narodowym. Kombinacje alpejskie, przesuwanie startu sprzedaży zakupu biletu to temat na zupełnie oddzielny wątek, ale to co się dzisiaj wydarzyło i jak zostały potraktowane osoby, które kupiły bilety na wydarzenie online powinno skończyć się co najmniej bojkotem ze strony odbiorców.
To jednak nie koniec kpin ze słuchaczy.

Oszustwo na drugi koncert?
W czwartek, w zaledwie parę godzin bilety na ostatni koncert Quebonafide na Narodowym zostały wyprzedane. Jeżeli ktoś miał szczęście, to po kilku godzinach walki z systemem bileterii i zacinającej się stronie kupił bilety. To nic, że będzie siedział gdzieś za przysłowiowym filarem, w ósmym rzędzie z daleka od sceny. Miał świadomość i satysfakcję, że warto było się pomęczyć, bo miało to być jedyne takie wydarzenie – unikalne, tak przynajmniej go zapewniano. Więc zamiast wcisnąć „Esc” postanowił wziąć nawet to najsłabsze miejsce, bo będzie częścią historii. Nic bardziej mylnego.
Po kilku godzinach ogłoszono, że „ostatni koncert” Quebonafide będzie miał jeszcze jedną datę. Dzień wcześniej raper zagra jeszcze jeden koncert. Dzień wcześniej! Przecież to brzmi jak absurd. Tuż po zakupie biletu, zmieniane są zasady gry i umowy między raperem a słuchaczem. Wygląda to jak celowe działanie i wprowadzenie kupującego bilety w błąd. Który koncert więc będzie tym ostatnim. Ten 27 czy 28 czerwca?
Quebonafide z ostatniego koncertu robi sobie trasę koncertową, choć przy zakupie biletu z nikim się na to nie umawiał. Ba, sugerował unikalne i jedyne tego typu wydarzenie. Tymczasem osoby, które walczyły dzisiaj o bilety będą musiały pocieszyć się zmęczonym artystą po występie dzień wcześniej i zleakowanym koncertem na TikToku.



Felieton
Zaginiona córka Magika. Kamka z „Rap Generation” to przyszłość sceny? – felieton
Uczestniczka programu zdobyła uznanie jurorów i widzów.

Za nami dwa pierwsze odcinki programu „Rap Generation”, po którym sporo emocji budzi Kamka – skromna raperka z klasycznym sznytem.
Kamka „zaginiona córka Magika”
Kamka wykonała w programie utwór „To nie GTA”. Spodobał się on Pezetowi, Malikowi i Leosi. Pierwsze recenzje występu Kamki wśród widzów są bardzo, ale to bardzo pozytywne – mówi się już wprost o nowej świeżości na scenie. Nie tylko komentatorzy hip-hopowi są pełni optymizmu, ale także słuchacze. Pod nagraniami z Kamką pojawiają się prawie same propsy:
- Lepszego flow nie słyszałem w polskim rapie od lat.
- Vibe jak Paktofonika.
- Zaginiona córka Magika.
- Malik jest w szoku, że można tak rymować.
- Leosia w końcu usłyszała prawdziwy damski rap.
- Rzadko mam ciary od muzy, dzięki młoda za emocje.
Czy Kamka to przyszłość sceny?
Pojawienie się newschoolu i nowej fali raperów zrewolucjonizowało scenę, ale nie spowodowało, że weterani tworzący klasyczny odłam zaczęli zdychać z głodu. Po kilku latach tryumfu młodej fali, dinozaury sceny zaczynają brać coraz głębszy oddech. Młodzi wracają do oldschoolu, co widać chociażby po ilości koncertów starych wyjadaczy. To też bardzo dobra wiadomość dla Kamki, która dała się poznać z klasycznej strony.
Najpopularniejsze raperki w kraju to twórcy newschoolowi, balansujący na granicy rapu i popu. Kamka jest ich przeciwieństwem i z automatu zdobyła przychylność sporej części odbiorców, którzy – powiedzmy sobie szczerze – nie przepadają za rapem Bambi, Young Leosię czy Oliwki Brazil. Dobrze poprowadzona Kamka może stać się jedną z głównych sił na polskiej scenie rapowej. To idealny czas na kobiecy trueschool – słuchacze o to zabiegają jak nigdy dotąd, rzygając cukierkowością i zbyt przesadną wulgarnością.
Kim jest Kamka
Kamka, czyli Kamila Podziewska to 20-latka pochodząca z Suwałk, która obecnie mieszka w Warszawie. Swoje numery publikuje od 1.5 roku, chociaż pierwsze teksty zaczęła pisać już w szkole podstawowej. W ostatnim czasie publikuje coraz więcej muzyki i nie boi się eksperymentować z różnymi gatunkami. Raperka może liczyć na wsparcie mamy, siostry, ojczyma i babci. Z tatą nie utrzymuje kontaktu.
Łączy rap z wojskiem
Kamila od lat interesuje się wojskowością. To studentka Akademii Sztuk Wojennych. Przez ostatnie dwa lata służy w Wojskach Obrony Terytorialnej: wyjeżdża na granice, poligony i ćwiczenia.
Felieton
Sentino spadł Truemanowi jak z nieba. Uwiarygadnia scamy – felieton
„Udawany milioner, największy pozer i scamer”.

Trueman został menagerem Sentino, pomógł wydać mu książkę, wypuścili razem płytę i przy jego medialności promuje swoje biznesy. Co najważniejsze – Sentino uwiarygadnia je, a ten może docierać do nowej grupy docelowej, którą łatwo scamować.
Trueman to postać pozująca na milionera, która uchodzi za płynnie poruszającego się po biznesach internetowych i kryptowalutowych. Za każdą z jego działalności ciągnie się jednak potężny smród, a na największych forach o zarabianiu w sieci jest określany przez użytkowników jako scamer, czyli oszust.
Sprzedawca ebooków
Początkowo internetowa działalność Truemana opierała się na tworzeniu filmów na temat innych twórców. Szybko jednak przeszedł do sprzedaży własnych ebooków. W 2020 roku ukazał się „Milioner 2021”. W ebooku obiecywał jak zarabiać setki złotych dziennie na afiliacji kont bankowych. Osoby, które dały się namówić na zakup magicznej wiedzy Truemana, twierdzą, że poradniki finansowego influencera to same ogólniki i oczywistości. Wszystko, co znajduje się w jego książkach, znajdziemy na pierwszym lepszym kanale o finansach.
I tak np. promowany przez niego projekt kryptowalutowy ScanDeFi okazał się być pump and dumpem, czyli oszustwem finansowym, który polega na sztucznym podbijaniu cen aktywów (w przypadku Truemana, cenę podbijały jego kontakty z influencerami), żeby potem na górce szybko je sprzedać, zostawiając innych inwestorów z bezwartościowymi udziałami. Na kryptowalucie zarobił oczywiście tylko Trueman, a straciły osoby, które mu uwierzyły, że zarobią. Z przekazów medialnych wiemy, że wzbogacił się na tym o ok. 180 tys. zł.
Punktem zwrotnym w jego karierze było podjęcie współpracy z Amadeuszem Ferrarim, który był idealnym uwiarygodnieniem działalności Truemana w sieci. Dzięki niemu mógł docierać do nowej grupy odbiorców i pomnażać na niej swój majątek. Jak sam mówił, w wieku 20 lat miał na koncie podobno 4 mln zł. Prowadził też rzekomo 12 firm. Jego nazwiska próżno jednak było szukać w KRS czy CEIDG, a jedyną działalność jaką miał, była ta otworzona w 2022 roku.

„Oscamował tyle ludzi. Łapią się na to dzieciaki”
Wśród społeczności skupionej wokół zarabiania w Internecie Trueman jest spalony, mając opinię scamera, z którym nie warto wchodzić w żadną współpracę.
„Ten gość opiera się tylko na farmazonach. Łapią się na to dzieciaki, które myślą, że jak kupią ebooka to będą robić kasę jak ich idole z Internetu. Tu nie ma żadnej wartości.”
„Gościu przecież tyle ludzi oscamował, czy to na fake krypto, bukmacherka czy kij wie co jeszcze. Tak jak wszystko inne, zapewne jego aktualna działalność opiera się na wyłudzeniu jak największej kasy i rozpoczęcie kolejnego „biznesu”.”

Sentino – uwiarygadniacz
Co więc można zrobić w sytuacji, kiedy branża nie chce mieć z tobą nic wspólnego? Poszukać odbiorców w innej, robiąc biznes na tych, którzy cię jeszcze nie znają i próbować założyć własną społeczność. Pomóc w tym może ten, który ma już wierną grupę fanów, czyli w tym przypadku Sentino.
Obecnie Trueman działa jako menager Sentino. Pomógł wydać mu książkę, razem również wydali płytę „BNP”. Współpraca z raperem otworzyła mu nowe możliwości i dotarcie do całkiem innej grupy odbiorców i to liczonej w setkach tysięcy. Bazując na stałej grupie słuchaczy Sentino i jego muzyki, Trueman chce spieniężyć swoją współpracę z raperem kolejnym biznesem – BNP.Global. To społeczność, która ma zrzeszać „scammerów, finesserów oraz hustlerów”.

Sentino wydaje się być do tego idealną postacią, która od lat polaryzuje środowisko rapowe, ale ma też zaufane grono fanów. Panowie zaczęli właśnie promować nowy biznes, oczywiście pokazując jak bardzo są zarobieni, bo nic nie działa tak na wyobraźnię, jak kupno bransoletki za 20 tys. zł czy okularów za 5 tys. zł

– Idziemy jeszcze po najdroższą torbę, która jest w Louis Vuitton dostępna, która jest w cenie samochodu polskiego rapera – mówi Sentino w pierwszym vlogu reklamowym, którego zadaniem jest napędzić jak największą ilość osób do zakupu dostępu do nowej platformy Truemana.
Niestety, po komentarzach widać, że współpraca Treumana z Sentino jest strzałem w dziesiątkę. Tylko nieliczni dopatrują się w ich biznesie czegoś niepokojącego. Dodatkowo jakiś czas temu pojawiła się informacja o pogodzeniu się Sentino z Malikiem i ich spotkaniu w Paryżu, do czego miał doprowadzić sam Trueman. Czy szef GM2L będzie kolejną osobą, która ma uwiarygadniać szemrane biznesy, czas pokaże.

Felieton
Lacazette ratuje niemiecki rap – felieton
Młodego rapera propsują m.in. Capital Bra, Celo, Abdi, Loredana i Kolja Goldstein.

Niemiecki rap od pewnego czasu nie ma zbyt wiele do zaoferowania i to samo zdanie podziela raperka Loredana. Ciężko robi się na sercu słuchaczy, nie ma co ściemniać, że niemiecka scena była po francuskiej jedną z najmocniejszych w Europie, a tu ledwie kilku artystów nadaje się do konsumpcji. Obecnie albumy wpadają w jedno ucho i tak samo szybko wylatują drugim. Treści oraz teksty nie trenują mózgu, nie bawią, ani nie intrygują. Jadąc w Sbahnie grzebiesz coś na telefonie i nawet nie wiesz, czego słuchasz. Do czasu aż pojawił się Lacazette, który zmusza odbiorcę do poświęcenia mu inkluzywnej uwagi.
„LID” – album roku 2024
Nazywa siebie samego ratunkiem niemieckiego rapu i raczej nie będzie musiał składać od tego apelacji. Nikt nie zarzuci mu niekompetencji albo ghostwritingu. Jego album “LID” bardzo szybko po premierze usytuował się na 5 miejscu top albumów. Muzyk nie był żadną wielką figurą undergroundu. Zrobiło się o nim bardziej głośno, kiedy kawałek “H&K” puszczał w samochodzie Capital Bra, co w pewnym stopniu pomogło newcomerowi na uzyskanie pierwszego rozgłosu. Typ pojawił się tak naprawdę znikąd i nie wiemy o nim zbyt dużo. Od początku wspierają go Gringo i Kalazh44, którzy propsują ciężką pracę chłopaka związanego z Labelem Baklava Music. Celo i Abdi w jednym z wywiadów również przychylnie odnieśli się do berlińczyka. Ten duet obok Haftiego, to ojcowie Straßenrap w Niemczech.

Milion euro zysku
Pochodzący ze Steglitz- Zehlendorf raper nie postawił na typową ścieżkę kariery. Zazwyczaj jako newbie robisz drop dwóch kawałków i czekasz po dobrze przyjętej premierze na deal z Universal albo Sony. Lacazette natomiast, nagrał aż 13 klipów w bardzo podobnej, ulicznej, zimnej stylistyce mrocznego Berlina, które na YouTube przyniosły mu ok. 1 miliona euro zysku. Estetyka dość już znana, ale przedstawiona w innej, ciekawej perspektywie, owiana tajemnicą i zawadiackim spojrzeniem muzyka.
Inteligentny uliczny rap
Lucky sprawił, że niemiecki rap dostarcza słuchaczowi i szerokiej grupie wiekowej odbiorców, dużej przyjemności. Streetrap doczekał się w końcu chwytliwych i inteligentnych wersów, przeplatanych ironicznym humorem. Grek lubi czasem znikąd wypuścić zaskakujący, humorystyczny punchline jak: “Dostawca jest Niemcem, ale biega jak Hakimi” (“Läufer ist Deutscher doch rennt wie Hakimi”) czy “Przyjdę do Twojego akwarium Cię wyłowić” (“Ich komm’ in dein Aquarium, dich rausfischen”), “Bycie mądrym jest niebezpieczne, niebezpieczne nie jest mądre” ( “Schlau sein ist gefährlich, gefährlich ist nicht schlau”).
Trafnych fraz posiada on tak wiele, że musiałabym zrobić dla was jakąś best of listę. Dykcja Lacazette jest wybitnie on point, dlatego myślę, że ze spokojem zrozumiecie jego teksty, nawet jeśli Wasz niemiecki nie jest na wygórowanym poziomie.

Wyróżnia się na monotonnej scenie niemieckiego rapu
Wallah! Na albumie nie znajdziecie autotune, za to solidne beaty w klasycznej stylistyce, uwaga to nie jest codeinowy rap, afrobeat albo hiphopop. Fabuła traktuje o dealowaniu i używkach, zarabianiu hajsu, refleksjach oraz demonach. Mimo to raper ugryzł ten temat w inny, swój sposób, bez monotonnych adlibów o double cup czy fat ass. Lucky postawił na dobrze napisane teksty, przekaz i porządny warsztat, co słychać przez to jak buduje zdania czy zgrabnie łączy rymy. W kunsztowny sposób akcentuje słowa, wyróżniając go tym pośród monotonnej sceny niemieckiego rapu. Po pierwszym odsłuchu jego twórczości byłam pewna, że to jakiś streetowo doświadczony, grubo po 30-tce typ. Bity są bardzo klasyczne jak na obecne czasy i trendy. Obecnie wielu niemieckich artystów, takich jak Loredana wrzucają na Instagram jego utwory. Respekt oddał mu także sam wielki Kolja Goldstein, który koleguje się z managerem Lacazette.

210 mln streamów
Zawadiacki i charyzmatyczny raper, który nazywa swoich słuchaczy Matrosen ma w sobie pewną aurę, która spodobała się szerszemu gronu odbiorców, dając mu 210 milionów streamów albumu na Spotify. Przywraca to wiarę w to, że ludzie są głodni dobrej muzyki, a album Luckiego leci non stop on repeat!
Beaty wyprodukowali min: jroc, 808swerve, Sam4prod, yung.rox, jaydon6jam, goldfinger030, murdsdrum, maccrazy1.
Lacazette „LID” – odsłuch albumu
-
News4 dni temu
Kizo viralem za granicą. Fani zdruzgotani, a szkoły angielskiego chcą się wybić
-
teledysk5 dni temu
Dzień po wygranej w „Rap Generation”, Destro debiutuje z nowym singlem
-
News3 dni temu
Liroy pokazał środowy palec kibicom z Radomia
-
News4 dni temu
Suja naubliżał Fenomenowi i Mor W.A. W tle wątek relacji na linii Legia – Arka
-
News3 dni temu
Kizo komentuje viral z zegarkiem
-
News5 dni temu
Pih miał wypadek – ledwo wyszedł z tego cało
-
News2 dni temu
Fragment kłótni Brauna i Winiego rozbił bank interakcji w sieci
-
News3 dni temu
Koziołek za 100 zł zawiązał buty swojemu rywalowi