News
KęKę, Pawbeats i Słoń o dotacjach dla artystów
„Moje drogie dzieci, złożyłem prośbę o pieniądze na kwotę 40 tys. złotych”.
Kłótnie, przepychanki i ogólnopolska debata kto ile dostał, dlaczego, a kto został pominięty na liście artystów, którym należy się zapomoga finansowa od państwa. Według m.in. Kafara i Kacpra HTA, rządzący dobrze wiedzieli, co robią i specjalnie napuścili na siebie artystów. Do dyskusji na ten temat dołączyli teraz również KęKę, Pawbeats czy Słoń. Co sadzą o tarczy antykryzysowej dla artystów?
KęKę
– Mam nadzieję, że komukolwiek z Was nawet przez myśl, nie przeszło, że mógłbym wziąć jakąkolwiek zapomogę na firmę od Państwa od początku pandemii. Przez ostatnie lata, w relacji Państwo-Ja, to raczej ja jestem stroną pomagającą, nie oczekującą pomocy. U mnie niezmiennie Nigdy ponad stan. Firma Bashesh, poza tym, że organizuję moje koncerty, zajmuje się też niszowymi artystami i eventami. Ani jedna złotówka nie miała trafić do jej topowych artystów. Marta zresztą, chyba jako jedyna dokładnie w wywiadzie opisała na co mają iść fundusze.”
Marta Nizio (Bashesh)
Właścicielka firmy Bashesh wypowiedziała się o blisko pół milionowym wsparciu ze strony Ministerstwa zarówno w krótkim wywiadzie z nami, jak i później w swoich social mediach:
– 0,00655 Sasina w naszym przypadku to pokrycie części (!) utraconych przychodów firmy, utrzymanie miejsc pracy przez kolejne kilka miesięcy, odłożenie w czasie zerowania poduchy finansowej gromadzonej od kilku lat, możliwość realizacji kilku projektów w których wynagrodzenie może otrzymać łącznie około 30 osób plus kontrahenci, którzy też zatrudniają ludzi.
W idealnym świecie komentujący poza przejrzeniem listy beneficjentów i zgrzewki na kwoty, zapoznaliby się z regulaminem programu, wzorem wniosku, warunkami realizacji i dopiero później wydawali sądy.
Nie dam sobie ręki uciąć, że nie znajdzie się ktoś, kto będzie próbował zrobić jakąś wajchę ale mimo wszystko, wierzę, że większość firm zamierza się z tego rzetelnie rozliczyć. Poza tym każdego z beneficjentów czeka weryfikacja i w razie nieścisłości trzeba będzie otrzymane wsparcie oddać, podobnie jak w przypadku innych funduszy pomocowych, tarcz czy grantów.
Pawbeats
– Telefony mi się urywają i smsy dostaję 'o gurwa GOLCE i Miłosz dostali po dwie bańki od rządu co za kraj chlew obsrany guwnem.’ No to ja znany ze stoickiego spokoju z ciekawością pytam – z jakiej kurwa paki? Ale potem mówię – zaraz, chwila, moment, co to za akcja. I sprawdzam i się okazuje, że MOJA FIRMA DOSTAŁA 200 KOŁA, więc wychodzi na to, że doskonale znam ten projekt i zasady przyznawania dotacji, a zatem może wytłumaczę co to jest, zamiast robić sobie super PR i pisać że brzydzę się pieniędzmi z rządu i przecież nigdy przenigdy jako niezależny ha tfu artysta (…) i tak dalej. Do mnie nikt się nie przyczepił, więc może sam się zgłoszę. Dotacji nie dostają celebryci, tylko całe firmy zajmujące się organizacją koncertów, np. moja nazwana jest OUT PUBLISHING (można sobie sprawdzić). Akurat Grzegorz Hyży wymyślił sobie nazwę firmy „Grzegorz Hyży” i teraz dostaje za to wpierdol.
To nie jest tak, że jak na liście beneficjentów jest kolega Miuosh, to znaczy że on dostaje dwie bańki i ja teraz do niego piszę smsy, że pożycz stówę mordo, tylko trzeba było napisać konkretny projekt, w którym on daje zatrudnienie swoim pracownikom. Dla przykładu mój mały cyrk w 2019 roku zatrudnił ponad 100 osób przy projektach Pawbeats Orchestra i projekt, który złożyliśmy teraz w 2020 nie przewidział ani złotówki dla mnie czyli dla Pawbeatsa, bo ja sobie jakoś poradzę, ale są ludzie, których kran zakręcił się w marcu całkowicie i zadaniem takich firm jak moja, było złożyć pieprzony wniosek by ludziom dać pracę (a uwierzcie, biurokracji nie lubię). Przewidziałem zatem wynajem obiektu, realizatorów dźwięku, technikę, operatorów kamer, instrumentalistów, wokalistów i wielu innych i moim celem jest zapewnić tym ludziom jakikolwiek zarobek, bo oni na umowach o dzieło mogą liczyć max na postojowe z marca.
Tym samym, jak piszecie komentarze publiczne czy tam DM do Golców czy tam do Miuosha, że jeśli mają honor to niech oddadzą na służbę zdrowia albo innym potrzebującym, to ja od razu mówię, że ze wszystkiego trzeba się rozliczyć i to będzie weryfikowane i nikt nie może sobie oddać kasy na dom dziecka czy inne widzimisię. Tego hajsu nie dostał Igor Herbut, tylko firma o nazwie Igor Herbut zatrudniająca X ludzi. Uprzedzam pytania, nie wiem jak tam firma Bayer Full, może ślepej kurze ziarno się trafiło, ale pogadajcie z kolegami z branży eventowej, jaką mają lipę. Oczywiście, że w całym kraju są potrzebujący i bardziej poszkodowane branże, nie ma nikt z nas wpływu na to, która dotacja przejdzie jako pierwsza. Tym razem trafiło na dotacje dla branży eventowej i naprawdę nie dajcie się pożreć newsom z mediów, bo wszyscy się obsrywamy nawzajem. Artyści się z menedżerami kłócą o hajs z dotacji, którego jednak nie ma, co tu się dzieje w ogóle.
Słoń
– Moje drogie dzieci, złożyłem prośbę o pieniądze na kwotę 40 tys. złotych, zostały mi one przyznane, oczywiście ich nie zobaczyłem. Nie będę się z tym ukrywał, moje nazwisko widnieje na liście, po prostu je dostałem. Chcę wam powiedzieć trzy rzeczy. Po pierwsze, nie każdy kto składa to podanie i są mu przyznane te środki, nie oznacza, że ten ktoś z automatu kurwą i złodziejem. Każdy ma swoją historię finansową, każdy ma swoje problemy i nie wszystko jest czarne albo białe. Po drugie, jeżeli nie złożyłeś prośby o dofinansowanie, to nie znaczy, że jesteś jakimś pierdolonym bohaterem narodowym. Numer trzy, kurwą i złodziejem jest ten, który zawyża koszty, fundując sobie miliony, setki tysięcy. (…) Ja mam pytanie do tych ludzi. Czy wy wszyscy macie jakieś linie produkcyjne, gdzie pracuje po 30 osób na 3 zmiany? Nie sądzę. To jest ciężki wałek.
Maciej Korczak (Follow The Step)
– Dofinansowanie wykorzystamy do utrzymania firmy. Przewidujemy, że jeszcze kilka dobrych miesięcy nie będziemy zarabiali z działalności eventowo-rozrywkowej z powodu obowiązujących obostrzeń i pogarszającej się sytuacji w Polsce. Zatrudniamy na stałe ponad 30 pracowników, w trakcie roku współpracujemy z dziesiątkami podwykonawców, dając tym samym zatrudnienie dla kilku tysięcy osób. W mijającym roku udało się nam dostosować eventy do pandemicznej rzeczywistości, organizując ponad 70 koncertów oraz 100 wydarzeń kulturalno-społecznych, wypłacając jednocześnie wynagrodzenia dla ponad 2000 osób. Niestety, pandemiczna rzeczywistość wiąże się zazwyczaj z tym, że wydarzenia są nierentowne lub odbywają się na granicy opłacalności. Wielomiesięczna praca przy przygotowaniu wydarzeń i festiwali idzie na marne z powodu szybko zmieniających się warunków organizacji wydarzeń kulturalnych. Dofinansowanie pozwoli nam utrzymać firmę w czasach, gdy przychód z działalności jest bliski zera, a koszty stale rosną. Fundusze będziemy również „pompować” jako wsparcie dla innych, współpracujących z nami firm. Środki zostaną przekazane dalej do sektora kreatywnego jako wynagrodzenia dla artystów oraz wynagrodzenia za usługi wspierające organizację przyszłych wydarzeń. – powiedział Korczak w rozmowie z Noizz o przyznanych im 2 mln złotych.
Raperzy sięgają po milionową pomoc od rządu
- Kafar i Saful krytycznie o dofinansowaniu polskich „gwiazd”
- Miuosh: 2 mln zł, ZBUKU: 20 tys. Rządowe wsparcie dla raperów
- Raperzy i marki hip-hopowe z rządową pomocą. Kto ile dostał?
- Gural o rządowej pomocy: „Nie chcę kradzionego hajsu”
- Taco Hemingway publikuje oświadczenie, a rząd wstrzymuje dopłaty dla artystów
- Miuosh sięga po publiczne pieniądze, choć twierdzi, że nie musi już pracować
- Malik Montana nie chce od rządu pieniędzy, tylko coś innego
- Intruz o tarczy antykryzysowej: „Artyści biorą od złodziei hajsy”
- Miuosh otrzymuje groźby śmierci. Wszystko przez rządową dotację
- Kacper HTA: „Skąd ten ból dupy. Po becikowe i 500+ się zapi*rdalało?”
- Rząd chciał skłócić artystów? Mocna teza Kafara Dixon37
- Donatan: „Rząd pozamiatał krzykaczy, złapał ich na haczyk mamony”
News
„Za Belmondo stoi matka pracująca w TVN”. GSP dołącza do kłótni o Mobbyn
„Nazwę Mobbyn wymyślił Kaz Bałagane”.
Kaz Bałagane i Belmondo kłócą się o Mobbyn. GSP dorzuca własną wersję wydarzeń i uderza w Tytusa.
Od kilku dni trwa przepychanka o to, kto stoi za nazwą Mobbyn. Po wymianie zdań między Kazem Bałagane i Belmondo do dyskusji dołączył GSP, były członek składu, który twierdzi, że zna kulisy całej sprawy.
Kaz Bałagane utrzymuje, że to on wymyślił nazwę Mobbyn. Belmondo odpowiada, że autorstwo nazwy i logotypu należy właśnie do niego. Teraz swoją wersję przedstawił GSP, który twierdzi, że po zakończeniu działalności grupy otrzymał prawo do korzystania z logotypu Mobbyn oraz kanału Mobbyn, zarządzanego przez Step Records.

Nie zabrakło też mocnych zarzutów pod adresem Belmondo.
– Nazwę Mobbyn wymyślił Kaz Bałagane. Tytus nic samemu nie stworzył. Wszystko co ma, ma tylko dzięki matce, która jest usadowiona w TVN-ie, która pomogła mu to wszystko rozpromować, a po każdej aferze i upadku sprawia, żeby w mediach mówili o nim dobrze.
GSP odniósł się również do kwestii praw do logotypu. Jak relacjonuje, podczas prac nad drugim albumem Mobbyn znak miał zostać zarejestrowany przez Step Records.
– Koniec końców na poczet tych jego długów ja miałem sobie go wziąć i z niego korzystać tylko, że prawda jest taka, że ten logotyp wiekszości słucahczy obrzydł przez zachowanie Tytusa.
News
Rolex od Bedoesa. Fanka może zapłacić nawet kilka tys. zł
Urząd Skarbowy może upomnieć się o należny podatek.
Rolex, który Bedoes wręczył fance podczas festiwalu Rap Południe, może okazać się problemem. Eksperci podatkowi zwracają uwagę, że od takiej darowizny trzeba zapłacić podatek.
Prezent od Bedoesa może zainteresować fiskusa
Podczas festiwalu Rap Południe w Bielsku-Białej Bedoes przekazał jednej z fanek zegarek Rolex Datejust. W zależności od wersji jego wartość szacowana jest na około 50-70 tys. zł.
Choć dla wielu był to jeden z najbardziej pamiętnych momentów imprezy, z punktu widzenia prawa taki prezent jest darowizną. Ponieważ raper i obdarowana nie są ze sobą spokrewnieni, przekazanie zegarka może wiązać się z obowiązkiem podatkowym.
W 2026 roku kwota wolna od podatku dla III grupy podatkowej wynosi 5733 zł. Wszystko ponad ten limit może zostać objęte podatkiem.
Nawet ponad 11 tysięcy złotych podatku
Wysokość podatku zależy od rzeczywistej wartości zegarka. Eksperci wyliczają, że jeśli Rolex jest wart około 35 tys. zł, podatek od darowizny może wynieść około 4,4 tys. zł. Gdy jego wartość zbliża się do 70 tys. zł, należność wobec fiskusa może przekroczyć 11 tys. zł.
– Wszystko zależy od tego, ile faktycznie jest wart konkretny egzemplarz, a to musi wynikać z rzetelnej wyceny rynkowej – wyjaśnia Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy inFakt dla StrefyBiznesu.
Sprzedaż Rolexa też może oznaczać problemy
Podczas przekazania prezentu Bedoes wspomniał, że fanka może sprzedać otrzymanego Rolexa. Taki scenariusz również może mieć konsekwencje podatkowe.
Jeżeli zegarek zostałby sprzedany przed upływem sześciu miesięcy, w którym został otrzymany, może pojawić się obowiązek zapłaty podatku dochodowego.
– Ponieważ przy darowiźnie nie ma kosztu nabycia, praktycznie cała kwota uzyskana ze sprzedaży może zostać uznana za dochód do opodatkowania – wyjaśnia Piotr Juszczyk.
Dopiero sprzedaż po upływie tego terminu jest neutralna podatkowo.
Brak pudełka i certyfikatu mocno obniża wartość
To jednak nie koniec. Specjaliści zajmujący się rynkiem luksusowych zegarków zwracają uwagę, że przekazany Rolex nie miał pudełka ani certyfikatu.
Według ekspertów taki komplet ma ogromny wpływ na cenę. W efekcie fanka może uzyskać przy sprzedaży jedynie około 20 proc. wartości zegarka, czyli znacznie mniej, niż wynosi jego szacunkowa wartość rynkowa.
News
„Tede z Peją zbijali na scenie piątki. Jeden drugiemu oddał 200 zł” – wspomina Buczer
Jak beef Tedego z Peją uderzył w PTP.
Buczer wrócił pamięcią do czasów współpracy PTP z Wielkie Joł i zdradził, jak konflikt Tedego z Peją odbił się na zespole oraz ich największym klipie.
Peja i Tede razem na scenie
W podcaście Rap Story Buczer opowiedział o okresie, gdy PTP działało pod skrzydłami Wielkie Joł. To właśnie ta wytwórnia wydała w 2008 roku album „Ulice tego słuchają”, na którym pojawił się również Peja. Jak wspomina raper, był to moment tuż przed wybuchem jednego z najgłośniejszych beefów w historii polskiego rapu.
– Na tym koncercie w Od Nowie, który zrobiliśmy na inaugurację naszego albumu, to oni byli razem na scenie. I jeszcze któryś z nich drugiemu jakieś dwie stówy zaległe oddawał i piątki bili. To był fajny czas.
Beef zmienił wszystko. PTP znalazło się w środku zamieszania
Zdaniem Buczera relacje pomiędzy weteranami rozsypały się błyskawicznie, a skutki konfliktu odczuło także PTP. Zespół rozstał się z Wielkie Joł, choć wcześniej ich kontakty z wytwórnią były bardzo dobre.
– My kiedyś często bywaliśmy w Wielkie Joł. Z Brożasem spaliśmy w studiu u Jacy i chodziliśmy w PLN-ach. Mieliśmy dobre stosunki i lubiliśmy się z Jacą. Jeździliśmy do Mielna, ale potem się zepsuło przez tę sytuację (beef z Peją) i trochę zostaliśmy wkręceni niepotrzebnie. Tede wrzucił nas na plakaty bez konsultacji z nami, że jedziemy w trasę „Wszystko na mój koszt”, a my nawet o tym nie wiedzieliśmy.
PTP straciło klip z milionami wyświetleń
Według Buczera największą konsekwencją całej tej sytuacji było usunięcie teledysku do utworu „Ulice tego słuchają”, który zdążył zgromadzić około dwóch milionów odsłon.
– Rychu się wk*rwił i kazał Tedzikowi usunąć ten klip, który miał 2 mln wyświetleń. Uważam, że to było mega ch*jowe posunięcie, bo na tym straciliśmy.
Aktualnie klip jest dostępny na kanale Peji i ma 1.3 mln wyświetleń.
Dziś relacje Tedego i Peji są już spokojne po ich publicznym pogodzeniu. PTP nie funkcjonuje jako zespół, a Buczer skupia się na solowej działalności i zapowiada premierę kilku nowych projektów jeszcze w tym roku.
Na kilka dni przed rozpoczęciem procesu Keefe D zaprzeczył udziałowi w zabójstwie Tupaca Shakura i ponownie oskarżył byłego szefa ochrony Death Row Records, Reggiego Wrighta Jr., o udział w sprawie.
Keefe D wskazuje innego podejrzanego
Proces dotyczący zabójstwa Tupaca Shakura rusza już 10 sierpnia, a Duane „Keefe D” Davis postanowił jeszcze raz zabrać głos. Jedyna osoba, której do tej pory postawiono zarzuty w tej sprawie, przekonuje, że nie ma nic wspólnego z morderstwem rapera.
W rozmowie z 8 News Now powiedział: – Nie miałem nic wspólnego z żadnym morderstwem.
Chwilę później skierował oskarżenia pod adresem Reggiego Wrighta Jr., byłego szefa ochrony Death Row Records. Davis uważa, że to właśnie on wie o kulisach zabójstwa znacznie więcej, niż publicznie przyznaje.

Reggie Wright Jr
Oskarżenia bez dowodów
Keefe D nie pokazał żadnych dowodów, które miałyby łączyć Wrighta ze strzelaniną z września 1996 roku. Twierdzi natomiast, że były ochroniarz miał okłamywać śledczych, zastraszać jego rodzinę podczas medialnych wystąpień i od samego początku kierować uwagę śledztwa na jego osobę.
Zapytany wprost o to, kto zabił Tupaca, odpowiedział, że zebrane przez śledczych oraz prywatnych detektywów informacje prowadzą właśnie do Wrighta.
Nie jest to pierwszy raz, gdy Davis przedstawia taką wersję wydarzeń. Już podczas wywiadu udzielonego z więzienia w 2025 roku przekonywał, że za organizacją zamachu stał Wright oraz jego ekipa ochroniarska. Sam Wright konsekwentnie odrzuca te zarzuty.
Prokuratura ma mocne argumenty
Śledczy nie twierdzą, że Keefe D osobiście oddał śmiertelne strzały. Według aktu oskarżenia miał być osobą, która koordynowała odwetowy atak i dostarczyła broń używaną przez pasażerów białego Cadillaca.
Problemem dla Davisa są jego wcześniejsze wypowiedzi. W policyjnych przesłuchaniach z 2008 roku oraz w wydanej w 2019 roku książce Compton Street Legend sam przyznawał, że znajdował się w samochodzie, z którego padły strzały. Teraz utrzymuje, że tamte relacje były zmyślone dla pieniędzy albo powstały w ramach porozumienia, które miało chronić go przed odpowiedzialnością karną.
Sąd nie przychylił się jednak do argumentów obrony. Sędzia Carli Kierny zdecydowała, że zarówno wspomnienia Davisa, jak i nagranie z policyjnego przesłuchania z 2008 roku będą mogły zostać wykorzystane podczas procesu. Prokuratura przekonuje, że oskarżony sam pozbawił się ewentualnej ochrony, wielokrotnie publicznie powtarzając swoją historię i potwierdzając jej prawdziwość.
Grozi mu kara dożywocia
Keefe D nie przyznaje się do zarzutu zabójstwa z użyciem broni oraz działania na rzecz gangu. Rozpoczęcie procesu wyznaczono na 10 sierpnia.
Na liście świadków prokuratury znaleźli się między innymi Marion „Suge” Knight, gubernator Nevady Joe Lombardo oraz były burmistrz Las Vegas Oscar Goodman. Jeśli Davis zostanie uznany za winnego, grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie.
News
Buczer nagrał z Lil Wayne’em. „Ludzie myśleli, że to fake”
„Byłem zapraszany do telewizji i się mnie pytali, kiedy się do Miami przeprowadzam”.
W 2012 roku Buczer zapisał się w historii polskiego rapu, nagrywając utwór z Lil Waynem, a po latach opowiedział, jak doszło do tej niecodziennej współpracy i dlaczego wielu fanów nie chciało uwierzyć, że to wydarzyło się naprawdę.
Historyczna współpraca polskiego rapera z Lil Wayne’em
Dziś współprace polskich raperów z zagranicznymi artystami nikogo już specjalnie nie dziwią, ale kilkanaście lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. W 2012 roku Buczer pojawił się w utworze „Creeper”, obok Marka Battlesa i samego Lil Wayne’a.
Numer trafił na mixtape Marka Battlesa „Walking Distance”. Buczer został pierwszym polskim raperem zaproszonym do współpracy przez ekipę YMCMB i jednym z nielicznych artystów z Europy, którzy nagrali oficjalny kawałek z Lil Waynem. W utworze usłyszymy jego zwrotkę zarówno po polsku, jak i po angielsku.
Kulisy współpracy
W rozmowie z Rap Story Podcast Buczer wyjaśnił, że wszystko zaczęło się od wcześniejszej współpracy z amerykańskim raperem.
– Ja zaprosiłem Marka Battlesa na swój solowy album „Dwa Oblicza’. A on w rewanżu zaprosił mnie na ten kawałek. Później się okazało, że w tym numerze będzie też Weezy. Załatwiała to wtedy moja ówczesna managerka.
Jak przyznaje, kiedy dowiedział się, że w utworze pojawi się również Lil Wayne, trudno było uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.
Fani nie wierzyli, że numer jest oficjalny
Skala tego wydarzenia była tak duża, że wielu słuchaczy podejrzewało mistyfikację. Buczer wspomina, że musiał udowadniać autentyczność całego przedsięwzięcia.
– To było tak nieprawdopodobne, że ludzie myśleli, że to fake, że to zwrotka skądś wyciągnięta. Wrzucałem skany umów, że to jest oficjalne. Mark Battles to potwierdzał u siebie na socialach.
Raper zwrócił też uwagę, że wykorzystanie zwrotki jednej z największych gwiazd światowego rapu bez zgody mogłoby skończyć się gigantycznymi konsekwencjami.
– Gdybym ja wziął zwrotkę Weeziego i wrzucił na swoje sociale – na Spotify jest ten kawałek – to nie wiem, czy moje wnuki by to spłaciły.
„To był wtedy kosmos”
Buczer przyznał, że informacja o współpracy z Lil Waynem odbiła się szerokim echem także poza środowiskiem hip-hopowym.
– Byłem zapraszany do telewizji i oni się mnie pytali, kiedy ja się do Miami przeprowadzam. Bo na tamte czasy to był kosmos. Przykre to jest, że to ma tylko tyle wyświetleń.
Numer ma na Youtube 170 tys. wyświetleń po 14 latach.
Słuchacze nie kupili tego numeru
Dobrze pamiętam, jak numer Buczera z Lil Wayne’em wychodził i niestety nie było wtedy żadnego efektu „wow”. Wręcz przeciwnie, toruński raper był hejtowany, słuchacze zarzucali mu też, że sam sobie wziął tę zwrotkę, a później, że Lil Wayne nie wie nic o tym feacie i to pewnie jakiś jego odrzut. Buczer wtedy musiał się z tego gęsto tłumaczyć, zamiast celebrować taki featuring.
-
News1 dzień temuFabjański wykonał „Jestem Bogiem” Paktofoniki – poradził sobie lepiej, niż przypuszczaliśmy
-
News3 dni temuGSP po słowach Bałagane: „Mówi samą prawdę o Belmondo. Jeszcze wszystkim kopary opadną”
-
News2 dni temuSobota ujawnił, jak dużo Wini na nim zarabiał
-
News3 dni temuKafar Dixon37 ostro o Belmondo, który szarpał swoją dziewczynę
-
News2 dni temuBedoes 2115 dał swojego Rolexa fance na koncercie
-
News2 dni temuPolicja i karetka pod blokiem Belmondo. „Matko błagam, pomóż mi”
-
News23 godziny temuStep Records chce reaktywować Gang Albanii
-
News1 dzień temuZbyt Mocne wyjaśnia dziewczynki, które mówią na Fagatę „mamusia”