Felieton
KOMENTARZ KAABANA: Gruby Mielzky – historia prawdziwa

Na wstępie chciałbym przeprosić wszystkich moich czytelników za zwłokę we wrzucaniu „KOMENTARZY KAABANA”, po prostu są rzeczy ważne i ważniejsze, a jak już pisałem w paru miejscach – nie zwykłem wrzucać niedróbek, bądź tekstów, z których nie jestem zadowolony w 100 procentach. Ironią jest, że to, co czytacie teraz było gotowe już 1,5 tygodnia temu, tylko cały czas coś stawało mi na drodze do dokończenia tego tekstu.
Przypomnijmy więc, kim dokładnie jest ten cały Mielzky? Na samym początku był jednym z rzeszy raperów, którzy po EP-ce Smarkiego zapragnęli być jak on, w związku z czym nagrał „Umrzeć w super butach EP”. Bezczelne zżynanie z kolegi, który swoją stylówką zrobił furorę nigdy nie miało racji bytu, tak było i w tym wypadku. W głowie mi się nie mieści, jak można być aż tak bezkrytycznym w stosunku do swoich dokonań, jednak świat cały czas zaskakuje. W każdym razie, jest to płyta jeszcze gorsza, niż wydany niedawno legalny debiut MC pochodzącego ze Starogragdu Gdańskiego, więc nie traćcie ani sekundy na ściągnięcie jej, nie mówiąc już o słuchaniu. Nawet w kategorii beki lepiej puścić sobie jakiegoś typa, który myśli, że jest dobry, niż to ścierwo.
Po tej żenującej próbie zabłyśnięcia przed szerszą publicznością (jestem 2 lata młodszy od Mielzkiego a i tak w 2006 roku miałem więcej wyczucia co do własnych dokonań na jakimkolwiek polu, niż on) Tomasz rozpoczął karierę internetowego publicysty, który za wroga postawił sobie przede wszystkim chujowy polski rap. Wykonawcą, który szczególnie mierził Mielzkiego był rzecz jasna naczelny idol gimbusów: Gural aka otwórz drzwi dla hydraulika aka powiedz gdzie jest hajs dziwko aka w górę jadę windą sobie. Dla przypomnienia garść opinii głównego zaintresowanego na temat mixtejpu „Inwacja porywaczy ciał:
– „No i to jest niestety polski rap. inwazja porywaczy ciał, totem leśnych ludzi, a weź spierdalaj z takim rapem.”
(w odpowiedzi na post, że polscy słuchacze nie mają dystansu do muzyki)
– „Mają dystans, ale mają też wyczucie wiochy. mam szacunek do gurala za 'opowiesci.. ’ , mam w oryginalnej wersji so u know. no i mogę mieć szacunek za to że nagrywa identyczne płyty i wciąż znajduje ludzi na to by je kupić. pozatym nie jaram sie ciuchami stopro w milionie kolorów, nie jaram sie bitami matheo znanego też jako 'szopen rapu’ (hahahahh co?) bo jeśli chce takich bitów to włączam storcha, no i nie jaram sie rapem gurala który defakto stał sie mocno gimnazjalny. ale okej, BUJAJCIE SIE, BUKA BLAŁ BLAŁ ,PAŁ PAŁ PAŁ , INWAZJAAA!”
– „A zajawka hm, no zajawka zajawką, ale od paru lat gural robi poprostu dziwne rzeczy coraz durniej je nazywając. Nie podoba mi się taki rap. I nie chodzi o to że 'po numerze na ortedze zgorzkniałem’ bo defakto jakbyś zauważył to ja od 3 lat nie nagrałem rapowego numeru poza 2 featami na Ortedze, wiec nie miałem gdzie wyrazić mojego stosunku do polskiego rapu.”
– „Chryste, widze że tutaj już sie zrobiło do tego stopnia mocno że jeśli tylko jedno złe słowo na gurala to od razu cios że przerost ego. co mam Ci powiedzieć? że jaram sie kiedy najebani polscy raperzy są w radiach a potem musze sie tłumaczyć z muzyki którą robie? stękacie że 'hiphopowców’ ma się za idiotów i bandytów po czym wpuszczacie ich napierdolonych jak psów do radia i dajecie możliwość pierdolenia głupot, no wybacz że mnie to nie śmieszy. i wybacz że nie jaram sie guralem. TAK TO PRZEROST EGO!”
– Odsłuchałem i wyrzuciłem, przepraszam. guralesko mógłby dać sobie spokój z chujowym nazewnictwem swoich albumów i zrobiłby coś na bitach laski, bo opowieści były mocarne, a potem było już tylko gorzej. kobzy, afrykańskie piosenki, pierdoły, dajcie sobie spokój.
No ta, tylko jak 'wiekszy projekt’ nazywa sie Totem Leśnych Ludzi to jak mam go traktować poważniej niż niepoważny mixtape Inwazja Porywaczy Ciał? Dla mnie poprostu od Opowieści jest coraz gorzej, a teraz to już niestety wręcz niesłuchalnie.”
Jak widać nasz bohater strasznie przeżywał (rzekomy) upadek rapu Gurala. Poza nim rozczulał się również nad ogólnym poziomem polskiej sceny, czego wyraz dał w utworze o tytule „Rap”, który znalazł się na płycie „Lavorama”:
https://www.youtube.com/watch?v=1XOyLNur-To
Dla leniwych zacytuję parę wersów z tegoż utworu:
zwątpiłem w polski hiphop i nie jest mi z tym smutno,
dla mnie to puste próchno, jednak powiem Ci, że
dzisiaj jest z Tobą Twój ukochany hip-hop,
rapowe gwiazdy, polscy raperzy w mediach,
gdy 6 lat wstecz, wybiegłbym myślą w przyszłość,
to rzuciłbym to gówno i kazał ludziom przestać.
Dzisiaj jest z Tobą Twój hip-hop, pan i zbawca,
w klipach masz suki, raperzy robią crunk,
pod ręką z hipokryzją zdzierają hajs w gimnazjach,
szczeniaki ćpają crack w gimnazjach, i mają haj.
Dzisiaj jest z Tobą Twój rap, co czuje kaskę,
łatwiej to akceptować, gdy sam czujesz jej swąd,
Houston pewnie to widział i nie mógł na to patrzeć,
pieprzyć rapowe szanse, polski rap miał ich dość.
I refren:
Hip-hop łamie mi serce, kiedy patrzę na was,
łamie mi serce, kiedy pa-trzę,
łamie mi serce, kiedy patrzę na was,
łamie mi serce, kiedy patrzę.
Wypisz-wymaluj są to wersy skierowane w stronę raperów pokroju Gurala. Oczywiście nie tylko, ale przywoływanie przeze mnie po raz n-ty DJ-a Dziadziora w kontekście tego, w jakiej wytwórni Mielzky wydał swoją debiutancką płytę nie jest dziełem przypadku. Jak widzimy, jeszcze 3 lata temu Tomasz bardzo cierpiał z powodu tego, że raperzy „zdzierają hajs w gimnazjach”, zaś dzisiaj sam zapierdala w koszulkach El Polako. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że nie rapował sobie tego od tak, tylko swoje poglądy podkreślał również w wywiadach:
Od niedawna przestałeś blogować, czemu?
Mielzky: Nie tylko blogować bracie, myspace mój również zniknął, ograniczyłem wszystko do facebooka. Sądzę że wszystko z czasem wróci, pewnie przy okazji jakiegoś mojego albumu. Blogowanie trochę mnie przeraziło kiedy zobaczyłem ile agresji w ludziach może wzbudzić fakt że ‘wstydzę się za polski rap’ , nie widzę w tym niczego dziwacznego lub przesadnie złego, owszem, wstydzę się za polski rap bo uważam że jest on w większości dramatycznie chujowy, ale czy to powód żeby szydzić ze mnie lub pisać mi popieprzone maile że mam odejść z gry? Jeżeli utożsamiacie się z każdym graczem, jeżeli jaracie się każdymi albumami, włącznie z polskim crunkiem czy bóg wie czym, to świetnie, jaram się że Wy drodzy słuchacze się jaracie, ale dla mnie to jest dramat jak wypierdala Fusznik, gość który jest oldboyem w temacie i rzuca mi wersem ‘kurwa ale ty jesteś brzydki / japa chamie, wal się na cycki’ , no faktycznie, nic tylko być dumnym z polskiego rapu.
Kiedy jeszcze pisałem na ślizgu usiłowałem dociec, jak można wstydzić się za coś, co samemu się robi, ale niestety, nigdy nie otrzymałem na to pytanie odpowiedzi. Takie opinie może lansować Ciech, który jest lata świetlne przed 95 procentami sceny, ale nie jakiś chujowy Mielzky, który ledwo złapał flow w tym 2009 roku. Znowu: czy tak trudno o choć odrobinę krytycyzmu w stosunku do własnych „dokonań”?
Wreszcie przyszedł 2012 i pierwsze plotki o tym, że Mielon koncertuje w koszulkach El Polako. Wszyscy w szoku jak Vienio, jednak na jakiekolwiek insynuacje odnośnie związania się ze Szpadyzorem reakcją był tylko i wyłącznie pobłażliwy uśmiech. Ustalmy fakty, ten raper pasuje do tej wytwórni mniej więcej tak, jak powiedzmy Bisz czy Laik do PROSTO, czyli NI-CHU-JA. Po pewnym czasie wyszło na jaw, że przypuszczenia okazały się prawdą i „Silny jak nigdy, wkurwiny jak zwykle” ukaże się na rynku nakładem poznańskiej wytwórni. Czy Ostatniemu Mohikaninowi Truskulu polskiego rapu przeszło przez myśl jakiekolwiek tłumaczenie się? Skądże, trzeba było go o to wyraźnie dopytywać.
W końcu w paru wywiadach zdecydował się na wypowiedź w tym temacie, w każdym taką samą: wtedy miałem co innego na myśli, propsuje Gurala za opowieści, każdy na moim miejscu też by skorzystał z okazji. To tak, jakby Korwin przeszedł do SLD, bo tam oferują mu 1 na liście warszawskiej, oznaczającą praktycznie pewne wejście do sejmu. Kierując się pokrętną logiką Mielona powinien to zrobić, w końcu cel uświęca środki i najważniejsze, żeby dorwać się choćby do skrawka koryta, a w jaki sposób to już nieważne. Można było wcześniej mieszać z błotem całe swoje środowisko, żeby potem samemu w to błoto się wpierdolić, wmawiając wszystkim dookoła, że jest się fanatykiem takowych kąpieli.
Myślicie, że to szczyt żenady? Otóż nie, na deser przetoczmy jeszcze najbardziej bekowe oświadczenie w polskim rapie ever:
Witam internetowe grono zainteresowanych bardziej, mniej lub wcale. Niech nastąpi jasność. Udzialałem się tu kilka lat temu, część z Was już wtedy korzystała z tego forum, część z Was przyszła tu później. Nieistotne. Wielokrotnie broniłem ludzi stąd, którzy niestety wśród osób robiących muzykę lub mających z nią jakkolwiek doczynienia uważani byli za totalną tępotę, za ludzi szydzących bez powodu, a w skrócie mówiąc po prostu pierdolącymi bzdury za pomocą internetowych łącz. Spoko, ja wpadałem tu by być na bieżąco z muzyką, by wymienić się opiniami jak i poznać opinię innych. Od jakiegoś czasu niestety częściej bywałem w zakładce 'Inna muzyka’ niż w jakiejkolwiek innej. Dzisiaj 90% tego forum wiesza na mnie psy, powody muzyczne zrozumiem, powodów niemuzycznych nie muszę rozumieć i nie rozumiem. Znam jakoś raptem może z 3 osoby z tego forum, Kepler jest moim ziomem od lat, Tymek jest gościem z którego opinią zawsze się liczyłem, jest jeszcze trzeci wirażka który dzisiaj pucuje się w offtopach że przyszedł 'pogadać a wannabe dioxa sie spiął’, prawda jest taka że jeżeli podchodzisz do artysty czy lepiej brzmiałoby twórcy – możesz zadać mu 54353 pytań, a Ty akurat spytałeś 'dlaczego usuwasz posty że jesteś kurwą?’ , pytanie drugie brzmiało 'dlaczego nagrywasz z chadą skoro jest chujowy?’, wtedy zrozumiałem jak wygląda prawdziwe oblicze tego miejsca. I nie wiem, czy naprawdę część z Was nie ma co robić tylko szuka afery tam gdzie jej nie ma, ale jeśli szczytem Waszego wysiłku w ciągu dnia jest wynalezienie jakiejśtam opinii sprzed lat – gratuluję. Ja wiem co pisałem/mówiłem, a mimo wszystko nie poczuwałem się do tego by wpadać tutaj i kasować historię lub zmieniać jej bieg. W wywiadach wyraźnie zaznaczyłem że niekoniecznie popierałem działalność gurala po 'opowieściach’ , wielokrotnie mówiłem że chciałbym by wrócił do sampli. Jednak to jest dla Was absolutnie nieistotne, a szkoda, bo zrozumielibyście chociaż część z tego co mam do powiedzenia. Czy tutaj, czy na płycie. Jeżeli wolicie wyśmiewać istotne dla mnie wartości, choćby niewiadomo jak monotematyczne były – róbcie to, nie mam z tym kłopotu, bo w życiu codziennym nie czuję się kurwą przeczącą samemu sobie i potrafię spojrzeć sobie w twarz. Mam po swojej stronie moich BRACI, moją MATKĘ i wielu LUDZI, nie dbam o zdanie literek z ekranu. Ślizg. Dotychczas sądziłem że to dobra forma rozmowy czy wymiany zdań z ludźmi którzy słuchają, nieistotne czy to mnie czy kogoś innego
, ja chciałbym znać zdanie wielu twórców w tym kraju. Mogłem być pizdą, schować się i nie przyznawać że ja to ja, być anonimem jak wielu z Was, ale nie robiłem tego, każdy kto był z tym miejscem na porządku może nie dziennym ale „tygodniowym” wiedział kto jest kim. Ale nie byłem tu po to by za kilka lat ktoś próbował wywlekać jakieś pierdoły i robić z nich szum którego niestety nie ma. Bo o tych rzeczach powiedziałem wprost. Dalej idąc, wielu z Was uzna że powinienem to przemilczeć, że nie ma sensu się tłumaczyć. Nie tłumaczę się, staram się powiedzieć że spuszczacie się nad czymś co ktoś wykopał, a wystarczyło obejrzeć jeden czy drugi wywiad by to wiedzieć. Mimo wszystko spędziłęm tu sporo czasu, warto więc by padło to właśnie tutaj, wśród ludzi którzy to mnie dziś określają hipokrytą, ta jasne. Ślizgu, tęsknił nie będę.
Jak więc widać w załączonym cytacie, wszyscy „szukają afery tam, gdzie jej nie ma” i biedny Mielon jest szykanowany przez złych ludzi, którzy nie rozumieją tego, co pisał. Jak trzeba być bezczelnym, żeby po tym, jak ktoś przetacza twoją wypowiedź sprzed paru lat, która ewidetnie nie zgadza się z tym, co teraz robisz, napisać „nie czuję się kurwą przeczącą samemu sobie i potrafię sobie spojrzeć w twarz”? Raczej ktoś tu zapomniał dopisać, że chodzi o drugą twarz, bo co do tego nie ma już żadnej wątpliwości. Czyli „nie popieram działalności Gurala po „Opowieściach”, ale wydaję u niego płytę, bo miałem okazję”.
Zero jakiegokolwiek tłumaczenia, że zmienił poglądy, że wtedy pierdolił, cokolwiek. Zdaniem naszego głównego bohatera wszystkie jego wypowiedzi tworzą logiczną całość, a kto nie rozumie ten internetowy lamus, który nie docenia tego, że wujek Mielzky bronił go przed złymi raperami. On ma po swojej stronie ” BRACI, MATKĘ i wielu LUDZI” oraz „nie dba o zdanie literek z ekranu” (to po co wrzucał swoją płytę w neta?), zaszczycał swoją obecnością forum, a teraz ktoś wywleka jakieś „pierdoły”. Swoją drogą nazywanie swoich poglądów sprzed 3 lat, które przelane były nawet na wersy w tracku „pierdołami” to też niezły absurd.
Jeżeli główny bohater tego tekstu tak samo, jak w „środowisku” postępuje również w życiu prywatnym, to wcale nie dziwię się, że w tydzień „stracił pracę, studia, kobietę, kumpli”. Tak się po prostu nie postępuje, wystarczyło zwyczajnie napisać „wtedy byłem spiętym i wczutym truskulem, teraz dorosłem i wiem, że to, co mówiłem było głupie, sorry i pozdro Gural nagramy coś wierzę”. Nie łudzę się, że taki falstart już na początku „kariery” podetnie skrzydła Mielonowi, ponieważ polscy słuchacze to wypisz wymaluj polscy wyborcy, czyli pamiętają o aferach dopóty, dopóki się o nich mówi. Kiedy kończy się temat ich pamięć zostaje automatycznie wyczyszczona i dalej można wielbić ludzi, którzy powinni gnić w kryminale. Nie tak dawno taka sytuacja miała miejsce z HST i powtórzyła się przy okazji premiery debiutu Mielzkiego, czego dowodem jest debiut na OLIS-ie.
Po czymś takim wstyd byłoby mi wyjść z domu, zaś bohater tego tekstu nie widzi problemu z wydawaniem płyt i kręceniem kolejnych klipów. Mam nadzieję, że do snu nuci sobie „wyrzuty sumienia zbyt gorzkie by zjeść je”. Jakby powiedział to wieprz: ŻENADA.
Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl


Od premiery najnowszej płyty Dwóch Sławów minęły już dwa miesiące. Zdążyłam się z nią solidnie osłuchać i dowiedzieć, co dobrze by było opisać. Opinie o projekcie – wprost mówiąc – nie są najlepsze, co duet wziął już na klatę. Moje zdanie jest jednak nieco inne więc zapraszam na łyżkę miodu w beczce dziegciu.
Kryzys wieku średniego?
Zacznę prosto z mostu – uwielbiam ten duet. Na ich wielowymiarowe metafory trzeba kupić drukarkę 3D. Zabawa słowem, luz i humor to cechy, które niewątpliwie muszę im przypisać i wcale nie muszą nikogo do tego przekonywać. Ale, co w sytuacji, gdy masz za sobą dziesięć lat punchline’ów, wszechobecnej beki i hashtagów, a fani czekają? Jasne, możesz zrobić kolejny taki sam album, który i tak nie ma podjazdu do debiutu. Stąd najnowszy projekt Astka i Rada jest totalnie zrozumiały – dajmy im działać i się rozwijać. Kryzys wieku średniego i te sprawy.
Zabawa formą
A tak serio – spodziewaliście się kiedyś, że łódzki duet mógłby zagrać swoje numery na imprezie Świętego Bassu albo zrobi manifest polityczny, który będziecie podśpiewywać pod prysznicem? Chcecie starych Sławów – włączcie „Ludzi Sztosów”, proste. I oczywiście – jak większość z Was – analizowałam ten album na Genusie, łapiąc się za głowę po wytłumaczeniu kolejnego wersu. Jednak… to było dekadę temu. Nikogo zatem nie powinno dziwić, że przyszedł u panów czas na zabawę formą, poniekąd wyniesioną z projektu club2020.
Najwyżej będzie stójka lub parter
Czy „Dobrze by było” jest krążkiem bez treści? Złośliwi powiedzieliby, że tak. Ale obiektywnie patrząc – numery „Myślałem, że będzie gorzej” czy wcześniej wspomniany bez nazwy „To nie jest kraj dla kabrioletów”, mają to, co tygryski lubią najbardziej. Jest więcej śpiewów, autotune’ów i wtyczek niż kiedykolwiek. I dobrze by było trochę odpuścić, wychillować i zaakceptować ten wytwór, spięty słuchaczu. A, że krążek buja i na żywo miałam okazję sama się przekonać na trasie – a jakże! – „Dobrze by było Tour”. Już 4 kwietnia w ich mothership (czytaj w Łodzi) zagrają finałowy koncert więc jeśli w domowym zaciszu denerwują Cię te chłopy, daj im szansę. Najwyżej będzie stójka lub parter.
Felieton
Drugi koncert Quebonafide na Narodowym. Czy to jawne oszustwo? – felieton
Na pewno zachowanie nie po koleżeńsku.

Organizacja pożegnalnego koncertu Quebonafide przypomina zabawę w kotka i myszkę. Na pewno jest brakiem poszanowania dla słuchaczy, którzy kupili bilet i właśnie się dowiedzieli, że ostatni koncert rapera będzie miał kilka dat.
Wyobraźmy sobie sytuację, że kupujemy limitowaną płytę artysty za 200 zł, który deklaruje, że nakład tysiąca sztuk nie będzie nigdy wznawiany. Tymczasem zamiast cieszyć się z „białego kruka” w domu dowiadujemy się jeszcze w dniu zakupu, że z powodu dużego zainteresowania płytą postanowiono dotłoczyć drugi tysiąc egzemplarzy. Podobne do tej sytuacje już się zdarzały, ale płyty były dotłaczane po kilku latach. Tym niemniej, mamy tu do czynienia ze złamaniem umowy między artystą a słuchaczem, czyli ze zwykłym oszustwem.
Pierwszy, drugi… i trzeci – „ostatni koncert” Quebonafide
Podobnie jest z koncertem Quebonafide. W przeciągu bardzo krótkiego czasu, słuchacze mogą czuć się oszukani i to aż dwukrotnie. Za pierwszym razem, kiedy „Ostatni koncert Quebonafide” miał się odbyć online. Po kilku tygodniach, kiedy wykupiono bilety na wydarzenie, dowiedzieliśmy się, że wcale nie będzie to ostatni koncert, bo ostatni odbędzie się dzień później na PGE Narodowym. Kombinacje alpejskie, przesuwanie startu sprzedaży zakupu biletu to temat na zupełnie oddzielny wątek, ale to co się dzisiaj wydarzyło i jak zostały potraktowane osoby, które kupiły bilety na wydarzenie online powinno skończyć się co najmniej bojkotem ze strony odbiorców.
To jednak nie koniec kpin ze słuchaczy.

Oszustwo na drugi koncert?
W czwartek, w zaledwie parę godzin bilety na ostatni koncert Quebonafide na Narodowym zostały wyprzedane. Jeżeli ktoś miał szczęście, to po kilku godzinach walki z systemem bileterii i zacinającej się stronie kupił bilety. To nic, że będzie siedział gdzieś za przysłowiowym filarem, w ósmym rzędzie z daleka od sceny. Miał świadomość i satysfakcję, że warto było się pomęczyć, bo miało to być jedyne takie wydarzenie – unikalne, tak przynajmniej go zapewniano. Więc zamiast wcisnąć „Esc” postanowił wziąć nawet to najsłabsze miejsce, bo będzie częścią historii. Nic bardziej mylnego.
Po kilku godzinach ogłoszono, że „ostatni koncert” Quebonafide będzie miał jeszcze jedną datę. Dzień wcześniej raper zagra jeszcze jeden koncert. Dzień wcześniej! Przecież to brzmi jak absurd. Tuż po zakupie biletu, zmieniane są zasady gry i umowy między raperem a słuchaczem. Wygląda to jak celowe działanie i wprowadzenie kupującego bilety w błąd. Który koncert więc będzie tym ostatnim. Ten 27 czy 28 czerwca?
Quebonafide z ostatniego koncertu robi sobie trasę koncertową, choć przy zakupie biletu z nikim się na to nie umawiał. Ba, sugerował unikalne i jedyne tego typu wydarzenie. Tymczasem osoby, które walczyły dzisiaj o bilety będą musiały pocieszyć się zmęczonym artystą po występie dzień wcześniej i zleakowanym koncertem na TikToku.



Felieton
Zaginiona córka Magika. Kamka z „Rap Generation” to przyszłość sceny? – felieton
Uczestniczka programu zdobyła uznanie jurorów i widzów.

Za nami dwa pierwsze odcinki programu „Rap Generation”, po którym sporo emocji budzi Kamka – skromna raperka z klasycznym sznytem.
Kamka „zaginiona córka Magika”
Kamka wykonała w programie utwór „To nie GTA”. Spodobał się on Pezetowi, Malikowi i Leosi. Pierwsze recenzje występu Kamki wśród widzów są bardzo, ale to bardzo pozytywne – mówi się już wprost o nowej świeżości na scenie. Nie tylko komentatorzy hip-hopowi są pełni optymizmu, ale także słuchacze. Pod nagraniami z Kamką pojawiają się prawie same propsy:
- Lepszego flow nie słyszałem w polskim rapie od lat.
- Vibe jak Paktofonika.
- Zaginiona córka Magika.
- Malik jest w szoku, że można tak rymować.
- Leosia w końcu usłyszała prawdziwy damski rap.
- Rzadko mam ciary od muzy, dzięki młoda za emocje.
Czy Kamka to przyszłość sceny?
Pojawienie się newschoolu i nowej fali raperów zrewolucjonizowało scenę, ale nie spowodowało, że weterani tworzący klasyczny odłam zaczęli zdychać z głodu. Po kilku latach tryumfu młodej fali, dinozaury sceny zaczynają brać coraz głębszy oddech. Młodzi wracają do oldschoolu, co widać chociażby po ilości koncertów starych wyjadaczy. To też bardzo dobra wiadomość dla Kamki, która dała się poznać z klasycznej strony.
Najpopularniejsze raperki w kraju to twórcy newschoolowi, balansujący na granicy rapu i popu. Kamka jest ich przeciwieństwem i z automatu zdobyła przychylność sporej części odbiorców, którzy – powiedzmy sobie szczerze – nie przepadają za rapem Bambi, Young Leosię czy Oliwki Brazil. Dobrze poprowadzona Kamka może stać się jedną z głównych sił na polskiej scenie rapowej. To idealny czas na kobiecy trueschool – słuchacze o to zabiegają jak nigdy dotąd, rzygając cukierkowością i zbyt przesadną wulgarnością.
Kim jest Kamka
Kamka, czyli Kamila Podziewska to 20-latka pochodząca z Suwałk, która obecnie mieszka w Warszawie. Swoje numery publikuje od 1.5 roku, chociaż pierwsze teksty zaczęła pisać już w szkole podstawowej. W ostatnim czasie publikuje coraz więcej muzyki i nie boi się eksperymentować z różnymi gatunkami. Raperka może liczyć na wsparcie mamy, siostry, ojczyma i babci. Z tatą nie utrzymuje kontaktu.
Łączy rap z wojskiem
Kamila od lat interesuje się wojskowością. To studentka Akademii Sztuk Wojennych. Przez ostatnie dwa lata służy w Wojskach Obrony Terytorialnej: wyjeżdża na granice, poligony i ćwiczenia.
Felieton
Sentino spadł Truemanowi jak z nieba. Uwiarygadnia scamy – felieton
„Udawany milioner, największy pozer i scamer”.

Trueman został menagerem Sentino, pomógł wydać mu książkę, wypuścili razem płytę i przy jego medialności promuje swoje biznesy. Co najważniejsze – Sentino uwiarygadnia je, a ten może docierać do nowej grupy docelowej, którą łatwo scamować.
Trueman to postać pozująca na milionera, która uchodzi za płynnie poruszającego się po biznesach internetowych i kryptowalutowych. Za każdą z jego działalności ciągnie się jednak potężny smród, a na największych forach o zarabianiu w sieci jest określany przez użytkowników jako scamer, czyli oszust.
Sprzedawca ebooków
Początkowo internetowa działalność Truemana opierała się na tworzeniu filmów na temat innych twórców. Szybko jednak przeszedł do sprzedaży własnych ebooków. W 2020 roku ukazał się „Milioner 2021”. W ebooku obiecywał jak zarabiać setki złotych dziennie na afiliacji kont bankowych. Osoby, które dały się namówić na zakup magicznej wiedzy Truemana, twierdzą, że poradniki finansowego influencera to same ogólniki i oczywistości. Wszystko, co znajduje się w jego książkach, znajdziemy na pierwszym lepszym kanale o finansach.
I tak np. promowany przez niego projekt kryptowalutowy ScanDeFi okazał się być pump and dumpem, czyli oszustwem finansowym, który polega na sztucznym podbijaniu cen aktywów (w przypadku Truemana, cenę podbijały jego kontakty z influencerami), żeby potem na górce szybko je sprzedać, zostawiając innych inwestorów z bezwartościowymi udziałami. Na kryptowalucie zarobił oczywiście tylko Trueman, a straciły osoby, które mu uwierzyły, że zarobią. Z przekazów medialnych wiemy, że wzbogacił się na tym o ok. 180 tys. zł.
Punktem zwrotnym w jego karierze było podjęcie współpracy z Amadeuszem Ferrarim, który był idealnym uwiarygodnieniem działalności Truemana w sieci. Dzięki niemu mógł docierać do nowej grupy odbiorców i pomnażać na niej swój majątek. Jak sam mówił, w wieku 20 lat miał na koncie podobno 4 mln zł. Prowadził też rzekomo 12 firm. Jego nazwiska próżno jednak było szukać w KRS czy CEIDG, a jedyną działalność jaką miał, była ta otworzona w 2022 roku.

„Oscamował tyle ludzi. Łapią się na to dzieciaki”
Wśród społeczności skupionej wokół zarabiania w Internecie Trueman jest spalony, mając opinię scamera, z którym nie warto wchodzić w żadną współpracę.
„Ten gość opiera się tylko na farmazonach. Łapią się na to dzieciaki, które myślą, że jak kupią ebooka to będą robić kasę jak ich idole z Internetu. Tu nie ma żadnej wartości.”
„Gościu przecież tyle ludzi oscamował, czy to na fake krypto, bukmacherka czy kij wie co jeszcze. Tak jak wszystko inne, zapewne jego aktualna działalność opiera się na wyłudzeniu jak największej kasy i rozpoczęcie kolejnego „biznesu”.”

Sentino – uwiarygadniacz
Co więc można zrobić w sytuacji, kiedy branża nie chce mieć z tobą nic wspólnego? Poszukać odbiorców w innej, robiąc biznes na tych, którzy cię jeszcze nie znają i próbować założyć własną społeczność. Pomóc w tym może ten, który ma już wierną grupę fanów, czyli w tym przypadku Sentino.
Obecnie Trueman działa jako menager Sentino. Pomógł wydać mu książkę, razem również wydali płytę „BNP”. Współpraca z raperem otworzyła mu nowe możliwości i dotarcie do całkiem innej grupy odbiorców i to liczonej w setkach tysięcy. Bazując na stałej grupie słuchaczy Sentino i jego muzyki, Trueman chce spieniężyć swoją współpracę z raperem kolejnym biznesem – BNP.Global. To społeczność, która ma zrzeszać „scammerów, finesserów oraz hustlerów”.

Sentino wydaje się być do tego idealną postacią, która od lat polaryzuje środowisko rapowe, ale ma też zaufane grono fanów. Panowie zaczęli właśnie promować nowy biznes, oczywiście pokazując jak bardzo są zarobieni, bo nic nie działa tak na wyobraźnię, jak kupno bransoletki za 20 tys. zł czy okularów za 5 tys. zł

– Idziemy jeszcze po najdroższą torbę, która jest w Louis Vuitton dostępna, która jest w cenie samochodu polskiego rapera – mówi Sentino w pierwszym vlogu reklamowym, którego zadaniem jest napędzić jak największą ilość osób do zakupu dostępu do nowej platformy Truemana.
Niestety, po komentarzach widać, że współpraca Treumana z Sentino jest strzałem w dziesiątkę. Tylko nieliczni dopatrują się w ich biznesie czegoś niepokojącego. Dodatkowo jakiś czas temu pojawiła się informacja o pogodzeniu się Sentino z Malikiem i ich spotkaniu w Paryżu, do czego miał doprowadzić sam Trueman. Czy szef GM2L będzie kolejną osobą, która ma uwiarygadniać szemrane biznesy, czas pokaże.

Felieton
Lacazette ratuje niemiecki rap – felieton
Młodego rapera propsują m.in. Capital Bra, Celo, Abdi, Loredana i Kolja Goldstein.

Niemiecki rap od pewnego czasu nie ma zbyt wiele do zaoferowania i to samo zdanie podziela raperka Loredana. Ciężko robi się na sercu słuchaczy, nie ma co ściemniać, że niemiecka scena była po francuskiej jedną z najmocniejszych w Europie, a tu ledwie kilku artystów nadaje się do konsumpcji. Obecnie albumy wpadają w jedno ucho i tak samo szybko wylatują drugim. Treści oraz teksty nie trenują mózgu, nie bawią, ani nie intrygują. Jadąc w Sbahnie grzebiesz coś na telefonie i nawet nie wiesz, czego słuchasz. Do czasu aż pojawił się Lacazette, który zmusza odbiorcę do poświęcenia mu inkluzywnej uwagi.
„LID” – album roku 2024
Nazywa siebie samego ratunkiem niemieckiego rapu i raczej nie będzie musiał składać od tego apelacji. Nikt nie zarzuci mu niekompetencji albo ghostwritingu. Jego album “LID” bardzo szybko po premierze usytuował się na 5 miejscu top albumów. Muzyk nie był żadną wielką figurą undergroundu. Zrobiło się o nim bardziej głośno, kiedy kawałek “H&K” puszczał w samochodzie Capital Bra, co w pewnym stopniu pomogło newcomerowi na uzyskanie pierwszego rozgłosu. Typ pojawił się tak naprawdę znikąd i nie wiemy o nim zbyt dużo. Od początku wspierają go Gringo i Kalazh44, którzy propsują ciężką pracę chłopaka związanego z Labelem Baklava Music. Celo i Abdi w jednym z wywiadów również przychylnie odnieśli się do berlińczyka. Ten duet obok Haftiego, to ojcowie Straßenrap w Niemczech.

Milion euro zysku
Pochodzący ze Steglitz- Zehlendorf raper nie postawił na typową ścieżkę kariery. Zazwyczaj jako newbie robisz drop dwóch kawałków i czekasz po dobrze przyjętej premierze na deal z Universal albo Sony. Lacazette natomiast, nagrał aż 13 klipów w bardzo podobnej, ulicznej, zimnej stylistyce mrocznego Berlina, które na YouTube przyniosły mu ok. 1 miliona euro zysku. Estetyka dość już znana, ale przedstawiona w innej, ciekawej perspektywie, owiana tajemnicą i zawadiackim spojrzeniem muzyka.
Inteligentny uliczny rap
Lucky sprawił, że niemiecki rap dostarcza słuchaczowi i szerokiej grupie wiekowej odbiorców, dużej przyjemności. Streetrap doczekał się w końcu chwytliwych i inteligentnych wersów, przeplatanych ironicznym humorem. Grek lubi czasem znikąd wypuścić zaskakujący, humorystyczny punchline jak: “Dostawca jest Niemcem, ale biega jak Hakimi” (“Läufer ist Deutscher doch rennt wie Hakimi”) czy “Przyjdę do Twojego akwarium Cię wyłowić” (“Ich komm’ in dein Aquarium, dich rausfischen”), “Bycie mądrym jest niebezpieczne, niebezpieczne nie jest mądre” ( “Schlau sein ist gefährlich, gefährlich ist nicht schlau”).
Trafnych fraz posiada on tak wiele, że musiałabym zrobić dla was jakąś best of listę. Dykcja Lacazette jest wybitnie on point, dlatego myślę, że ze spokojem zrozumiecie jego teksty, nawet jeśli Wasz niemiecki nie jest na wygórowanym poziomie.

Wyróżnia się na monotonnej scenie niemieckiego rapu
Wallah! Na albumie nie znajdziecie autotune, za to solidne beaty w klasycznej stylistyce, uwaga to nie jest codeinowy rap, afrobeat albo hiphopop. Fabuła traktuje o dealowaniu i używkach, zarabianiu hajsu, refleksjach oraz demonach. Mimo to raper ugryzł ten temat w inny, swój sposób, bez monotonnych adlibów o double cup czy fat ass. Lucky postawił na dobrze napisane teksty, przekaz i porządny warsztat, co słychać przez to jak buduje zdania czy zgrabnie łączy rymy. W kunsztowny sposób akcentuje słowa, wyróżniając go tym pośród monotonnej sceny niemieckiego rapu. Po pierwszym odsłuchu jego twórczości byłam pewna, że to jakiś streetowo doświadczony, grubo po 30-tce typ. Bity są bardzo klasyczne jak na obecne czasy i trendy. Obecnie wielu niemieckich artystów, takich jak Loredana wrzucają na Instagram jego utwory. Respekt oddał mu także sam wielki Kolja Goldstein, który koleguje się z managerem Lacazette.

210 mln streamów
Zawadiacki i charyzmatyczny raper, który nazywa swoich słuchaczy Matrosen ma w sobie pewną aurę, która spodobała się szerszemu gronu odbiorców, dając mu 210 milionów streamów albumu na Spotify. Przywraca to wiarę w to, że ludzie są głodni dobrej muzyki, a album Luckiego leci non stop on repeat!
Beaty wyprodukowali min: jroc, 808swerve, Sam4prod, yung.rox, jaydon6jam, goldfinger030, murdsdrum, maccrazy1.
Lacazette „LID” – odsłuch albumu
-
News4 dni temu
Kizo viralem za granicą. Fani zdruzgotani, a szkoły angielskiego chcą się wybić
-
News3 dni temu
Liroy pokazał środowy palec kibicom z Radomia
-
News5 dni temu
Suja naubliżał Fenomenowi i Mor W.A. W tle wątek relacji na linii Legia – Arka
-
News3 dni temu
Kizo komentuje viral z zegarkiem
-
News3 dni temu
Fragment kłótni Brauna i Winiego rozbił bank interakcji w sieci
-
News3 dni temu
Koziołek za 100 zł zawiązał buty swojemu rywalowi
-
News4 dni temu
Ten Typ Mes wraca w koronie cierniowej. „Miło nie będzie”
-
teledysk2 dni temu
Fazi, Mei, Peja, Pih i ich „Plugawa retoryka”