Sprawdź nas też tutaj

Wywiad

GLOBTROTER: 5 lat w UK – Kuba Witek (Zaburzenia ex-Tusz Na Rękach)

Opublikowany

 

Wyjazd to specyficzny moment. Bywa śmieszny, ciekawy, inspirujący, czasami niebezpieczny i samotny. Jednak za każdym razem daje adrenalinę i historię. Poznajcie Globtroter – cykl, w którym porozmawiamy z artystami o ich podróżach, wyjazdach i historiach o innym kraju. 

 

Co spowodowało, że postanowiłeś wyjechać z Polski i rozpocząć „nowy etap” w swoim życiu?

Kuba: Był to dla mnie bardzo niestabilny okres. Dostałem się na filmoznawstwo na UJ, po kilku miesiącach stwierdziłem, że to nie to i zacząłem dziennikarstwo. Pech, bo uczelnia okazała się działać nielegalnie i pomimo jakiś tam wyjść z sytuacji, nie widziałem sensu, żeby to ciągnąć dalej. Wtedy dostałem propozycję wyjazdu do Anglii, na którą w zasadzie od razu się zdecydowałem.

 

Podjąłeś decyzję i co dalej? Co było dla Ciebie najtrudniejsze na kilka dni przed wyjazdem?

Kuba: Zaznaczyć trzeba, że zgodnie z początkowymi założeniami, wyjechać miałem na 2-3 miesiące, zarobić sobie trochę kasy i wrócić. Bardziej miał być to wyjazd na zasadzie przygody, niż poważnego myślenia o emigracji. Moja mama leciała pomóc w rozkręcaniu biznesu swojej koleżance, więc z racji, że aktualnie w Polsce nie miałem nic do roboty, poleciałem z nią. Żeby było śmieszniej, dokładnie w prima aprilis.

 

Wylądowałeś w UK, jaka była Twoja pierwsza myśl, kiedy poczułeś tamtejszy klimat?

Kuba: Lądowałem w Liverpoolu, który od razu zrobił na mnie ogromne wrażenie, szczególnie, że odbierał nas znajomy, który zaserwował nam szybką objazdówkę po centrum. Pierwszej myśli nie pamiętam, ale raczej się cieszyłem. Bardzo lubię wyzwania, nowe miejsca, podróżowanie. Czułem, że zaczynam nowy etap. Wspaniałe uczucie.

 

Jak wyglądało Twoje lokum, z czym musiałeś się zmagać, co Ci przeszkadzało, a co Cię pozytywnie zaskoczyło?

Kuba: Na początku był to pokój u znajomych mojej mamy. Pierwsze tygodnie to załatwienie formalności, urzędy, banki etc. Potem natomiast zbieranie aplikacji i ich wypełnianie, co zazwyczaj doprowadzało mnie do szewskiej pasji (śmiech) – ‘dlaczego chcesz pracować w naszym sklepie?’, ‘jakie są Twoje największe zalety?’, ‘co w niesiesz do naszej firmy’ itd. itd…  Pozytywnie zaskoczyło mnie ile mogę kupić za pierwszą tygodniówkę (śmiech).

Zacząłeś studia w nowym kraju. Jak wyglądał proces rekrutacji, później nauka i życie studenckie?

Kuba: Początkowe trzy miesiące szybko zamieniły się w rok. Pracowałem w wielu różnych miejscach, od kina, przez super market po wózki widłowe. Z jednej strony zarabiałem tyle, żeby się samemu utrzymać, wynająć z dziewczyną mieszkanie, wyposażyć etc. Z drugiej natomiast życie za granicą jest trudne i specyficzne. Nie masz znajomych, ogólnie ciężko sobie zorganizować sprawy towarzyskie, więc w zasadzie koncentrujesz się na pracy i odpoczywaniu w przerwach. Oczywiście daje Ci ona kasę, ale ja szybko przestałem się z tej kasy cieszyć, bo co z tego, że wynajmowałem duże dwupoziomowe mieszkanie, jak ze znajomymi było kiepsko, więc nawet nie było tego jak wykorzystać. To samo się tyczy kupowania ciuchów, gadżetów etc. W pewnym momencie pieniądze przestały mi rekompensować pobyt za granicą. Wtedy zacząłem kombinować i szukać jakiegoś wyjścia, więc wpadłem na pomysł, żeby skończyć studia.

 

Proces rekrutacyjny w zasadzie w całości załatwia się online. Dopiero na koniec zaproszono mnie na rozmowę, która była już tylko formalnością. Dla uczelni najważniejszy był tzw. ‘commitment’, czyli moje zaangażowanie w kierunek i chęci jego skończenia. W moim przypadku nie było z tym problemu, bo muzyką zajmowałem się już od kilku ładnych lat.

 

Co do nauki, spróbuję maksymalnie streścić, bo to bardzo obszerne zagadnienie. Przede wszystkim studia w Anglii na kierunku ’Music Production’, to 80% praktyki, 20% teorii. Możliwość korzystania z super sprzętu, studia nagrań, kamer, pomieszczeń. Bardzo dużo ‘otwierania głowy’, przygotowywania do zawodu, pozyskiwania zleceń etc. Ja np. dzięki tym studiom, zająłem się filmowaniem i montażem. Na początku były to bardzo proste rzeczy, ale z racji, że w zasadzie każdy sprzęt można było bez problemu wypożyczyć do domu na 2-3 dni, starałem się korzystać ile mogę.

 

Żeby nie było, że piszę w samych superlatywach, najgorszą częścią tamtejszych studiów, były zaliczenia grupowe. Polegało to na tym, że wykładowcy, tworzyli grupy 3-4, czasami 5 osobowe, złożone zazwyczaj z jednej kompetentnej osoby, która wiedziała co robi i reszty, którą musiała ciągnąć. Ja miałem już swoje lata, więc podchodziłem do nauki i szansy jaką otrzymałem, bardzo świadomie, natomiast w większości sporo młodsi Anglicy, delikatnie mówiąc, raczej się nie przykładali do swojej edukacji. Oczywiście było nawet kilka osób starszych ode mnie, ale to właśnie ta garstka ciągnęła cały kierunek, bo uczelni ze względu na kosmiczne pieniądze jakie dostają rocznie za każdego studenta, zależało, żeby jak najwięcej osób przepchnąć. Przynajmniej przez pierwsze dwa lata.

 

Potem poza studiami – znów jakaś praca?

Kuba: Ja miałem ten komfort, że dostałem stypendium, a do tego wziąłem pożyczkę studencką, która jest w zasadzie bezzwrotna, dzięki czemu na upartego, mogłem nie pracować, choć oczywiście mimo to z pracy w całości nie zrezygnowałem.

 

Po ‘zwiedzaniu’ coraz różniejszych miejsc zatrudnienia, doszedłem do wniosku, że to co sprawia mi największy problem to nuda i udawanie, że coś się robi przez 8h. Gehenna, np. 8h w supermarkecie, gdzie pracy dziennie było może na 2h i trzeba sobie to było tak porozkładać, żeby potem nie stać i się nie stresować. Ja np. wtedy chodziłem po całym sklepie i zbierałem puste kartony, żeby wynieść je na tył i zgnieść w prasownicy (śmiech). Także szybko doszedłem do wniosku, że idealna dla mnie będzie praca w kuchni, bo w kuchni ciągle się przecież coś dzieje. W ten sposób prawie 3 lata przepracowałem we włoskiej restauracji, z młodą, międzynarodową ekipą i bardzo mile te czasy wspominam. Nawet 14 godzinne zmiany, bywało bardzo zabawnie.

 

Później pracowałem już ‘umysłowo’ w hotelu na recepcji, co było raczej nudnym zajęciem, ale przynajmniej przeczytałem kilka fajnych książek.

 

Przed samym wyjazdem zaczepiłem się jeszcze w tajskiej restauracji i też było to fajne doświadczenie, szczególnie, że Tajowie prawie nie mówili po angielsku i porozumiewaliśmy się na ‘pokazywanie’ co często prowadziło, do wielu śmiesznych sytuacji.

Wyjazdy do innego kraju kojarzą się tylko z ciągłą pracą. A jednak podróże też się zdarzają. Co zwiedziłeś, co zobaczyłeś i co byś polecił?

Kuba: Zaliczyłem kilka fajnych wyjazdów. Bliższych jak np. Szkocja i Edynburg, czy dalszych jak np. Porto gdzie zabrałem swoją ówczesną dziewczynę na jej urodziny. Mimo to najmilej wspominam swój samotny wyjazd do Brukseli, a potem Paryża. W Brukseli byłem 3 dni, w Paryżu chyba 10, potem miałem jeszcze lecieć do Mediolanu, ale byłem już tak zajechany, że zdecydowałem się wracać wcześniej. O tym wypadzie mógłbym napisać małe opowiadanie, tak wiele się działo. Dzisiaj pewnie bym już się nie wybrał w samotną podróż, ale cieszę się, że wtedy to zrobiłem, bo było to bardzo unikalne doświadczenie. Szczególnie, że dzień przed wylotem kupiłem nowy telefon komórkowy z dużą baterią, żeby mieć go w razie co i oczywiście, śpiesząc się na samolot, zapomniałem go wziąć z domu i poleciałem bez…

 

Także jeśli komuś przeszło przez głowę, żeby wybrać się gdzieś samemu, sprawdzić się i przeżyć coś innego, to gorąco polecam. Natomiast gdzie to już bardzo indywidualna kwestia.

 

Pięć lat poza krajem to trochę dużo. Czego najbardziej brakowało Ci, gdy myślałeś o Polsce?

Kuba: Takiego codziennego, zwyczajnego życia. Rodziny, znajomych, wpadania na siebie na mieście, rozmów, wspólnych wyjazdów. Mam świadomość, że sporo mnie ominęło, szczególnie, że wyjechałem jak miałem 23 lata, wróciłem jak miałem 28. W tym czasie większość moich rówieśników poznała swoje żony, założyła rodziny, firmy itp. Z drugiej strony absolutnie nie żałuję, bo chyba w Polsce bym się w tym czasie nie mógł tak rozwinąć i nabrać wiatru w skrzydła.

 

W tym czasie poznałeś mnóstwo nowych ludzi, pewnie przytrafiło Ci się też sporo ciekawych sytuacji. Wróć do wspomnień – co podczas wyjazdu sprawiło Ci największą frajdę?

Kuba: Niestety nie pamiętam już zbyt wiele, ale fajnie było np. wyjść z pracy o 1 w nocy i pójść z kumplem na piechotę kilkanaście km do jedynego nocnego sklepu, gadając o hip hopie, kupić tam butelkę Hennessy i wypić ja w drodze powrotnej. O! Secondhand shopy! Tego mi bardzo brakuje, że np. wchodzisz i kupujesz ‘Chronic’ Dre’a za 2-3 funty, wchodzisz za tydzień, patrzysz jest znowu, to kupujesz i tak, żeby komuś dać w Polsce, bo aż głupio nie wziąć za taką kasę. Uzbierałem w ten sposób setki płyt. 70% mojej kolekcji winyli, była kupiona za napiwki, które specjalnie na ten cel odkładałem pracując przez jakiś czas na zmywaku. Bardzo brakuje mi też tej multikulturowości, pomimo, której wszyscy żyją w symbiozie. I tego, że wszędzie się załatwia wszystko z uśmiechem! Bo nawet jeśli jest wyuczony czy sztuczny, to lepsze to niż gburowatości i chamstwo.

 

A co z muzyką? Poznałeś tamtejszy hip-hop?

Kuba: Tutaj akurat się nie wykazałem za bardzo. Lubię The Streets, Roots Manuvę, powiedzmy Dizzie Rascala, ale nie jaram się grime’em. Za to np. w UK odkryłem i bardzo polubiłem Katy B. Nie mówiąc już o mojej niespełnionej miłości do Amy Winehouse.

Z czym musi się zmagać osoba wyjeżdżająca do innego kraju i rozpoczynająca tam życie?

Kuba: Ciężko powiedzieć, bo każdy ma inny charakter i różne sytuacje mogą być dla danej osoby trudne, ale na pewno prędzej czy później samotność czy bardziej odosobnienie. To bardzo wiele uczy. Masz ciągle tę świadomość, że jesteś tysiące kilometrów od domu i w zasadzie możesz liczyć tylko na siebie. Początki oczywiście są trudne, ale to akurat wspominam bardzo miło, pierwszą tygodniówkę, pierwsze zakupy, pierwsze wynajęte mieszkanie.

 

Nie będzie to też nic odkrywczego, ale na pewno bardzo trzeba uważać na ludzi, ogólnie, nie tylko Polaków, Anglicy np. potrafią być naprawdę bardzo fałszywi, w stopniu do jakiego nie przywykliśmy w Polsce, gdzie mimo wszystko jesteśmy całkiem bezpośrednim społeczeństwem. Trzeba się nauczyć obcowania z zupełnie inną mentalnością.

 

No i co najważniejsze, wydaje mi się, że nigdy tam nie będziemy się czuć jak u siebie, bez względu na status. To był powód dla, którego ja zdecydowałem się wrócić.

 

Teraz znów jesteś w Polsce. Co Ci dał wyjazd i studia?

Kuba: Przede wszystkim dużo wiary w siebie. Otwartości o, którą w naszym kraju niestety ciężko. W jakiś sposób ten wyjazd mnie zresocjalizował, bo wtedy w Polsce nie miałem szansy, na to, żeby iść w Kielcach do pracy, zacząć zarabiać, samemu się utrzymywać czy wynająć mieszkanie. Zresztą myślę, że Anglia zresocjalizowała w ten sposób sporą część mojego pokolenia. Studia natomiast tak jak wspominałem, zajawka na filmowanie, a poza tym oczywiście kwestie muzyczne, to że sam sobie robię miksy, masteringi etc.

 

Powrót do kraju i rozpoczęcie życia „na starych śmieciach” po powrocie było trudne?

Kuba: Bardzo. Niby miałem wyższe wykształcenie zdobyte na Uniwersytecie w Anglii, dużo fajnych pozycji w CV, bo jeszcze przed wyjazdem do UK, brałem udział w wielu projektach młodzieżowych, wymianach. Udzielałem się w różnych stowarzyszenia itp. Wysyłałem Listy i CV w odpowiedzi na ogłoszenia, które były idealne i nie były to też jakieś kosmiczne pozycje, ale mimo to, nikt nie zapraszał mnie nawet na rozmowę. To było bardzo dołujące. Dopiero po jakimś czasie, ok. dwóch latach, zacząłem prowadzić własną działalność filmową, czym zajmuję się do dzisiaj.

 

Gdybyś ponownie miał okazję gdzieś wyjechać, jaka byłaby Twoja decyzja tym razem?

Kuba: Na pewno gdyby to miała być Anglia, wybrał bym jakieś ładne miejsce nad morzem. Np. Brighton bo chciałbym kiedyś spotkać Nick’a Cave’a (śmiech). Natomiast tak ogólnie, najbardziej chciałbym mieszkać w Berlinie, a jak nie Berlin to na pewno Skandynawia. Bardzo lubię te zimowe krainy.

 

Na koniec, co powiedziałbyś tym, którzy właśnie są przed swoim pierwszym wyjazdem?

Kuba: Najważniejsze jest chyba to, żebyście bez względu na to co i gdzie będziecie robić, nigdy nie dali się źle traktować. Zawsze bądźcie dumni z jakiego kraju pochodzicie i godnie go reprezentujcie.

 

Gość: Kuba Witek (Zaburzenia ex-Tusz Na Rękach)

Rozmawiała: Patrycja Janas

0 0 vote
Article Rating
 
20 komentarzy
20 komentarzy
Most Voted
Newest Oldest
Inline Feedbacks
View all comments
pierwszy69er
6 lat temu

pierwszy, tede jest słaby

witam
6 lat temu

jak dodawać zdjecia na glamrap?

FUCK UR FAVORITE RAPPER
6 lat temu

ANGLIA JEST CHUJOWA

TYLKO STANY

sofia
6 lat temu

[quote name=”FUCK UR FAVORITE RAPPER”]ANGLIA JEST CHUJOWA

TYLKO STANY[/quote]
tylko czechosłowacja nrd jugosławia i zsrr

EMINEMwhite
6 lat temu

Kurwy jebane

Stevie.O.G
6 lat temu
polak
6 lat temu

stany? umyslu jak rosja?!
– Jebac ja!
tylko POLSKA bialo-czerwona. Duma i patriotyzm.

YoungPLNy
6 lat temu

NOMINOWAŁEM DO HOT16. SZACUN MOCNY!
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=rDEpvb5DR9M[/youtube]

lujwitą
6 lat temu

[quote name=”YoungPLNy”]NOMINOWAŁEM DO HOT16. SZACUN MOCNY!
https://www.youtube.com/watch?v=rDEpvb5DR9M%5B/quote%5D
Ej fajne

obiektywny obiektyw
6 lat temu

Co to za wywiad,to portal hip-hopowy czy gazetka szkolna?

pelsonek
6 lat temu

Ciekawy wywiad, Tusz odwieczny props

w345
6 lat temu

co to za łak. dalibyście wywiad z tomkiem hadom o czymś ciekawym może nowej płycie producenckiej z kłebonifade

queens
6 lat temu

[quote name=”FUCK UR FAVORITE RAPPER”]ANGLIA JEST CHUJOWA

TYLKO STANY[/quote]
huj, ze stany to kolonia anglii nawet do tej pory jej podlegaja…stany to taka wieksza anglia!!!

potluck4life
6 lat temu

[quote name=”queens”]huj, ze stany to kolonia anglii nawet do tej pory jej podlegaja…stany to taka wieksza anglia!!![/quote]
jebać anglojęzycznych tylko Wenezuela!!

samigma
6 lat temu

Poznajcie Globtroter – cykl, w którym porozmawiamy o życiowych nieudacznikach co magicznej bariery średniej krajowej przekroczyć nie mogli.

sdsdss
5 lat temu

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=Myn3M-0lh5U[/youtube]

siema123
5 lat temu

[quote name=”witam”]jak dodawać zdjecia na glamrap?[/quote]
musisz sie zarejestrowac

chujowar
5 lat temu

samigma sram ci na pysk pozdro

rychuSLU
5 lat temu

KTO
PS. JEBAĆ PEJE

ripripripROZPIERDALACZ
5 lat temu

[img]https://joemonster.org/images/vad/img_31990/9e97d389ef3413ad8749cc4335e34864.jpg[/img]

Popularne