Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Niemiecka scena rapowa z polskimi korzeniami (1/3) – felieton

Mają miliony wyświetleń, deszcz streamów i naturalnie związek z Polską.

Opublikowany

 

niemieccy raperzy z polskimi korzeniami

Mieliśmy kiedyś w Polsce stronę internetową o niemieckim rapie, było to źródło muzycznej wiedzy, chłopcy tłumaczyli teksty, wrzucali newsy i nowe klipy. To był rok mniej więcej 2004, dość dawno. Byliśmy fanatykami zakochanymi w rapie zza Odry, patrzący na Aggro Berlin jak na jakieś astroidalne zjawisko. Przeciętny Kowalski z dumą hejtował, że język germański brzmi tragicznie i jak w ogóle tego można słuchać. Potem nastąpił przełom, czyli feat Sido z Donguralesko, który otworzył polskim słuchaczom uszy na niemiecką scenę. Niemiecki rap był na takim poziomie w tamtych czasach, że nikt z naszych rodzimych raperów nie był w stanie nawet tego liznąć. Wytwórnie z kapitałem, odjechane ciuchy, fury i imigranci stanowiący mocną część tej sceny.

Nasza polska krew potrafi wzburzyć się do granic możliwości, stymulując mózg dość mocno i gwałtownie. Jesteśmy zdolnymi i upartymi ludźmi, bo odnosimy globalne sukcesy w kreatywnych przemysłach. Podobnie jest i w Niemczech, gdzie parę oryginalnych postaci tworzy historię niemieckiego hip hopu. Jednym ze współzałożycieli najsłynniejszej bitwy rapowej w Niemczech zwanej „Rap am Mittwoch” jest mieszkający w Berlinie DJ Pete, który gotuje beaty dla Mopsa czy Winiego. Oczywiście perypetie Toonego i Sentino od dawna zaprzątają nam głowę, tak jak Malik Montana robiący tryumfalne rundki na milionowych wyświetleniach. Trzeba przyznać, że Mosa ma klucze do wielu drzwi w polskim rapie, i to on ma prawdziwy connect z międzynarodowymi artystami. Osiągnął z pewnością level europejskiego rapera.

Czas na creme de la creme, czyli na sylwetki, które dla Was wyselekcjonowałam. Jedne z nich są bardziej znane, drugie są dość świeżymi twarzami w hip hopowym światku. Okupują niemieckie chartsy, mają miliony wyświetleń, deszcz streamów, oddanych followersów w mediach społecznościowych i naturalnie związek z Polską!

Kronkel Dom

kronkel dom

Jego ksywa to kombinacja słowa z Afrikans i Dom od skrótu imienia. Urodził się w Brodnicy i mieszkał tam przez pierwszych 6 lat swojego życia. O Polsce wypowiada się z wielkim sentymentem oraz z sympatią. Co ciekawe, odwiedzając później swoje miasto, został w nim złapany przez policję za przywiezienie 0,5 grama suszu z Dortmundu. Tym samym dostał karę 2 lat w zawieszeniu i grzywnę. W pewnym momencie swojego życia nie mógł ani legalnie mieszkać, ani pracować w Niemczech. Podczas kręcenia klipu do „Perignon” doszło do kontroli policyjnej, aby uniknąć problemów Dom pożyczył dokumenty od swojego kolegi. Jak widać chłopak bazuje raczej na luźnym i zawadiackim stylu bycia. Natomiast deal z labelem Sony Epic pozwolił mu bardziej wrócić na odpowiednie tory. Na swoim koncie ma EP „Cuzi Allo!”, a „Cafe Kronkel” to album z 2020 roku, który jak sam mówi jest miksem nastrojów i ma wydźwięk wieloaspektowy. Dominik nie boi się szybkich beatów, housowego brzmienia, mocnego bassu w stylu holenderskiej sceny. Zdecydowanie potrafi rozbujać biodra i poderwać nogi. W pewnym wywiadzie wspomniał, że darzy sympatią raperów z SBM czy Quebonafide. 16 marca nawinął wspólnie z Oki, Kizo, CatchUp na remixie „Panamera” Gedza. Sprawdźcie konto na Insta @kronkeldom, gdzie możecie obejrzeć epizody z jego odwiedzin w Polsce.

Krime

krime

Zasila szeregi 385i, czyli jednego z najlepszych muzycznych labeli w Niemczech. Nawija razem z Celo & Abdi, Nimo czy Olexesh. Jako 21- latek może pochwalić się już kilkoma milionami wyświetleń na YT. Pojawił się także na ostatniej genialnej płycie Celo & Abdi „Mietwagentape2” w kawałku „385i Ist Die 1”. Jak sam mi powiedział, pochodzi z Fryburga 79! Nosi się na dresowo i zdecydowanie można powiedzieć, że wpasowuje się dość dobrze w uliczny vibe rapu. Swoim stylem nawijania uderzająco przypomina Olexesh. Jako dziecko mieszkał już w kilku miastach w Polsce, a potem trafił razem z rodziną do obozu dla uchodźców, natomiast jego ojciec mieszka w Warszawie. Na początku nagrywał swoje rapsy w osiedlowej kanciapie, która nie posiadała oszałamiających warunków i profesjonalnego sprzętu. Pewnego dnia kolega Krime wyświadczył mu wielką przysługę wysyłając wideo, na którym nawija do samego Hanybal. W skutek tego został prawdziwie doceniony i zaszczytnie przyjęty do wytwórni.

Stan

Stan reprezentujący północną stronę Berlina Märkisches Viertel, jest zdecydowanie znany pośród bloków na Wittenau jak utwór Sido „Mein Block” w naszych telefonach. To dokładnie ta sama dzielnia, po której Sido bujał się w metalowej czaszko-masce, co spowodowało, że zmienił wtedy historię niemieckiego hip hopu, a Markische Viertel stało się symbolem rapu w Niemczech.

Stan z pewnością może być zaliczany do ulicznej strony gatunku, która tak jak powinna, posiada prawdziwą historię za swoimi kulisami, czyli trochę gangsterki i odsiadki. Jak sam mówi „Ich bin schon kriminell seit Tag 1”(jestem kryminalistą od pierwszego dnia). Przelewa na papier, to co akurat ma do powiedzenia, bez fałszywego groźnego „rap look’u”, bo to po prostu jego osobowość. Wytatuował sobie także orzełka i często podkreśla swoje polskie pochodzenie. Ma na swoim koncie projekt „Lass Taten Sprechen” oraz album „Polonia”. Często kolaboruje ze składem dumnie reprezentującym dzielnice Marzahn.

Badmómzjay

„SnowBunny” ma już ponad 8 mln wyświetleń i zdecydowanie biseksualny wydźwięk. Jeśli masz dobre oko, zwłaszcza kiedy mieszkasz na obczyźnie, z pewnością rozpoznasz polskie rysy twarzy. Nie da się ukryć, że Polki wyróżniają się dość mocno pośród innych kobiet. Ta młoda i atrakcyjna osiemnastolatka z czerwonymi włosami nazywa się Josy Napieray (Niemcy często zmieniają polskie nazwiska, a zwłaszcza końcówki, bo odmiana -ski męska czy -ska damska tutaj nie istnieje). Kontrowersje wywołała swoim głośnym statement o byciu biseksualną i przynależnością do LGBT community. W jej przypadku nie chodzi tylko o look, który zdominował damski rap ( Katja Krasavice czy Shirin David). Natomiast Josy ma wersy, wszechstronne flow, charyzmę oraz odpowiedni hip hopowy attitude.

„Wszyscy mają fame, ale nikt nie ma rytmu” to tylko jeden krótki cyctat z „Zirkus”, gdzie Badmómzjay spittin fire. Ta dziewczyna ma dobrą lirykę, bragga, pewność siebie, a przy tym raperski wdzięk. Brzmi jak idealna kandydatka na rapową gwiazdę, nie tylko ja to zauważyłam, ale także Universal Music podchwycił hunt i szybko zaoferował jej kontrakt. To dość niespotykane, żeby tylko w ciągu roku zdobyć tak duży hype za sprawą swojej osoby, a nie wielkiego feata ze znanym raperem. Głośna kolaboracja wypłynęła jednak niedawno, w styczniu 2021 i stała się hitem na niemieckich charts. Kasimir1441 zaprosił ją bowiem do kawałka pod tytułem „Ohne Dich”. Berlińczycy wspięli się w styczniu na numer 1 listy przebojów i banglali na niej aż przez 4 tygodnie!

Kasimir1441 znany ze swojego „asozial” wizerunku i techniki rapowego krzykacza jest kolejnym złotym dzieckiem tej sceny. Dziewiętnastolatek pojawił się na licznych kolabo z 102Boyz, co dało mi do myślenia. Kasimir kojarzy mi się z Kazimirem, czyli brzmi całkiem polsko. Trochę to trwało zanim dostałam odpowiedź od Bek Records, ale Diloman zdementował moje wątpliwości o tym, że młody raper ma polskie korzenie. Może tylko non stop buja się z polskimi raperami i robi jeszcze feat z Josy. Dodatkowo wyprodukował wspólny album z Chapo 102 „Rotzlöffel” i zanosi się na part 2.

102 Boyz

102boyz

Płynnie wkraczamy w szeregi 102 BOYZ, a to jest dopiero skład! Dla tych, którzy trochę w niemieckim rapie siedzą wiedzą, że chłopaki mają polskie korzenie. Grali przecież koncerty w Polsce i zaliczyli kolaborację z Kobikiem czy Paluchem. 7 lutego 2021 ukazał się klip do obrazu Miszel ft. Major SPZ, Duke102 – GRY. Natomiast streetowym „Mon Cheri” jest feat z Bonusem RPK.

  • @kkuba102
  • @duke_102
  • @chapo102
  • @addikt102
  • @stx102
  • @skoob102

To nasza lista „asozial allstars”! Jako skład mają na swoim koncie 4 albumy i ponad 20/30 więcej singli, parę mixtapów oraz EP. Chłopaki definitywnie nie nudzą się i wypuszczają jak najwięcej materiału pod marką dobrej jakości. W końcu streaming i wizualna strona obrazu to najbardziej właściwy kierunek, w którym z resztą podąża obecnie przemysł muzyczny. Najświeższy numer ukazał się 10 lutego i zwie się „Plastik”, a bit wywołuje uśmiech na twarzy za sprawą sampla pochodzącego od odgłosów śmieciarki.

102 BOYZ to młode chłopaki, którzy bardzo silnie cenią swoje towarzystwo i wpasowują się w prawdziwą definicję bandy. Nie potrzebują pół nagich kobiet w klipach, żeby przykuć uwagę słuchacza. Lubią nawijać o alkoholu, dragach i asocjalnym, porytym stylu życia. Ich przekaz, image, styl jest bardzo wyrazisty. Może i wyglądają jak słowiańskie chłopaki z blokowiska, ale to daje słuchaczowi wrażenie, że to przecież „nasi” są. Często postują na social media jakieś polskie akcenty jak np. siatkę kiszonych ogórków, banalne, ale kochane.

Pusher & OSKA030

Genialny klip w przepięknych ogrodach Potsdamu, polskie laski, szybkie fury i uliczna tematyka. W tym przypadku nie mamy żadnych podejrzeń, co do ich pochodzenia. Rapują po polsku i dość szybko nabijają milionowe odsłony na YT. Pusher ma na swoim koncie parę solowych nawijek po niemiecku jak np. „Sorry” czy feat z Adrianem MTK Cartel do „Ghetto”. Wyraźnie widać, że pomysł pisania tekstów w rodzimym języku i połączenie sił z Oską przyniosły im szerszą rozpoznawalność, także poza Berlinem.

Panowie zgodzili się specjalnie dla abonentów Glamrap.pl odpowiedzieć na kilka moich pytań:

Goldie: Opowiedzcie nam trochę o Waszej historii. Skąd pochodzą Wasze korzenie i jak długo jesteście już w Berlinie?

Pusher: Pochodzimy z Polski, z Lubuskiego, a w Berlinie jesteśmy 22 lata.

Goldie: Dlaczego postanowiliście robić rapsy?

Pusher: Jesteśmy braćmi, i to Oska mój starszy brat zaraził mnie jako dziecko rapem.

Goldie: Jakie są Wasze plany wydawnicze na 2021?

Pusher: Do końca 2021 roku chcemy wydać Box/CD, który będzie się składać z naszych singli.

Goldie: Czy macie w planie kolaboracje z innymi raperami? Może jakiś feat z Kronkel Dom?

Pusher: Są plany też na kolaboracje. Z Kronkelem znamy się dobrze i rozumiemy, ale na razie dużo nie będziemy zdradzać.

Schwesta Ewa

Wszyscy obserwujemy tą Panią od wielu, lat. Myślę, że jako prawdziwy fanatyk niemieckiego rapu nie mogłam nie zauważyć takiej osobowości w Niemczech. Nie trzeba zresztą jej długo przedstawiać, bo Ewa Schwesta to jedna z najbardziej znanych i skandalicznych raperek na niemieckiej scenie. Swoje początki rapowe zawdzięcza SSIO (to jest dopiero ikona), który pomagał jej w pisaniu pierwszych tekstów i warsztacie. Przy okazji tego rapera muszę wspomnieć o tym, że współpracuje z bardzo kreatywnym reżyserem teledysków @macduke, który jest pół Polakiem, pół Nigeryjczykiem.

„Kurwa” za jej sprawą stało się dość popularne w rapowym slangu. Jej biografia to idealny materiał na film z wykwintnie rapową stylistyką. Kwintesencja ciężkiego hustlingu na obczyźnie, a przy tym przynależność do takiego labelu jak Alles oder Nix, daje jej status raperki z dużymi jajami. Z powodu kilku skandali nie schodziła nigdy z ust niemieckich i polskich mediów. Koszalinianka ma na swoim koncie 3 albumy, a ostatni „Aaliyah” wydany w styczniu 2020 roku.

Ewa jest autentyczna, mówi co myśli, bez zawahania śmiem stwierdzić, że to taki mały gangster w spódnicy. Sama w wywiadzie wspomniała: „używam cały czas photoshopa, bez photoshopa nie mogę żyć, spójrz na mnie teraz. Zawsze mówię, że możecie mnie tylko filmować od pasa w górę”. Jeśli ktoś tak jak ona w życiu przeszedł i widział wiele, bezpruderyjnie może podchodzić do życia z lekką nutą satyry. Nie ma co ukrywać, że dla nas Polaków nie jest zawsze łatwo w Niemczech. Często spotykamy się z dyskryminacją czy brakiem szacunku z powodu narodowości. Potrzebna jest nam taka charyzma jaką ma Ewa, że tak naprawdę to my nie damy sobie w kaszę dmuchać „kurwa” streetowy patriotyzm!

Ewa Malanda przez jakiś czas była z nami nieobecna za sprawą wyroku. Zarzuty o stręczycielstwo, pobicie prostytutek, oszustwa podatkowe, sutenerstwo i w międzyczasie narodziny jej córki, z którą później odbywała karę, to dość sporo ciosów na raz. Na szczęście w lutym tego roku wyszła na wolność, wyglądając przy tym oszołamiająco. Wróciła szybko do biznesu i muzyki nawijając barsy na feacie z Sami „Sie Wartet”

Polskie śledztwo, czyli inni niemieccy raperzy z polskim pochodzeniem

Wielu Niemców, którzy mają polskie nazwiska w Niemczech będą Wam z przekonaniem mówić, że oni Polakami w ogóle nie są. Smutne, ale prawdziwe. Przy okazji mojego małego śledztwa popytałam tam i ówdzie kolegów z branży. Doszły mnie plotki, że Fler posiada również polską krew. Patrick Losensky to jedna z największych ikon niemieckiej sceny rapowej. Niektórzy mówią, że „przecież to Polak”, on sam jednak na moje pytanie o swoich korzeniach nie odpowiedział nic, tylko odczytał wiadomość. Podobna historia toczy się z raperem Marvin Game, który w programie „Germania” dość nieklarownie omawia swoje pochodzenie. Pod materiałem widnieje wiele komentarzy, że przecież Marvin Maurice Trotzinski to słowiański chłopak. Wydał na dniach nowy album „Therapie im Hinterhof”. Oprócz muzyki zajmuje się dziennikarstwem i wywiadami z innymi raperami. Dla mnie to berliński odpowiednik Kaliego pod względem zamiłowania do zielarstwa i związanego z tym biznesu. Na swoim celowniku miałam też bardzo oryginalnego gościa, który jest jednym z najciekawszych i najbardziej charyzmatycznych twórców na tej scenie. Finch Asozial urodzony we Frankfurcie nad Odrą, miesza rap z techno, hardcore ze wschodnich Niemiec i wplata też schlaga (niemieckie disco polo). Satyryczny raper wygląda jak typ z lat 80-tych i jeździ obklejoną Fiestą w tuningowym stylu. Tak się składa, że mieszka koło mojej koleżanki na Lichtenbergu. Ostatnio spotkała go siedzącego na ławce i zaaferowana nawijała mu jak jej kumpela bardzo go lubi oraz chce z nim nawiązać kontakt… Niestety tą koleżanką byłam ja. Tylko, że chodziło mi o przygotowanie tego materiału. Niestety, odmówił nam wspólnego spaceru. Gość chyba się lekko wystraszył, bo przestał odpisywać na moje wiadomości po tym jak zapytałam go o jego pochodzenie. Nils Wiehowsky okupuje teraz szczyty charts swoim nowym albumem „Fliesentisch Romantik 2”. Czy jest on Polakiem tego nie udało mi się niestety ustalić. Zabawa w detektywa zakończyła się fiaskiem, Rutkowski definitywnie nie zatrudniłby mnie.

Polecam sprawdzić również chłopaków: @the.gracek i @czartermusic.

Autor: Amanda aka @goldiethebossy


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

 

Felieton

Z czym zmaga się Mata? O autyzmie słów kilka

Cykl rapowo-naukowy.

Opublikowany

 

mata

Chociaż młody Matczak nie udziela się w masowych mediach, od dzisiaj będziemy mogli obejrzeć go na antenie TVN. Wszystko to w ramach programu „Autentyczni”, którego głównym założeniem jest przedstawienie widzom postrzegania świata przez osoby w spektrum autyzmu. 50 osób z tym zaburzeniem rozwojowym miało okazję wcielić się w dziennikarzy i zadać artyście pytania. Jak się okazuje, Mata jest jednym z nich. Z czym zatem borykają się uczestnicy tego projektu?

Zacznijmy od poprawnego słownictwa. Autyzm nie jest chorobą, a właśnie zaburzeniem rozwojowym. Dlatego określenie „chory na autyzm” nie jest prawidłowe i zdecydowanie lepiej zamienić je na „osoba w spektrum autyzmu” bądź „osoba autystyczna”. Czym jest zatem to tajemnicze spektrum? Oznacza ono, że nie ma jednego podręcznikowego wzorca, a każda osoba ma inne nasilenia zachowań i cech. Skoro już mamy podstawy to przejdźmy do praktycznej części czyli z czym zmagają się zdiagnozowane osoby.

Wczytując się w badania, dowiadujemy się, że autyzm przejawia się na trzech płaszczyznach – interakcjach społecznych, komunikacji oraz ograniczonym, powtarzającym się repertuarze zachowań. Pierwsze objawy można zauważyć już w wieku dziecięcym (około 3 roku życia). Dzieci bardzo często unikają rozmów i kontaktu wzrokowego. Co ciekawe, zaburzenie to czterokrotnie częściej dotyka chłopców niż dziewczynki. Wracając jednak do samych utrudnień życiowych, osoby w spektrum mają liczne problemy w zrozumieniu emocji (swoich bądź innych osób) oraz w utrzymywaniu głębszych relacji. Nie zawsze rozumieją gesty czy mimikę twarzy towarzyszy. Nie wychwycają ironii lub sarkazmu, a metafory rozumieją dosłownie.

Autyści bardzo mocno przywiązują się do znanych sobie rzeczy czy zwyczajów. Niesamowicie mocno angażują się w swoje zainteresowania i należą do fanów rutyny i uporządkowanego stylu życia. Ich zmysły potrafią działać skrajnie – czuć mniej niż standardowy zjadacz chleba bądź posiadać bardzo dużą nadwrażliwość na dotyk, mocne światła bądź dźwięki.

Niestety, przyczyny autyzmu nie są do końca znane. Najwięcej mówi się o wpływie genetyki i czynników środowiskowych (takich jak wyższy wiek rodziców, infekcje wirusowe podczas ciąży, wcześniactwo, ciąże mnogie).

Skoro znamy już podstawowe fakty, wróćmy do bohatera, przez którego się tutaj zebraliśmy. Mata określił swoje bycie spektrum jako zaletę, a dokładniej padły takie słowa:

Dla mnie spektrum autyzmu jest systemem, który wgrany jest w różne głowy, w tym moją. To jest coś, co pozwala mi tworzyć, przeżywać świat na swój sposób i wydaje mi się, że to taka moja supermoc.

I z tym pozytywnym przekazem Was zostawiam. Zdrówka dla nas wszystkich i dobry przekaz niech się niesie!


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Diaporama, perfidia, galimatias – taka sytuacja. Styk elokwencji i hip-hopu

Język podniosły, ale co za sobą skrywa?

Opublikowany

 

Głównym narzędziem raperów (oprócz autotune’a) zdecydowanie jest słowo i – w naszym wypadku – polszczyzna. Niejeden z twórców używa archaizmów czy wysublimowanych wyrazów, by wskazać swój wysoki poziom sprawności językowej. Zgromadziliśmy przykłady utworów i albumów, których tytułów nie słyszymy na co dzień, a wiedzy, co oznaczają poniższe słowa, nie posiada każdy. A to wszystko przy okazji Dnia Języka Ojczystego.

O.S.T.R. – „Diaporama”

Zacznijmy od rozszyfrowywania tytułu. Na pierwszy ogień leci ostatni projekt łódzkiej legendy, którego tajemnicza nazwa wskazuje audiowizualny spektakl. Charakteryzuje się on nałożeniem na siebie fotografii w taki sposób aby powstał jeden wspólny obraz. Zdjęcia są nieruchome, a widz może przeżywać historię poprzez narrację oraz montaż danych scen.

Zeamsone – „Perfidia”

Jak podaje Słownik Języka Polskiego, perfidia to wyrafinowana przebiegłość. Do synonimów tego słowa zaliczamy zakłamanie, ułomność czy podchwytliwość.

Osaka – „Galimatias”

To słowo najczęściej pada współcześnie i płynnie weszło do języka codziennego. Jednak jeśli pierwszy raz się z nim spotykacie, już tłumaczę – oznacza ono chaos, bałagan czy wszechobecny nieład.

Gedz – „Anatema”

Skoro już przebrnęliśmy przez tytuł artykułu, czas na kolejne muzyczne nowości. Zamykając trylogię, Gedz wypuścił „Anatemę”. Za tą tajemniczą nazwą kryje się klątwa i wykluczenie (w kontekście kościoła katolickiego). Patrząc na tracklistę, również możemy zauważyć nie tak oczywiste pozycje. Na trzecim miejscu znajduje się kawałek „Mizantrop”. Termin ten oznacza osobę niechętną do gatunku ludzkiego (całego, nie tylko danej persony). A cofając się o całą dekadę w dyskografii Kuby, natkniemy się na hitowy numer „akrofobia”, którego tytuł oznacza lęk przed przebywaniem na wysokościach  i upadku z nich.

Avi – Requiem

Cytując Oskara z PRO8L3Mu – „widzę, że jestem, napisałem requiem, zresztą ch*j wie, co to znaczy, nie wiem”. Także pozwolę sobie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i odpowiedzieć zarówno Wam, jak i na ten wers z „National Geographic”. Oskar nieświadomie, a Avi już z pełnym przygotowaniem, stworzyli pieśni żałobne. W kościele katolickim i luterańskim tym terminem również określa się nabożeństwa ku czci zmarłego (zarówno w dzień śmierci, jak i na rocznice). 

Bisz – Potlacz

A taki tytuł mógł wybrać jedynie Bisz! Mało kto może mu dorównać w operowaniu słowem i sięganiu po te mniej popularne i bardziej zapomniane. Na szczęście autor już od dawna pokazuje, że „nie podnosi poziomu życia lecz poziom odbiorców” i już w pierwszych sekundach teledysku możemy poznać znaczenie zagadkowego tytułu. Potlacz to uroczyste zgromadzenie plemienne, organizowane przez społeczności indiańskie z północno-zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Jej celem było utrzymanie dotychczasowego prestiżu społecznego lub podwyższenia go, poprzez demonstracyjne rozdawanie i/lub niszczenie kosztowności. A to ci ciekawostka!

Tuzza Globale – Kosmopolita

Określenie to przewija się dosyć często w prasie czy barach (łącząc cytrynówkę z sokiem żurawinowym) i doskonale wpasowuje się w postacie Benito i Ricciego. I już tłumaczę dlaczego. Kosmopolita to tzw. obywatel świata, osoba dla której nieistotne jest pochodzenie bo jej ojczyzną jest cały świat. Patrząc na zamiłowanie i utożsamianie się z włoską kulturą, Tuzza jest dobrym przykładem użycia tego słowa, a człon „globale” tylko może podtrzymać nas w tej pewności.

Rover – Prestidigitator

A kogo tutaj odkopaliśmy!? Pamiętacie jeszcze tę postać? Gdy cała scena domagała się powrotu Kubana, ja wciąż wytrwale czekam na kolejny album Mateusza. Ale nie o prywatnych fantazjach teraz, a o słowach z kategorii „niecodzienne”. Kim jest prestidigiator? Jest to artysta cyrkowy, którego show opiera się na jego zręczności . Na tym samym albumie („Odźwierny”) znajdziemy też numer „surrealizm” – jest to kierunek w sztuce polegający na stworzeniu świata zaburzonego brakiem logiki i uporządkowanej rzeczywistości. Artyzm w rzeczy samej!

Filipek /Nullizmatyk – Harambe

Odbiegając od powagi i wyniosłości języka, wrzucam słowo – a bardziej określenie – którego osobiście nie znałam. Dokładniej, Harambe to imię goryla-rozbójnika, który posiadał swój własny małpi harem. Świat poznał go jednak przez smutną historię, gdy to na jego wybieg wtargnął czterolatek. Chociaż w tym starciu nikt nie ucierpiał, zwierzę zostało zastrzelone przez władze zoo, co wzbudziło liczne protesty i petycje obrońców praw zwierząt.

Planbe – „Fantasmagoria”

Zakończymy tak jak rozpoczęliśmy czyli albumem, tym razem jednak odniesiemy się do debiutu, a nie ostatniego wydania. Duet Planbe/Lanek stworzył płytę opowiadającą o złudzeniach i urojeniach przemieszanych z elementami fantastyki w świecie rzeczywistym. Fantasmagoria to również iluzja bądź wizja stworzona przez nadwrażliwą wyobraźnię.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Nie mam dwubiegunowości, czyli polscy raperzy vs bipolar

Cykl rapowo-naukowy.

Opublikowany

 

Coraz częściej w tekstach wszelakich twórców słyszymy o bipolarze. Nic w tym dziwnego, skoro na przestrzeni ostatnich lat ilość osób cierpiących na tę chorobę wzrosła z 3 do niemal 11%. Patrząc na obecną sytuację na polskiej scenie hip-hopowej, warto przyjrzeć się temu, co dotyka tak wielu raperów (zwłaszcza, że ikona najmocniej kojarzona z chorobą afektywną dwubiegunową wydała ostatnio książkę, a jej przedpremierowa recenzja znajduje się na naszym portalu). Zapraszam zatem na pierwszą odsłonę cyklu rapowo-naukowego.

Jak to nawinął Vixen (jeszcze za czasów starej pisowni pseudonimu): „wkręcam sobie jakąś vixę i mam chore fobie, dwubiegunowe afektywne wpisuję w Google”. Na szczęście ktoś już zrobił tę robotę i chętnie Wam opowiem, co przekazuje nam internetowy wujek. W najprostszych słowach, choroba ta opiera się na dwóch stanach – depresyjnym i maniakalnym. Jeszcze bardziej to uproszczając, możemy zamknąć się w maksymie, którą Oki nazwał numer – albo jest zajebiście, albo jest smutno. Od razu uspokajam – to, że jesteśmy rzucani z jednej skrajności w drugą, nie sprawia z automatu, że posiadamy to zaburzenie. Co się zatem za nim kryje?

Chociaż przyczyny nie zostały dokładnie ustalone, wielu naukowców zgodnie potwierdza tezę, jaką jest zbytnia dynamika i pośpiech w życiu, nierzadko łączone z nadmiarem alkoholu bądź innych używek. Bracia Kacperczyk przedstawiają tego typu skrajności, porównując je do piruetów w Cirque do Soleil. Chociaż nie wspominają tutaj nic o chorobowym podłożu, z bólem trzeba nadmienić, że to właśnie ich rówieśnicy najbardziej narażeni są na ChAD. Kolejną nie najprzyjemniejszą rzeczą zdecydowanie będzie fakt, że mówimy tutaj o zaburzeniu nieuleczalnym jednakże przy stałej współpracy z terapeutą, jest możliwość okiełznania częstej zmiany stanów maniakalno-depresyjnych.

Skoro już wiemy co nieco o bipolarze, rzućmy okiem, na użycie go w innych numerach. Motyw ten przebija się często u Opała, ale z całą moją miłością do Łukasza, muszę się przyczepić do wersu z numeru „Wallstreet”. Mianowicie słyszymy tam następujące słowa: „Skażony tą chorobą dwubiegunową – ja siedzę i gadam tu ze samym sobą”. Oczywiście, dialog z samym sobą jest rzeczą powszechną jednak w tym kontekście bardziej można połączyć ten objaw do schizofrenii. A, że czasu na research starczyło mi jedynie na jedno zaburzenie to większą polemikę na jej temat zostawię na później.

Pytając na instagramie (@ldi.felici27, zapraszam), wiele osób wspominało też o kawałkach, w których artyści zahaczają o borderline. I chociaż mechanizmy są podobne to jest pewna znacząca różnica pomiędzy tym zjawiskiem, a głównym tematem tekstu. Borderline to trwałe zaburzenie osobowości, a bipolar to zaburzenie nastroju. Najprościej to ujmując – osoby cierpiące na dwubiegunowość mają mocne wahania nastrojów, ale w okresie pomiędzy stanami, są stabilne emocjonalnie. Te z osobowością bordeline jednak potrafią mieć zmieniony sposób myślenia czy postrzegania świata i ludzi, niezależnie od sytuacji, a pod wpływem emocjonalnego bodźca, również szybko zmieniają nastrój. Ot, taka ciekawostka.

W odpowiedziach często padały też dwie – o ironio – skrajne postaci. Z jednej strony Filipek, który w 2019 roku wydał album „Bipolar”, a z drugiej Bedoes z utworem „Vogue”, który rozpoczyna tym słowem. Przykładów znajdziemy jeszcze bez liku jednakże chcę Was zostawić z nieco innym przekazem niż stworzenie nowej playlisty.

Nie każdy z nas ma okazję powiedzieć o swoich problemach głośno, ale każdy z nas może zostać usłyszany. Poniżej zostawiam Wam numeru Kryzysowego Numeru Zaufania, który czynny jest o każdej porze – 116 123. Nigdy nie jesteśmy sami, a szybka diagnoza może uratować niejedno żyćko. Zdrówka dla nas wszystkich i dobry przekaz niech się niesie!


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

Bonus RPK jako życiowy weteran oszukuje fanów – felieton

Zbiórka na rodzinę, flex hajsem i typowe cwaniactwo.

Opublikowany

 

Przez

bonus rpk
Okładka albumu "Życia weteran" / autor zdjęcia: Wojtek Koziara

Andrzej Duda nie pochylił się nad rzekomo niesłusznym wyrokiem 5,5 roku więzienia dla Bonusa RPK. Ułaskawienia nie było i raper musiał odsiedzieć 4 lata za kratami za handel narkotykami. Kamiński i Wąsik byli chyba na naukach u Popka. Mieli większe plecy, po których poklepywali się z głową państwa, a nawet mogli u niego przekimać. Odsiedzieli tylko 15 dni, czyli niewspółmiernie mniej od rapera. Wyszli na wolność, ale stracili mandat posła. Bonus wręcz przeciwnie – zyskał w oczach fanów stając się tym prawdziwym. Jego pik popularności to właśnie ten moment.

Zbiórka dla biednej rodziny i kanapka z hajsu

Po zatrzymaniu Bonusa byliśmy świadkami płaczu i rozpaczy. To naturalne, kiedy członek rodziny jest odseparowany od najbliższych i ma spędzić za więziennymi murami najbliższe lata. Tuż po zamknięciu rapera włączono jednak tryb żebraka. Trzeba przyznać, że dość szybko jego rodzina została bez kromki chleba, bo jak pamiętamy słowa jego małżonki: – Jak powiedziała nam Dominika „Wolałabym jeść suchy chleb, ale z Oliwierem niż najdroższe dania świata bez Niego – można przeczytać na stronie zbiórki, którą zorganizowano na rzecz rodziny muzyka.

Portale informowały wtedy. – W ciężkiej sytuacji znalazła się jego rodzina, żona Dominika oraz syn Kuba (…) Zebrana kwota pozwoli przetrwać Dominice i Kubusiowi ten najtrudniejszy czas – informowały w 2019 roku media i organizatorzy finansowej pomocy dla artysty.

Zbiórka dla rodziny Bonusa

Przypomnijmy, że chwilę wcześniej w jednym z oświadczeń czytaliśmy, że Bonus od lat jest przedsiębiorcą. – 10 lat prowadzę firmę, zatrudniam ludzi i płacę nie małe podatki – tłumaczył. Jeżeli płaci się duże podatki, to dochody też są odpowiednio wysokie. Ale jak to bywa z prywaciarzami: „Panie, ja jeszcze do tego dokładam”. Małżonki Kamińskiego i Wąsika też podobno ledwo wiązały koniec z końcem, bo na ich cel też od razu zorganizowano zbiórkę.

Zbiórka się nie powiodła. I to w obu przypadkach: rodziny rapera i rodziny polityków PiSu. Zebrano zaledwie ułamek kwoty, o którą się ubiegali. Całe szczęście z pomocą przybyli koledzy raperzy. Bez żadnego szyderstwa, to akurat inicjatywa godna pochwalenia. Najpierw Białas wydał płytę, z której zyski miały być przeznaczone dla rodziny aresztowanego, a całkiem niedawno podobny ruch wykonał Czerwin TWM. Brawo, tak się to powinno robić, a nie wystawiać od razu ręce po łatwy hajs, bo rodzin, które naprawdę ledwo wiążą koniec z końcem i przeżywają ogromne targedie jest w naszym kraju i tak za dużo.

Jak już się odsiedziało swoje, to w końcu można na tym zacząć zbijać kapitał. Bo gdzie jak nie w Polsce i w polskim rapie. Bonus wie jak to robić. Miał czas, żeby to dokładnie przemyśleć i zaplanować. Jedną z pierwszych rzeczy po wyjściu z więzienia jest… profesjonalna sesja zdjęciowa w Areszcie Śledczym Warszawa – Białołęka. Pokazanie się na tle więzienia to strzał w dziesiątkę, który sprawdza się w rap grze od lat. I tu klops! Kanapka z hajsu, z którą flexują się zazwyczaj newschoolowcy nie przypadła do gustu fanom ulicznego brzmienia. Czyżby poczuli się zrobieni w jajo, okantowani albo wpuszczeni w maliny? Raper pozujący z plikiem pieniędzy, który chwilę wcześniej żebrał od słuchaczy kilka srebrników to chyba nie był dobry pomysł.

– Niedawno zbierali ci na rodzinę hipokryto. Wracaj tam gdzie twoje miejsce – brzmi jeden z wielu podobnych komentarzy, które znajdziemy pod poniższym zdjęciem.

Oszustwo na stronie z preorderem

Raper w końcu uruchomił też preorder nowej płyty. Zrobił to całkiem szybko, chcąc zapewne skorzystać z szumu związanego z jego wyjściem z zakładu. Strona preorderowa odpalona w piątek tuż przed weekendem to kolejny punkt dla marketingowca. Raczej nikt nie myśli, że w 2024 roku coś dzieje się przypadkiem. Każdy, nawet najmniejszy ruch jest omawiany i konsultowany godzinami z najlepszymi specjalistami w swoim fachu. To, w jakiej formie zostanie to podane ostatecznie odbiorcy i jaką aure się wokół tego zbuduje, to już inna para kaloszy. Tu mamy do czynienia akurat z porządnym i niepodważalnym backgroundem, bo nikt nie zarzuci przecież Bonusowi, że nie siedział za kratami. Być prawie jak więzień polityczny to w dzisiejszych czasach duża nobilitacja.

Wracając do wspomnianego oszustwa. Bonus postanowił stworzyć wrażenie, że zainteresowanie jego płytą jest duże i tym samym zwiększyć jej sprzedaż. Uruchomił na stronie Ciemnej Strefy z preorderem krążka – licznik osób aktualnie przeglądających witrynę. To prosty zabieg marketingowy mający za zadanie wzbudzić w nas poczucie, że jest to produkt porządany przez wiele osób i warto go kupić. Problem w tym, że licznik wcale nie pokazuje ilości faktycznych osób, które są o krok od kliknięcia przycisku „Kup teraz”.

Tak wygląda licznik na stronie płyty z preorderem

– To prosty skrypt, który na pewno nie pokazuje prawdziwych osób przeglądających stronę. Jest wpisany na sztywno i ma rotować liczby z konkretnego, wcześniej ustalonego zakresu – mówi w rozmowie z GlamRap.pl osoba na codzień zajmująca się budową stron www.

Co to dokładnie oznacza? Ilość osób przeglądających stronę z preorderem według tego licznika nigdy nie spadnie poniżej 5 i nie będzie większa niż 25. Tak zostało to ustalone w skrypcie strony. W każdej chwili oczywiście te zakresy można zmienić na dowolne inne. Zakresy są nieduże. Tutaj raper też wykazał się dużą przebiegłością. Większe liczby mogłyby wzbudzić podejrzenie wśród słuchaczy, a tak nikt nie powinien mieć wątpliwości.

Kod nie zlicza odwiedzających, tylko wyświetla losowe liczby od 5 do 25

– Każdy użytkownik może tak naprawdę samemu sprawdzić, że to fejk. Wystarczy otworzyć stronę na dwóch różnych kartach i zobaczyć, że na każdej karcie jest wyświetlana inna liczba aktualnie przebywających na stronie osób – dodaje.

Więzienie podobno nie resocjalizuje, ale na pewno uczy kombinatorstwa. Jeżeli też chcecie się go nauczyć, to wystarczy sięgnąć po rady życiowego weterana. Żeby się tylko nie okazało, że wasze cwaniactwo ma krótkie nogi i nie jesteście artystą kombinatorem tylko zwykłym bałamutnikiem.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

AdMa chciała zaorać Patokalipsę, a sama została nekrofilką bez zasięgów – felieton

Nawet świecenie cyckami i wypinanie tyłka nie pomaga raperce w karierze.

Opublikowany

 

Przez

Patokalipsa razem z Eripe usunęli się w cień muzycznej sceny, ograniczając się do śmieszkujących wpisów na Facebooku. AdMa postanowiła się im odgryźć, ale sama wykopała pod sobą dołek.

– Pod żadnym pozorem nie zaglądajcie na kanał Youtube AdMy – napisał krakowski skład. – Napisałabym Patokalipsa vs. AdMa, ale jesteście tak martwym składem, że nie chcę zostać pomówiona o bycie nekrofilką. Więc póki co czekam na Patokalipsa vs. Odwyk – odgryzła się raperka.

Głupkowaty wpis Patokalipsy, który tak naprawdę mógł jedynie napędzić Admie nowych widzów – bardzo zabolał. Rozłóżmy zatem na czynniki pierwsze jej przytyk, który jest kula trafioną w płot.

Patokalipsa i Eripe nigdy nie mieli tzw. parcia na szkło i kiedy ich zajawka przeminęła po prostu przestali nagrywać. Nie zakończyli kariery, nie zawiesili składu, tylko zrobili sobie dłuższą przerwę, która trwa do teraz. AdMa natomiast jest zupełnym przeciwieństwem krakowskich grajków. Jej ogromne parcie na karierę trwa już ładnych kilka lat. Świecenie cyckami, wypinanie tyłka i balansowanie golizną na granicy przejścia w przyszłości na niebieską platformę w żaden sposób nie pomaga jej w osiągnięciu muzycznego sukcesu. Patrząc na wyniki odsłuchów – jej golizna bardziej zniechęca niż przyciąga. Irytacja raperki jest zapewne jeszcze większa, kiedy młodsze koleżanki po fachu bez żadnego backgroundu, jak Young Leosia, Bambi czy nawet Oliwka Brazil z buta wjeżdżają do mainstreamu, zdobywając intratne kontrakty wydawnicze.

„Foto dla zasięgu”

Po krótkim nakreśleniu sytuacji, przejdźmy do faktów. AdMa, która regularnie wydaje nowe single, a ostatni z nich pojawił się w grudniu, ma na Spotify zatrwaażające… 15 tys. słuchaczy w miesiącu. Tymczasem „martwy skład”, o którym mówi raperka, czyli Eripe i Patokalipsa mają w sumie 56 tys. słuchaczy miesięcznie. Taki wynik notują mimo tego, że nie wydają żadnej nowej muzyki.

Chcąca znaleźć odrobinę blasku u boku Bonusa RPK, była redaktorka RapNews.pl, imająca się wielu zajęć, bystra i dziarska AdMa w ostatnim czasie próbuje też swoich sił we vlogowaniu. Patokalipsa dyskretnie zwraca uwagę, jak kolosalnymi wynikami cieszą się jej produkcje filmowe.

Jak tak dalej pójdzie, to widzimy się niedługo na OF.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Felieton

GSP wyjaśnia: moda na rap i produkty wytwórni – felieton

„Słuchacze jak zaczarowani dają sobie wciskać sam kit”.

Opublikowany

 

Przez

Dzisiejszy rap w dużej mierze został zasypany natłokiem komercji i nieszczerości. Wielu świetnych artystów starej sceny pokochało pieniądze zamiast hip-hopu. Jestem w stanie częściowo zrozumieć ich motywację i to, że wielu z nich widząc, co się dzieje na scenie, poddało się i nie chce już z tym walczyć. Natomiast nie rozumiem kompletnie słuchaczy, którzy jak zaczarowani dają sobie wciskać ten sam kit, a są nim produkty dużych wytwórni, raperzy bez oryginalności skrojeni pod potrzeby rynku.

Wystarczy spojrzeć choćby na podopiecznych wytwórni Step, takich jak Dawid Obserwator czy Intruz. Pierwszy z nich syn prominentnego działacza PiS, który dzięki układom z władzą dostaje intratną posadę na PKP oraz mieszkanie, które sfinansowano z krwawicy zwykłych obywateli. Drugi, pozbawiony nawet krztyny talentu chłopak z gminu przygarnięty zapewne spod sklepu przez Pawełka ze Stepów, nieumiejący składać wersów z choćby szczyptą własnego stylu. Obaj trzymają się starych wałkowanych przez dziesiątki lat linii melodycznych oraz schematów, które w świecie nowoczesnej muzyki są od dawna passé. Czemu więc to właśnie oni zostali wybrani na reprezentantów tak dużej wytwórni, a nie jeden z utalentowanych undergroundowych artystów z sercem do rapu? Odpowiedź jest prosta: Dlatego, że łatwo ich kontrolować! Dawid, bananowy chłopak, który chodząc na wiece partyjne PiS, zawsze marzył, by być ulicznikiem. Dostaje szansę, by zmienić swój wizerunek społecznika, wiecznie kopanego przez tych, co systemu nie popierają. Trzeba mu przyznać, że nauczył się przynajmniej podstaw składania wersów… w przeciwieństwie do kolegi, który dorastając (tak jak i ja) w biedzie i patologii najwidoczniej takiej umiejętności nie wyrobił. Dla Intruza wytwórnia była szansą, żeby się z tej biedy odbić i przestać leżeć pijanym na osiedlowej ławce. Śmiało więc można powiedzieć, że uratowało mu to życie, lecz oprócz ślepej lojalności do ludzi, którzy myślą tylko o kasie nie zdobył nic, bo talentu nie da się kupić, a wielu lat treningów zastąpić gadaniem o swojej smutnej historii.

Myślę, że warto by tu wymienić również jednego z zawodników wytwórni GM2L. Alberto, który całe życie latał po Sulejówku, patrząc co tu wynieść na złom i usilnie starając się zacząć być „kimś” w świecie metropolii, jaką jest Warszawa, do momentu, kiedy to ktoś postanowił władować w niego dużą kasę. Dlaczego on? Zapytacie. Odpowiedź jest równie prosta, co logiczna. Ponieważ na polskiej scenie były dwie nisze. Pierwszą było to, że dawno przewidziany, chociażby przez Alcomindz, Oyche Doniza czy Young Multiego drill zaczął zdobywać zagraniczne sceny, drugą natomiast, że na polskiej scenie rapowej brakowało naprawdę czarnego artysty. Alberto pasował idealnie, a że przy tym nie pochodził z bogatej rodziny i nie był za mądry, w łatwy sposób dał się kształtować w kierunku udawanego pseudo brytyjskiego gangsta drillu z odrobiną sztucznego luksusu i strzelania z broni na kapiszony.

Wszystkich ich łączy to, że gdy przychodzi co do czego i trzeba pokazać rapowy pazur, zasłaniając się swoją wielką sławą oraz wyższością nad innymi raperami – unikają wszelkiej konfrontacji, która mogłaby zepsuć w oczach fanów ich wyidealizowany obraz rodem z kina lat 90’tych. Brakuje im obycia wśród ludzi związanych z tą kulturą, które pozwala w niej przetrwać na dłużej. Na szczęście dla nas i nieszczęście dla nich, prawdziwy rap to prawdziwe historie oraz emocje. Nasze życie, wzloty upadki i błędy – nie produkt, który ma stać na półce jak figurki z Wojny Klonów, pozbawione oryginalności, smutno bezbarwnie jednakowe. Nie mówię tu oczywiście o tym, że rap ma być pozbawiony fikcji literackiej, bo to utopia, a jak wiemy z twórczości Orwella, nie jest to nic dobrego. Chodzi mi tutaj o postać, którą jest taki raper. O to, że nie powinna być to rola narzucona przez koniunkturę tylko prawdziwe odbicie duszy artysty i niezależnie od pochodzenia, koloru skóry czy religii, a nawet poglądów powinna być szczera.

Dlaczego, zapytacie? Po co być prawdziwym? Powiecie, że to się nie opłaca. A ja odpowiem wam w imieniu swoim i każdego, kto kocha rap. Dlatego że sława, choćby największa bardzo szybko może przerodzić się w niesławę. Czar może prysnąć, wytwórnie znaleźć nowych frontlinerów, a szacunek słuchaczy zniknąć jak kamfora.

Wszystko idzie do przodu, czasy się zmieniają, ale na scenie od początku do końca zostają tylko ci, którzy prawdziwie kochają rap i potrafią o to walczyć. Spójrzcie choćby na takiego Peję lub Tedego. Obaj są z innych środowisk, przez co niosą ze sobą całkowicie odwrotny przekaz, trafiający do zupełnie innych ludzi. Każdy z nich miał swoje wzloty i upadki, ale jednak na scenie pozostali i z niej nie znikną. Nawet mimo ostatniej nagonki na Peję, z resztą nie pierwszej – jest oczywistym fakt, że jest to ktoś, kto budował tę kulturę i wciąż zostanie z nim niemałe grono oddanych słuchaczy. Niezależnie od nagłówków w rapowych magazynach.

Wracając do wytworów koniunktury, jako kontrast do Tedego i Peji – odwiecznych adwersarzy, którzy są na scenie od 25 lat, postawię Filipa Fergusona, który pojawił się na scenie znikąd, zrobił kilka wątpliwych hitów, a zanim człowiek zdążył go jakkolwiek poznać, przehulał zaliczkę od wytwórni i szybko obrócił przeciw sobie słuchaczy oraz scenę.

Pamiętam jak dziś, festiwal w Czaplinku gdzie grał „koncert wieczoru”, a ja grałem tuż przed nim. Działo się to wtedy, kiedy jego czar już rozpływał w bezmiarze pogardy, a ja dawno poświęciłem się bardziej krucjacie przeciw światu niż graniu. Postanowiliśmy wraz z chłopakami z 81 dać z siebie wszystko. Przygotowaliśmy świetny materiał. Stroje w stylu żołnierzy z kartelu, kamizelki kuloodporne i maczety przywieszone na paskach. Na nasze show zebrało się wtedy grubo ponad 400 osób. Były bisy i dodatkowe numery. Czasu było sporo, ponieważ jak to często bywa, niektóre supporty nie dojechały. W momencie, gdy schodziliśmy ze sceny i dawałem mu mikrofon, publika była rozkręcona na maksa i bawiła się świetnie. Wystarczyło, że zagrał jeden kawałek, a 90 procent ludzi widząc różnice w jakości wykonania, zwyczajnie wyszła. Natomiast ci, którzy zostali, poszli do stoisk z alkoholem czy jedzeniem albo usiedli gdzieś na drugim krańcu pola, żeby nie słyszeć z bliska tego smutnego występu. Pamiętam, że zostałem tam z chłopakami posłuchać go do końca, kiedy już nikt nie został przy scenie, bo było mi go żal, bo widziałem, że on już zrozumiał, że przegrał, zanim naprawdę zaczął rozgrywkę. Organizatorzy po wszystkim przeprosili nas (z resztą niepotrzebnie), że to nasz występ nie był tym głównym i dorzucili trochę ekstra siana za dobrze wykonaną robotę. Ja wciąż pamiętam jednak Filipa, jak tam stoi na scenie ze swoim hypemanem, nawijając do pustej widowni. To jest też przykład, jak duże wytwórnie często traktują artystów, kiedy ktoś przestaje być opłacalny i modny – zostawiają na pastwę losu takie produkty, jednocześnie bardzo często wiążąc ich kontraktami. W sytuacji, w której nie mogą zarabiać bez nich i z nimi już też nie – zawieszają ich w próżni twórczej bez możliwości samodzielnej rehabilitacji.

Wiem, że mój felieton nie jest w stanie zatrzymać tego, co dzieje się z dzisiejszym rapem, raperami i słuchaczami, że nie da się nacisnąć przycisku replay, żeby cofnąć czas i zacząć wszystko od nowa. Jednak wiem też, że wciąż zostało wielu takich, którzy rozumieją, czym jest ta kultura, jej korzenie i pochodzenie, i że, co by się nie działo, zostaną przy niej, nawet gdy ulotna moda się skończy.

Jeśli moje słowa otworzą oczy choć jednemu z młodych, znaczy, że nie były one płonne.
Na zakończenie chcę wam dać małą pracę domową z klasyk. Mianowicie kawałek WWO z 2002 roku „Moda”, który znajdziecie na dole. Track ten już wiele lat temu poruszał zagadnienia, które dziś omawialiśmy, choć w trochę innym kontekście. Moim zdaniem pozostał aktualny mimo zmian, które przetasowały siły na naszej scenie już niejednokrotnie.


Jeśli szukasz biletów na koncerty hip-hop/rap, zdobędziesz je w 100% legalnie u naszych przyjaciół z Biletomat.pl

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2024.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)