Sprawdź nas też tutaj

Felieton

Niemiecka scena rapowa z polskimi korzeniami (1/3) – felieton

Mają miliony wyświetleń, deszcz streamów i naturalnie związek z Polską.

Opublikowany

 

niemieccy raperzy z polskimi korzeniami

Mieliśmy kiedyś w Polsce stronę internetową o niemieckim rapie, było to źródło muzycznej wiedzy, chłopcy tłumaczyli teksty, wrzucali newsy i nowe klipy. To był rok mniej więcej 2004, dość dawno. Byliśmy fanatykami zakochanymi w rapie zza Odry, patrzący na Aggro Berlin jak na jakieś astroidalne zjawisko. Przeciętny Kowalski z dumą hejtował, że język germański brzmi tragicznie i jak w ogóle tego można słuchać. Potem nastąpił przełom, czyli feat Sido z Donguralesko, który otworzył polskim słuchaczom uszy na niemiecką scenę. Niemiecki rap był na takim poziomie w tamtych czasach, że nikt z naszych rodzimych raperów nie był w stanie nawet tego liznąć. Wytwórnie z kapitałem, odjechane ciuchy, fury i imigranci stanowiący mocną część tej sceny.

Nasza polska krew potrafi wzburzyć się do granic możliwości, stymulując mózg dość mocno i gwałtownie. Jesteśmy zdolnymi i upartymi ludźmi, bo odnosimy globalne sukcesy w kreatywnych przemysłach. Podobnie jest i w Niemczech, gdzie parę oryginalnych postaci tworzy historię niemieckiego hip hopu. Jednym ze współzałożycieli najsłynniejszej bitwy rapowej w Niemczech zwanej „Rap am Mittwoch” jest mieszkający w Berlinie DJ Pete, który gotuje beaty dla Mopsa czy Winiego. Oczywiście perypetie Toonego i Sentino od dawna zaprzątają nam głowę, tak jak Malik Montana robiący tryumfalne rundki na milionowych wyświetleniach. Trzeba przyznać, że Mosa ma klucze do wielu drzwi w polskim rapie, i to on ma prawdziwy connect z międzynarodowymi artystami. Osiągnął z pewnością level europejskiego rapera.

Czas na creme de la creme, czyli na sylwetki, które dla Was wyselekcjonowałam. Jedne z nich są bardziej znane, drugie są dość świeżymi twarzami w hip hopowym światku. Okupują niemieckie chartsy, mają miliony wyświetleń, deszcz streamów, oddanych followersów w mediach społecznościowych i naturalnie związek z Polską!

Kronkel Dom

kronkel dom

Jego ksywa to kombinacja słowa z Afrikans i Dom od skrótu imienia. Urodził się w Brodnicy i mieszkał tam przez pierwszych 6 lat swojego życia. O Polsce wypowiada się z wielkim sentymentem oraz z sympatią. Co ciekawe, odwiedzając później swoje miasto, został w nim złapany przez policję za przywiezienie 0,5 grama suszu z Dortmundu. Tym samym dostał karę 2 lat w zawieszeniu i grzywnę. W pewnym momencie swojego życia nie mógł ani legalnie mieszkać, ani pracować w Niemczech. Podczas kręcenia klipu do „Perignon” doszło do kontroli policyjnej, aby uniknąć problemów Dom pożyczył dokumenty od swojego kolegi. Jak widać chłopak bazuje raczej na luźnym i zawadiackim stylu bycia. Natomiast deal z labelem Sony Epic pozwolił mu bardziej wrócić na odpowiednie tory. Na swoim koncie ma EP „Cuzi Allo!”, a „Cafe Kronkel” to album z 2020 roku, który jak sam mówi jest miksem nastrojów i ma wydźwięk wieloaspektowy. Dominik nie boi się szybkich beatów, housowego brzmienia, mocnego bassu w stylu holenderskiej sceny. Zdecydowanie potrafi rozbujać biodra i poderwać nogi. W pewnym wywiadzie wspomniał, że darzy sympatią raperów z SBM czy Quebonafide. 16 marca nawinął wspólnie z Oki, Kizo, CatchUp na remixie „Panamera” Gedza. Sprawdźcie konto na Insta @kronkeldom, gdzie możecie obejrzeć epizody z jego odwiedzin w Polsce.

Krime

krime

Zasila szeregi 385i, czyli jednego z najlepszych muzycznych labeli w Niemczech. Nawija razem z Celo & Abdi, Nimo czy Olexesh. Jako 21- latek może pochwalić się już kilkoma milionami wyświetleń na YT. Pojawił się także na ostatniej genialnej płycie Celo & Abdi „Mietwagentape2” w kawałku „385i Ist Die 1”. Jak sam mi powiedział, pochodzi z Fryburga 79! Nosi się na dresowo i zdecydowanie można powiedzieć, że wpasowuje się dość dobrze w uliczny vibe rapu. Swoim stylem nawijania uderzająco przypomina Olexesh. Jako dziecko mieszkał już w kilku miastach w Polsce, a potem trafił razem z rodziną do obozu dla uchodźców, natomiast jego ojciec mieszka w Warszawie. Na początku nagrywał swoje rapsy w osiedlowej kanciapie, która nie posiadała oszałamiających warunków i profesjonalnego sprzętu. Pewnego dnia kolega Krime wyświadczył mu wielką przysługę wysyłając wideo, na którym nawija do samego Hanybal. W skutek tego został prawdziwie doceniony i zaszczytnie przyjęty do wytwórni.

Stan

Stan reprezentujący północną stronę Berlina Märkisches Viertel, jest zdecydowanie znany pośród bloków na Wittenau jak utwór Sido „Mein Block” w naszych telefonach. To dokładnie ta sama dzielnia, po której Sido bujał się w metalowej czaszko-masce, co spowodowało, że zmienił wtedy historię niemieckiego hip hopu, a Markische Viertel stało się symbolem rapu w Niemczech.

Stan z pewnością może być zaliczany do ulicznej strony gatunku, która tak jak powinna, posiada prawdziwą historię za swoimi kulisami, czyli trochę gangsterki i odsiadki. Jak sam mówi „Ich bin schon kriminell seit Tag 1”(jestem kryminalistą od pierwszego dnia). Przelewa na papier, to co akurat ma do powiedzenia, bez fałszywego groźnego „rap look’u”, bo to po prostu jego osobowość. Wytatuował sobie także orzełka i często podkreśla swoje polskie pochodzenie. Ma na swoim koncie projekt „Lass Taten Sprechen” oraz album „Polonia”. Często kolaboruje ze składem dumnie reprezentującym dzielnice Marzahn.

Badmómzjay

„SnowBunny” ma już ponad 8 mln wyświetleń i zdecydowanie biseksualny wydźwięk. Jeśli masz dobre oko, zwłaszcza kiedy mieszkasz na obczyźnie, z pewnością rozpoznasz polskie rysy twarzy. Nie da się ukryć, że Polki wyróżniają się dość mocno pośród innych kobiet. Ta młoda i atrakcyjna osiemnastolatka z czerwonymi włosami nazywa się Josy Napieray (Niemcy często zmieniają polskie nazwiska, a zwłaszcza końcówki, bo odmiana -ski męska czy -ska damska tutaj nie istnieje). Kontrowersje wywołała swoim głośnym statement o byciu biseksualną i przynależnością do LGBT community. W jej przypadku nie chodzi tylko o look, który zdominował damski rap ( Katja Krasavice czy Shirin David). Natomiast Josy ma wersy, wszechstronne flow, charyzmę oraz odpowiedni hip hopowy attitude.

„Wszyscy mają fame, ale nikt nie ma rytmu” to tylko jeden krótki cyctat z „Zirkus”, gdzie Badmómzjay spittin fire. Ta dziewczyna ma dobrą lirykę, bragga, pewność siebie, a przy tym raperski wdzięk. Brzmi jak idealna kandydatka na rapową gwiazdę, nie tylko ja to zauważyłam, ale także Universal Music podchwycił hunt i szybko zaoferował jej kontrakt. To dość niespotykane, żeby tylko w ciągu roku zdobyć tak duży hype za sprawą swojej osoby, a nie wielkiego feata ze znanym raperem. Głośna kolaboracja wypłynęła jednak niedawno, w styczniu 2021 i stała się hitem na niemieckich charts. Kasimir1441 zaprosił ją bowiem do kawałka pod tytułem „Ohne Dich”. Berlińczycy wspięli się w styczniu na numer 1 listy przebojów i banglali na niej aż przez 4 tygodnie!

Kasimir1441 znany ze swojego „asozial” wizerunku i techniki rapowego krzykacza jest kolejnym złotym dzieckiem tej sceny. Dziewiętnastolatek pojawił się na licznych kolabo z 102Boyz, co dało mi do myślenia. Kasimir kojarzy mi się z Kazimirem, czyli brzmi całkiem polsko. Trochę to trwało zanim dostałam odpowiedź od Bek Records, ale Diloman zdementował moje wątpliwości o tym, że młody raper ma polskie korzenie. Może tylko non stop buja się z polskimi raperami i robi jeszcze feat z Josy. Dodatkowo wyprodukował wspólny album z Chapo 102 „Rotzlöffel” i zanosi się na part 2.

102 Boyz

102boyz

Płynnie wkraczamy w szeregi 102 BOYZ, a to jest dopiero skład! Dla tych, którzy trochę w niemieckim rapie siedzą wiedzą, że chłopaki mają polskie korzenie. Grali przecież koncerty w Polsce i zaliczyli kolaborację z Kobikiem czy Paluchem. 7 lutego 2021 ukazał się klip do obrazu Miszel ft. Major SPZ, Duke102 – GRY. Natomiast streetowym „Mon Cheri” jest feat z Bonusem RPK.

  • @kkuba102
  • @duke_102
  • @chapo102
  • @addikt102
  • @stx102
  • @skoob102

To nasza lista „asozial allstars”! Jako skład mają na swoim koncie 4 albumy i ponad 20/30 więcej singli, parę mixtapów oraz EP. Chłopaki definitywnie nie nudzą się i wypuszczają jak najwięcej materiału pod marką dobrej jakości. W końcu streaming i wizualna strona obrazu to najbardziej właściwy kierunek, w którym z resztą podąża obecnie przemysł muzyczny. Najświeższy numer ukazał się 10 lutego i zwie się „Plastik”, a bit wywołuje uśmiech na twarzy za sprawą sampla pochodzącego od odgłosów śmieciarki.

102 BOYZ to młode chłopaki, którzy bardzo silnie cenią swoje towarzystwo i wpasowują się w prawdziwą definicję bandy. Nie potrzebują pół nagich kobiet w klipach, żeby przykuć uwagę słuchacza. Lubią nawijać o alkoholu, dragach i asocjalnym, porytym stylu życia. Ich przekaz, image, styl jest bardzo wyrazisty. Może i wyglądają jak słowiańskie chłopaki z blokowiska, ale to daje słuchaczowi wrażenie, że to przecież „nasi” są. Często postują na social media jakieś polskie akcenty jak np. siatkę kiszonych ogórków, banalne, ale kochane.

Pusher & OSKA030

Genialny klip w przepięknych ogrodach Potsdamu, polskie laski, szybkie fury i uliczna tematyka. W tym przypadku nie mamy żadnych podejrzeń, co do ich pochodzenia. Rapują po polsku i dość szybko nabijają milionowe odsłony na YT. Pusher ma na swoim koncie parę solowych nawijek po niemiecku jak np. „Sorry” czy feat z Adrianem MTK Cartel do „Ghetto”. Wyraźnie widać, że pomysł pisania tekstów w rodzimym języku i połączenie sił z Oską przyniosły im szerszą rozpoznawalność, także poza Berlinem.

Panowie zgodzili się specjalnie dla abonentów Glamrap.pl odpowiedzieć na kilka moich pytań:

Goldie: Opowiedzcie nam trochę o Waszej historii. Skąd pochodzą Wasze korzenie i jak długo jesteście już w Berlinie?

Pusher: Pochodzimy z Polski, z Lubuskiego, a w Berlinie jesteśmy 22 lata.

Goldie: Dlaczego postanowiliście robić rapsy?

Pusher: Jesteśmy braćmi, i to Oska mój starszy brat zaraził mnie jako dziecko rapem.

Goldie: Jakie są Wasze plany wydawnicze na 2021?

Pusher: Do końca 2021 roku chcemy wydać Box/CD, który będzie się składać z naszych singli.

Goldie: Czy macie w planie kolaboracje z innymi raperami? Może jakiś feat z Kronkel Dom?

Pusher: Są plany też na kolaboracje. Z Kronkelem znamy się dobrze i rozumiemy, ale na razie dużo nie będziemy zdradzać.

Schwesta Ewa

Wszyscy obserwujemy tą Panią od wielu, lat. Myślę, że jako prawdziwy fanatyk niemieckiego rapu nie mogłam nie zauważyć takiej osobowości w Niemczech. Nie trzeba zresztą jej długo przedstawiać, bo Ewa Schwesta to jedna z najbardziej znanych i skandalicznych raperek na niemieckiej scenie. Swoje początki rapowe zawdzięcza SSIO (to jest dopiero ikona), który pomagał jej w pisaniu pierwszych tekstów i warsztacie. Przy okazji tego rapera muszę wspomnieć o tym, że współpracuje z bardzo kreatywnym reżyserem teledysków @macduke, który jest pół Polakiem, pół Nigeryjczykiem.

„Kurwa” za jej sprawą stało się dość popularne w rapowym slangu. Jej biografia to idealny materiał na film z wykwintnie rapową stylistyką. Kwintesencja ciężkiego hustlingu na obczyźnie, a przy tym przynależność do takiego labelu jak Alles oder Nix, daje jej status raperki z dużymi jajami. Z powodu kilku skandali nie schodziła nigdy z ust niemieckich i polskich mediów. Koszalinianka ma na swoim koncie 3 albumy, a ostatni „Aaliyah” wydany w styczniu 2020 roku.

Ewa jest autentyczna, mówi co myśli, bez zawahania śmiem stwierdzić, że to taki mały gangster w spódnicy. Sama w wywiadzie wspomniała: „używam cały czas photoshopa, bez photoshopa nie mogę żyć, spójrz na mnie teraz. Zawsze mówię, że możecie mnie tylko filmować od pasa w górę”. Jeśli ktoś tak jak ona w życiu przeszedł i widział wiele, bezpruderyjnie może podchodzić do życia z lekką nutą satyry. Nie ma co ukrywać, że dla nas Polaków nie jest zawsze łatwo w Niemczech. Często spotykamy się z dyskryminacją czy brakiem szacunku z powodu narodowości. Potrzebna jest nam taka charyzma jaką ma Ewa, że tak naprawdę to my nie damy sobie w kaszę dmuchać „kurwa” streetowy patriotyzm!

Ewa Malanda przez jakiś czas była z nami nieobecna za sprawą wyroku. Zarzuty o stręczycielstwo, pobicie prostytutek, oszustwa podatkowe, sutenerstwo i w międzyczasie narodziny jej córki, z którą później odbywała karę, to dość sporo ciosów na raz. Na szczęście w lutym tego roku wyszła na wolność, wyglądając przy tym oszołamiająco. Wróciła szybko do biznesu i muzyki nawijając barsy na feacie z Sami „Sie Wartet”

Polskie śledztwo, czyli inni niemieccy raperzy z polskim pochodzeniem

Wielu Niemców, którzy mają polskie nazwiska w Niemczech będą Wam z przekonaniem mówić, że oni Polakami w ogóle nie są. Smutne, ale prawdziwe. Przy okazji mojego małego śledztwa popytałam tam i ówdzie kolegów z branży. Doszły mnie plotki, że Fler posiada również polską krew. Patrick Losensky to jedna z największych ikon niemieckiej sceny rapowej. Niektórzy mówią, że „przecież to Polak”, on sam jednak na moje pytanie o swoich korzeniach nie odpowiedział nic, tylko odczytał wiadomość. Podobna historia toczy się z raperem Marvin Game, który w programie „Germania” dość nieklarownie omawia swoje pochodzenie. Pod materiałem widnieje wiele komentarzy, że przecież Marvin Maurice Trotzinski to słowiański chłopak. Wydał na dniach nowy album „Therapie im Hinterhof”. Oprócz muzyki zajmuje się dziennikarstwem i wywiadami z innymi raperami. Dla mnie to berliński odpowiednik Kaliego pod względem zamiłowania do zielarstwa i związanego z tym biznesu. Na swoim celowniku miałam też bardzo oryginalnego gościa, który jest jednym z najciekawszych i najbardziej charyzmatycznych twórców na tej scenie. Finch Asozial urodzony we Frankfurcie nad Odrą, miesza rap z techno, hardcore ze wschodnich Niemiec i wplata też schlaga (niemieckie disco polo). Satyryczny raper wygląda jak typ z lat 80-tych i jeździ obklejoną Fiestą w tuningowym stylu. Tak się składa, że mieszka koło mojej koleżanki na Lichtenbergu. Ostatnio spotkała go siedzącego na ławce i zaaferowana nawijała mu jak jej kumpela bardzo go lubi oraz chce z nim nawiązać kontakt… Niestety tą koleżanką byłam ja. Tylko, że chodziło mi o przygotowanie tego materiału. Niestety, odmówił nam wspólnego spaceru. Gość chyba się lekko wystraszył, bo przestał odpisywać na moje wiadomości po tym jak zapytałam go o jego pochodzenie. Nils Wiehowsky okupuje teraz szczyty charts swoim nowym albumem „Fliesentisch Romantik 2”. Czy jest on Polakiem tego nie udało mi się niestety ustalić. Zabawa w detektywa zakończyła się fiaskiem, Rutkowski definitywnie nie zatrudniłby mnie.

Polecam sprawdzić również chłopaków: @the.gracek i @czartermusic.

Autor: Amanda aka @goldiethebossy

 

Felieton

Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton

Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?

Opublikowany

 

oki kinny zimmer kto wygrał beef

W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.

Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy

Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.

„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.

Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

tymbark oki

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.

Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.

Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała

To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.

Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?

To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.

Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.

Czytaj dalej

Felieton

Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton

Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.

Opublikowany

 

łatwogang

Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.

Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?

Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.

Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.

Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.

Emocje i presja

Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?

Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.

Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.

Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.

Dobry chłopak, ale działa na emocjach

Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.

*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.

Czytaj dalej

Felieton

B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”

Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.

Opublikowany

 

bro

B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.

Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.

Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.

„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.

B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.

B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?

Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.

Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Czytaj dalej

Felieton

Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton

Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.

Opublikowany

 

opłata reprograficzna

Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?

Ministerstwo dumnie ogłasza

Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.

Smartfony i laptopy objęte opłatą!

Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?

Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.

Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.

Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy

Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.

Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni

Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.

Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,

Miliony złotych wpływów

W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.

Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?

Czytaj dalej

Felieton

Czy Kanye West padł ofiarą podwójnych standardów?

„Równi i równiejsi”.

Opublikowany

 

kanye west

Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?

Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?

W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?

Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?

Czytaj dalej

Popularne

Copyright © Łukasz Kazek dla GlamRap.pl 2011-2026.
(Ta strona może używać Cookies, przeglądanie jej to zgoda na ich używanie.)

error: