Felieton
Niemiecka scena rapowa z polskimi korzeniami (2/3) – felieton
Kolejna dawka raperów i muzyków z naszej zachodniej granicy związanych z Polską.
- Niemiecka scena rapowa z polskimi korzeniami (1/3)
- Niemiecka scena rapowa z polskimi korzeniami (2/3)
- Niemiecka scena rapowa z polskimi korzeniami (3/3)
Podczas pisania pierwszej części artykułu nie zastanawiałam się nad tym, ile odcinków jeszcze powstanie. Oczywiście nie miałam zamiaru pisać dla Was telenoweli, ale tak się złożyło, że dotarliśmy do drugiego odcinka i nie ostatniego. Ktoś zadał mi dobre pytanie czy znam wszystkich zdolnych Polaków tworzących muzykę w Niemczech? Dało mi to trochę do namysłu. Po czasie stwierdziłam, że ta grupa rozrosła się do większych rozmiarów niż myślałam. Artyści z polskimi korzeniami na bieżąco nagrywają nowe kawałki, klipy czy albumy. Nie trzeba daleko szukać przykładów bycia „active”, tuż po pierwszej części artykułu „Niemiecka scena rapowa z polskimi korzeniami”, Kronkel Dom wypuścił pierwszy polski klip i podpisał kontrakt z nową wytwórnią. Schwesta Ewa promuje teraz film dokumentalny na swój temat, a Pusher i Oska030 zaprezentowali nowego zawodnika na rynku muzycznym. Nadszedł czas na to, abyście poznali więcej ciekawych osobistości. W dzisiejszą podróż zabiorę Was do krainy pop/r&b, reggae, dancehall, street rap czy stoner vibez. Robimy też mały ranking polskiej kuchni. Podkręćcie bass i zaczynamy.
Mark Forster @markforsterofficial

Mark nie jest wprawdzie raperem, ale wokalistą pop/ r&b. Dlaczego znalazł się na obecnej liście? Gość w rok nabija 41 milionów wyświetleń i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy na niemieckim rynku muzycznym. Mark Ćwiertnia urodził się w Kaiserslauten i jest wszechstronnym muzykiem, który produkował piosenki dla innych artystów oraz agencji reklamowych. Jego nazwisko stało się bardziej znane fanom hip hopu parę lat temu. W 2013 roku Sido zaprosił go do współpracy i nagrali razem utwór „Einer dieser Steine” oraz rewanżowy „Au Revoir”, który był prawdziwym hitem, i pokrył się diamentem.
Mark należy do tych nielicznych osób, które w Niemczech nie kryją swojego pochodzenia i się tego nie wstydzą. W 2017 zaśpiewał w niemieckiej telewizji VOX „Lulajże Jezuniu”. Jednak to niejedyne jego wykonanie w naszym języku. Owocem współpracy z ikoną muzyczną Gentleman był singiel i remix „Like a lion”, gdzie Mark śpiewa po polsku.
W 2018 roku otrzymał nagrodę Echo jako najlepszy artysta popowy w Niemczech. Niestety, nie udało mi się nawiązać z nim kontaktu, aby przeprowadzić krótki wywiad.
Mateo @mateo_berlin

Culcha Candela (po polsku: płonąca kultura) to jeden z najbardziej znanych hip-hopowo, dancehallowo, reaggowych składów w Niemczech. Wydają muzykę od przeszło 10 lat. Formacja ugruntowana w 2002 roku to prawdziwy mix kulturowy, ponieważ ich członkowie pochodzą z Ugandy, Polski, Kolumbii, Korei Południowej. Generacji 80/90s znany jest na pewno utwór „In da City”, który banglał na niemieckiej i polskiej Vivie.
Mateo Jasik urodził się we Wrocławiu, ale w wieku 6,5 lat zamieszkał w Berlinie. Przybył tutaj jako imigrant, dlatego ostro krytykuje wszystkich, którzy dyskryminują azylantów. Muzyk wziął również udział w programie „Germania”, gdzie opowiada o swoich polskich korzeniach i kulturowych aspektach. Na co dzień zajmuje się komponowaniem i pisaniem tekstów dla składu, a także jurorowaniem w muzycznych programach telewizyjnych. Bardzo pozytywnie wypowiada się o międzynarodowym mixie w zespole, który nadaje ich muzyce i charakterom dobrego smaku. W 2014 roku podpisał kontrakt z Warner Music na solowe projekty. Muzyka to dla niego emocje i coś, co pozwala mu tańczyć. Jego pasją jest także sztuka, a zwłaszcza fotografia.
W tym roku ukazał się dobrze przyjęty, najnowszy album Culcha Candela „Top Ten”.
Goldie: Co przynosi Ci największą przyjemność w robieniu muzyki?
Mateo: Największą przyjemnością w byciu artystą jest występowanie przed publicznością na scenie. Studio i wszystko inne jest okey, ale występy na scenie, to jest to, po co żyjemy.
W tym roku ukazał się nowy album Culcha Candela. Z czego czerpałeś największą inspirację do jego stworzenia i napisania?
Zazwyczaj największą inspiracją dla piosenek, które pisze to samo życie. Z powodu pandemii oraz lockdownu, jest oczywiście mniej piosenek o hedonistycznych nocach w klubach. Opowiadają one o tym, aby cieszyć się życiem i jak cenny jest każdy kolejny dzień. Bardziej carpe diem vibe i poważniejsze tematy.
Czy słuchasz jakiś polskich wykonawców muzycznych, może jakiś polski rap?
Nie. Wiem, że jest zajebisty polski rap, ale go słucham tylko wtedy, kiedy jestem w Polsce, w klubie.
Jaki vibe daje Berlin Tobie jako człowiekowi i w jakich kierunkach Cię kształtuje?
Berlin mnie stworzył w każdej postaci.
Ulubione przysmaki polskiej kuchni, nie żałuj sobie.
Pierogi ruskie 100%, barszcz, bigos.
AQUILA 777 @aquila_777

Wyrazisty powiew rapowego wiatru napływa z Hamburga. Aquila777 odnajduje się bardzo dobrze na różnorakich beatach. Umie wcielić się w różne hip-hopowe postaci, od street po kawałki na lato.
Rodzice Davida pochodzą z Olsztyna i Gdańska. 27 latek z pewnością nie wstydzi się swoich korzeni, bo jego ksywka w języku łacińskim oznacza orła, co jest odniesieniem do polskiego orzełka.
W 2019 roku nawiązał kolaborację z Hurricane i to z nim jako Real Sound Kollabo zaczął wydawać pierwsze tracki na Youtube, a później wypuszczał muckę (w niemieckim slangu muzyka) pod skrzydłami polskiego labelu Soul Records. Razem z managerem Adrianem znanym jako Kruszyna, mają w planie wydać więcej polsko-niemieckich piosenek, nie tylko dla polskiej mniejszości, ale również dla słuchaczy mieszkających w Polsce. Obecnie skupiają się na rozwijaniu swojej ekipy Team777, która zrzesza wiele młodych talentów.
03.09 ukaże się nowy klip do singla „Wir geben Gas”.
Goldie: Co przynosi Ci największą przyjemność w robieniu rapu?
Aquila: Docieranie moimi tekstami do ludzi i sprawianie im przyjemności. To jest jedno z najlepszych uczuć, słyszeć swoją własną muzykę i widzieć, jak sprawia ona przyjemność innym ludziom.
Wyzwałeś na Hot16Challenge Marka Forstera. Czy odpowiedział na challenge? Dlaczego właśnie jego nominowałeś?
Niestety, Mark Forster nie odpowiedział. Nominowałem go, bo pochodzi z Polski i myślałem, że usłyszał o Hot16challenge i weźmie w tym udział. Byłoby ciekawe zobaczyć jak on by przedstawił swój Hot16challenge, jako piosenkarz.
Jak się zrodziła współpraca z Fresh Polakke. Czy spotkaliście się już wcześniej, np. na bitwie freestylowej. Widziałeś go w akcji?
W sumie to mój manager napisał do Fresh Polakke i zapytał go, czy nie miałby ochoty zrobić ze mną piosenki. Odpisał, że miałby ochotę, przyjechał do Hamburga i nagraliśmy piosenkę „ADAC”. Widziałem go też na bitwie freestylowej w Berlinie i od tego czasu zaczęła się nasza przyjaźń.
Jaki vibe daje Hamburg Tobie jako człowiekowi i w jakich kierunkach Cię kształtuje? Na jakiej dzielnicy tego miasta się wychowałeś?
Uwielbiam Hamburg, ponieważ każda dzielnica ma swój własny klimat. Ja wychowałem się w Glinde.
Ulubione przysmaki polskiej kuchni, nie żałuj sobie.
Lubię cała polską kuchnie, ale moje ulubione dania to barszcz czerwony, żurek i pierogi. A najsmaczniejszy barszcz, który do tej pory jadłem, to w restauracji „Achtern Diek”.
Manager Aquili nie tylko zajmuje się prowadzeniem kariery rapera, ale także sam wydaje muzykę. Urodzony w Gdańsku, wychowany w Hamburgu jako 18 latek zaczął DJ’ować na imprezach. Team777 posiadają swoje studio, gdzie tworzą wspólnie projekty. Pod koniec lipca na Youtube ukazał się nowy klip Kruszyny do wakacyjnej piosenki „Fiesta”.
DMNK030 @dmnk030

Märkisches Viertel pojawia się znowu na naszej muzycznej mapie, płodna dzielnia. Tym razem z bloków Sido, obok Stana nadaje również DMNK030. Urodzony w Niemczech, w wieku 6 lat przeprowadził się do północnego Berlina. Jako młody chłopak wolał oglądać MTV i Vive zamiast kreskówek.
W wieku 16 lat podjął pierwsze próby nawijek, a na studiach w Kolonii zaczął pierwsze tripy do studia. Przed powrotem do Berlina, poznany tam ziomek „wcisnął mi w ostatni dzień mikrofon do ręki i mówił, żebym w Berlinie dalej robił muzykę”. DMNK na serio zajął się muzą 2 lata temu, a od roku uczy się robić beaty i jak przyznał „no i tak teraz się jakoś wszystko toczy na tej samoróbce”. Korzenie Domnika sięgają Lubuskiego i czasem wplata w swoje szybkie flow jakieś polskie wstawki.
W sierpniu 2021 ukazał się najnowszy obraz do „Lassmeinbaum” ukazujący rapera w trochę innym vibe i stylówce. Zielone krzaki we frytkownicy? Easy.
Goldie: Co przynosi Tobie największą przyjemność w robieniu rapu?
DMNK030: Największą przyjemnością w robieniu rapu to jest to, że można cały swój ból i żale wylać na papier, ale tak samo to, że ludzie słuchają mojej muzyki i się z nią utożsamiają.
Niedawno ukazał się nowy kip do „Lassmeinbaum”. Co stało za inspiracją do tego numeru i czy „stoner rap” to coś dla Ciebie?
Palę już od wielu lat i dużo ludzi w moim otoczeniu też. Myślę, że tak poza tym jestem 100% za legalizacją!
Jak się zrodziła współpraca z Big Polak. Jak się poznaliście ?
Poznaliśmy się na Instagramie, jesteśmy z tego samego osiedla, więc nie trwało to długo jak siedzieliśmy razem w studiu.
Jaki vibe daje Berlin Tobie jako człowiekowi i w jakich kierunkach Cię kształtuje?
Berlin jest niemiecką stolicą hip-hopową. Zawsze jarałem się berlińskimi rapsami, 1Up i Berlin Kidz (graffitti), multikulturową kuchnią i ogólnie, tym że tutaj jest bardzo dużo różnych ludzi. Wykształcił mnie tak, że jestem przeciw systemowi, z czego jestem bardzo dumny.
Ulubione przysmaki polskiej kuchni, nie żałuj sobie.
Uwielbiam babci pierogi z mięsem, ale tak samo kluski śląskie z pyszną roladą oraz buraczkami, krokiety z kapustą i grzybkami, bigos, dobry żurek.
BIG POLAK @bigpolak_offiziel

W kwietniu tego roku ukazała się ciekawa kolaboracja wyżej już wspomnianego DMNK030 z Big Polak. „Alles gut” to mocny i dynamiczny singiel, który definitywnie daje wyrazisty przekaz. Dennisa tata pochodzi z Rudy Śląskiej, a mama jest Niemką. Przygodę z muzyką zaczął od bitew freestyle’owych, które później zaowocowały pisaniem własnych tekstów. Jego wersy często zawierają ironiczny przekaz. Obecnie kręci nowe video do kawałka „Lila”, na którym znajdzie się również DMNK030.
Goldie: Co przynosi Tobie największą przyjemność w robieniu rapu?
Big Polak: To, że te myśli, których na co dzień nie mogę się pozbyć, mogę umieścić w muzyce. Fakt, że mogę tworzyć muzykę tak, jak chcę i jak mi się podoba.
Czy freestyle miał duży wpływ na Twoją muzykę?
Nie, freestyle to jest talent, na który trzeba ciężko pracować albo po prostu mieć duży talent. Ja osobiście uważam, że jestem w tym dobry. Pomaga mi to w pisaniu tekstów i rapowaniu.
Czy znasz jakiś polskich raperów? Jeśli tak, to kto przypadł Tobie do gustu?
Tak, lubię Malika Montanę. Mr. Polska też jest fresh.
Jaki vibe daje Berlin Tobie jako człowiekowi i w jakich kierunkach Cię kształtuje?
Berlin jest bardzo wielokulturowy, dlatego można powiedzieć, że znasz różne jego twarze. Ten szykowny, elegancki oraz brudny i niebezpieczny. Wybieram zdrowy mix tych dwóch stron.
Ulubione przysmaki polskiej kuchni?
Lubię bigos i pierogi.
GRACEK @the.gracek

To pewny siebie typ, który ma konkretną wizję, zajawkę i sporo motywacji do rapu. Urodzony w Krakowie, a wychowany na berlińskim Weddingu, w młodości trenował boks. Jako swojego muzycznego idola wspomina Eminema, który dał mu inspiracje na chamskie punchliny, pełne słonej krytyki. – Bardzo polubiłem 187 Strassenbande, która skłoniła mnie do napisania pierwszego tekstu rapowego po niemiecku. – mówi Gracek.
Jak wspomniał w naszej rozmowie, ogromną sympatią darzy Palucha, Słonia i Szpaka, którzy dali mu motywację do tworzenia muzy po polsku. W lipcu wydał najnowszy klip do kawałka „Budzik”.
Zapytany o swoją przyszłość odpowiada: – Rozwijam się z każdym kolejnym tekstem i jestem pewien, że w przyszłości zobaczycie mnie w topowych rankingach polskiego rapu.
Goldie: Co przynosi Tobie największą przyjemność w robieniu rapu?
Gracek: W sumie powinienem tutaj napisać, że największą przyjemnością jest przekazywanie mojej muzyki innym, ale mam to w ch*ju. Po prostu lubię nawijać i to mi sprawia przyjemność. Chociaż miło jest usłyszeć, że komuś się podoba.
Czy większy wpływ na Twoją muzykę ma niemiecki czy polski rap?
Gracek: Nie wiem. Inspiruje się nie tylko rapem i nie tylko muzyką polską i niemiecką. Wiele rzeczy mnie inspiruję, chociaż zawsze inspiruję się tym, jak chciałbym wyglądać, mówić i nawijać. Jestem Grackiem, chociaż Gracek nie jest mną. Po prostu wcielam się w postać osoby, którą jestem gdy czuje beat.
Jakie są największe 3 różnice między polską, a niemiecką sceną?
Jest dużo różnic między polskim, a niemieckim rapem. Przede wszystkim tematyka. Niemiecka scena bazuje na przechwalaniu się i nawijce o dragach, kobietach i hajsie. Polska scena też zmierza w tym kierunku, ale dalej przedstawia przemyślenia i wartości. W Polsce jest totalnie inny flow i inna mentalność w nawijce no, i w sumie niemiecki rap mainstreamowy zmierza o wiele bardziej w kierunku gangsterskim niż w Polsce. Osobiście wolę polski rap. Aczkolwiek lubię posłuchać 187, Capital, Samra, Apache, Pashanim i wielu innych z niemieckiej sceny.
Jaki vibe daje Berlin Tobie jako człowiekowi i w jakich kierunkach Cię kształtuje?
Berlin mnie wcale nie kształtuje. Jest to miasto, w którym mieszkam i tyle.
Ulubione przysmaki polskiej kuchni?
Pierogi, gołąbki, żurek, barszcz czerwony z uszkami, sałatka jarzynowa, bigos, kotlet schabowy z ziemniakami i mizerią, strogonow, zupa ogórkowa, pomidorowa i grochowa. Zapiekanki, śledzie, tatarski, kluski Śląskie i hot dogi z Orlenu.
Najbardziej ulubione dania niemieckich raperów z polskimi korzeniami
Czas na nasz mały rapowy, kulinarny ranking. Wiadomo, że głodny raper to niegrzeczny raper, głodny Polak, jeszcze gorzej. Oczywiście ten przenośny głód jest wskazany, bo muzę gotuje się godzinami w studio (z angielskiego slangu „cooking”, czyli produkowanie muzy) tak długo, aby wykreować coraz bardziej wykwintne dania.
Teraz przed Wami „Top Chef Polonia Awards”! Stanowczą przewagę mają pierogi, które dostały 5 zgodnych głosów. Tuż za nimi gotuje się bigos, oraz leją barszcz i żurek. Zdecydowanie ciekawą potrawą są hot dogi z Orlenu, jako element naszego dziedzictwa narodowego. Jaka kuchnia taki rap.
Autor: Amanda aka @goldiethebossy
Felieton
Oki wpadł we własne sidła? Niewygodne fakty po beefie z Kinnym Zimmerem – felieton
Hipokryta, który rzuca słowa na wiatr?
W czasie beefu z Kinnym Zimmerem Oki punktował rywala za współprace reklamowe i stawiał ultimatum organizatorowi Rap Stacji. Dziś oba te wątki wracają jak bumerang.
Kinny trafił w punkt? Tymbark potwierdza jego wersy
Jeszcze kilka miesięcy temu Oki celował w Kinny’ego Zimmera z ciężkimi argumentami. Jednym z najgłośniejszych zarzutów było rzekome sprzedawanie każdego numeru sponsorom.
„Dziękują mi Twoi fani – pierwszy track bez lokowania” – nawijał Oki, sugerując, że jego przeciwnik nie potrafi funkcjonować bez reklamowych współprac.
Dziś ten fragment wraca niczym bumerang. W klipie promującym „REKLAMACJA’47: CD1” można było zauważyć charakterystyczną niebieską butelkę Tymbarka. Już wtedy informowaliśmy, że za obecnością produktu może stać szersza współpraca. Teraz sprawa została oficjalnie potwierdzona. Do sklepów trafiły napoje Tymbark sygnowane ksywką Okiego o smaku kwaśnego jabłka.

W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają wersy Kinny’ego Zimmera: „Na filmie do płyty lokujesz Tymbarka. Jak okaże się że macie deala, pęknie twoja bańka” – rapował.
Patrząc na rozwój wydarzeń, trudno nie zauważyć, że przewidywania Kinny’ego okazały się trafione.
Oki postawił ultimatum. Rap Stacja go zweryfikowała
To jednak niejedyny temat, który wraca przy okazji tamtego konfliktu. W trakcie beefu głośno było również o Rap Stacji. Oki szantażował Waldiego, organizatora festiwalu, że jeśli w line-upie pojawi się Kinny Zimmer, to on sam nie wystąpi.
Ostatecznie rzeczywistość zweryfikowała te deklaracje. W składzie imprezy znaleźli się obaj raperzy, a zapowiadane ultimatum nie zostało zrealizowane. Trudno więc pogodzić takie działania z wizerunkiem rapera, który podczas beefu tak chętnie rozliczał innych z autentyczności i konsekwencji.

Czy Oki przegrał beef?
To już kwestia indywidualnej oceny słuchaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że zarzuty dotyczące hipokryzji i braku konsekwencji wracają do Okiego ze zdwojoną siłą, a jego przeciwnik nie zaliczył w trakcie beefu równie głośnych wpadek. Gdyby konflikt trwał dłużej, lista podobnych tematów mogłaby być jeszcze dłuższa.
Tym razem uznania w kierunku Okiego nie będzie ani słowem, ani oczami.
Felieton
Łatwogang stał się nietykalny. Sięga po nasze pieniądze na lek, który nie działa? – felieton
Zamiast porządnego researchu, streamer bazuje głównie na emocjach.
Łatwogang po sukcesie swojej akcji charytatywnej wszedł poziom wyżej i zaczął apelować do rządu o refundację terapii dla dzieci z DMD. Problem w tym, że chodzi o lek, którego skuteczność podważają europejskie instytucje, a emocjonalna presja na polityków zaczyna wymykać się spod kontroli, bo za wszystko tym razem mamy zapłacić my wszyscy.
Polacy będą sponsorować amerykańskich lekarzy?
Nie mam problemu ze zbiórkami. Serio. Jeśli ktoś chce wydać własne pieniądze na eksperymentalną terapię dla chorego dziecka – jego sprawa. Ludzie potrafią się jednoczyć, pomagać i to jest piękne. Pierwsza akcja Łatwoganga zrobiła gigantyczne wrażenie i ciężko było nie mieć szacunku do skali mobilizacji. Tyle że teraz to już zupełnie inna bajka.
Bo kiedy streamer z milionowymi zasięgami zaczyna naciskać na refundację terapii przez państwo, przestaje chodzić wyłącznie o dobre serce. Wtedy w grę wchodzą pieniądze podatników, decyzje medyczne i odpowiedzialność za przekaz, który większość z nas łyka bez żadnego researchu tylko dlatego, że tak powiedział Łatwogang.
Lek Elevidys, o którym mowa, nie został dopuszczony w Europie. Europejska Agencja Leków stwierdziła wprost, że nie wykazano korzyści ze stosowania preparatu. To nie teoria z TikToka, tylko stanowisko jednej z najważniejszych instytucji medycznych na świecie. Terapia dostała jedynie warunkową zgodę FDA w USA i to pod bardzo konkretnymi ograniczeniami. Lek można podawać wyłącznie określonej grupie dzieci, a wokół terapii pojawiają się też informacje o ciężkich skutkach ubocznych, nawet przypadkach śmiertelnych. Nie uśmiecha mi się więc z mojej własnej kieszeni sponsorować amerykańskich lekarzy i ich lek, który nie wiadomo czy działa, a z raportów wynika, że działa słabo.
Lek Elevidys został przetestowany na 125 dzieciach i nigdy nikomu się nie polepszyło.
— Brat Pid (@brat_pid73861) May 24, 2026
Jak się wpisze nazwę leku w wyszukiwarce, to pierwsze co wychodzi to dokument niedający pozwolenia na obrót w Europie.
Koszt dla jednej osoby to kilkanaście milionów złotych. pic.twitter.com/zNX0jPUvaQ
Emocje i presja
Mimo tego Łatwogang i jego pobratymcy w komentarzach nakreślili prostą narrację: kto ma wątpliwości, ten jest przeciwko chorym dzieciom. No bo jak to, NA CHORE DZIECI NIE DASZ?
Przekaz ten zaczyna coraz mocniej opierać się na emocjach i presji moralnej, którą napędzają też ludzie w komentarzach, zamiast na spokojnej rozmowie o faktach. Jeśli zadasz pytanie o skuteczność terapii, jesteś potworem. Jeśli przypomnisz, że państwo nie drukuje własnych pieniędzy, tylko wydaje kasę obywateli, dostajesz łatkę człowieka bez serca.
Łatwogang ewidentnie działa pod wpływem emocji i gigantycznej fali uwielbienia. Problem polega na tym, że internet bardzo szybko robi z influencerów moralnych liderów. Wystarczy jedna viralowa akcja i nagle streamer staje się dla ludzi większym autorytetem niż lekarz. To już nie jest tylko „pomaganie dzieciom”. To próba wpływania na politykę zdrowotną państwa przez presję społeczną i emocjonalne filmiki.
Bo jeśli dziś każda internetowa mobilizacja ma wymuszać refundację terapii odrzuconej przez europejskich ekspertów, to jutro będziemy podejmować decyzje zdrowotne na podstawie lajków, a nie badań.
Dobry chłopak, ale działa na emocjach
Działalność internetowa Łatwoganga pokazała nam, że to zwykły, dobry chłopak, ale działa bardzo spontanicznie i często pod wpływem silnych emocji. Osoby z jego otoczenia mówiły otwarcie po pierwszej zbiórce, że wszystko u niego jest totalnym spontanem. 9-dniowy stream mógł się w ogóle nie udać, bo nie było żadnego szczegółowego planu, a transmisję odpalono na starym komputerze, który w każdej chwili mógł się wyłączyć. Ostatnia akcja rowerowa również wyglądała na zrobioną na prędce, co wiedzieliśmy po wielu wpadkach ze sprzętem.
*Powyższy felieton jest bardzo niepopularną opinią, bo Łatwogang w kilka tygodni stał się osoba nietykalną w Polsce, podobnie zresztą jak Bedoes, o którym innym razem.
Felieton
B.R.O. tworzy śpiewających influencerów, a teraz mówi, że „mainstream to znajomości, pieniądze i sztucznych uśmiech”
Większego zaorania w ostatnim czasie nie było.
B.R.O. wydał całkiem dobry technicznie numer „Maszyna”, który jednak nie broni się lirycznie. Strzały w powietrze, które przebiły oba kolana Broskiego.
Jedną z największych bolączek polskich raperów są strzały w powietrze. Kogo oni nie rozliczają w numerach. Wszystko im się nie podoba. Kiedy jednak podamy konkretne ksywy, które możemy dopasować do ich linijek 1:1, nabierają wody w usta albo się głupio tłumaczą.
Najświeższym przykładem pier***nia totalnych głupot jest B.R.O., który wymierzył linijki w mainstream, zapominając, że z takimi ludźmi chętnie i cały czas współpracuje, bo kosi z nich – pewnie – nieprzyzwoite pieniądze.
„Pływałem w głównym nurcie, czytaj w tym brudnym gównie. W którym rządzi pieniądz, znajomości no i sztuczny uśmiech. Jeśli go nosisz jesteś pustym głupcem. Bo to jak uprawiać prostytucję, mówiąc że to duży sukces” – nawija.
B.R.O. jest naczelnym ghostwriterem sztucznie stworzonych influencerów. Współpracuje głównie z Ekipą Friza, który uczy od podstaw swoich podopiecznych wspomnianych przez rapera „sztucznych uśmiechów” albo przesadzonych reakcji. W taki sposób buduje armię contentowych produktów, które zamiast własnego języka dostają gotowe teksty, gotowe emocje i gotowe schematy zachowań. Wszystko po to, żeby kamera widziała luz, a algorytm dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: przesadę, krzyk i wiecznie przyklejony uśmiech.
B.R.O. cały czas działa z Frizem i Wersow i wciąż pisze teksty im oraz ich influencerom, których akapit wyżej porównuje do „prostytutek”, bo sztuczny uśmiech i znajomości chyba do nich pasują w 100% – prawda?
Dalej w numerze nie jest wcale lepiej: „Słucham wasze zwrotki wszystkie pocięte jak rozbi” – znów strzela w powietrze i kolejny raz wers ten można przypisać do jego „podopiecznych”, którzy bez pocięcia zwrotek byliby asłuchalni nawet dla 10-latków.
Może B.R.O. to maszyna, ale zaczęła już dawno rdzewieć, po tym pamiętnym piwie wylanym na głowę przez Belmondziaka.

Felieton
Robią z nas złodziei. Kupując smartfona, zapłacimy więcej, a kasa pójdzie m.in. do raperów – felieton
Nowa, stara opłata, który uderzy we wszystkich, ale tylko niektórzy na niej zarobią.
Rząd rusza z aktualizacją opłaty reprograficznej. Nowe zasady obejmują m.in. smartfony i laptopy, a pieniądze mają trafić do artystów, w tym do raperów. No i kto tu kogo okrada?
Ministerstwo dumnie ogłasza
Minister kultury Marta Cienkowska podpisała rozporządzenie, które aktualizuje zasady pobierania opłat od urządzeń używanych do kopiowania i odtwarzania treści. – Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to!” – przekazała w komunikacie opublikowanym na portalu X.
Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dot. opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych "nowych podatkach". Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i…
— Marta Cienkowska (@MartaCienkowska) April 30, 2026
Smartfony i laptopy objęte opłatą!
Na czym polega zmiana? Lista sprzętów objętych opłatą została dostosowana do tego, jak dziś konsumujemy muzykę, filmy i inne treści. Do gry wchodzą m.in. smartfony, laptopy, tablety, telewizory oraz dekodery z pamięcią albo funkcją nagrywania. W praktyce chodzi o urządzenia, które realnie służą do kopiowania lub przechowywania materiałów chronionych prawem autorskim.

Czyli co, jesteśmy złodziejami?
Po chłopsku, twórcy ustawy chyba uważają, że jesteśmy złodziejami, bo z góry zakładają, że nielegalnie słuchamy muzyki, przegrywając ją sobie na telefony lub korzystając z nielegalnych źródeł streamingu. Ciekawe jakie to nielegalne źródła mamy w czasach powszechnego dostępu do Youtube i Spotify.
Żeby jednak było miło i fajniusio pani minister rozszerzoną opłatę ubrała w ładne słowa: – Giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami – podkreśliła.
Jak to dokładnie działa – wyjaśniamy
Kupujesz np. telefon albo pendrive. W cenie jest już opłata reprograficzna. Producent/importer przekazuje ją do organizacji, a organizacje dzielą pieniądze między twórców. Artyści dostają część pieniędzy, jeśli są zarejestrowani w takich organizacjach jak ZAiKS czy STOART, a ich muzyka jest uwzględniona w podziale. Gotówka jest rozdzielana według określonych zasad.
Ministerstwo uspokaja, jesteśmy spokojni
Ministerstwo ma życzeniowe myślenie na temat wzrostu cen elektroniki w związku z rozszerzoną opłatą. W uzasadnieniu projektu czytamy: – Biorąc pod uwagę stosunkowo niski poziom opłat przyjęty w projekcie rozporządzenia, należy uznać, że wpływ na sytuację konsumentów nie będzie znaczący.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że opłata ta zostanie przeniesiona na końcowego użytkownika, i to my zapłacimy więcej za smartfona czy laptopa, a miliony pójdą do artystów i twórców,
Miliony złotych wpływów
W 2024 roku wpływy z opłaty reprograficznej wyniosły 35,8 mln zł. Po zmianach budżet dla twórców może wzrosnąć nawet do poziomu 150-200 mln zł rocznie. Według szacunków stawka opłaty ma wynosić od 1 do 3% wartości urządzenia.
Jakie to piękne, a ty co słuchaczu o tym myślisz?
Chorzów to miasto, które wyjątkowo nie ma szczęścia do ludobójczej symboliki i rapu. Dopiero co ucichł temat wizerunku sympatyka Ruchu z tatuażem hitlerowskiej gapy na karku w teledysku Bonusa RPK, a teraz medialną burzę wywołały próby blokady koncertu Kanye Westa. Czy jednak nie można tu dostrzec pewnej niesprawiedliwości w ocenie amerykańskiej gwiazdy?
Nie lada zagwozdkę mają decydenci w kwestii zgody na organizację czerwcowego koncertu Kanye Westa. Już pojawiają się przecieki, że zielonego światła na imprezę nie będzie. Z jednej strony warto pokazać, że jesteśmy zupełnie inni kulturowo niż np. Niemcy, gdzie wielu zbrodniarzy nie poniosło żadnej odpowiedzialności po wojnie i mogli spokojnie wychowywać kolejne pokolenia naszych zachodnich sąsiadów, piastując ważne stanowiska publiczne. Z drugiej – czy osoba chora psychicznie musi być wiecznie stygmatyzowana z powodu odklejek z przeszłości, które mogły wywołać np. źle dobrane leki?
W zasięgowych głosach sprzeciwu przodują zwłaszcza minister Marta Cienkowska i Krzysztof Stanowski. Pytaniem otwartym pozostaje, dlaczego Stanowski nie był równie stanowczy, gdy ambasador Ukrainy wybielał na antenie Kanału Zero hitlerowskiego kolaboranta, Romana Szuchewycza, który uczestniczył w pogromach ludności cywilnej?
"I przejdzie Panu przez gardło, żeby powiedzieć, że Roman Szuchewycz jest zbrodniarzem wojennym?" – zapytała @abojke ambasadora Ukrainy @VasylBodnar w wywiadzie dla @OficjalneZero.
— Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć” (@WspolnotaPamiec) January 11, 2026
"Nie, nie powiem tego" – usłyszała w odpowiedzi.
Ambasador zaprzecza samemu sobie. Z jednej… pic.twitter.com/9F0rMzvgEf
Z tęczową swastyką na szyi zaprezentował się fotoreporterom w 2015 roku Maciej Maleńczuk, a dziś jest przecież jednym z pupilów prorządowych mediów. Podobna akcja tyczy się Olgi Tokarczuk, która pozowała na tle krzyża przerobionego na hitlerowski symbol. Żadnej dyskusji nie wywołała też manifestacja byłego prezydenta Ukrainy, Petra Poroszenko, który w 2023 roku udostępnił nagranie z czarnym słońcem na ramieniu, czyli ulubionym symbolem jednego z architektów obozów śmierci, Heinricha Himmlera. Czy w związku z tym możemy mówić wprost o zjawisku „równi i równiejsi”?
Поїздка на фронт для мене — це завжди найголовніша подія тижня. Хедлайнер в розкладі.
Після парламентської діяльності, перемовин з міжнародними партнерами щодо підтримки України, акумулювання та розподілу благодійної допомоги та іншої тихої роботи в тилу, ця подія — великий… pic.twitter.com/5aucKuX5c7— Петро Порошенко (@poroshenko) September 10, 2023
-
News2 dni temuDziwne zachowanie Sokoła na koncercie w Gdańsku wywołało falę spekulacji
-
News1 dzień temuPolak, który trafił na europejskie listy
-
News20 godzin temuDJ Buhh znów chce pieniędzy i chyba je dostanie
-
News3 dni temuMiasto Gdańsk na oficjalnej stronie informuje, że Edziowi grożą gangsterzy z Chicago
-
News4 dni temuBobby Shmurda czekał na to całe życie. Jego ojciec wyszedł z więzienia po 30 latach
-
teledysk2 dni temuNowy Polak jara jak Snoop Dogg
-
News3 dni temuWspólnik Bonusa RPK ostrzega, kto może stracić na odebraniu orderu Zełeńskiemu
-
News2 dni temuWrogie przejęcie u Tedego. DJ Buhh nadaje na żywo